missnowegojorku napisał/a:Tomek87 napisał/a:missnowegojorku napisał/a:ale nie każdy człowiek jest zdesperowany...uściślając nie każda kobieta po 30.
Nie uwierze w to ze dlugoletnia "singielka" nie jest zdesperowana i jest samotna z wlasnego wyboru. To bujdy na resorach. WIele kobiet sobie to wmawia i mowi ze one są szczesliwe same a w glębi siebie są strasznie eniszczeslwie i smutne i potrzebują wiecej milosci, ciepla i bliskosci
No uważaj, zaraz dostaniesz tu zjebkę od samotnych a szczęsliwych pań.
Zjebka z dedykacją ode mnie dla Tomka87.
Po przeczytaniu opisu autora stwierdzam, że właściwie mogłabym się podpisać pod omawianym przypadkiem.
I mogę wam wyłożyć skąd to przewlekłe singlostwo u teoretycznie atrakcyjnych osób się bierze.
Otóż problemy są następujące. Pierwsze człowiek im dłużej jest sam tym bardziej się do tego przyzwyczaja i coraz mniej mu to przeszkadza,szczególnie jeśli ma pasje, zainteresowania i satysfakcjonujące życie zawodowe. Po drugie, z wiekiem robimy się coraz bardziej wygodni i coraz mniej nam się chce angażować, wysilać czy inwestować w nowozawarte znajomości. Po za tym, kierujemy się bardziej rozsądkiem niż ślepą fascynacją z lat wczesnej młodości(analizujemy wady, zalety itp.) i generalnie sito ma tak małe dziurki, że mało kto jest wstanie się przecisnąć. Teoretycznie najfajniejsi są dawno pozajmowani(ale gdzie oni są, to ja nie wiem, bo poza jakimiś pojedynczymi niedobitkami, to nawet zajętych fajnych nie spotkałam).
Ja też kilka razy miałam konto na portalu randkowym i po jakiś tam spotkaniach, nawet z interesującymi facetami, dochodziłam do wniosku, że właściwie nie podobają oni mi się tak bardzo i wolę sobotę spędzić sama jeżdżąc na rolkach a popołudnie w kinie, na filmie, na który żaden heteroseksualny mężczyzna by ze mną nie poszedł.
Teraz jestem zresztą sama na wakacjach i jest mi samej super. Serio.
Jeszcze muszę nadmienić, że jak widzę moje koleżanki, które są w związkach i wiecznie użerają się ze swoimi facetami to naprawdę przechodzi mi ochota, żeby kogoś poznawać. Historie z forum też nie nastrajają zbyt optymistycznie. A to facet zdradził, a to notorycznie flirtuje, a to nie pomaga w domu, a to dziecka mieć nie chce,seksem zainteresowany nie jest, czy nie zamierza się ożenić. W swoim otoczeniu obserwuje podobne historie i one nie motywują mnie, żeby opuścić stan staropanieński.
Bycie w związku jawi mi się, jako ciągłe wyrzekanie się swoich potrzeb, negocjacje, ustępstwa,multum obowiązków, bez żadnych gwarancji, iż ktoś to doceni i, że w najmniej oczekiwanym nie kopnie Cię w tyłek.
Nie wspominając o posiadaniu dziecka. To wiecznie zmartwienie. Że wymiotuje całą noc, bo złapało wirusa, płacze bo zęby się wyrzynają, lęk czy wyrośnie na wartościowego człowieka, czy w przedszkolu krzywdy mu nie zrobią, skąd ma tą wysypkę.
Jak bym związała się z kimś w wieku 23 lat to wszystkich tych negatywów bym nie rozważała, tylko urodziłabym dziecko kilka lat później mega szczęśliwa i nieświadoma z czym to się wiąże.
Ja też wiecznie muszę się tłumaczyć otoczeniu, dlaczego jestem sama, skoro, jestem miła, wesoła, sympatyczna(zazwyczaj), atrakcyjna etc.
Pewnie wy po przeczytaniu mojego posta wiecie już dla czego. Na tym etapie mojego życia jestem tak skoncentrowana na sobie, że nie ma w nim za bardzo miejsca na kogoś innego. Mogę się oszukiwać, że "nie mogę spotkać tego właściwego", ale prawda jest taka, że jestem sama, bo w tym momencie życia mi to odpowiada. Jestem odpowiedzialną osobą i nie zamierzam stawiać komuś oczekiwań dopóki nie czuję, że sama chce autentycznie się zaangażować.
Liczę się z tym, że skończę jako zgrzybiała, wredna stara panna, ale na ten moment wolę to ryzyko niż to, że zostanę, niedopieszczoną żoną u boku faceta, któremu po kilku latach nie będzie się ze mną chciało gadać czy wymieni mnie na młodszą.
P.S. Ja osobiście nie uważam, się za singielkę tylko za starą pannę. Singielka bardziej mi się kojarzy z laską, która wiecznie z kimś coś próbuje, jest też otwarta na przygody w międzyczasie i autentycznie chce kogoś poznać, nie ma szczęścia czy możliwości. Stara panna to zrzędliwa, pesymistyczna jędza(taka jak ja), heheheh