Siemanko;
W grudniu będę miał 23 lata, i mam olbrzymią potrzebę się wyżalić. Skorzystam w tym celu z Waszej gościnności, bo niestety zbyt wielu innych możliwości nie mam. Bardzo mi przykro za zamęczanie Was kolejnym bólem pupy jakiegoś desperata ![]()
A nie, wróć, nie takiego znowu desperata. Ja się nawet na porządnego desperata nie nadaję...
Po pierwsze, nie uważam, żebym był brzydki, chociaż czasami się zastanawiam, czy się nie mylę. Mam 192 cm wzrostu, ważę 87 kilo przy w miarę normalnej ilości tłuszczu w organizmie. Twarz raczej też nie wygląda jak po zderzeniu z górą lodową, więc naprawdę nie mam się chyba czego wstydzić. Dodatkowo interesuję się modą męską, i uważam, że jestem naprawdę dobrze ubrany.
Po drugie, nie mam problemów z kasą, odłożyłem już sporo pieniędzy. Do czerwca mam jeszcze całkiem niezłą pracę. Mieszkam z mamą, w przyszłości chcę się oczywiście usamodzielnić. Moja mama też nieźle zarabia, brak pieniędzy nie jest naszym problemem.
Po trzecie, nie mam problemów z nauką, idę na 5 rok prawa, przez 2 lata miałem stypendium na studiach, w tym roku niewiele zabrakło. Z moich ulubionych przedmiotów jestem najlepszy na roku. W liceum byłem olimpijczykiem. Nie jestem jednak kujonem... nie chwaląc się, jakoś mi to samo do głowy wchodzi
Po czwarte, mam sporo zainteresowań. Pomijając wspomnianą już modę, interesuję się finansami, psychologią, historią, chciałbym podróżować. Lubię też poimprezować, chociaż nie mam też nic przeciwko siedzeniu w domu. W ogóle jestem otwarty na nowe pomysły, wszystkiego chciałbym w życiu spróbować. Prowadzę dwa blogi związane z moim hobby.
Mam nadzieję, że nie wyszedłem na nadętego bubka
Nie lubię się przechwalać, ale nie jestem też jakość fałszywie skromny. Piszę po prostu co jest.
Jak więc widzicie, nie jestem ludzkim zerem i pewnie są miliony osób, które się ze mną zamienią. No cóż... o ile mają jakichś fajnych znajomych, to jestem gotów na taką zamianę.
Niestety, nie mam przyjaciół, tak naprawdę nigdy ich nie miałem. Nigdy nie miałem też dziewczyny. A i kontakty z siostrą i ojcem też leżą. Moje żywsze kontakty społeczne ograniczają się do spotkania z kolegą (można nawet powiedzieć, że dobrym kolegą, ale raczej nie przyjacielem) raz na tydzień, żeby się napić i ewentualnie iść na dyskotekę. Czasami na dyskoteki chodzę też sam. Nie stoję pod ścianą, tańczę z dziewczynami. Dwa razy mi się zdarzyło całować, ale na tym znajomości się kończyły.
Z racji tych moich wypadów na dyskoteki nie mam aż takiego mocnego parcia na seks. To znaczy mam, ale bardziej brakuje mi partnerskiego elementu związku, wzajemnego wsparcia i wspólnego rozwijania pasji. Po prostu, prędzej czy później trafi mi się na dyskotece jakaś dziewczyna, która się ze mną prześpi, ale raczej wątpię, bym znalazł tam głębszą relację.
Przedwczoraj dostałem kosza od bardzo fajnej dziewczyny, którą poznałem na sympatii. Świetnie nam się gadało przez kilka tygodni na Skypie. Mówiła, że jej się bardzo podobam, i było to uczucie odwzajemnione. Niestety zachowałem się jak debil, chociaż może mnie trochę tłumaczyć jej prowokacyjne zachowanie. Zapomniałem, że w sumie się nie znamy, i zbyt szybko i nachalnie chciałem ją całować... no i się chyba obraziła. Mam nadzieje tylko, że po prostu się obraziła, a nic jej się nie stało, bo nie mam z nią żadnego kontaktu od tamtej pory.
Jednak chyba jeszcze bardziej niż brak dziewczyny przeszkadza mi brak dobrych znajomych. Nie mam problemów w rozmowach z ludźmi, jednak nie potrafię nawiązać głębszej relacji. Zazwyczaj są to tylko pogaduchy o pupie Maryny, typowy small talk. Tak po prawdzie to nawet nie ma mi kto zdjęć na bloga modowego zrobić, bo brakuje mi zaufanej osoby, która by mnie nie wyśmiała z takimi zainteresowaniami...
W dużej mierze może to wynikać z tego, że ja takim kompletnym zerem jak na początku pisałem kiedyś byłem. Wziąłem się za siebie i trochę ogarnąłem. Jednak do wielu rzeczy potrzebni by byli jacyś znajomi... Niestety moi ?starzy? znajomi ze szkoły albo pamiętają mnie jako dziwaka, albo są obojętni. Na studiach wszyscy mają swoje ?paczki? i trudno się do jakiejś wkręcić.
Dodatkowo przytłacza mnie sytuacja w domu i w pracy, gdzie nerwową atmosferę wprowadzają osoby chore psychicznie ? ojciec i kolega (u tego drugiego chorobę przypuszczam, zachowuje się podobnie do mojego ojca). Najchętniej to bym to wszytko pieprznął i wyprowadził się do Warszawy... ale nie wiem jak. Boję się, że rozpuszczę całą kasę na utrzymanie, a nie zdążę się tu urządzić.
Taniej by było mieszkać z kimś, ale... no właśnie
Chciałbym się rozwijać, podróżować, pisać blogi i na tym zarabiać pieniądze, ale wszystko mnie już tak przytłacza, że po prostu nie mam już siły
Jeszcze raz przepraszam za te smęty, nie mam w zwyczaju się żalić. Trochę mi wstyd z tego powodu. Zazwyczaj mam dobry humor i staram się nim zarażać.... ale dzisiaj nie dam rady...
Aha, jeżeli macie jakąś radę dla mnie to będę wdzięczny, chociaż bardziej chodziło mi o wylanie wszystkiego z siebie... bo nie mam do kogo ![]()