Hej, pisze bo potrzebuje rady, wsparcia...
Napisze na początku, że moja rodzina wiele przeszła złego. Dwa lata temu samochod zabił mojego brata a kilka miesiecy pozniej wykryto bialaczke u mojego siostrzenca. Borykalismy sie z załobą i tesknota oraz choroba i wsparciem dla mojej siostry i jej rodziny. Stalam sie mama zastepcza dla jej synka mlodszego. Dzialo sie wiele, zawsze w biegu szpital , dom, praca, fundacje itd... Po tym jak siostrzeniec stanął na nogi wrocil do domu zycie wrocilo do "normy" ja mialam czas dla siebie i czas na żałobę. Odchorowałam to rok pozniej. Moj organizm nie wytrzymal bylam tak slaba odpornosciowo ze lapalam wszytsko co bylo w powietrzu. Ważyłam 45 kg przy wzroscie 168. Zle sie czułam, bylam wykonczona. W miedzy czasie wspieralam przede wszytskim mame, myslalam ze najgorszy etap mamy za sobą. Myslalam ze rodzice sie wspieraja, ze rozmawiaja, ale to tylko pozory. Tate denerowowało rozpamietanie wypadku brata, a mama zawsze drązyła i drażnila. Po jakims czasie ja przestalam reagowac na jej placz. Mama stala sie domowa męczennicą, byc moze spotkam sie ze slowami krytyki po tym co napisze, ale zarazala mnie wszytskimi swoimi negatywnymi uczuciami. Poczawszy od tego ze ma dola , koczac na tym ze jest zla na moje siostry badz ktos ja zdenerwowal. Ja wchlanialam jak gabka, staralam sie pomagac. Wracam z pracy mama ma dola, nie wiem jak mam sie zachowac i co sie stalo, pytam sie a ona jest zla. Nie wiem o co, mysle jestem rozdrazniona i zarazam tym narzeczonego.
Zawsze ma pretensje o to ze nie jestem za czesto u brata na cmentarzu, ale ja jezdze nie mowie jej o tym, ja mam potrzebe ale nie koniecznie chce sie tym dzielic. To nie wyscig! Nie wie co czuje spotykajac sie z jego znajomymi, bylismy w podobnym wieku. Liczy sie tylko bol i dól mamy. Nie mam prawa wrocic z pracy isc do swojego pokoju i nie odzywac sie, po tym jak mialam na prawde ciezki dzien w pracy ze cos sie dzieje. Ja nie mam prawa miec dola i dosc wszytskiego. Jak dzwonie do niej ze bede pozniej, nie chce zeby sie martwili w sluchawce slysze "Aha" kiedys jej zapytalam co znaczy "Aha" odpowiedzala ze nie, nic przeciez mam czas... Ja jej krotko ze nie mam dzieci, meza i moge miec czas dla siebie po pracy.... Tak jest zawsze,chyba ze jade w jej sprawie to calkiem co innego. Tak na boku robie za domowego drivera, chca wypic u ciotki jade , ciotka chce drina wypic, zawoze, chca sie spotkac ze znaomymi musze byc...
I sedno sprawy. Mam z nimi mieszkac po slubie... Mojego nazeczonego tata uwielbia, dogaduja sie. Mama tez go lubi. Dzis wrocilam ze spotkania z tesciami, gdzie juz po rece opadly mi i siedze i wyje w ksiezyc... wodeczka w ruch, ja z J. bylam troche sklocona ale mniejsza z tym , byl to stres dla nas, ja bylam kierowca, siedzialam jak na szpilkach. Pomagalam tesciowej przygotowac goracy posilek, posiedzieli jeszcze i zaczelismy sie zbierac... A moja mama wstala podeszla do mnie i J. i wyrywa nam rece tak zebysmy je sobie podali, prosilam"mamo daj spokoj" a ona ostentacyjnie usiadla zdenerowana i liczyla do dziesięciu byla tak mna zbulwersowana. Plakac mi sie chcialo, syczala do konca, a w samochodzie powiedziala ze wspolczuje mojej tesciowej takiej synowej, ze sie wstydzi mojego zachowania. Jakiego? Takiego ze im nie dotrzymywalam, nie pilam ,czulam stres dobra mina do zlej gry ale staralam sie . Tesciowa przyszla mnie przytulala podziekowala, ale nie moja mama mnie nienawidzi? powiedzialam jej to w drodze powrotnej, tata krzyczal zeby sie nie wtracala, ale ona swoje... Rece mi opadaja , jestem bez sil bo to moja matka, ale dlaczego ona mnie zaraza tak swoja toksycznością... Jestem przesiąknieta, zdezorientowana... Jestem tą najgorszą z trzech córek... przez te lata ktore zyje nauczyla mnie samoobrony, z mojej strony to brak odzewu badz, ignorowanie tego co mowi, wyprowadza ja to z rownowagi ale to powoduje ze uwaza mnie za wielką panią mającą sie za lepsza.. Moja matka nie wie co ja czuje i choc chce jej to przekazac ona i tak jest poszkodowana a ja nie mam uczuc. Boli mnie to strasznie... Co ja mam zrobic, napisac jej list, napisze to ja wiem co ona mi powie " zrobilas ze mnie su.e" , taka masz niedobrą matkę ktora Cie wychowala....
Wiem, ze napiszecie zebym sie wyprowadzila. Zastanawiam sie juz nad tym z J. Znow chodza mysli, jak to mam ich zostawic, zostali sama, siostra ma dom druga mieszkanie, stracili syna jak to tak.... Zostalam im Ja, ta nieudolna smarkula..