Witam wszystkich!
Mam nadzieję, że ktoś z Was będzie umiał mi jakoś pomóc...
Mianowicie, byłam z chłopakiem przez półtora roku, to był mój pierwszy facet. Rozstaliśmy się ponad dwa lata temu. Potem przez rok nie mieliśmy kontaktu, a następnie spotkaliśmy się i od tego czasu mieliśmy kontakt na zasadzie spotkania się 2, 3 razy do roku na piwie. Generalnie rozstaliśmy się z dość mglistych powodów, ale raczej z mojej inicjatywy, nie czułam, żeby to było TO.
On jest (był?) typem faceta kierującego się żelazną logiką i zasadami i mającym określone poglądy. Nigdy nie wysyłał jakichś rozpaczliwych smsów i ogólnie nie okazywał słabości. Ale nie był też typem "ruchacza", był spokojny, porządny.
W każdym razie ostatnio byłam u niego i wyszło tak, że zostałam na noc (bo mam ciężki dojazd do domu), ja spałam na jednym łóżku, on w drugim pokoju na innym i generalnie do niczego nie doszło, co nie było dla mnie dziwnie, biorąc pod uwagę jego zasady, np. takie, ze z byłymi lepiej trzymać się na dystans.
Natomiast jakiś czas temu znowu się spotkaliśmy, tym razem na mieście i on wyraźnei dążył do pójścia do niego do domu. W końcu wyszło tak, że nocowałam u niego i, hm, doszło do czegoś. On był bardzo miły i mówił rzeczy w stylu "czy pamiętasz, jak kiedyś robiliśmy to i to...". Nie bylo jednak mowy o żadnym powrocie, natomiast on zaproponował mi sex przyjaźń. Jestem trochę w szoku, bo wcześniej mogłabym za niego ręczyć, miałam go za osobę, która, owszem, odczuwa popęd jak normalny facet, ale ostateczną decyzję podejmuje zawsze z użyciem mózgu. On nie ma teraz dziewczyny, a ja niedawno rozstałam się z facetem, z którym byłam ok. roku, więc oboje jesteśmy wolni. Po tamtej nocy on napisał jakiś niezobowiązujący sms, ale generalnie nie rozmawialiśmy. Za to (niestety) sporo myślałam o nim i o tej sytuacji. Sam mówił, ze nie wie, czy to dobry pomysł i zarówno on, jak i ja możemy się zaangazować. Oraz że nie pasujemy do siebie, ale było nam dobrze w seksie, więc co nam szkodzi.
Parę dni temu napisałam do niego, było to takie wyjście z inicjatywą co do porozmawiania i on mi napisał, że spotkamy się za jakiś czas i pogadamy. Ja odpisałam, że rozumiem, ze ten czas musi minąć i od tej pory cisza.
Przyznam się, że wszystko to sprawiło, że poczułam się źle, trochę wykorzystana, trochę jak potencjalna zabaweczka. Ciężko mi uwierzyć,żeby on był na tyle cyniczny i potrafił mnie traktować totalnie przedmiotowo, miałam go za innego rodzaju osobę. Dodatkowo zawsze po spotkaniu z nim jest mi przykro i smutno przez pewien czas i myślę o nim, ale po paru dniach to przechodzi i żyję normalnie swoim życiem.
Czy on nie zdaje sobie sprawy, że takim zachowaniem mąci mi w głowie? Dodatkowo jestem czasem trochę niestabilna psychicznie i on powinien zdawać sobie z tego sprawę oraz z tego, ze jako kobieta chcąc nie chcąc w pewien specyficzny sposób się angazuję, uzależniam. To jest mój jeden punkt widzenia, natomiast drugi jest taki, ze w sumie co szkodzi choćby spróbować, przecież go znam i wiem, ze nie potraktuje mnie jak szmatkę i nie byłby to czysty sex, żeby się się zaspokoić, ale z dodatkiem szacunku i sympatii.
Z drugiej strony może to jest po prostu jego desperacja, nie moze sobie nikogo znaleźć, to wraca do tego, co było, nie zastanowił się zbytnio nad tym. Nie chcę być pogotowiem seksualnym.
No i czemu tak mnie zbył smsem? Po co odczekiwać, trzeba się zdecydować. Nie mam ochoty czekać, aż on łaskawie napisze. Z tym, ze jednak coś mnie do niego ciągnie i nie chcę i nie potrafię uwierzyć, że mogłabym być dla niego jedynie dupą do wyruchania (co nie znaczy, że uważam, że powinien do mnie wracać, czy się zakochiwać)
Nie ukrywajmy, ze jest dookoła pełno ladnych lasek, które można poderwać, więc czemu tego nie zrobi? Wiem, ze to trochę co innego i że on uważał, że seks bez miłości nie jest fajny, ale teraz trochę złagodził swoje poglądy. Czy ktoś z Was mógłby mi pomóc jakoś się w tym odnaleźć? Nie potrafię się wczuć w jego rozumowanie.
Aha, niedawno dostał dobrą pracę i się usamodzielnił, może to też mieć wpływ na zmianę jego mentalności.
...Z drugiej strony może to jest po prostu jego desperacja, nie moze sobie nikogo znaleźć, to wraca do tego, co było, nie zastanowił się zbytnio nad tym. Nie chcę być pogotowiem seksualnym.
Ale co Cię to obchodzi? Rób co Ty chcesz. Chcesz z nim seksu, czy nie? Bo traktujesz jakbyś mu przysługę robiła wielką.
Nikt nie wejdzie w psychikę tego faceta i nikt Ci nie odpowie co on myśli. Pytanie czy Ty rozumiesz siebie i umiesz odpowiedzieć czego chcesz. Poprzedni rozmówca N4VV dobrze pyta, chcesz takiego układu? Czy jednak potrzebujesz czegoś zupełnie innego. ![]()
Generalnie rozstaliśmy się z dość mglistych powodów, ale raczej z mojej inicjatywy, nie czułam, żeby to było TO ...
...Przyznam się, że wszystko to sprawiło, że poczułam się źle, trochę wykorzystana, trochę jak potencjalna zabaweczka. Ciężko mi uwierzyć,żeby on był na tyle cyniczny i potrafił mnie traktować totalnie przedmiotowo, miałam go za innego rodzaju osobę. Dodatkowo zawsze po spotkaniu z nim jest mi przykro i smutno przez pewien czas i myślę o nim, ale po paru dniach to przechodzi i żyję normalnie swoim życiem.
Czy on nie zdaje sobie sprawy, że takim zachowaniem mąci mi w głowie? Dodatkowo jestem czasem trochę niestabilna psychicznie i on powinien zdawać sobie z tego sprawę oraz z tego, ze jako kobieta chcąc nie chcąc w pewien specyficzny sposób się angazuję, uzależniam...
...To jest mój jeden punkt widzenia, natomiast drugi jest taki, ze w sumie co szkodzi choćby spróbować, przecież go znam i wiem, ze nie potraktuje mnie jak szmatkę i nie byłby to czysty sex, żeby się się zaspokoić, ale z dodatkiem szacunku i sympatii.
I chciałabym i się boję. Albo rybki, albo akwarium.
Mnie moja intuicja "wytresowała" w ten sposób - jeśli jest coś, co mogę zrobić, ale nie wiem, czy tego chcę, to znaczy, że tak naprawdę nie chcę.
Jeśli chcesz wpakować się w coś, czego nie do końca chcesz, to zrób to w pełni świadoma konsekwencji. Bo one nastąpią w takim układzie.
Pomyślałaś np o ciąży? Wiem wiem, są zabezpieczenia, typu tabletki itp. Ale czasem coś tam zawodzi....
Coś mi się zdaję, że ktoś tu potem może płakać bo wyobrazi sobie za dużo, wspomnienia wrócą, niekoniecznie odwzajemnione.
6 2013-08-04 19:46:57 Ostatnio edytowany przez alfaalfa (2013-08-04 19:48:22)
Dodatkowo jestem czasem trochę niestabilna psychicznie i on powinien zdawać sobie z tego sprawę oraz z tego, ze jako kobieta chcąc nie chcąc w pewien specyficzny sposób się angazuję, uzależniam. .
Podobno nie każdy nadaje się do takich luźnych związków i z tym się zgadzam.
To że jesteś sama i On sam - nie jest żadnym argumentem.. wielu ludzi jest samych a jednak nie chcesz chyba z nimi wszystkimi sypiać.. ?
Piszesz że będzie to tylko sex z domieszką "szacunku i sympatii" i że Ci się ten pomysł podoba- ok, tylko dlaczego martwisz się że On nie odpisuje?.. powiem Ci: bo jesteś zbyt wrażliwa na takie układy i myślisz jednak, że mogłoby z tego być coś więcej. Bądź ze sobą uczciwa: dla niego to TYLKO sex, uczucia nie wchodzą w grę - czyli On nie będzie pisał, bo nie traktuje Cię jak partnerkę życiową.
Moja rada: daj sobie spokój z tym facetem.
To jednak mój punkt widzenia, zrobisz co będziesz chciała.
pytanie do Panów z tego forum:
Co myślicie o kobietach którym proponujecie "układ"?
wg mnie o szacunku mowy tu być nie może..
7 2013-08-04 20:02:33 Ostatnio edytowany przez kosmiczny nick (2013-08-04 20:06:23)
...pytanie do Panów z tego forum:
Co myślicie o kobietach którym proponujecie "układ"?
wg mnie o szacunku mowy tu być nie może..
Cóż, ja - będąc nawet samemu kilka lat - nikomu czegoś takiego nie proponowałem. Raz, właśnie z ...szacunku (także i do samego siebie), dwa, jakoś coś zakończonego traktowałem jako definitywnie skończone. Taka propozycja to jak zasugerowanie kobiecie: będziesz moja dmuchaną lalką?:)
Dla mnie to żałosne i instrumentalne traktowanie drugiej osoby. I - jesli dodatkowo to dotyczy "byłej" - żenujące...
Aczkolwiek podobno to nikomu nie szkodzi...
A dosłownie odpowiadając na zadane pytanie: w sumie nikomu nie proponowałem, więc trudno bym coś "myslał", ale dla mnie - taka propozycja i zgoda na nią - to zgoda na rolę szmaty, przykro mi.
No właśnie jakoś ciężko mi uwierzyć, że mógłby mnie traktować jak dmuchaną lalę:(
Naprawdę nie był tego typu facetem. Nei martwię się, że on nie odpisuję, tylko się zdziwiłam, bo najpierw wyszedł z inicjatywą, a teraz jakby się wycofywał. Ja to odbieram jako strach, ze któreś się zaangażuje.