Eljola: współczuję chama, który Cię adorował. Powinnaś była zaraz mężowi zacytować tekst o "smaku innego ch**a niż mężowski." - ot, po prostu, żeby wiedział jak cudowną rodzinę i znajomych ma :D
Do autorki wątku:
ja byłam w podobnej sytuacji o tyle, że wiedziałam o czyimś romansie. Konkretnie, to moja koleżanka zaczęła się nudzić w 3 miesiące po ślubie (NA KTÓRYM JA BYŁAM ŚWIADKOWĄ, a więc znałam dobrze i ją i jej męża) i z tych nudów zapoznała wirtualnie faceta, z którym się potem dwa razy umówiła a za trzecim razem przespała. Potem znajomość trwała jeszcze jakiś czas. Koleżanka zrobiła sobie ze mnie powiernicę - w pewnym momencie posunęła się nawet do tego, że oczekiwała, że udostępnię jej i kochankowi moje mieszkanie na słodkie tete-a-tete. Ja burdelmamą nie byłam i nie będę, więc zwyczajnie zakończyłam znajomość z koleżanką.
I teraz tak: mąż tej koleżanki jest nieco "prostym" facetem. Pisząc "prostym" mam na myśli to, że jest to niezbyt lotny i dość naiwny człowiek. Być może nie ma wykształcenia i błyskotliwości, ale jest to typ, który małżeństwo traktuje poważnie i uważa, że żony się nie zdradza. Koleżanka jest natomiast osobą lepiej wykształconą od niego acz zakompleksiałą, z dużymi ambicjami i pretensjami do tak zwanej "klasy" i "luksusu". Ze swoim mężem była 6 lat przed ślubem, więc "widziały gały co brały". Męża zdradziła najzwyczajniej z nudów i poszukiwania adrenaliny - przyznała mi się do tego.
Zastanawiałam się, czy nie poinformować jej męża, względnie jej bratowej. Byli 3 miesiące po ślubie, nie mieli kredytu ani dzieci - facet miał szansę na ułożenie sobie życia od nowa. Został zdradzony w (moim zdaniem) najohydniejszy z możliwych sposobów - dla zabawy nudzącej się i egoistycznej panny. Ale potem się zastanowiłam: otóż koleżanka jeździła mu po głowie od początku znajomości, straszyła zostawieniem, rozwodem itp. W czasie romansu była wyjątkowo "nieostrożna", opowiadała mężowi o wirtualnym adoratorze, potem twierdziła ze adorator ją prześladuje (jakoś musiała wytłumaczyć smsy przychodzące o 2 nad ranem), całkowity szlaban na seks tłumaczyła chorobą, nagle znikała itp.
Każdy, w miarę trzeźwo myślący człowiek wpadłby na to, że to wszystko grubymi nićmi szyte i że żona ma zwyczajnie romans. Ale mąż koleżanki najzwyczajniej w świecie nie chciał tego wiedzieć! Wolał udawać, że nie zauważa rozmów żony na Skype z obcym facetem (pewnie kolega), wolał ignorować nocne smsy (pewnie psychopata), brak seksu (pewnie grzybica), weekendowy wyjazd w Walentynki (cudownym trafem przesunięty zjazd na uczelni w innym mieście - uczelni, która ma własną stronę www z harmonogramami zjazdów).
Zdałam sobie sprawę, że X w głębi duszy gdzieś tam wie, że jego żona się puszcza, ale woli to zignorować. Przetrzymać, przeczekać, udawać że nic nie widzi - bo jest mu tak wygodnie. Bo gdyby się dowiedział, jak bezczelnie żona go zdradziła, to musiałby pewnie podjąć jakieś stanowcze kroki. Może rozwód, może strzelenie żony w pysk, może pieścią w stół, może, może, może............
Co więcej, biorąc pod uwagę to, do jakiego stopnia kręcenia moja koleżanka doszła, jestem pewna, że zwaliłaby na mnie swoją winę. Pewnie powiedziałaby, że to ja jej naraiłam kochanka, że to ja ją w jego ramiona wepchnęłam, PEWNIE WYMYŚLIŁABY NAWET, ŻE JA CELOWO SABOTUJĘ ICH MAŁŻEŃSTWO! I jestem pewna, że jej mąż wolałby pójść na łatwiznę i uwierzyć w te bzdury (chociaż mnie znał) niż stanąć twarzą w twarz z rzeczywistością...
Moim zdaniem - biorąc pod uwagę to, że pracujecie w jednym miejscu - powinnaś zostawić sprawę w spokoju. Jego kobieta Ci nie uwierzy a on zwali winę na Ciebie. Biorąc pod uwagę jak łatwo mu startowanie do Ciebie przyszło, jestem pewna, że to nie jego pierwszy i nie ostatni raz.
Co do maili - absolutnie ich nie kasuj - musisz mieć coś w zanadrzu w razie, gdyby kolega wpadł na pomysł mieszania Ci w życiu zawodowym.