Dziewczyny, co o tym myślicie?
Opisze Wam moją sytuacje.
Jestem ze swoim chłopakiem juz 6 lat, od 2 lat mieszkamy razem. Nigdy nie nalegałam na zaręczyny ani na ślub, ale oczywiście marzyłam o tym.
I nareszcie nadszedł ten dzień, w styczniu mój Robert oświadczył się. Zrobił mi piękną niespodziankę, niczego się nie spodziewałam. ![]()
Ale na razie nie planujemy ślubu. ten pierścionek to dla mnie pewna deklaracja, kolejny etap w związku.
Ale spotkałam się z wyrzutami...
Często słyszę, kiedy bierzemy ślub, skoro już jestem zaręczona.
Kiedy odpowiadam że jeszcze nie mamy ustalonego terminu, słyszę słowa: "to po co się zaręczałaś, zaręczyny to przepustka do ślubu, ja jak już będę miała zaplanowany ślub to wtedy chce zaręczyn"....
Czuje wtedy jak wszystko się we mnie gotuje.
Przecież zaręczyny to odrębna sprawa, ślub jeszcze inna! Nie muszę od razu brać ślubu.
Jestem dumna z Roberta że sam zadecydował o tej chwili.
A co wy myślicie o tym?
Czy waszym zdaniem zaręczyny to pewien etap w związku którym można cieszyć się długi czas, czy uważacie tak jak moje znajome, że zaręczyny są POTRZEBNE DO ŚLUBU?