Ta znajomość trwa już kupę lat, kiedys bylismy znajomymi ze studiów, później (po kilkuletniej przerwie w kontaktach) odnowiliśmy znajomośc i do dzis spotykamy się często i regularnie. Zdarzyło się, że wyjechaliśmy na wspólne wakacje, poza tym mnóstwo weekendów spędzonych wspólnie, wspólna pasja ... i w ubiegłym roku uswiadomiłam sobie, że zakochałam się w moim przyjacielu.
Bałam się strasznie mu o tym powiedzieć, ponieważ obawiałam się, że jeśli On nie czuje tego samego, to stracę tę cenną znajomość.
Uzyskałam odpowiedź, że On nie odwzajemnia moich uczuć ... - początkowo trudno było mi to zaakceptować, ale nie można mieć do nikogo pretensji, że nie czuje tak samo - więc z trudem, ale staram się to akceptować. Minęło kilka tygodni od tej rozmowy i zadzwoniłam do niego (mieliśmy przerwę w kontakcie) aby utwierdzić go w przekonaniu, że nie mam do niegozalu i chciałabym mimo wszystko nadal utrzymywać naszą przyjaźć. Od tamtej pory nie wracaliśmy do tematu naszych uczuć.
Jednak nie rozumiem jednej rzeczy - On dzwoni, pomaga mi kiedy tylko poproszę (staram się nie narzucać), to On szuka pretekstu i często inicjuje spotkania zarówno krótkie wypady na tzw miasto, jak i dłuższę posiadówki z noclegiem (nie uprawialiśmy seksu żeby była jasność), spędzamy mnóstwo czasu razem i czuję, że nie jestem mu obojetna! Proszę powiedzcie czy ja już nie myślę racjonalnie? Nie chciałabym tracić tej znajomości, ale cierpię, bo moje uczucia się nie zmieniły i ciężko mi zrozumieć jego postawę!
Co zrobilibyście na moim miejscu?