Hej... Piszę tutaj, ponieważ już nie wiem jak mam sobie poradzić ze wszystkim, co mnie spotkało.
M poznałam na początku grudnia. Wydawał się być ideałem... Na kilku pierwszych spotkaniach było cudownie, choć wiedziałam, że coś ukrywa. Przyznał się, że miał żonę. Był to dla mnie szok i musiałam ochłonąć po takiej informacji, jednak przetrawiłam to wszystko i postanowiłam, że dam mu szansę i nie będę go skreślać przez to, że kiedyś w życiu mu nie wyszło.
Przez 4 miesiące było nieziemsko. Zabrał mnie do Paryża, kupował prezenty, był czuły, kochany. Dzwonił, martwił się o mnie, mówił, że poznał kobietę swojego życia, że to ze mną już planuje życie, dzieci, wszystko...
Zapomniałam dodać, że widywaliśmy się tylko w weekendy, ponieważ nie mieszkał w tym mieście co ja i w ciągu tygodnia miał pracę.
Jakieś dwa miesiące temu zaobserwowałam zmiany. Negatywne zmiany. Przestał dzwonić, troszczyć się, olewał wszystko. Nie liczył się z moim zdaniem, z moimi uczuciami. Nie poznał mnie z nikim ze swojej rodziny, a co najlepsze to NIKT O MNIE NIE WIE. Gdy odbierał telefony będąc ze mną mówił, że ma spotkanie biznesowe itd...
Nadszedł dzień, w którym stwierdziłam, że napiszę mu długą wiadomość. Rozpisałam się niesamowicie. Napisałam wszystko co mnie boli i czego od niego oczekuje, żeby między nami było lepiej. Jego reakcja powaliła mnie na łopatki. Zaproponował abyśmy się rozstali. Zarzucił mi, że jestem nieodpowiedzialna, bo nie mogę znaleźć pracy, że nie daję sobie rady z najdrobniejszymi problemami, że ciągle trzeba mieć na mnie oko i pokazywać wszystko palcem jak dziecku. Przyznam, że te słowa mocno mnie zabolały... Przez 4 kolejne dni pisał do mnie, że może dobrze będzie jak się spotkamy, bo chce mi wyjaśnić parę spraw.
Nie chciałam go widzieć, ale się ugięłam, bo kocham...Przyjechał do mnie w piątek, porozmawialiśmy...W sumie to ja ciągle mówiłam, a on patrzył na mnie z taką miną jakbym mówiła do niego po chińsku. JAKOŚ doszliśmy do porozumienia.
Później poinformował mnie, że w sobotę musi wrócić do miasta, ponieważ jego koleżanka ma ślub i chciałby iść do kościoła na ceremonię, bo kiedyś się przyjaźnili (nie dostał zaproszenia na wesele). Powiedział też, że jego brat idzie na to wesele i w nocy będzie musiał go odebrać.
I CO SIĘ OKAZAŁO. M był na tym weselu. I doskonale wie, że ja wiem... Dzwoniłam do niego 4x w nocy... Nie odebrał... Dzisiaj nie odzywa się cały dzień...
Już nie wiem co mam robić... POMÓŻCIE... NAPRAWDĘ BYŁAM DLA NIEGO DOBRA. Nigdy go nie obraziłam. Miał u mnie wszystko co chciał. Byłam dla Niego po prostu najlepsza... ![]()
góra parę tygodni i będzie finito... może facet początkowo jakoś się tam zachłysnął Waszą znajomością, ale ewidentnie widać, że jemu to przechodzi - i to z szybkością Pendolino, albo i jeszcze szybciej...
A dla oczywistym jest, że ma żonę a nie miał i zwodzi autorkę wątku.
Poużywał Cię i mu się znudziłaś.
Moteris czy twój M nie jest z Piotrkowa? Twoja historia wydaje mi się znajoma.