Witam na forum , jestem tu nowa, wiem że pewnie takich wątków juz było wiele, czytałam ale dalej nie wiem co robic. Jesteśmy juz małżeństwem 5 lat za miesiąc kolejna rocznica, a ja już mam tak dosyć tego małżeństwa. Nie wiem po co ono dalej istnieje ;/, chyba tylko na pokaz bo oczywiści mój mąż jest uważany za super wesołego, miłego i pogodnego faceta udaje takiego przed wszystkimi ale niestety dla mnie jest inny. Zdarzyło sie że podniósł na mnie rękę, a w poniedziałek strasznie mnie zwyzywał od głupich k***ew. Wybiło mnie to z rytmu na caly dzień, nie mogłam się pozbierać, nie mogę dalej zrozumieć ze tak mało dla niego znaczę. Kazałam mu się wyprowadzić ale i tak wiem ze tego nie zrobi. Nie odzywam sie do niego, unikam go ale jestem z tym wszystkim sama, nie powiedzialam nikomu bo mi wstyd.
Najgorsze jest to ze sama mam problemy ze sobą, poczcie niskiej wartości, bezradność. Nie wiem co robić bo razem pracujemy, prowadzimy razem firmę, i musze do widywać prawie cały czas bo i w pracy i w domu. Nawet chciałam odejść z pracy ale nie dam rady teraz znaleźć sobie pracy, jestem za słaba. W naszym małżeństwie już od dłuższego czasu się źle dzieje, tzn nic się nie dzieje tylko monotonia i rutyna, zero sexu, zero zainteresowania sobą nawzajem. Ja mówiłam mu ze nie chce tak żyć taka monotonia mnie zabija. Moj mąż chciał iść do psychologa, bo skoro nam sie nie układa to może nam ktoś pomoże, ale nie wiem czy to ma sens bo ja nie wiem czy teraz po poniedziałkowym incydencie da się cokolwiek naprawić gdzie nawet mnie nie przeprosił za te wyzwiska. Dodam że nie mamy dzieci ja mam 28 lat a mój mąż 31.
Teraz wiem ze to małżeństwo i wszystko było za szybko, za wcześnie, ale niestety jest już za późno i czasu nie da się cofnąć.
Nie wiem czy ktoś to przeczyta ale jeżeli tak to dziękuję za poświęcony czas i prosze o jakąś radę jeżeli w tak beznadziejnej sprawie da się coś poradzić...
pozdrawiam