hej,
nie mam pojecia co robić... przepraszam ze zanudzam, ze zawracam glowe. nie chcesz to nie czytaj, po prostu ja czuje ze musze sie wygadac. niestety nie mam komu.. a to dlatego ze poswiecilam swoje przyjaznie dla faceta ktorego tak mocno kocham...
i wiecie co? mozecie mi napisac ze nic nie wiem o milosci, mam dopiero 21 lat, ale po tym co wczesniej przeszlam, czuje że to wlasnie jest milosc.
Wczesniejsze zwiazki nie zapowiadaly sie zbyt ciekawie, bylam przez 2 lata z facetem, ktory po roku zaczal sie nade mna znecac... nie raz wracalam do domu z krwiakami, siniakami... bo cos mu nie pasowalo... jakos udalo mi sie to przezyc, gdyby nie moi rodzice i przyjaciolki ktore wciaz powtarzaly ze to nie jest chlopak dla mnie... Zakonczylam to.
Poznalam w koncu Sebastiana, był cudowny, pod kazdym wzgledem.. dbał o mnie, staral sie zebym miala wszystko czego zapragne.. Zebym nie miala tak jak z tamtym, nigdy na mnie nie podniósł ręki, nigdy nie krzyknął na mnie... mieszkalismy razem rok, poznalismy sie na wylot. Kochalismy sie, najmocniej...
Pewnego dnia zaczełam czuć, że cos dzieje sie nie tak, jego teningi zaczely sie przedluzac, czekalam w nocy - on nie przychodził...Juz wtedy czulam ze cos sie dzieje. Za bardzo go rozpieściłam.. miał pranie, gotowanie, sprzątanie i wszystko pod nos. Ale tak strasznie mi srawiało radosc to ze moge go w ten sposob uszczesliwic..
Rozstalismy sie.. Długo zalejo mi czasu zeby sie pozbierac po tym. Prosilam go zeby nie odchodził... nie wyszlo...
Pare miesiecy pozniej zaczelam sie spotykac z jego kolegą - Krystianem... tak po koleżeńsku. Powiedzial mi co Seba na mnie mówił, jak mnie traktował i z kim mnie zdradzał. Znienawidziłam go za to.. Miałam ochote sie porządnie zemścić. więc zaczełam ciągnąć znajomość z Krsytianem... wyszlo jak wyszlo. wiem, czlowiek jest głupi, popelnia błędy. i ja wlasnie taki błąd popelnilam..
Myslalam ze cos z tego wyjdzie, oklamywalam samą siebie, zeby nie myslec o Sebie...
No i wyszlo niestety tak, że Krysian okazal sie najgorszą świnią, a pojawił sie znów Seba. Nie miał pojęcia ze spotykałam sie Krystianem. Dowiedzial sie po weekedzie - cudownym spędzonym razem. Był wściekły. Ciągle mnie kochał, starał sie nie myslec o tym. Chciał to wszystko naprawić. Myslał ze uda nam sie zapomniec.
Stwierdziliśmy oboje że znów sprobujemy... On zapomni o tym ze byłam z jego kolegą, ja zapomnę o jego zdradach... Widzialam ze sie stara, ja tez sie starałam. 3 dni temu stwierdzilismy ze to nas przerasta. Ze zawsze bedziemy mieli do siebie zal...
Wiedzialam ze odejdzie, to był stały punkt programu... Seba zawsze odchodził.. ale czemu to ciągle tak boli?
Szczegolnie teraz kiedy mielismy wszystko naprawic.
Jak to jest ze oboje sie tak mocno kochamy a nie mozemy byc ze sobą? Ze nie mozemy zapomnic o tym jak sie zraniliśmy? Dlaczego nie moze byc jak dawniej?
Ja widze ze on zaluje tego co mi zrbił, ja zaluje tego ze byłam z jego przyjacielem... wiem, ze czasu nie da sie cofnąć, ale też wiem, że z nikim nigdy nie bedziemy tak szczesliwi jak ze sobą...
Tak mocno go kocham, wiem, że on mnie też... Jednak nie umiemy sobie poradzić z tym co oboje zrobiliśmy...
Witaj..
Zaczne od ważnego pytania, czy na tym polega miłość? Na zdradach, robieniu sobie na złość? Nie, to już dawno nie jest miłość, tylko chęć upokorzenia drugiej osoby by poczuła się tak samo.. Mimo że go kochasz, to jest przywiązanie bo gdybyś naprawdę chciała wiązać z nim przyszłość, nie spotykałabyś się z jego kolegą by zrobić mu to samo co on Tobie. I nie dziw się że nie umiecie normalnie stworzyć nowych relacji, bo z czasem wybaczamy ale nie zapominamy i przy najgłupszej okazji wyciągamy swoje urazy. Nie zbudujesz czegoś drugi raz na takim samy fundamencie, bo zawsze wychodzi inaczej. Nawet jeśli go kochasz, to zawsze jeśli będzie spóźniał się pół godz. to będziesz podejrzewać że zdradza Cie w tym czasie. Miłość polega na szczerym zaangażowaniu w przyszłość i bezgranicznym oddaniu swoich problemów i siebie drugiej osobie. Ja też myślałam że mam miłość swojego życia, jednak pomyliłam się... nie zawsze będzie tak jak tego chcemy.. Lepiej wyleczyć się z tego niż mieć radość przez cierpienie.. Zastanów się czy to co było między wami było związkiem czy rutyną która mu się znudziła i musiał znaleźć odskocznie w nowym łóżku..
Tego wlasnie balam sie uslyszec. wiem ze oklamuje samą siebie... ze niepotrzebnie dawalam nam nadzieje. Wiem ze to juz koniec. Ale jak mam sobie z tym poradzic?!
oszukana097 - dziekuje za odpowiedz, napisalas wszystko co wiedzialam, ale balam sie przyznac do tego. ktos musiał w koncu na to spojrzec trzezwym okiem.
Nie masz za o dziękować, po prostu kochasz go i wybaczyłabyś mu wszystko ale zobacz ile cierpienia Ci to przyniesie. Ja też kocham człowieka który zostawił mnie bo popełnił samobójstwo ale musze nauczyć się żyć bez niego tak samo jak Ty.. Z czasem wszystko nabierze sensu a Ty znajdziesz z kim na nowo ułożysz sobie życie, czasem lepiej zrezygnować z czegoś wbrew sobie..