Witam, chcialabym sie Was poradzic, jak opanowac zazdrosc? Na ogol mam dobre zdanie na temat mojego wygladu, zazwyczaj lubie siebie, mam powodzenie u facetow, jednak gdy znajduje sie w towarzystwie ladniejszej dziewczyny od razu czuje sie niczym zero. Jak ktos gorszej kategorii, wrecz smiec. Nigdy o tym nikomu nie mowilam, ale teraz sama siebie, widzac na facebooku, ze na zajecia chlopaka, na ktorym bardzo mi zalezy, chce sie zapisac przepiekna dziewczyna. Moim zdaniem jej uroda jest wrecz powalajaca i znow poczulam sie..tak..nisko. Przemknelo mi przez glowe, ze jesli mnie z nia porowna, to ona bedzie milion razy atrakcyjniejsza..
Tak bardzo mi z tym zle, dziewczyny. Jestem ambitna, duzo potrafie, studiuje bardzo trudny kierunek.. Tak jak mowilam, zazwyczaj sie sobie podobam, ale w jednej sekundzie w towarzystwie pieknej kobiety czuje sie nic nie warta...
Kobiety w mojej rodzinie zawsze bardzo o siebie dbaly, moja mama wyglada jak Audrey Hepburn (to nie zart), a ja zawsze bylam ´paczusiem´. No jasne, teraz mam 20 lat, nie mam zadnej paczusiowej nadwagi, nic takiego, od kilku lat lubie moje ksztalty, ale zawsze zwracano mi uwage, ze musze absolutnie w kazdej chwili pieknie wygladac.. Pamietam, ze nawet gdy szlam po mleko do sklepu oddalonego 50 metrow najpierw potrzebowalam czasu, zeby ´sie zrobic´..
Teraz mieszkam w akademiku i zazdroszcze dziewczynom, ktore maja odwage wyjsc na korytarz w byle jakim dresie, byle jak spietych wlosach.. Ja bym nie dala rady. Czasem poswiecam godzine na to, zeby ´sie zrobic´, po czym po minucie wracam do domu i biegne przebrac sie w cos innego, bo w tym stroju czuje sie niepewnie.
Przez te niepewnosc jestem tez bardzo zazdrosna, ucierpial na tym kiedys moj zwiazek, ciagle wydawalo mi sie, ze moj owczesny chlopak oglada sie za innymi, bo sa o wiele ladniejsze.. Z tego powodu zranilam tez bardzo nasza wspolna przyjaciolke, bo w pewnym momencie nawet o nia bylam zazdrosna. To bylo jakies 3 lata temu. Od tego czasu bylam w jeszcze jednym zwiazku, dosc dlugim, ale gdy w koncu sie rozstalismy w ogole nie rozpaczalam, nie bylo mi zal, bo.. tak naprawde nigdy sie w nim nie zakochalam. Za bardzo balam sie angazowac, by potem nie byc o niego zazdrosna. Wolalam poswiecic uczucie, byle tylko nie czuc tej zzerajacej, palacej, obrzydliwej zazdrosci...
Czy ktorakolwiek z Was wie jak moglabym sprobowac nad tym zapanowac? Chcialabym sie czuc sama ze soba dobrze w kazdej sytuacji, przy kazdej osobie czuc sie wartosciowym czlowiekiem i miec zwiazek pozbawiony chorej zazdrosci...