Zaczęło się ponad 4 lata temu.
Poznałam fajnego chłopaka, zakochaliśmy się w sobie. On na stałe mieszkał za granicą, w Polsce był jedynie na urlopie. Wyjechał, był skype, smsy, ogółem rozmowy przez internet, obiecałam przyjechać. Mój termin wyjazdu zbliżał się kiedy ukochana babcia ciężko zachorowała- chciałam odwołać przylot. Wtedy zagroził, że się zabije. Były interwencje Jego matki, namowy, że muszę przyjechać- poleciałam. Początek wspaniały...później rozpoczął się koszmar. Po tym jak kolejny raz podniósł na mnie rękę, wyrzucił z domu i wylądowaniu na policji postanowiłam odejść. Wróciłam do Polski a niedługo potem okazało się, że jestem w ciąży. Dokąd mogłam ukrywałam ją przed wszystkimi, przez resztę cierpiałam na depresję. Po urodzeniu również zmagałam się z depresją, zanegował ojcostwo, więc córka nazwisko miała moje. Kiedy dowiedział się, że ma moje nazwisko zmienił zdanie, ale jeszcze przed urzędniczką stanu cywilnego głośno zastanawiał się czy podpisać, co jeszcze bardziej mnie poniżyło. W ciąży przyjeżdżał do Polski, ale każde nasze spotkanie kończyło się awanturą i scenami paranoicznej zazdrości. Nadużywał alkoholu, nie stronił od bójek i problemów, nawet na chrzest naszej córki przyszedł z podbitym okiem. Często poniżał mnie i moją rodzinę, pieniądze wydawał przede wszystkim na alkohol i swoją przednią zabawę. Słał na córkę, ale w porównaniu z tym co zarabiał to były grosze. Zostawiłam go i próbowałam ułożyć sobie życie na nowo. Ingerował w każdy mój związek, szpiegował przez znajomych i internet. Wydzwaniał, zastraszał i groził każdemu kto próbował być blisko mnie. W między czasie mówił, że kocha najbardziej na świecie mnie i córkę, żebym dała mu szansę, bo nikt inny nie pokocha nas tak jak on. Nie miałam odwagi wyjechać do niego za granicę. Po tym co robił nie miałam pewności, że nie podniesie na nas ręki tam, gdzie nie miałabym dokąd pójść. Miał wybór wrócić tu, poszukać pracy, zadbać o nas, sprawdzić się. Nie chciał, to JA miałam się poświęcać, ufać. Każda odmowa z mojej strony rodziła same podejrzenia. Raz mówił, że kocha, za drugim razem, że to nie ma jednak sensu. Potem znów że kocha, a kiedy nie odebrałam Jego telefonu, że to nie ma sensu. Miałam być na każde skinienie palcem, miałam ciągle pieścić go słowem i być wyrozumiała na każdą rzecz. Wyrzucili go z pracy. To było do przewidzenia biorąc pod uwagę tryb życia jaki prowadził. Nie starał się jej utrzymać mając rodzinę. Gdyby nie pomoc ze strony mojej rodziny zostałybyśmy z niczym. Minął już jakiś czas, wspomagałam go, mówiłam że to czas aby wreszcie zmienił swoje życie, żeby podjął wreszcie słuszne decyzje, że ma to co najważniejsze, czyli nas. Stwierdził, że mam podjąć decyzje za niego. Ja mam mu powiedzieć co ma robić, zaczęło się wymyślanie problemów tam gdzie ich nie ma...Nieodebrany telefon, czy "nie taki ton głosu" i nie taki sposób pisania powodowały u niego utratę sensu w nas. Czułam się jak na smyczy z zerowym brakiem zaufania. Wychowanie naszego już 3 letniego dziecka samej to nie jest prosta sprawa, on wcale tak nie myśli. Nie panuje nad emocjami...nie skupia się na dziecku tylko NA MNIE. I gdyby nie czuł do mnie tej chorej miłości jaką czuje to córkę pewnie miałby gdzieś...Ja chcę aby córka miała ojca, ale życie na ciągłej huśtawce i niepewności mnie wykańcza. Nie mogę ułożyć sobie życia z kimś innym, on ciągle gdzieś jest. Tłumaczyłam, rozmawiałam z nim, rozumiałam, przebolałam wiele rzeczy, starałam się, a on tak jakby w ogóle nie pamiętał tych rozmów, nie wiedział o czym mówiliśmy, zacięta płyta. I tłumaczenia ze strony jego matki : że wychował się bez ojca, gdzieś się zagubił i mam mu wszystko wybaczyć. A kto wybaczy mi? Kto zrozumie mnie? Wesprze ? Tylko ja mam dawać siebie i cierpieć kolejne ciosy? Bałabym się zamieszkać z nim z dala od wsparcia rodziny, bałabym się powierzyć mu dziecko bo już 3 razy zrobiłby mu krzywdę ( z racji nie panowania nad emocjami), każda próba wytłumaczenia mu, że ma problem wewnątrz siebie, że jest rozchwiany kończy się wmawianiem mu choroby psychicznej...Dodam jeszcze, że jako nastolatek sprawiał duże problemy wychowawcze...ucieczki z domu, alkohol, narkotyki i próby samobójcze nie były mu obce...Ja mam 25 lat, on 31.Każdego dnia zastanawiam się co robić.Długo się zastanawiałam nad umieszczeniem mojej historii na forum...Powiedzcie proszę co myślicie
On:
- jest szantażystą
- pobił Ciebie
- wyrzucił z domu
- zanegował swe ojcostwo
- bezpodstawnie jest zazdrosny o Ciebie
- nadużywa alkoholu
- nie stroni od bójek
- poniża Ciebie i Twą rodzinę
- zastraszał
- miałaś być na każde skinienie jego palca
- itd., itd.
i zastanawiasz się, co masz zrobić?
Poszukaj w internecie stron Niebieskiej Linii (jest kilka), poczytaj informacje o ofiarach i sprawcach przemocy.
Tak, to wszystko działo się na przestrzeni kilku lat, bardzo wiele wycierpiałam, jest ojcem mojego dziecka...i wiele razy powtarzał, że się zmieni. Wiem, że nie powinnam go kochać i dawno zablokować jakikolwiek dostęp do moich uczuć, nie wiem czy mną manipuluje, czy to jego uczucie jest tak schorowane. Jeśli uciec, to jak skutecznie, skoro do końca życia łączyć nas będzie dziecko...
Nie napisałam, że masz przestać go kochać. Nie napisałam też, że masz uciec przed nim. Proponuję tylko (aż), byś nie wiązała swej przyszłości z ojcem swego dziecka, byś nie układała sobie swych planów życiowych z nim w roli głównej. On Tobą manipuluje (jeśli manipuluje) tylko wówczas, gdy Ty na tę manipulację wyrazisz zgodę.
Na czym Ty tu się zastanawiasz? On Cię okalecza psychicznie i Twoje dziecko. Nie pozwól mu wejść więcej do swego życia. Uciekaj od niego i to jak najdalej!!! Wielokropek ma rację więc posłuchaj nas.
Takie teksty jego mamy, że bez ojca i takie tam to kolejna manipulacja. To dorosły facet. To co robi to robi on i on winien być za to odpowiedzialny.
Współczuję.
Dopiero po poście Wielokropka zdałam sobie prawdziwie sprawę, że jestem ofiarą przemocy. Nie wiem, czy pozostaje się nią na zawsze, czy mogę użyć słowa BYŁAM ofiarą przemocy...Wszystkie doświadczenie zrobiły ze mnie silniejszą niż byłam, trudno przykleić sobie etykietkę ofiary :-( Jednakże fakt, na pewno okaleczył mnie psychicznie. Od pewnego czasu nalega na ślub. Jest mu widocznie potrzebny do tego, by mieć mnie, swoją "własność" pod całkowitą kontrolą. Nie mam podstaw, by mu uwierzyć i zaufać. Nie mogę żyć złudzeniami, prawda ? Nie mogę wiecznie prowadzić go za rączkę i podejmować za niego decyzji. To nie jest normalne, prawda ? Prawda, że to ON powinien wziąć sprawy w swoje ręce i znaleźć pracę, starać się i wspierać również mnie ? Przecież nie można co rusz usprawiedliwiać się depresją, która paraliżuje każdy jego ruch. Nie jest postawiony w sytuacji bez wyjścia, nie płaczą mu dzieci za ścianą, że nie może się wyspać, czy odpocząć. Jest tam sam, nie musi się zajmować niczym innym tylko sobą. Czy ja mam się czuć jako ta zła, bo nie rozumiem jego depresji ? Zawsze byłam dobrą dziewczyną (może za dobrą, bo jak się ma dobre serce to trzeba mieć twardy tyłek) i staram się podchodzić do wszystkiego jak człowiek. Nigdy nie utrudniałam i nie będę utrudniać kontaktów z córką, powinien docenić, bo są kobiety, które robią straszne rzeczy względem facetów. Uważam, że jest bardzo niestabilnym, nieufnym człowiekiem, może chce, abym zastąpiła mu w pewnym stopniu miłość rodzicielską, której miał mało. Dobrze potrafi być kilka dni i wtedy on serce na dłoni da, ale za długo nie może być dobrze, bo wtedy szuka, tak jakby ciągle potrzebował jakichś silnych impulsów, bodźców, adrenaliny, tak jakby kłótnia MUSIAŁA BYĆ. Być może jest uzależniony od silnych emocji...Skomplikowane psychologicznie, gdybym nawet chciała, dla samej siebie wiedzieć co z tym człowiekiem jest nie tak, to chyba nie dojdę, tyle rzeczy, których nie rozumiem i nie wiem czy kiedykolwiek zrozumiem....
Możesz żyć złudzeniami.
Możesz prowadzić go całe swe życie za rękę.
Możesz do końca swego życia być ofiarą przemocy.
Możesz jego zachowanie tłumaczyć.
Możesz. Nie musisz. ![]()
Dlaczego ten człowiek ciągle czegoś odemnie chce? Czemu jest zawsze gdzieś w tle, patrzy, obserwuje, próbuje wywęszyć, dowiedzieć się, zaszkodzić?
Czemu nie znajdzie sobie kogoś odpowiedniego dla siebie?
Tego nie potrafię zrozumieć.
Mogę, próbuje jak najwięcej zrozumieć, mieć na wszystko jasny, konkretny pogląd, który krok po kroku buduje. Chciałabym stworzyć porządny fundament i nie dać się więcej razy zwieść
Dopiero teraz przeczytałam Twoją historię. Ty śpiewaczku odpisałaś na mojego posta więc chciałam zobaczyć dlaczego Ty tu jesteś. Też masz nie ciekawą sytuację. Powiedz mi proszę jeśli możesz jak poradziłaś sobie sama z dzieckiem?
Dziękuję za Twoje dobre słowa do mnie.
Śpiewaczku, przeczytaj mojego posta i zastanów się, czy nie widzisz w tym podobieństw?
Co masz zrobić? Nie wiem jakim środkami dysponujesz i czy pomocą od rodziny, ale musisz zacząć dawać sobie radę.
Idź na terapię, będzie Ci potrzebna.
Musisz odciąć się od tego człowieka.
Włamywał się na portale? Ja miałam to samo. Zmień hasła, zablokuj go itd itp. On psuje Ci życie bo mu na to pozwalasz.
Możesz nawet zgłosić na policji że to stalking - prześladowanie, może nie wiele da, ale zawsze coś.
Odetnij się od niego całkowicie! CO to za ojciec? Poszukaj partnera, który nie będzie może biologicznym, ale pomoże Ci w wychowaniu, stanie na wysokości zadania. Daj znać. Papa. Powodzenia!
Witam,
długo mnie nie było, trochę nie doczytałam zasad forum i założyłam osobny wątek o tej właśnie relacji...Ojciec córci wrócił na stałe do Polski i strasznie uprzykrza mi życie. W najprostszych rzeczach się ze mną nie zgadza i kłóci, wyśmiewa, podważa zdanie. Tragedia jest z każdą rzeczą, z ustaleniem kontaktów z córką, nie godzi się na moje propozycje, grozi policją i straszy sądem...Potrafi wydzwaniać od rana i pytać, czy już może zobaczyć córkę a jak już się z nim umówię to zmienia zdanie i tak w kółko. Ok. Chciał często widzieć córkę, więc zaczęłyśmy przychodzić, zdarzało się, że kazał na siebie czekać- nawet godzinę, a jak w końcu przyszedł to pijany z pretensjami, że się z nim konkretnie nie umówiłam tylko przyszłam. Mieszka dwa bloki dalej i mnie kontroluje. Wieczorami wysiaduje na balkonie i patrzy, czy u mnie w domu pali się światło, czy przypadkiem gdzieś nie idę- bo mnie jako matce NIE WOLNO. Jest batalia, mota się w najmniejszym wyborze, dezorganizuje nam życie, nie chce się porozumieć i do tego bezczelnie mnie obraża. Jednego dnia straszy sądem i nie ma dla nas czasu, drugiego chce się dogadywać. Potrafi cały wekeend się nie odzywać, by w poniedziałek rano zasypywać mnie telefonami. Na szczęście mam wsparcie rodziny, mieszkam z rodzicami, którzy są świadkami tego co się dzieje i wołają o pomstę do nieba...Potrafił tu ostatnio zmienić godzinę spotkania, a jak ja w związku z tym też zmieniłam plany przyszedł i zrobił mi awanturę, przy dziecku straszył policją i sądem. Nie mogę normalnie zaplanować dnia, zjadają mnie nerwy, bo nie wiem czego się spodziewać.
Odpowiadając na wcześniejsze pytania : jak poradziłam sobie sama z dzieckiem? Gdyby nie pomoc bliskich- nie wiem jakbym sobie poradziła...mam to szczęście, że stanęli za mną murem i wsparli finansowo i psychicznie.
Nie wiem do czego to wszystko zaprowadzi. Nie znam nikogo tak roszczeniowego i okrutnego, nie wiem co on chce zrobić. Wraca nagle po 3 latach życia za granicą i żąda, aby 3letnie dziecko rzucało mu się na szyję i wołało kocham tatuniu najbardziej na świecie. Jak ten mały człowiek miał nawiązać z nim więź przez kabelek od komputera? Nic nie da mu się przetłumaczyć. Dziecko nie jest do niego jeszcze przekonane ( jest tu od miesiąca dopiero) a on tłumaczy to tym, że nastawiam małą przeciwko niemu...Nie wiem jak się od niego uwolnię. Chcę wreszcie zacząć żyć normalnie, a przez niego zwyczajnie się nie da :-(
Wystąpić do sądu rodzinnego o uregulowanie spotkań z dzieckiem. Spotkania w obecności kuratora. W mojej opinii jedyne rozsądne wyjście.
Człowiek chory, niestabilny. Ty Jesteś kochana współuzależniona od tego psychola, a przez to również niestabilna. To nie są warunki na wychowywanie dziecka. Moja rada - terapia i odcięcie się od niego na poziomie intelektualnym i emocjonalnym. Zero dogadywania się, rozmów, ustaleń. Takie sprawy można załatwiać z osobą zdrową, on zdrowy nie jest.
Popieram przedmowczynie! Wszystko musisz zalatwic na poziomie formalnym, zero dogadywania sie z nim bo sama widzis ze nie mozna dojsc do porozumienia. Ten czlowiek pogrywa z Toba w gierki i wodzi Cie za nos a Tobie to tylko szarpie nerwy i wybija z rytmu, sama widzisz jakie to meczace.
Bylam w bardzo bardzo podobnej sytuacji i zerwalam calkowity kontakt bo zdalam sobie sparwe ze to toksyczny czlowiek. Osaczal mnie swoja miloscia,po rozstaniu wchodzil na moje portale spolecznosciowe, czytal maile, dzwonil do kolegi zeby czasami nie zalatwil mi pracy bo bedzie skonczony w tym miescie, ze wszyscy faceci beda sie bali ze mna byc przez niego, straszyl sadami, na drugi dzien zasypywal smsami zebysmy sie jednak dogadali ojjj duzo tego bylo. Powiedzialam dosyc! Nie bede wiecej z Toba sie szarpac i zalatwiam wszystko formalnie. Mieszkal 150m odemnie.
Tylko ze ja spiewaczku dla swietego spokoju powstanowilam sie wyprowadzic zostawiajac za soba praktycznie wszystko. Zablokowalam maile,zmienilam nr tel, zlikwidowalam facebooka i mam wreszcie swiety spokoj ufffff.
Wystąpić do sądu rodzinnego o uregulowanie spotkań z dzieckiem. Spotkania w obecności kuratora. W mojej opinii jedyne rozsądne wyjście.
Człowiek chory, niestabilny. Ty Jesteś kochana współuzależniona od tego psychola, a przez to również niestabilna. To nie są warunki na wychowywanie dziecka. Moja rada - terapia i odcięcie się od niego na poziomie intelektualnym i emocjonalnym. Zero dogadywania się, rozmów, ustaleń. Takie sprawy można załatwiać z osobą zdrową, on zdrowy nie jest.
Spóźniona ale poradziłabym dokładnie to samo!
Psycholog, sprawy pomiędzy wami załatwiaj formalnie, sąd kurator, urzędnik, nigdy nie próbuj się "dogadywać" bo zaszkodzisz sobie i dziecku. Najważniejsze, że jesteś już świadoma tego co z tobą zrobił, teraz musisz zacząć działać. 3maj się:)
Dziękuje kobietki, sąd to jedyne co mnie w tej sytuacji czeka...Nie chcę mieć z tym człowiekiem nic do czynienia...Wczoraj po raz kolejny pokazał na co go stać. Chciał spotkać się z dzieckiem, zgodziłam się...nie chciał przyjść do nas ( bo czuje się u mnie w domu niekomfortowo ), więc my poszłyśmy tam ( jest jeszcze jego matka, przy której zazwyczaj się hamuje z bezczelnym zachowaniem). Spotkanie ustalone z góry, czas od 15-18, wszystko ok, bawił się z dzieckiem, dopóki...jego matka nie wyszła do sklepu. Jak tylko zamknęła za sobą drzwi naskoczył na mnie z pretensjami, wyrzutami. Przy dziecku wyzwał mnie od najgorszych, wyrzucał z domu, ale najgorsze było to, że zasłonił całym sobą dziecko i drzwi stwierdzając, że mogę sobie iść, ale bez dziecka. Zadzwoniłam do moich rodziców i jego matki...wyrzucił nas z domu, ale z takimi słowami, że mi się wszystko w brzuchu wywraca jak sobie przypomnę. Stwierdził, że życie mu spieprzyłam, bo mam z nim dziecko, że mam mu oddać wszystkie rzeczy i "spierdalać". Tak potraktował matkę swojego dziecka i podziękował za wychowanie i opiekę. Dziewczyny, skąd się biorą tacy podli ludzie, podli, cwani i wyrachowani. Ale wiecie co jest najgorsze ? Że tak ciężko stać bez emocji, kiedy we wszystkim tym uczestniczy dziecko, chce je chronić przed tym destrukcyjnym człowiekiem. On nie liczy się z tym, że ten mały człowiek chłonie wszystko jak gąbka, że wysłuchuje i widzi jak ojciec skacze do bicia, czy wyrzuca z domu. On nie liczy się z niczym. Czeka na sytuacje kiedy nie będzie na jego zachowanie żadnych świadków, a potem wszystkiego się wypiera. Nie wiem jak tak można, nie wiem jakim trzeba być, grozi, że mnie zniszczy, że zrobi ze mnie wyrodną matkę. Z pod ziemi siły wygrzebię, ale mnie nie złamie. Ile my musimy w tym życiu wywalczyć, wypłakać i wycierpieć, żeby móc normalnie żyć...
Popieram przedmowczynie! ...
Ja nie popieram - dupka należało by rozstrzelać.
Za te wszystkie krzywdy, z bezsilności, że nie da się w żaden sposób z nim porozumieć nie raz miałam takie myśli, że rozstrzelać to mało...Wiele razy prowokował, wczoraj potrafił mi stanąć tak 5 cm od twarzy, no po co? Po co tak? Co ja jestem jakiś jego kumpel to bijatyk, czy co on chciał? Walnąć mnie? Wystraszyć niby, pokazówka sił, kto jest większy i silniejszy, serio już nawet śmiać mi się chce jak sobie przypominam...Agresja z niego kipi uszami, jak nie słowna to fizyczna. Mnie już nie uderzy, ale pójdzie się wyładować na pierwszym lepszym człowieku w barze, słupie, czy ścianie. A za kilka lat córka oglądając zdjęcia z chrzcin będzie pytać czemu ojciec ma takie limo pod okiem. Trudno będzie poskromić te wszystkie emocje, które we mnie siedzą, chciałabym mieć to w dupie, a ciągle gdzieś w środku pytam jak tak można i nadziwić się nie mogę. Wywaliłam na przedpokój pudło ze wszystkimi pierdołami, które od niego w geście porywu dostałam i ciężko mi się ruszyć dalej...
Dziewczyno dlaczego Ty tam poszłaś wiedząc na co go stać??????
Narażasz nie tylko siebie, ale przede wszystkim dziecko.
Nagrywaj to wszystko jeśli to możliwe i idź do sądu.
Jejku, 3-letnie dziecko widzi jak ojciec wyzywa matkę od najgorszych.
To on ma się dopasować, a nie TY, on się u Ciebie źle czuje, trudno! Dziewczyno poszłaś z dzieckiem do jaskini lwa. Zacznij działać!
Za to, co on wyprawia spokojnie możesz go pozbawić praw rodzicielskich na dłuższą metę i wystąpić o ograniczenie kontaktów już teraz. Jego nałogi również działają prawnie na Twoją korzyść - jeden test na obecność narkotyków (może mogłabyś o coś takiego wystąpić?) i koleś leży na łopatkach w sądzie.
Wystąp do sądu o zakaz zbliżania się do was.zbierz jak najwięcej dowodów.on się kwalifikuje do leczenia psychiatrycznego.co za swinia z niego.uciekaj jak najdalej bo zrujnuje życie tobie i twojemu dziecku.słów mi brak...
Za to, co on wyprawia spokojnie możesz go pozbawić praw rodzicielskich na dłuższą metę i wystąpić o ograniczenie kontaktów już teraz. Jego nałogi również działają prawnie na Twoją korzyść - jeden test na obecność narkotyków (może mogłabyś o coś takiego wystąpić?) i koleś leży na łopatkach w sądzie.
Szczególnie jak on mieszka 2 bloki dalej.
Trochę rozsądku.
To nie ma żadnego znaczenia, gdzie mieszka w kwestii opieki nad dzieckiem.
Zgłaszany był prze zemnie na policję, założyłam mu sprawę o znęcanie się psychiczne i fizyczne ( 2 lata temu)- umorzono z powodu braku wystarczających dowodów...policję wzywałam nie raz- zawsze kończyło się tym, że jak już przyjechali to się ulatniał, ew. poradami typu "proszę iść do sądu, my nie od takich spraw jesteśmy".
Prawdą jest to, że jestem naiwna a tym samym głupia, bo tyle czasu "miałam nadzieję na zmianę". Dawałam ciche przyzwolenie, nie idąc do sądu od razu. Ten człowiek nie jest i nie był moim mężem, nie ma do mnie żadnych praw, a uczepił się jak rzep psiego ogona...
Napisałam już pismo do sądu, zacznę od ustalenia miejsca zamieszkania małej ze mną, bo prawnie jest tak, że mógł mi dziecka nie dać i policja bez tego postanowienia by nic nie zrobiła. Następnie uregulowanie kontaktów z dzieckiem i alimenty. Na ograniczenie lub pozbawienie jego praw muszę nazbierać mocnych dowodów...Jest cwany i bezczelny, ale kiedyś mu się noga podwinie.
W sądzie będę próbowała wszystkiego, bo jest to zwyczajnie nieobliczalny i niedobry człowiek. Nie jestem mściwa, potrafię chodzić na kompromisy, z całej mojej siły próbowałam, żeby było dobrze- wyczerpałam wszelkie możliwości i dostałam po dupie. Muszę zebrać się do kupy, zachować zimną krew i w żadnym wypadku nie dać się sprowokować.
Dowód na to, że ma coś z psychiką NOSI na swoich rękach od długiego czasu. Są porżnięte na całej długości...to chyba świadczy o czymś więcej niż tylko o tym, że się wychowywał bez ojca...( co ja głupia wówczas łyknęłam, litowałam się). To nie jest dobry przykład dla dziecka, jak się kiedyś mała go zapyta to ciekawe, czy nie będzie mu wstyd. Zapracował sobie na to, co będzie się działo. Wierzę w to, że nie zabraknie mi sił, chociaż na tą chwilę jest ciężko...
To nie ma żadnego znaczenia, gdzie mieszka w kwestii opieki nad dzieckiem.
Za to ma znaczenie w kwestii bezpośredniego zagrożenia.
Bez przesady. Poddawanie się i chowanie głowy w piasek dlatego, że on mieszka niedaleko nie jest dobrą radą dla Autorki.
Bez przesady. Poddawanie się i chowanie głowy w piasek dlatego, że on mieszka niedaleko nie jest dobrą radą dla Autorki.
Nie mam co do tego pewności - jak ją (lub dzieciaka) uszkodzi powtórzysz powyższe.
Zresztą nie chodzi mi by nic nie robiła, a jedynie pomyślała o swoim bezpieczeństwie.
Mieszka praktycznie w bloku na wprost, jego balkon wychodzi na moje okna. Do zakazu zbliżania się, którego bardzo bym chciała też muszę mieć konkretne podstawy (właściwie dowody), nasze prawo jest tak na prawdę straszne. Musi mi łeb rozwalić, żeby ktoś zobaczył, że stwarza REALNE zagrożenie...Musi się coś bardzo złego stać, żeby ktokolwiek powiedział "o faktycznie". Będąc u adwokata mówiłam, że dziecka mu samego (tak jak sobie zażyczył, bo przecież patrzeć na mnie nie może...) nie zostawię, bo mam REALNE podejrzenia, że coś złego może się dziecku stać. Wiem, że jest nieodpowiedzialny, nie wie jak się nią zajmować, z resztą nawet nie chce wiedzieć...Dwa razy wszedł by z wózkiem pod samochód, dwa razy "wyślizgnęła" mu się z rąk - raz w wannie a raz na schodach, bo burak nie potrafi skupić się na bezpieczeństwu dziecka, tylko jak go EMOCJA poniesie to już wszystko mu z rąk leci i na nic nie patrzy. Pan adwokat powiedział, że no przecież ojciec musi się nauczyć i WYPADEK może się zdarzyć każdemu. Mnie przez całe 3 lata żaden taki WYPADEK się nie zdarzył a jemu co tu był raz na ruski rok tak.
Boje się, że któregoś razu wyjdę z domu i mi coś zrobi, dlatego nie wychodzę sama. Przynajmniej od jakiegoś czasu. Zawsze z mamą, ale mama moja niedługo wraca do trzyzmianowej pracy ( teraz jest na opiece na babcie) i będę musiała podjąć jakieś inne kroki bezpieczeństwa...Zawsze noszę też ze sobą gaz pieprzowy, w razie potrzeby użyję.
Dużo się też nasłuchałam i naczytałam jak to teraz matki, żeby zaszkodzić ojcu z jakichś osobistych powodów utrudniają ojcu relacje z dzieckiem, i sędziowie stają po stronach ojców ( niby wcześniej notorycznie źle osądzanych). Tego też się boję. Zwłaszcza, że mam pewność, że będzie kłamał w sądzie. Kłamał i próbował mnie oczernić. A czym jest słowo przeciwko słowu?
Chciałabym, żeby po prostu się od nas odczepił. Żeby mu się znudziło i dostał po dupie w sądzie. Nie wiem kiedy i czy w ogóle to nastąpi, ale już współczuje kolejnej dziewczynie, która zdobędzie się z nim być....
Dziś złożyłam wniosek w sądzie. To pierwsza taka moja styczność z sądem...wniosek napisałam sama przy pomocy internetu i konsultacji z darmowym prawnikiem z OIK. Brakowało mi tylko JEGO nr pesel...Napisałam smsa do jego matki, czy mi nie poda. Cisza. Zadzwoniłam do niego- powiedział, że nie. A jak się dowiedział, że sprawę w sądzie założyłam to się zaczęło...Smsy z bluzgami, nagła chęć widzenia dziecka (chociaż milczał kilka dni). Jak zaproponowałam mu spotkanie z dzieckiem w sobotą to kazał mi "zdupczać".
Nie wiem co jeszcze może wymyślić, ale spodziewam się wszystkiego. Muszę wyjść z domu do apteki i sklepu i odczuwam lęk, że może mi coś zrobić. Teraz dopiero się zacznie...
Boję się również tego, że wynajmie sobie jakiegoś szychę adwokata (bo oczywiście pieniądze ma) i będzie próbował oczernić i zgnoić mnie w sądzie.
Ile jeszcze siły i nerwów w to włożę? :-(
Średnio sobie radzę...Wydawało mi się, że złapałam wiatr w skrzydła i co? Byle smsy,czy spotkanie (dziś był u nas na odwiedziny z małą) sprawiają, że mam doła. Dziś miał przelać alimenty- nie przelał, mała zachorowała i musiałam znów liczyć na rodziców. Wczoraj w nocy wysyłał smsy, czemu jeszcze mam zapalone światło w pokoju ( czy z małą ok- wywnioskował,że jeszcze nie śpi), gdy nie odpisałam natychmiast zaczął słać pretensje, czemu nie odpisuje NATYCHMIAST. A jak odpisałam, że nic się nie działo i z córką wszystko ok, napisał "skąd wiesz?". Nie odpisałam. W dzień ustalonego spotkania zażądał, bym mu córkę przyprowadziła do domu, a kiedy się nie zgodziłam chamsko rozłączył się w pół mojego zdania, po czym nie odpisywał, czy raczy przyjść, czy nie. Jak już przetrawił, że nie przyjdę z małą, zadzwonił i oznajmił, że odwiedzi nas za 20 min..Przyszedł. Przyniósł dziecku jedną mandarynkę i lizaka. Powiedział, że nie będzie przysyłał takiej kwoty jak do tej pory, bo go nie stać, w związku z czym rzuci mi jakieś 200-300 zł i będzie się śmiał w twarz, że mamy z tego żyć. Jak powiedziałam, że dziecko chore obrzucił mnie oskarżeniami czemu mu WCZORAJ NIE NAPISAŁAM, jak mała dopiero dziś wstała z katarem :-(
Straszył mnie, że mam przechlapane przed sądem. Mówił przy dziecku, że jestem żenująca i głupia, kiedy stanowczo nie zgodziłam się na odstawianie małej do niego do domu.
Gesty...udawał, że rzyga mi na dywan, kiedy znów powiedziałam coś stanowczym tonem...
Nagle, dziś dał mi ostentacyjnie do zrozumienia, że ma nową dziewczynę.
Próbowałam nagrywać go na dyktafon, ale chyba się skapnął, bo zaczął kłamać prosto w twarz, że to ja mu utrudniam i że to ja nie wywiązuje się z obiecanych terminów
((((((
Nie odzywał się kilka dni, nawet smsa, czy dziecko zdrowe a nagle żąda spotkań z małą codziennie.
Czemu nie umiem tego olać, tylko to siedzi we mnie i gnębi. Czemu mnie krzywdzi i mści się kosztem dziecka.
Pomóżcie, bo nerwowo się wykończę :-( Myślałam, że jestem silna, że dam radę na to co mnie czeka :-( To stek poniżenia i ciosów. Jestem bez grosza przy duszy, i jeszcze bez możliwości podjęcia pracy
Pan świetnie się bawi i imprezuje, dodatkowo ma kasę, i wiem, że te 200-300 zł które rzuci dziecku to jest NIC w porównaniu z tym co ma. W sądzie w sprawie alimentacyjnej nic nie wskóram, bo kasę zarabia na lewo. Gdyby nie moi rodzice, zginełybyśmy marnie, mnie by pozwolił zdechnąć z głodu na ulicy, a dziecko by zgnębił i zniszczył :-(