Witajcie,
Sięgnęłam takiego dna, że nie wiem już co ze sobą zrobić. Mam ochotę chodzić po ścianach. Pomóżcie proszę, tak bardzo potrzebuję dobrych rad i wsparcia, że chyba oszaleję.
Sytuacja wygląda tak: poznałam rok temu chłopaka (faceta właściwie) i zakochałam się na zabój. On we mnie też, tylko tyle że on jest 2 lata młodszy i z tego albo z powodu, że zostaliśmy odmiennie wychowani były częste nieporozumienia. Nawet awantury. Ale kochaliśmy się i jakoś to było. Byłam bardzo pewna jego uczuć. W święta doszło do awantury, w której nie wytrzymałam i nagadałam mu w złości i w emocjach rzeczy, których nie powinno się powiedzieć nikomu.
Zraniłam jego dume, dobiłam go. Oczywiście pożałowałam i zaczęłam potem przepraszać ale już jest jak do ściany. Powiedział mi że w nim się to wypaliło i nie chce ze mną być. A ja uświadomiłam sobie jak bardzo go kocham i jak bardzo pewnych rzeczy nie doceniałam.
Mieszkamy nadal ze sobą, chociaż szukam mieszkania. Ta sytuacja trwa już 3 tygodnie, mało co jem, mało śpie, zawalam w pracy, piekło. On traktuje mnie teraz jak koleżankę, rozmawiamy, wspominamy, robimy razem zakupy. Powiedział żebym się nie wyprowadzała, ale jest pewien, że dobrze robimy że się rozstajemy.
Był mega zakochany we mnie ale rzeczywiście chyba się coś wypaliło.
Jak go nie ma przy mnie to szaleję.
Błagam doradźcie - jak go odzyskać, bo niczego innego nie pragnę...