Dziewczyny, czytam forum od jakiegoś czasu i dziś zdecydowałam się poprosić was o radę. Byłam z chłopakiem przez 3 lata, zerwaliśmy i to ja nie chciałam powrotu, mimo tego, że jemu zależało. Do dziś uważam, że nasze zerwanie było potrzebne, psuło się między nami i trzeba było to przerwać. Minęło 1,5 roku, podczas których cały czas mieliśmy kontakt, widywaliśmy się, pisaliśmy, dzwoniliśmy- zawsze był. On niedawno kogoś poznał, a wróciły uczucia. Od razu zaznaczę- nie od razu i nie na zasadzie 'psa ogrodnika', przemyślałam to dobrze i wiele razy- chyba po prostu zrozumiałam, że to jest to, że on zawsze był obok i chciał powrotu, a ja- mimo tego, że nie związałam się przez ten czas z nikim, miałam tą świadomość, że on jest w pobliżu ( on też był sam przez ten czas). Nieważne. Powiedziałam mu o swoich uczuciach, widujemy się średnio raz na tydzień, mamy kontakt telefoniczny, mailowy, SMSowy ( szczerze, wynika z mojej inicjatywy, ale on odbiera i odpisuje). Mówi mi, że się waha, że przez tyle czasu mówiłam mu, że nie chcę powrotu, że musiał się w końcu ogarnąć i ciężko mu uwierzyć, że teraz jestem szczera. Jeszcze jedna sprawa- boi się, że między nami znów się zepsuje, w końcu z jakiś powodów się rozstaliśmy- też nie mam 100% gwarancji, ale chcę spróbować, żeby nigdy nie żałować. Kiedy się spotykamy, wspominamy przeszłość, jest miło, czule, ciepło. Tylko te teksty- nie wiem, chciałbym spróbować w nowym związku itp., mimo tego, że sam wie, jak jest między nami i kilkakrotnie mówił mi, że nowe to nie to, że jest z kimś, żeby nie być sam. Z drugiej strony, gdyby chciał być ze mną, to by był, prawda? Wiem, że to wygląda jak zwierzenia jakiejś desperatki, zapewniam- nie jestem
tylko, dziewczyny, potrzebuję spojrzenia z boku- czy to ma sens? Czy on naprawdę się waha i boi czy bawi, bo ma dwie dziewczyny i mu to imponuje? Ostatnio został u mnie na noc i pomijając to, że było ciepło i miło jak kiedyś, gdyby nie chciał, to by się ze mną nie spotkał. Mi może zaufać, znamy się długo, czujemy do siebie pociąg, jest naprawdę świetnie, kiedy się spotykamy i to nasze wspólne zdanie- z drugiej strony, fakty są takie, że głównie ja zabiegam o kontakt, no i on wciąż jest z kimś. Jak go odzyskać? Udowadniać, że mi zależy i szukać kontaktu czy odpuścić, żeby zatęsknił? Boję się, że wtedy zaangażuje się, ucieknie totalnie w nowy związek i zapomni o mnie. Nie chcę ranić ani jego, ani jej, ale wiem na 100%, że to nie jest mój kaprys, ale naprawdę zrozumiałam; oboje zmieniliśmy się, dojrzeliśmy i wiem, że to miałoby duże szanse, żeby się udać. Poradźcie świeżym okiem, co robić?
2 2013-03-21 10:44:55 Ostatnio edytowany przez madoja (2013-03-21 10:46:37)
Po pierwsze - mimo że piszesz że nie jesteś psem ogrodnika, to sadzę że jesteś. Niby na jakiej podstawie twierdzisz że nie? Nie chciałaś z nim być po rozstaniu gdy był sam i nagle uczucia w Tobie rozkwitły gdy poznał kogoś.
Po drugie - w tej chwili jesteś kimś na zasadzie kochanki. Oficjalnie jest z tamtą, a Ty go po kryjomu zapraszasz na noc. Naprawdę chcesz tak żyć?
Po trzecie - Piszesz że nie chcesz ranić tamtej dziewczyny, ale to są puste słowa. Bardzo puste. Zupełnie bez pokrycia. Ranisz ją w pełnym tego słowa znaczeniu obmyślając plan, jak odbić jej faceta i zapraszając go na noce.
Po czwarte - tak, gdyby chciał być z Tobą to by był. Urwałby tamten kontakt. Nie byłoby żadnego "ale".
hmm ja mysle, ze cos jednka z tego ogrodnika masz... Widze ze on sie waha wiec nie tlumaczy tego strach, ze cos sie popsuje itd raczej swiadczy to o tym, ze on nie czuje podobnie jak Ty... Nie kocha... To Ty naskakujesz i mysle, ze jesli dasz mu spokoj zwyczajnie przestanie sie odzywac.. Wydaje mi sie, ze nie chcesz jego oddac nikomu.. I to nie chodzi o to ze chcesz sprobowac zeby nie zalowac.. To jest bez sensu odpusc i uwierz mi wiecej zyskasz dajac mu wolna reke niz naciskac... Powiedz mu, ze to teraz jego decyzja czy do siebie wracacie czy nie.. Odpowiedz przyjdzie szybko...
Jestem tego samego zdania co madoja.
Zostaw chlopaka w spokoju, bedzie chcial to sie postara o ciebie, a poki co to wstretnie sie zachowujesz, ze wciskasz sie w jego zycie.
Tylko to nie do końca tak, że ja jestem ta zła, a on to biedny, pogubiony chłopczyk. W gruncie rzeczy to ja jestem sama i nie jestem przed nikim odpowiedzialna, a to on krzywdzi i mnie, i tą dziewczynę, z którą się związał i nie wiem, czy czegoś nie naobiecywał. Jeśli jest tak, jak piszecie, to po co odpisuje czy odbiera telefon - mógłby olać, po co się ze mną spotyka i wspomina przeszłość, po co mówi mi, że miewa myśli, żeby się z nią rozstać, po co przyszedł do mnie na noc, przecież go nie zmusiłam. Nie jestem zła, tylko zagubiona i zakochana; raz mówi, że chciałby spróbować czegoś nowego, drugiego dnia, że jest mu ze mną miło, dobrze i myśląc o nas, ma wątpliwości, czy nie robi błędu, nie będąc ze mną. Brak mi go jako człowieka, jego ciepła i bliskości. Może musiałam go stracić, żeby zrozumieć, że mi na nim zależy i jest dla mnie ważny?
A może się mylę i powinnam go olać, bo bawi się nami obiema i na żadnej z nas mu tak naprawdę nie zależy?
Ja nie twierdzę, że on jest cacy. Napisałam że gdyby chciał z Tobą być, to by był. W tej chwili gra na dwa fronty, a Ciebie traktuje jak swoją kochankę.
Odbiera telefony bo może lubi seks z Tobą albo chce póki co ciągnąć drugą srokę za ogon, gdyby z pierwszą sroką nie poszło. Nie wiem. Nie doszukuj się w tym jakichś wielkich znaków i nadziei, bo sprawa jest zaj*biście prosta: gdyby chciał z Tobą być - byłby.
Ty natomiast wybieliłaś się bardzo w pierwszym poście, no ale spójrzmy prawdzie w oczy: chcesz odbić lasce faceta. Nie mówię że masz jakieś zobowiązania wobec niej, bo nie masz, jest Ci obca. Ale nie pisz że nie chcesz jej ranić, bo to hipokryzja i kłamstwo.
W tej chwili swoim natręctwem wobec niego pokazujesz że potwornie boisz się, że jeśli tylko przestaniesz nawiedzać go telefonami i mailami - on odpuści i rzuci się w wir nowego związku zapominając o Tobie. Tym samym masz odpowiedź: on nie chce z Tobą być. Bo jak tylko go puścisz to on odfrunie i dobrze wiesz o tym. Sama napisałaś że on pierwszy się z Tobą nie kontaktuje.
Chcesz kuć żelazo póki gorące? Ale po co właściwie? Dlaczego nie żywiłaś do niego tak gorących uczuć gdy się rozstaliście i on był sam?
Ja rozumiem ocknąć się po utracie kogoś, ale u Ciebie tak nie było.
Ocknęłaś się dopiero gdy na horyzoncie pojawiła się inna kobieta.
Macie tu podwójny problem: Ty chcesz go tylko, gdy jest niedostępny, a on nie chce być z Tobą wcale (chyba że na seks).
Dzięki madoja, czegoś takiego mi trzeba, po prostu ciężko czasem myśleć rozsądkiem, a nie emocjami i złudzeniami