Witam Was...,
"niestety" dołączam do grona zdradzonych i pewnie jak wiele z Was z zaskoczenia. Proszę Was o świeże spojrzenie na moja sytuację, może uda mi się odnaleźć w Waszych opiniach cos co pozwoli mi uspokoić mysli.
Dekada za nami. Oboje po przejściach. Były wzloty i upadki, szczęśliwe i chłodne dni. Codzienność, życie obok siebie. Na początku zeszłego roku decyzja o planowaniu dziecka. Będziemy rodzicami. Jego niedowierzanie, ale uśmiech na twarzy. Mija styczeń, luty, on się oddala, na moje pytania co się dzieje odpowiedz, że jest wszystko w porządku, że przeprasza, ale tyle pracy... że kocha i następuje początek marca .. dostaję sms, pełen ciepłych słów... i już wiedziałam, że nie do mnie. Przyznał się. Rozpoczyna nowe życie. Szok... Teraz on się waha.. co wybrać.. nowe życie czy to ze mną... Moje słowa zapewniające, że ten kryzys da się udźwignąć, że uda nam się podnieść, moje gesty mówiące o tym jak bardzo go kocham, słowa które wypowiadam są dla niego nieautentyczne, bo jak twierdzi nie powinno ich być w takiej sytuacji... Ja się odblokowałam, może potrzeba było takiego wstrząsu? Zdaję sobie sprawę, że wiele spraw zaniedbałam. Lecz nie tylko ja ten związek tworzyłam. Ale wierzę głęboko, że uda się nam podnieść. A on? On się waha.... Wraca do domu i zachowuje się zupełnie normalnie... Zapewnia, że dla dziecka bedzie na każde zawołanie. Oczywiście słyszę, że to ja przyczyniłam się do tej zdrady. Bał mi się powiedzieć, że w związku już mu brakuje wszystkiego i chciałby odejść. Wolał być hipokrytą i z premedytacją mnie oszukiwać. Bo miałam się nigdy nie dowiedzieć o niej... Nie zyję, egzystuję, nie jem jak należy bo maleństwo rośnie, a ja chudnę, nie śpię po nocach. Zostawiłam mu otwarte drzwi bo wierzę głeboko, że można pracować, przynajmniej spróbowac?. ból jest nie do zniesienia. Panna jest sama, bez dzieci... i dała mu tyle bliskości i czułości ile ja nie dawałam mu nigdy. I to ciągłe negowanie wszystkiego... nigdy to nigdy tamo...
Bardzo proszę o Wasze opinie i rady...dziękuję
Witam,
wierzę, że ktoś będzie mógł mi pomóc.... proszę o wsparcie
Bardzo Ci współczuję...
Nie chce dobijać, ale jeśli on się waha, to lepiej by było, gdyby odszedł, bo to oznacza, ze Cie nie kocha.
Może faktycznie się wypalił...albo cholera go wie.
Ogolnie jestem zwolenniczka ratowania związku, choćby nastąpiła zdrada i inne świństwa, ale niestety, obie strony musza tego chcieć.
On musiałby Cie zapewnić, ze to się więcej nie powtórzy, a chyba sam nie ma takiej pewności.
Wiem, ze jest Ci ciężko, daj mu jeszcze trochę czasu, szczerze rozmawiajcie, niech coś zdecyduje.
Bardzo ci współczuję, nawet trochę brakuje mi słów aby wyrazić jakie emocje wzbudził we mnie twój post. Najbardziej trudne jest to, że jesteś teraz w takim stanie gdzie powinnaś dbać o siebie dla maluszka ( zarówno fizycznie jak i psychicznie ).
To wspaniałomyślne co zadeklarował twój mąż "będę na każde zawołanie do dziecka " - fantastycznie ! "jego" " stara panna " - a przepraszam singielka na dłuższa metę nie zniesie tego, zaczną się awantury i pretensje w efekcie czar pryśnie.
W obecnym stanie będzie ci bardzo trudno podjąć decyzje, hormony robią swoje. Co można ci doradzić ? trudno jest się postawić w twojej sytuacji, spróbuj wziąć delikwenta na rozmowę, zaproponuj wspólną terapię, postaraj się o to abyście mieli możliwość wyjaśnić sobie co się stało.
Może się obudzi ?
Zaproponowałam ci rozmowę tylko dlatego bo domyślam się jak bardzo go teraz będziesz potrzebować. Ciąża to wyjątkowy okres, nad hormonami nie zapanujemy.
Myślę jednak, że na dłuższą metę warto się zastanowić czy jesteś w stanie z nim nadal tworzyć rodzinę. Dziwi mnie jeszcze kwestia, że planując z tobą dziecko jednocześnie rozpalał swój romans. On się boi ciebie ? przecież skoro chodził na lewiznę to mógł się łaskawie zabezpieczać i nie planować z tobą dzieci.
Trzymaj się i pisz, pomaga.
Witam i dziękuję za Wasze wypowiedzi.
Sytuacja mnie przerasta. On nie chce rozmawiać szczerze, zamyka się i się waha. Mówi, że chce żyć, a żyje w złotej klatce. Ale co to znaczy już nie wyjaśnił. Jutro poinformuje mnie o swojej decyzji. Staram się tylko to zrozumieć bo nadal jest to dla mnie niepojęte. Dla dziecka zrobi wszystko jak twierdzi jesli tylko będzie to możliwe. Czuję się potraktowana jak inkubator, bo dziecko.... a ja?
Powiedział, że bał mi się wcześniej powiedzieć, że już mu jest źle w naszym związku... Bał się.... i tyle czasu to przeciągał, ale chwila namiętności w styczniu i jest maleństwo tak upragnione. Nie przyszedł i nie porozmawiał.
Jestem w strasznym położeniu. Jestem wrakiem.
Jutro jego decyzja. Do tej pory zachowywałam spokój i rzeczowo prowadziłam rozmowy...
Poradźcie coś....
Niech on się konsekwentnie określi, żeby tak nie przeciągał przede wszystkim Ciebie.
Problemy problemami, ale o tych się rozmawia, a nie idzie na bok, a potem jeszcze próbuje na Ciebie winę zrzucić. To on oszukał, koniec kropka.
Dbaj o siebie i dziecko. Sama jestem w ciąży i nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, współczuję bardzo.
Masz naprawdę trudną sytuację. A facet jest dla Ciebie naprawdę okrutny... Zrobił Ci dziecko (planowane) a w międzyczasie spotykał się z inną? Teraz naraża Ciebie i maleństwo na wielki stres przetrzymując Cię w niepewności. Jeżeli mu było tak źle to się na dziecko nie powinien decydować. Kłamca, hipokryta, egoista i drań. Nie ma prawa Cię oskarżać bo jak mu coś nie pasowało to mógł rodziny nie powiększać, porozmawiać mógł, powiedzieć co go gryzie, co nie pasuje, czego brakuje.
Pod żadnym pozorem nie obwiniaj siebie. Każdy ma wady. Też jestem trudna w relacjach jednak pracuję nad tym Z POMOCĄ PARTNERA. Mówi mi co jest nie tak i wspiera mnie tak jak ja jego.
Zastanów się czy na pewno chcesz żyć w takim kłamstwie? Jaka byłaby twoja sytuacja gdybyś się z nim rozstała? Pomoc rodziny? Obecnych teściów? Jego? Czy chcesz walczyć? On nie wie czego chce. Jak dziecko w sklepie z zabawkami chce wszystko i nic zarazem.
Wydaje mi się że wybiera łatwiejszą opcję. Bez wysiłkową. Jaki ma charakter?
Nadal utrzymuje z nią kontakt. W sobotę powiedział, że żyć chce w normalności, że zyje w złotej klatce.. ale nie wyjaśnił na czym to polega. Kocham go, tęsknię, życie bez niego jest puste. Wiem nie okazywałam tego, zamykałam się w sobie... ale odtrąca mnie i naszą wspólną przyszłość.
Czy jest sens wierzyć, że wróci?
alcedo, jest sens wierzyć w siebie i swoje dzieci. masz córeczke, będziesz miała za chwile maluszka
była tutaj pepa, która przezyła z nami całą swoją ciąże i rozstanie, dzisiaj jest szczęsliwa i pewnie rzedko tu zagląda;)
sądze, że ten związek się utrzyma.. albo i nie utrzyma
dzisiaj decyzja nie nalezy do ciebie
ale do ciebie nalezy decyzja, jak zadbasz o siebie, i dzieciaki...
dbaj o siebie
trzymaj się
Witajcie,
dzisiaj ważne badanie i rozmowa. Boję się potwornie. Przytuliłam sie wczoraj do niego - wiem może to niedorzeczne-ale w głebi się z nim pożegnałam. Odwzajemnił uścisk i tak trwaliśmy w milczeniu dobrą chwilę...
Idę z wiarą, że będzie dobrze... naiwność?
musi byc dobrze! powodzenia!
Z maluchem jest ok. Postanowił odejść. Oddał wszystko walkowerem. Nawet nie próbował...
Boli jak cholera... pomocy!!!
Alcedo,
Skup cala energie na dziecku.
Mezem sie zajmij po narodzinach dziecka.
Szkoda traicic energie na walke z nim. Jak sie zakochal, motylkii minal... z czasem prawdopodobne ze wroci na kolanach.
A jak nie to jego strata.
Spodziewasz sie dziecka, ono jest najwazniejsze.
No przykre, ze w tak waznej chwili odchodzi.
Ale nie zalamuj sie.
Dobrze, ze chociaz sie nie wypina na dziecko i chce na nie lozyc.
Pozdrawiam
Witam,
Na dzień dzisiejszy męża nie ma w domu, wyprowadził się, gdzieś pomieszkuje. Nie wiem czy jego nowy "związek" się rozwija.
Jego zachowanie wobec mnie jednak zastanawia. Skoro nie chce być ze mną, co ma więc znaczyć to jego zachowanie? jak je odbierać? czysta kurtuazja? Wiem, że pozostaje mi czekać, ale jak odczytywać takie zachowanie?
Liczę na Was...
15 2013-03-26 11:45:22 Ostatnio edytowany przez brazen (2013-03-26 11:48:03)
Waha się i zastanawia się co zrobić. To wszystko. A Ty nie pozwól mu sobą manipulaować. Jeśli chce się wyprowdzić i kocha tamtą Panią, to niech do niej idzie. Pomyśl o sobie i pokaż, że na nim życie się nie kończy. Jemu teraz dobrze. dwie o niego walczą, a on biedaczek nie wie co robić. Zyć- nie umierać!
Dzisiaj małżonek mnie bardzo zaskoczył. Ponieważ jestem chora (przeziębienie) przyjechał mnie odwiedzić, zapytał w czym może mi pomóc, kupił lekarstwa, położył się koło mnie i troszkę pospał... ucałował mnie na pożegnanie i pojechał...o nic go nie pytam, gdzie mieszka, czy widuje się nadal z tą panną... ale to jego zachowanie...to takie nielogiczne...
jak sądzicie ile czasu facet potrzebuje na określenie się skoro wg niego panny już nie ma?
dzień za dniem boli bardziej.....
alcedo, zachowanie Twojego męża jest nielogiczne ale normalne...
Mój mąż zachowywał się identycznie, wyprowadził z domu, usilnie mi wmawiał, że nikogo nie ma, potem że ma, ale to nie jest ważne, jednocześnie przyjeżdżał, starał się pomagać, nawet opowiadał bajki, że będzie dobrze, tylko jeszcze trochę muszę poczekać, muszę być cierpliwa ![]()
Tak więc nie dziw się - w tej chwili jesteś tylko elementem (przeszkodą) jego napoleońskiego planu.... Ma spokój, może sobie robić co chce, Ty nie widzisz co robi, jednocześnie udaje bardzo zatroskanego....logika zdradzacza.....
alcedo, zachowanie Twojego męża jest nielogiczne ale normalne...
Mój mąż zachowywał się identycznie, wyprowadził z domu, usilnie mi wmawiał, że nikogo nie ma, potem że ma, ale to nie jest ważne, jednocześnie przyjeżdżał, starał się pomagać, nawet opowiadał bajki, że będzie dobrze, tylko jeszcze trochę muszę poczekać, muszę być cierpliwa
Tak więc nie dziw się - w tej chwili jesteś tylko elementem (przeszkodą) jego napoleońskiego planu.... Ma spokój, może sobie robić co chce, Ty nie widzisz co robi, jednocześnie udaje bardzo zatroskanego....logika zdradzacza.....
Fantasy dziękuję za wypowiedz, ale czy mogłabys ją rozwinąć? Jak to się u Ciebie skończyło?
Myślę, ze bardzo dobrze postępujesz w tej podłej sytuacji. Nie wariujesz, nie prosisz, nie wrzeszczysz... bo co można zrobić ...prawda? co by to dało..? Powiem Ci tak.. z perspektywy moich doświadczeń.. dobrze, że się ( niby) rozstaliście... wbrew pozorom jest to lepsze niżby miał zostać z wielkiej łaski...a myślami być ..tam...czułabyś to.. i to tez by bolało... a tak? dałaś mu wolna rękę.. niech zrobi jak uważa....i nich z tym sobie żyje... Ty nie jesteś mimo ciąży przeszkodą.. balastem.. Ty powiedziałaś wybieraj.. a on podjął decyzje.. dorosłą, męską.. przecież... teraz role się odwróciły.. tamta sucz będzie ewentualnie teraz w nerwach... czy ją jednak będzie chciał....prawda? Dziewczyno... zrobiłaś dobrze, dbaj o siebie.. staraj się być spokojna... a czas pokaże co dalej będzie.. Gdybyś wisiała mu na ramieniu.. panikowała, szalała... myślę, że było by już dawno pozamiatane.. Trzymamy tu za Ciebie kciuki.. bądź silna jak do tej pory...
Mój mąż miał romans , który trwał prawie rok , ja dowiedziałam się po dwóch miesiącach....wcześniej standardowe zachowanie, zaczął się oddalać, miał pretensje o rzeczy, które kiedyś nie były istotne, robił jakieś dziwne porównania, mówił mi co powinnam robić, zwalałam to wszystko na karb jego zmęczenia
.... Chciałam się dowiedzieć co się stało, ale standardowa odpowiedź, że się czepiam, że nic się nie dzieje.... Dowiedziałam się.... i poszło lawinowo...schudłam ponad 10 kg w tempie błyskawicznym, mąż po kilku tygodniach wyprowadził się z domu, oficjalnie aby odpocząć i przemyśleć... Miał cudowną sytuację - mógł robić co chce, wyjeżdżał gdzie chciał i kiedy chciał, wydawał naszą kasę , miałam na podglądzie jego bilingi (masakra).. oddalił się od dzieci... właściwie wcale go nie interesowały... Chociaż przyjeżdżał, ale każdy nasz kontakt kończył się awanturą....jego kłamstwami, że wymyślam sobie coś czego nie ma, że on nie może tego słuchać....A wcześniej dałam sobie rękę uciąć za niego, byliśmy naprawdę fajnym i zgodnym małżeństwem... No cóż, potem wrócił do domu, kupował kwiaty na rocznicę, całował, opowiadał, że wszystko jest ok, choć ja wiedziałam że tamto trwa nadal..... potem skończyło się, błyskawicznie przestawił się z powrotem na rodzinę (niewiem jak to możliwe...) Jesteśmy razem, nie żałuję, choć jestem poraniona....często o "tym" myślę.... On kilka razy razy dziennie mówi , że mnie kocha, nie chce wspominać tego roku, mówi że każdy popełnia błędy.... Ale dlaczego kosztem innych ?? Ale dlaczego kosztem mojego zdrowia ??
Strasznie to bolesne.. przygnebiające. Ile trzeba mieć w sobie siły aby się dźwignąć z tego.
Powiedziałam mu, ze drzwi ma otwarte, ale one sie niedługo zamkną. Do porodu nie będę przecież czekać. Pisze do mnie smsy, codziennie. Do dzisiejszych wkradła się czułość? (serdecznie pozdrawiam i ściskam)... nie umiem tego zinterpretowac...
Już Ci napisałam, nie dziw się i nie interpretuj.... to normalne zachowanie, niestety....
Już Ci napisałam, nie dziw się i nie interpretuj.... to normalne zachowanie, niestety....
Dla mnie nie jest normalne. Przecież jak mówił nie wie czy mnie kocha, kocha inną, nie chce już być ze mną wiec po co smsy i jego przyjazdy i inne zachowania? Przecież mam swoją dumę i godność. Co to ma być? Nie chce uchodzić w moich oczach za skończonego łajdaka po tym co robił? Znajomym opowiada jak mu było źle.... próba usprawiedliwiania się? A może właśnie to jest poczucie winy i kajanie się za to co robił... może to jego próby odbudowania tego związku?
Żeby to nie była asekuracja. Pod płaszczykiem wahania.
Żeby to nie była asekuracja. Pod płaszczykiem wahania.
Asekuracja? By mieć te drzwi nadal otwarte i sprawdzać co jakiś czas? Nawet nie wiem czy jego związek trwa, może baluje w najlepsze, bo wie, że czekam...e ale też wie, że się te drzwi zamkną
czas, czas, czas tylko to mi pozostało? Zajmuje się sobą, córką, życiem, powoli wracam do jako takiej równowagi bo jest przeciez maleństwo, które musi być zdrowe...ale to czekanie mnie niszczy...
Ile czasu zajęło Waszym mężom zajęcie stanowiska? Kiedy rozpoznać ten moment gdy chciałby wrócić?
No sama widzisz jakie to nielogiczne....oczywiście że jest to asekuracja, a raczej chęć trzymania dwóch srok za ogon ![]()
A trzy lata temu też się dziwiłam tak jak TY.....miałam identyczne dylematy...
Malwina69 napisał/a:Żeby to nie była asekuracja. Pod płaszczykiem wahania.
Asekuracja? By mieć te drzwi nadal otwarte i sprawdzać co jakiś czas? Nawet nie wiem czy jego związek trwa, może baluje w najlepsze, bo wie, że czekam...e ale też wie, że się te drzwi zamkną
czas, czas, czas tylko to mi pozostało? Zajmuje się sobą, córką, życiem, powoli wracam do jako takiej równowagi bo jest przeciez maleństwo, które musi być zdrowe...ale to czekanie mnie niszczy...
Ile czasu zajęło Waszym mężom zajęcie stanowiska? Kiedy rozpoznać ten moment gdy chciałby wrócić?
Nie chce Cie załamywać, ale mojemu zajeło to cały rok.....aż sama sobię się dziwię, że na tyle pozwoliłam.....
Odszedł!!
No sama widzisz jakie to nielogiczne....oczywiście że jest to asekuracja, a raczej chęć trzymania dwóch srok za ogon
A trzy lata temu też się dziwiłam tak jak TY.....miałam identyczne dylematy...
Powiedz mi jak dał Ci do zrozumienia, że chce wrócić? Po prostu powiedział? Ile czasu mu to zajęło?
Tak jak pisałam wyprowadził się, pomieszkiwał w wynajętym mieszkaniu, ściemniał, potem wrócił do domu, ale nie skończył romansu.
A "wrócił" mentalnie do rodziny jak z kochanką się skończyło. Tak po prostu - nagle - jednego dnia z nią - drugiego już z rodziną... i od tamtego dnia nie widziałam u niego najmniejszego wahania z kim chce być.... Dla mnie to żadne pocieszenie, ale nawet kochanka na koniec stwierdziła, że on mnie kocha, że widać, że między nami jest uczucie........ To po co kuźwa to wszystko było ??
Przyjechał niezapowiedzianie i po cichu przyglądał mi się. Nie widziałam go ani nie słyszałam więc nie wiem ile tak trwał. Potem podszedł do mnie i do siebie przytulił... jestem sceptyczna, ale jak pisałyście nie powinnam się tak dziwić..
Witam,
dzielę włos na kilkanaście części... miotam się z myślami i analizuję, analizuję i analizuję... pomóżcie proszę mi zrozumieć jakimi intencjami może kierować się mąż, który zdradził, wyprowadził się twierdząc, że się wypalił, zamroził na mnie, nie wierzy w nas...
a wie, że ma otwarte drzwi... Przez tydz od jego wyprowadzki suche smsy, kontakt cmok w polik i tyle..
Natomiast od zeszłego tygodnia jego zachowanie się zmieniło, tzn.: pisanie smsów, w których zapewnia, że jest do mojej wszelkiej dyspozycji, serdecznie pozdrawia i mocno ściska, daje buziaczki i zapewnia o swojej pomocy, pyta o moje i fasolki zdrowie, o zakupy i lekarzy, chce dać pieniądze na życie, mocno przytula jak przyjezdza (raz na dwa dni) i tak trwamy w milczeniu, całuje po rękach i w czoło, poliki i we włosy.
Nie wiem czy kobieta, którą tak kocha (ale tylko mi) jak mówił nadal jest (wg jego rodziców jak im powiedział ona już nie chce się z nim spotykać, po tym jak powiedział jej o ciąży, ponoć ona nie chce stawać pomiędzy mnią a niego...)...
Wiem od jego kumpla, że jak zobaczył dziecko na usg to coś w nim drgnęło, że jest zachwycony tym jak dbam o dom, tzn jest błysk i jak m-c temu był przekonany o tym by zakończyć małżeństwo tak teraz ma wątpliwości, bo jak spojrzał na mnie z perspektywy to stwierdził, że nie jestem aż taką złą żoną...
Nie wiem jak dalej postępować, bo od 3 tyg nie rozmawiamy na ten temat. Nie dotykam go w żadnej z nim rozmowie, która hehe trwa w trakcie jego wizyt (wizyta trwa max 10 min). Jestem miła, uprzejma, pomocna, zdystansowana. O nic nie pytam, nie jestem ciekawa. Dzisiaj po raz pierwszy od 3 tyg opowiedział mi sam jak spędził weekend i porozmawiał o swojej pracy. Przy mnie odblokował pinem (którego nie znałam wcześniej, ani do tej pory) swój tel (odwróciłam wzrok) i pokazał mi zdjęcia awarii, którą miał w pracy.
Czy to jest ten czas kiedy powinnam dociekać jakie są jego intencje? Skąd wypływa takie zachowanie? Czy swoimi dociekliwymi pytaniami nie zniszczę tego co do tej pory udało się utrzymać? Nie chcę się rozczarować, nie chcę już cierpieć, chcę wiedzieć. Ale to pewnie wynika z tego, że jestem niecierpliwa i być może mało czasu jeszcze upłynęło? Czy dotykanie tego tematu na tym etapie to nie błąd?
Proszę poradźcie...
Alcedo,
moim zdaniem bylby to blad, gdybys teraz zacala przyciskac. On musi zdecydowac sam - taka prawda.
Przeciez on nie jest matolkiem. Wie w jakiej jestes sytuacji, wie co zrobil, wie na co narazil siebie i pewnie teraz sie zastanawia nad swoim zyciem.
Domyslam sie, co czujesz, ale on przeciez tez to wie.
Niczego nie polepszysz wymagajac teraz od niego deklaracji.
A swoja droga, jesli do Ciebie wroci bedzie Ci ciezko zapomniec o tej historii. Zycze Ci, zeby wrocil, ale rowniez zycze Ci, zebys nie musiala doswiadczac podobnej sytuacji po raz wtory.
prosisz -masz:-)
nie wiem , co powinnas zrobic.
Moge Ci tylko powiedziec, co ja na ten temat mysle.
Mezczyzna , ktory zostawia mnie w ciazy , odchodzi do innej, bo dostal wzwodu ( ze tak lakonicznie sie wyraze)
-nie zasluguje na moja uwage. I na pewno nie rozwazam wtedy, co autor mial na mysli...
Chcesz byc w dojrzalym zwiazku-szukaj sobie dojrzalego partnera.
Innej opcji nie ma.
Gdybym po czyms takim wierzyla ,ze on sie zmieni , to bylaby z mojego punktu widzenia NAIWNOSC.
Pozdrawiam Cie , wszystkiego dobrego dla maluszka
alcedo, przeczytałam twoją wiadomość
szczerze mówiąć, to ja jestem pod ogromnym twoim wrazeniem
spokoju, opanowania i siły
z drugiej strony.. pisałas wczesniej, że maz mówił o złotej kloatce.. i królowej śniegu?? dobrze zapamietałąm?/
pewnie to twoja strategia jest. i łatwiej cio zachować dystans niż rzucać talerzami..
ach.,. chciałąbym umieć rzucac talerzami i wrzeszczeć z głębi serca....
tym niemniej
nie wiem, jak wyobrażaszsobie - drzwi się zamkną
powiesz.. za tydzień? 6 czerwca? 18 sierpnia?
dopóki masz je otwarte dla niego -to otwarte będa chociaż zadeklarujesz coś innego
może alcedo twoja siła jest w tym, że .... robisz to, co czujesz
jesli jestes gotowa by wrócił
niech wraca
jesli go nie chcesz - powiedz mu to
jesli nie wiesz, czego chce - powiedz mu to
że to nie jest tak, że czekasz
że ta sytuacja zostawiła cię w totalnym zawieszeniu
dzisiaj jesteś matką, dla małej i fasolki
i dzisiaj na tym się skupiasz
nie wiesz, co on zdecyduje
czy zamierza wrócić czy nie
ale chcesz, żeby on wiedział i zdawał sobie sprawę z tego, że niezależnie od jego decyzji - ty tez będziesz miała prawo podjąć swoją.
pomarańczowa
ja sądze, że alcedo ma inne podejście niż ty i ja
bo jest po rozwodzie
'jej partner też
pewnie nauczyła się w życiu zbyt wielu kompromisów
pewnie granice ma bardziej przesunięte niż ty, niż ja
ale to jej zycie i jej wybory
alcedo - wiesz, czym się martwię?
na początku metliku nie miałaś, przyjełaś jego odejście i stanełas na nogach
tertaz masz mętlik i stajesz się niecierpliwa, bo on jest miły.. więc ty rozpalasz w sobie namdzieję i na coś liczysz
ale pomarańczowa ma rację - na co liczysz?/
jeśli twój facet uważa, że jest królewiczem, który pogłaska po głowce, a ty padniesz w ramiona i wszystko wybaczysz....
to znaczy, że nie dorósł do tego, aby byc z tobą...
jesli nie rozu7mie, że cię zranił i że tak się nie robi.. to odpuśc sobie plany z nim
'bo jutro wywali ci kolejny emocjonalny numerek...
brakuje ci go, to oczywiste
ale czy brakuje ci marzenia o tym, co było
czy rzeczywiostości?
czy wiesz, rozumiesz, jak czuje się kobieta po zdradzie? ja wiem
to boli wystarczająco mosno nawet jesli facet przeprasza, przyjmuje twoje łzy na klatę i jest gotów zadośuczynic krzywdzie..
a co dopiero, gdy facet uważa, że robi ci ółachę, że jednakże wybrał ciebie???
i tewraz ty doceniaj i przyjmuj wszystko co on ci daje??
ja wiem , ze inne.
Kazda z nas ma inne.Podejscie.Bo ma inne ZAjscie i inne DOjscie i inne ODEjscie.
Dlatego.
Ale szkoda byloby tej malej stabilnosci, ktora juz ma /miala .
Dla jeszcze wiekszego rozczarowania...bolu i zalu.
też uważam
i myslę sobie pomarańczowa, że kobiety, które "czekają na decyzje" swoich partnerów, walczą o to, żeby oni zostali z nimi
odraczają ten cały pakiet przezyć, które przeszłam np. ja , opertacja, ewka - pakiet, w którym będa musiały zadać sobie w końcu pytanie::
a
czego ja chcę DLA SIEBIE
a czy ja chcę z nim być??
i tak będa musiały przejść cały bół i zwątpienie związane ze zdradą. i niewazne, czy one walczyły o faceta, czy on zmienił zdanie
ból pozostanie
40 2013-04-23 22:18:24 Ostatnio edytowany przez Sissi (2013-04-23 22:22:47)
strasznie Ci współczuję. Przechodziłam 4 lata temu to samo, w kilka miesięcy po ślubie. Ja o zdradzie dowiedziałam się w 6 tygodniu ciąży. Starania o dziecko odbywały się gdy już kogoś miał... i też usłyszałam "myślałem że tym razem też się nie uda". Później mnie zwodził jakiś czas, po 2 miesiącach zerwałam kontakt zupełnie. Słyszałam teksty typu "zobaczymy co z nami będzie", "z czasem się okaże". Ja się nie prosiłam, nie czekałam na żadną decyzję, dałam furtkę otwartą, że moze jak się postara to dam mu szansę. Widać nei był zainteresowany, a ja czekać nie zamierzałam - miałam honor. Rozwiedlismy się jak dziecko miało 4 miesiące. Nie mamy kontaktu.
W tym czasie, kiedy to on czekał aż "czas pokaże co z nami będzie" , poznał kolejną dziewczynę...a mnie trzymał tak w rezerwie. Dla podtrzymania kontaktu wysłał smsa w stylu "jak ciąża", "jak się czujesz"... ale to tylko przez 2 miesiące. Pózniej zmieniłam nr telefonu i maila i kontakt się urwał. Mial usprawiedliwienie, że nie może się kontaktowac bo nie ma na mnie namiarów. Chociaz miał telefon domowy i wiedzial gdzie mieszkam w czasie ciąży, ale to juz nie takie proste jak słowo pisane. .
Ja uważam że to on powinien prosić Ciebie o wybaczenie na kolanach!!!. Zrobił CI OGROMNE świństwo!!!Jak on może tak Cię krzywdzić? przeciez jesteś w ciąży, nosisz jego dziecko, któremu szkodzą negatywne emocje fundowane przez jego pseudo tatusia. Pseudo, bo prawdziwy ojciec zastanowiłby się co robi swojemu dziecku, swojej żonie.
Też czułąm się jak inkubator...
Podobne pytania zadawałam jak byłam w tej samej sytuacji co Ty. Do dzis nie wiem dlaczego niektórzy są tak bezwzględni i okrutni.
Postaraj się zająć sobą, malenstwem, bo szkoda tego pięknego czasu na płacz.. To jest czas oczekiwania na wielkie szczęście.
Dziękuję Wam za wypowiedzi.
Ważne jest to co powiedziała End_Aluzja: że do mnie też należy decyzja. Macie rację zależy mi na jego powrocie. Zastanowiło mnie stwierdzenie, że mam granice dalej posunięte niż inni. Być może jest to prawdą i dlatego zachowuję pozorny spokój. We mnie wrze, jestem niecierpliwa bo huśtawka emocjonalna jaką mi zafundował mnie wykańcza.
Zdaję sobie sprawę z ogromu poświęcenia jaki jest teraz i będzie w przyszłości. Nie wiem jaką podejmie decyzję, ale czy wróci czy nie.. Trudno mi tylko odciąć się od nadziei, bo walczyć zawsze można by stworzyć inną relację. Przyszłości nie znamy ale mogę i chcę mieć na nią wpływ...
Czas... masz rację end_aluzjo.. te drzwi są otwarte i będę dopóki nadzieja nie zgaśnie, albo ja odnajdę swoje pragnienie i siłę...
42 2013-04-24 10:31:48 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2013-04-24 10:38:41)
alcedo, wlasciwie sie chyba okreslilas -"pozorny spokoj".
To, co teraz przezywasz ze spokojem nie ma nic wspolnego.Tylko Ty boisz sie / nie chcesz
tej zlosci, ktora tam siedzi i wscieklosci, rozczarowania wypuscic .Dusisz to wszystko w sobie i pozwalasz , (na dodatek widzisz , ze jego rodzice tez na to pozwalaja ) sie krzwdzic.Soba manipulowac.
Z tego co piszesz rodzice sami zapracowali na taka sytuacje, ze ich synek "nimi rzadzi", podporzydkowuja sie krolewiczowi.
I teraz Ciebie w te gre wciagaja .
To bardzo niedojrzale jest z ich strony.Nie potrafili sobie poradzic ze swoim synem i teraz jeszcze Ciebie wciagaja do tego marazmu.
WSZYSTKO podporzadkowuja JEMU.
Nie moge sie nadziwic.jak wiele rodzicow uwaza swe dzieci za pepki swiata.
Nie pozwol sie wykanczac, to bardzo trujacy -z dwoch stron -zwiazek dla Ciebie.
Witajcie,
jestem po rozmowie... która tak naprawdę nic nie wniosła. Sytuacja bez zmian.
Teściowie bardzo mnie wspierają, ale są bezsilni....
Witajcie,
ciąża niestety jest zagrożona o czym poinformowałam "sprawcę". Nadal nic się nie zmieniło w jego postępowaniu. Nie wiem czy zostać u teściów, którzy okazują mi ogromne wsparcie...
Poradźcie proszę.
Witaj Alcedo,
ja na Twoim miejscu zostałabym u teściów. Piszesz, że okazują wsparcie, a tego właśnie potrzebujesz, niedobrze by było gdybyś została teraz absolutnie sama, gdzieś w wynajętym mieszkaniu.
Na kiedy masz termin? ![]()
To będą jesienne narodziny.. będą wakacje więc mogę wyjechać na ten czas do rodziców. Stres działa bardzo niekorzystnie na przebieg ciąży...
Tak mi się wydaje- mniejsze zło...
Wiesz, wydaje mi się, że stresowałabyś się nawet gdybyś mieszkała w innym mieszkaniu, nawet u rodziców. To normalne że przeżywasz tą całą sytuację, że czujesz emocje które czujesz. Wakacje u rodziców to fajna opcja, dobrze że masz taką możliwość ![]()
A co dalej? Ja bym faceta wycisnęła jak cytrynę. Niech teraz utrzymuje dwa domy. Swój oraz Twój i dzieci. Jest Twoim mężem, ma taki obowiązek! Wiem, że to musi być dla Ciebie trudne, ale staraj się nie zamartwiać na zapas- teraz najważniejsze jest Maleństwo. Zobaczysz, jeszcze wyjdzie dla Ciebie słońce
Na forum pisało już kilka dziewczyn, które były w podobnej sytuacji do Ciebie- dały sobie radę, więc dlaczego Ty miałabyś nie dać? Myśl o tym, że jesteś silna i że jesteś mega szczęściarą, że masz kochaną Córkę i za kilka miesięcy Maleństwo, które stanie się centrum Twojego świata ![]()
A jak czuje się z tym wszystkim Twoja Córeczka, mocno to wszystko przeżywa? Jest przywiązana do Twojego Męża?
Moją córkę w sumie wychował? Ona teraz reaguje bardziej trzeźwo ode mnie. Wyrządził nam krzywdę i ma negatywne odczucia w związku z jego osobą. Poza tym jest pod opieką psychologa więc nie jest pozostawiona sama sobie.
Zastanawiam się ile wytrwałości wymaga zmaganie się z własną słabością. O tak jestem słaba..
Źle się odżywiam i mało śpię. Ale to jest pocieszające, że na małej istocie nie odbija się to negatywnie.
Nie wiem, czy uda się mi wyjść z tego dna. Można mówić o chęci powrotu mojego męża do rodziny? Kocha, zależy mu, jestem wazna, ale.. to decydowanie sie i zastanawianie się... nad czym do licha?