Witam,
opiszę w skrócie sytuację, która mnie dotyczy:
od 2 tygodni pomagam zagranicą przy opiece nad chorym dzieckiem. Mieszkam u tej rodziny, mam swój pokój. Dziewczynka ma 6 lat, silny autyzm, nie można się z nią porozumieć, nie mówi, nosi pieluchy, nawet nie naje się sama. Ogólnie dramat. Jej mama, wykształcona i dobra kobieta, nie pracuje tylko zajmuje się dzieckiem, bardzo przeżywa sytuację a także to, że mąż nie pomaga jej w ogóle, ponadto codziennie popija.
Ta pani wyjechala parę dni temu do rodziny, wroci za tydzień, a ja usłyszalam jak w nocy tata wchodzi do pokoju malej. Po pewnym czasie slychac bylo placz dziecka i jego uciszanie "ciii". Mialam tam wejsc, zobaczyc co sie dzieje, ale bardzo sie balam. Na drugi dzień pytal, czy dobrze śpię, jak powiedzialam ze mam lekki sen, mial zdezorientowana i zaskoczoną minę.
Wygląda mi to wszystko na molestowanie dziecka, nie wiem co zrobić, boję się spać bo nie mam klucza w swoim pokoju, nie mogę się zamknąć, obawiam się też o siebie.
Mama dziecka jest wykończona opieką nad nim, pewnie nie przyszłoby jej na myśl do czego może być zdolny jej facet.
Nie mam pewności, co tam się dzieje, ale mam poważne podejrzenia najgorszego...