Witajcie. Jestem już zmęczona tą całą sytuacją, proszę o świeże spojrzenie. Od pewnego czasu spotykam się z pewnym facetem, oboje jesteśmy po 30-tce, również pisze, rozmawiamy przez komunikatory, jednak w ogóle nie dzwoni, często czeka na moją inicjatywę odnośnie spotkań- kiedy coś zaproponuję, za chwilę jest już gotowy, kiedy nie proponuję spotkań, ochładzam kontakt sam o sobie przypomina i stara się mnie gdzieś wyciągnąć. Jest zdystansowany, małomówny,ale... przekonuje, iż poznanie go wymaga czasu -jest zupełnie inny niż ja, inni niż faceci, którzy dotychczas przewijali się w moim życiu, co mi się podoba, czuję, że zaczynam się w nim zakochiwać, ma w sobie coś co mnie pociąga. Nie komplementuje mnie. Siódme spotkanie i nawet mnie nie pocałował. Z jednej strony to dobrze, że nie wyskakuje od razu z łapami, z drugiej strony nie wiem czy mam na co czekać -nie zmierza do dotyku, przestałam czuć się atrakcyjna (a wielokrotnie słyszałam od innych facetów, że jestem piękną kobietą). Na ostatnim spotkaniu widziałam jak patrzy się na inne kobiety, było mi przykro, aż przerywałam rozmowę. Pogubiłam się, zaczęłam zastanawiać się po co on tyle czasu ze mną spędza, może jestem jakimś kołem zapasowym, sposobem na nudę. Może to moja wina, bo powiedziałam, będąc ostrożną, że szukam przyjaźni, kogoś z kim mogłabym wyskoczyć do kina itd. itp. tylko, że ja zaczynam chcieć czegoś więcej. Nie wiem jak to zmienić, czy jest sens, czy sobie odpuścić. Czuję jak się miotam. Wcześniej faceci byli pod moim urokiem, a on... hm... jest taki zachowawczy. Czy to jakaś gra z jego strony...
Nikt nie odpowie... wolę aby nawet ktoś wylał kubeł zimnej wody...post szczególnie kieruję do Panów.