Zaznaczam na wstępie, że jestem facetem (choć wielu by mnie na pewno tak nie określiło). Pytanie z tematu może się wydać głupie, ale jest do bólu szczere. Jeśli nie chce Ci się czytać całego posta, to po prostu napisz w jaki sposób chciałabyś, żeby Twój mężczyzna spędzał z Tobą czas. Mi to bardzo pomoże.
Wyjaśniając w skrócie co mną kieruje, że zadaję takie pytanie - miałem dość smutne życie, jak stwiedziłem po latach, w czasie którego nie działo się praktycznie nic. Mam 22 lata i przez ten czas nie zaznałem chyba niczego, czego doświadcza normalny człowiek. Nigdy nie byłem na imprezie, nie miałem znajomych, nie wychodziłem na żadne spotkania, nie jeździłem na wakacje, koncerty, pod namiot, na ryby, nie umawiałem się z dziewczyną itd. Przez "nigdy" rozumiem "nie odnotowano ani jednego przypadku", a nie "zdarzyło się dwa czy trzy razy, ale to takie tam szkoda gadać...". Chciałem, ale po prostu jakoś tak wychodziło, że... nie wychodziło. Rozmawiałem normalnie z ludźmi w szkole (a przynajmniej tak mi się wydaje), ale nigdy nie dorobiłem się znajomych. Zawsze odnosiłem wrażenie, że kobiety nie traktowały mnie tak jak innych facetów - nie umiem tego doprecyzować, ale tak było. W efekcie do dziś nie rozumiem co to znaczy "iść na randkę", "umówić się" albo "jechać do dziewczyny". Bo - poza seksem i czynnościami intymnymi - co właściwie się za tym kryje? Nie rozumiem. Wspólne wyjście do kina? Film mogę obejrzeć równie dobrze w domu. Do restauracji? Je się po to, żeby zaspokoić głód, po co specjalnie marnować czas na jakieś wymyślne dania? Na spacer? Nie wiem jaki jest sens bezcelowego chodzenia, rozmawiać można siedząc. Wszystkie takie zajęcia mogę równie dobrze wykonać sam i nie potrafię sobie wyobrazić, jaką różnicę robi w tym kobieta. Po prostu nie rozumiem. Jeszcze bardziej nie rozumiem imprez - hałas i taniec, którego też nie rozumiem. O co chodzi w poruszaniu ciałem w takt muzyki? Gdzie tu jest przyjemność? Nie wiem dlaczego, ale w przeciwieństwie do wszystkich odbieram to... negatywnie. Jest to w jakiś sposób odpychające.
Poza tym, co po "randkach", kiedy ludzie są już razem i spędzają ze sobą dużo więcej czasu? Wszystko co robię w domu, zawsze robiłem sam, nie widzę w tym jakoś miejsca dla drugiej osoby. Mimo to, czuję, że tracę coś bardzo ważnego i zazdroszczę wszystkim parom. Chciałbym zrozumieć o co w tym chodzi. Naprawdę chciałbym. Mam wrażenie, że jestem pod tym względem czysto biologicznie upośledzony - jakbym nie miał od urodzenia rąk albo oczu i z tego powodu nie potrafił sobie wyobrazić jak to jest widzieć lub coś trzymać. Coraz bardziej dochodzę do wniosku, że nigdy nie będę normalny i takie życie nie ma sensu.