Witam serdecznie, jestem tu nowy więc jeśli pisze nie w tym dziale co należy to wybaczcie
Postanowiłem się pożalić...
Jesteśmy razem niedługo bo jakieś pół roku, wiadomo poznajemy się dopiero, ale jest między nami silna więź i zależy nam wzajemnie na sobie.Ta kobita wprowadziła w moim życiu wiele uśmiechu i radości, czuje się przy niej świetnie- myślę że Ona przy mnie też
Do rzeczy... W tym wszystkim jest dość spore "ale" ...Wychodzi na to że mam dla Niej zbyt duży temperament i pod tym względem nie dopasowaliśmy się Ja mógłbym kochać się 7 razy w tygodniu i byłoby ok.Niestety dla niej jak się zdarzy raz na miesiąc to nic złego w tym nie widzi. To nie jest tak że wymagam 7x w tygodniu napisałem tyko że mógłbym...Jeśli byłoby chociaż raz w tygodniu - no dobra 2 razy to oki ta różnica nie byłaby aż tak rażąca/ boląca?...
Rozumiem, że nie zawsze ma się ochotę i nie robię nigdy z tego "haloo" , ale raz na miesiąc....to dla mnie coś wręcz nienaturalnego w związku.Mam za sobą kilka związków każdy kilkuletni i wiem jak jest...Ona też nie jest nastolatką i zapewne nie jestem jej pierwszym partnerem( tzn wiem że nie bo rozmawialiśmy o tym) .
Nie jestem facetem, dla którego seks jest najważniejszy i nie traktuje tego jako "ulżenie sobie" Ważna jest dla mnie więź emocjonalna a seks jest wspaniałym dopełnieniem tej więzi i ją zapewne umacnia.
Moim zdaniem seks jest bardzo ważny w związku i ciężko mi się oswoić z tym że moja kobieta ma widocznie inne podejście. Jeśli chodzi o te sprawy to nawet nie staram się już zaczynać czegokolwiek skoro wiem ze zostanę za chwilę odepchnięty...Czasem gdy jesteśmy na spacerze lub jak ostatnio w kinie i jest nam cudownie razem to usłyszę że jak wrócimy do domu to może "pobroimy" cóż z tego jak i tak na słowach się kończy......
Kiedyś rozmawialiśmy na ten temat i z tego co pamiętam to powiedziała że żaden facet wcześniej jej nie zaspokoił i nie czerpie dużej przyjemności z seksu.Pomyślałem sobie że może to dobrze bo ja zrobię wszystko, aby tą przyjemność jej dać Starałem się jak mogłem żeby pokazać jej że seks to coś wspaniałego fizycznie i psychicznie.Ona mówi że czuje tą więź i że jest jej super podczas, ale fakt faktem że podczas stosunku nie doprowadziłem jej nigdy do orgazmu i nie chodzi tu że zbyt szybko kończę ....no dobra czasem i tak bywało Czasem to trwało nawet godzinę ale nic....Pieszczotami 'paluszkowymi" nie zawsze ale często ją doprowadzam - tylko orgazm łechtaczkowy...
Czasem myślę że to moja wina bo może zbyt mały...może jestem tak słaby w te "klocki " lub jej w ogóle nie pociągam Nie mam kompleksów małego bo żadna poprzednia partnerka nigdy nie narzekała a przez to że zawsze lubiłem seks i bardzo się starałem żeby moja partnerka była zadowolona to w poprzednich związkach często słyszałem że jestem "zaj...ty"
Na bank napiszecie - porozmawiaj z Nią ...ok, ale co to da skoro to może być jej natura.Może ona po prostu nie potrzebuje tego do szczęścia i dlatego mnie nie zrozumie...
Kur... kiedyś usłyszałem że nie jestem w jej typie i wydaje mi się że może tu jest problem...po prostu jej nie pociągam.Nie mam pojęcia ale smutne to ogólnie bo super dziewczyna, wyjątkowo wyluzowana i uśmiechnięta, zadziorna i niezła " jajcara" czuje się przy niej świetnie.
Świetnie byłoby pokochać się co kilka dni i zasnąć tak obok siebie, bo jak ja mam ją przytulić gdy śpi i za chwile iść do łazienki zjechać na ręcznym to chyba coś nie tak...Nie chcę tak całe życie....
Strasznie mnie gnębi to że " nie jestem w jej typie" myślę że tu może być klucz do problemu ale pewny nie jestem.Usłyszalem to podczas luźnej rozmowy na początku spotkań gdy jeszcze nie była zakochana.Często słyszałem też wiele negatywnych słów na temat mojego wyglądu - krytyka w podtekstach itp.
Wiem że poprzednim partnerką się podobałem - dały to odczuć.Nie jestem żadnym modelem itp ale z tego co mi wiadomo to jakiś odrażający też nie jestem bo miałem zawsze " jakieś" powodzenie u kobiet chociaż nie zwracałem na to uwagi.Moje poprzednie związki trwały tak po 4 lata...więc nie szukałem...choć zainteresowanych kilka było.Dbam o siebie trenuje boks i lubię aktywność fizyczną- również seks.
Przez ten stan rzeczy ( seks raz na miesiąc i brak ochoty z jej strony) w związku robi się kiepska atmosfera.We wszystkich innych sprawach jest super ale tu....klapa:(
Podczas kłótni zapytałem czemu jest w ogóle ze mną skoro Jej nie pociągam ...Na co odparła że nie podobałem jej się na początku a teraz już jej się podobam. ( Ciężko mi w to uwierzyć i ciągle tu dopatruje się przyczyny)
Co do braku orgazmu to fakt martwi mnie to, ale to głębsza sprawa bo wiem że wcześniej miała z tym problem tzn żaden poprzedni Jej facet nie zdołał jej tego dać. I tu nie chodzi o ich czy moją atrakcyjność.
(Ja się staram i wiem że są duże postępy, wierze/ wierzyłem że kiedyś to przyjdzie)... Tylko jak do zbliżeń ma dochodzić raz na miesiąc to chyba jednak zaczynam wątpić....ehhh ( dodam że do zbliżeń w sensie seks, bo peting jest często.
Tak szczerze to nie jest to łatwe...Dla niej nie ma żadnego problemu, gdy chciałem o tym pogadać to usłyszałem że drążę temat bo szukam dziury w całym ...
Dziś była kolejna próba rozmowy na spokojnie...gdy powiedziałem co mnie boli to usłyszałem : " mogłeś zostać z byłą skoro okazywała ci ze ją pociągasz" ....poddaje się...