nocnalampka napisał/a:Vian, pomijając meritum, zwrócę uwagę na pewną kwestię, która zmienia postać rzeczy - niemal każde z dzieci przebywające w DD czy innej placówce wychowawczej jest dzieckiem, które nie może być adoptowane z powodu nieuregulowanej sytuacji prawnej. Dzieci o których piszesz "urodzone i oddane", co do których matka z biegu zrzeka się praw rodzicielskich niemal natychmiast trafiają do rodziców adopcyjnych! Na adopcję w Pl czeka się latami, bo wciąż jest więcej chętnych rodzin niż dzieci wobec których procedurę adopcyjną można przeprowadzić.
Więc może zamiast mysleć skąd wziąć kasę na utrzymanie kulejącego systemu, bardziej zatroszczyć się o faktyczne dobro dziecka i sprawniej odbierać prawa rodzicielskie rodzicom, którzy raczyli jedynie powołać do życia, ewentualnie jeszcze znacznie skrzywdzić i potem raz na pare lat sobie przypominają o potomku, który przez to ma zblokowaną możliwośc wychowania się w normalnej rodzinie?
Sporo racji, lampko, ale nie do końca. 
Masz rację, małe dzieci są chętnie adoptowane, ALE.
Wyobraź sobie taką sytuację. Hipotetyczna dziewczyna zachodzi w ciążę. Nie chce tego dziecka, nie stać jej, chciałaby usunąć, ale nie może. A oddać to już nie tak hop siup, bo ostracyzm społeczny - nawet na tym forum widziałam temat babki, co chciała oddać dziecko i sporo osób na nią wsiadło jak na łysą kobyłę. Takie dziewczyny też się boją opinii rodziny, znajomych, sąsiadów. Więc skoro już musi być w ciąży i musi to być dla wszystkich wiadome, uważa, że musi też zatrzymać dziecko. Ale go nie chce. Obwinia je o to, że nie może balować jakby chciała, że kobieta z dzieckiem ma mniejsze wzięcie jako materiał na dziewczynę. Czasem próbuje pić i balować jak przed ciążą, wtedy często wkracza opieka społeczna. A urażona dziewczyna co robi? "Co, k**wa, chcieliście, żebym urodziła, urodziłam, a teraz ze mnie złą matkę robicie i chcecie dziecko zabrać?! Niedoczekanie!"
Tak to wygląda w praktyce. Ergo to dziecko i tak i tak utknie w domu dziecka. A nawet jeśli nie, to w większości przypadków i tak ma przegwizdane, bo to, że każda matka z automatu kocha dziecko to zwykły mit.
Co do pieniędzy - ludzie co jakiś czas organizują zbiórki zabawek, odzieży, tego śmego dla domów dziecka, ale nikt nie myśli np. o dokształceniu kadry. O KONTROLOWANIU kadry - bo domy dziecka, ośrodki opiekuńczo-wychowawcze, są jak szwedzki stół dla pedofili. Raz się wkręcisz i robisz co chcesz. Nie ma niezależnej kontroli nad tym wszystkim, nie ma dość pieniędzy na pensje dla serio wykształconych, wykwalifikowanych osób, na to, żeby zatrudnić dość pedagogów i psychologów. Paczką z misiem i czekoladą się tym dzieciom nie pomoże, trzeba kasy i jeszcze raz kasy na ludzi i pensje, żeby ukrócić samowolkę opiekunów.
I tak, masz rację co do tego, że prawa rodzicielskie się powinno zabierać szybciej i sprawniej, bo spora część rodziców się tylko tego dziecka trzyma na złość opiece społecznej i dla pozorów przed społeczeństwem. Mogą powiedzieć "nie zabrali mi dziecka, bo sie nim nie interesuję, zabrali mi je, bo są wredni". A dziecko w tym wszystkim znika.
Więc jeśli ktoś postuluje, że jest "pro-life", że chce chronić życie, to powinien brać też odpowiedzialność za to życie, kiedy ono już jest na świecie, a nie koić sumienie 1% podatku na jakąś fundację i paczką ze słodyczami na święta.