Witam,
nie ukrywam, że mam za sobą kilka nieudanych znajomości i cały czas jeden schemat...
Po długim toksycznym związku nie potrafiłam nikomu zaufac...już od dwóch lat jestem sama, spotykałam się z wieloma mężczyznami i zawsze kończy się tak samo:
Nie jestem osobą ufną, poza tym moje serce już wiele razy zostało złamane, zawsze podchodzę do nowych znajomości z bardzo dużym dystansem, gdyż nie chcę cierpiec. Buduje mur wokół siebie, który bardzo ciężko przebic....Zawsze na poczatku znajomości jestem zdystansowana....ostrożnie ważę słowa i czyny... boję się angażowac... Kiedy mężczyzna mocno się stara, żebym się przełamała, powoli nabieram zaufania. Kiedy facet włoży na prawdę dużo wysiłku, wówczas zaczynam pokazywac, że zaczyna mi zależec- najpierw nieśmiało...
Kiedy tylko uda mi się zbic ta warstwe izolacyjna, facet daje sobie spokoj- przestaje pisac, dzwonic....urywa kontakt nawet nie tlumaczac dlaczego...
Po kolejnych takich zwiazkach jestem coraz bardziej ostrożna, coraz bardziej nieufna...trafiam na następnego...i znowu to samo...i potem znowu gorzej...
Czy można miec pecha do mężczyzn? Czy coś ze mną nie tak?
Piszcie bo ja już kolejny raz jestem zdruzgotana....czy to możliwe, że to przypadek?