Zakladam ten temat z potrzeby ducha. Dzis dwa razy zostalam dotknieta przez bliskie mi osoby. W pracy dywagowalismy na temat zwiazkow i przyjaciolka bedaca szczesliwa posiadaczka chlopaka stwierdzila ze wszyscy w pracy maja juz kogos (prawda) i teraz kolej na mnie, bo jestem ostatnia. Wytrzymalam to z usmiechem.
Nastepnie dzis mial miejsce mini - zjazd rodzinny na ktory trojka mojego rodzenstwa (w tym dwoje mlodszych) przyjechala ze swoimi drugimi polowkami. Jedna ciocia w zartach stwierdzila, ze chetnie poznalaby kogos, kto zostalby przedstawiony przeze mnie. Na dobitke ojciec dodal, ze "ja sie przeciez nie interesuje takimi rzeczami" (w sumie gdybym kogos znalazla to on jest ostatnia osoba, ktora by o tym wiedziala). Kolejny raz sie glupkowato usmiechnelam i z tym glupim usmiechem pozostalam do konca imprezy. Po imprezie brat, ktory zwykle zachowuje sie dosc oficjalnie i dystansowo, odprowadzil mnie na tramwaj, wypytujac niezrecznie co u mnie i pocieszycielsko przytulajac i poklepujac po plecach.
No i nie wytrzymalam. Pobeczalam sie w tym tramwaju ze zlosci. Przeciez zadnej z tych osob nie odpowiem, ze ostatni sensowny facet byl zajety, chcial mnie miec "na boku" i powiedzial mi o tym wprost, jego poprzednik ukrywal przede mna ciezarna narzeczona, jeszcze poprzedni przyjechal specjalnie do mnie z drugiego konca Polski i ja bylam pewna ze chodzi mu o jakas big love, a on po prostu przyjechal pozwiedzac miasto... w dodatku zaden z nich nie byl moim chlopakiem.
Fizycznie jestem ladna dziewczyna, podobam sie facetom i mowia mi o tym. Ale takie historie zawsze maja koniec podobny do ktoregos z wymienionych. Tego jest juz za duzo zeby uznac to za zwyklego pecha czy zbieg okolicznosci.
Co moze byc we mnie nie tak? Dbam o siebie, mozna ze mna ciekawie porozmawiac, interesuje sie wieloma rzeczami, jestem osoba raczej wesola i do kazdego faceta podchodze bez uprzedzen, bo nadal wierze, ze to pojedyncze osoby okazaly sie nieodpowiednie i nie w glowie mi obrazac sie na wszystkich mezczyzn swiata. Moze chodzi o to ze jestem introwertyczka i rzadko zabieram glos? Albo o to ze niewieu facetow mi sie fizycznie podoba?
Nie chce byc uwazana za jakas nieudacznice, ktorej nikt nie chce! Ale nie wiem, jak to sie dzieje i jak doprowadzic do takiej sytuacji zeby miec faceta w taki sposob, zeby byl tylko moj, bez jakichs innych pan na boku, i zeby podczas randek patrzyl sie w moje oczy a nie na jakas katedre...