Opowiem wam coś.. postaram się o wszystkim napisac, pomóżcie... Mam 29 lat, prawie ale powiedzmy. Moja, jeszcze do końca nie wiem czy była, ale mam nadzieje że nie, jest rok młodsza.. Nie będę opowiadał początku, bo było naprawdę super.. I też na początku dużo sobie opowiedzieliśmy, o przeszłości itp. Zaczeło się od popełnienia błędu przeze mnie. Przez błędy młodości straciłęm pracę w służbach mundurowych, przepracowałem 8 lat w miejscu o którym zawsze marzyłem, spełaniałem się w tym jak najbardziej i finansowo było ok... ale się skończyło i w ciągu tych dwóch miesięacy nie przyznałem się do tego.. bo bałem się że stracę ją na początku a bardzo mi zależało. W pewnym momęcię różnica wypowiedzi spowodowała że postawiła sprawę jasno że mam jej wszystko powiedziec bo wie że coś jest nie tak. Uznałem że nie mam wyjścia.. opowiedziałem wszystko jak było w 100% prawdziwie.. płakała że ją zawiodłem.. itp.. od tamtej pory zaczęły się kłótnie o nic.. o rekacje nieodpowiednią.. o słowo nieodpowiednie... o wszystko i o nic.
Ona tutaj ma pewną gr. przyjaciół.. nie wiem czy coś jej podpowiadają czy nie nieważne.. ale w tej ekipie jest chłopak z którym była.. zranił ja poważnie ona go kochała.. zostawił ja było naprawdę burzliwie i źle.. ale o tym później.... są pewne zasady i zachowania które ja mam a których nie akceptuję... dlaczego.. Ja dołączyłem do ekipy przez M. i tam czasem na imprezach.. ktoś popije i powie coś co nie powienien albo zachowa się tak że dla mnie to jest niedpouszczalne.. i na to reagowałem,, może niepotrzbnie ale dla mnie pewne zachowania były niedoposzczalne itp. i o to też były kłótnie.. Finał taki... Moja M. ma twardy charakter, uwielbia miec racje.. uwielbia wygrywac, nienawidzi porażki i cho to co mi zarzuca że jest złe jak robi to samo to jest ok... Jak mi coś powie i sprawi przykrośc to za 15 min zachowuję się tak jak by nic nie było.. a ja strasznie się przejmuję i siedzi to we mnie i nie umiem odrazu tak jak ona się usmiechac... na co ona że co Ci itp.. ja mówie to i to a ona po co do tego wracasz.. i inne podobne... Od mometu kiedy się przyznałem, dała mi szanse i nie zostawiła mnie... ale pomału ograniczała i oddala się byc może przez kłótnie .. najpierw sex 1 w miesiącu a później już zero.. całowanie, tak dziubek czasem i tyle... co kolwiek miłego w słowach.. wogóle.. a na moje miłe słowa jej reakcja..>> nie czuję potrzeby zeby Ci tak mówic itp .. Na początku domagałem się chodź trochę ciepła.. ale uznałem że dam jej czas aż sama do tego dojdzie.. dodam iż od tamtego mometu prace znalazłem i zero tajemnic... Piszę dalej.. Moja kolejna wada.. czepliwośc.. 1 przykład.. mówi że bedzie o 21 jest 23 mówi że gdzieś tam są ze sie przedłuzyło chox to miał byc dzien dla nas.. no to ja na to jakiś tam foch.. ale krótki.. albo mówi że siedzi z koleżanką na pifko i zaraz jedzie do domu... podczas gdy ja jade w snieżycy autem ... 3h mija cisza... dzwonie a ona że dopiero wraca.. na co ja że mogłaś choc zadzwonic zapytac jak mi się jedzie itp na to ze się znowu czepiam itp i takich kłótni masa.. Ma wadę albo zalete... bo sam nie wiem.. po awanturze szybko zapomina.. ale nigdy nie powie przepraszam, nigdy.. jak jej udowdnie że nie miałą racji, to mówi że mówiłem całkiem co innego.. zero kompromisów, więc nauczyłem się odpuszczac ale nie zawsze bo mam swoje zdanie i honor.. A z kolei ja nie umiem szybko pozbyc się złego samopoczucia jezeli mnie zrani.. Nerwus jestem.. fakt zgadza sie.. i tłumaczył się nie będę bo moja wina była nie raz, ale umiałem się do tego przyznac i przeprosic. Nie raz już się pakowałem i chciałem to zakończyc i tego nie zrobiłe bo wierzyłem i ciągle wierze że się dogadamy. Choc ostatecznie co by nie było smiało moge powiedziec ze ja bardzo kocham nawet jak mnie drażni poważnie albo obrazi itp.. ost. jak chciałem wyjsc, rozpłakała sie i zaczeła pytac czy ja naprawdę kocham i że niechce zbym odchodził.. Nadmieniam iż ja byłem ciepły ale nie odwajemniała tego, nigdy jej nie zdradziłem, nie olałem, nie skrzywdziłem w żaden sposób. Ufałem, kochałem i kocham dalej i życie bym za nią oddał i oddam jeżeli będzie trzeba. Dodam jeszcze ze nic miłego nie powie.. ale krytkowac moja fryzure, ubranie, czy co kolwiek, bardzo łatwo jej przeychodzi. A jak już zrobie tak jak jej sie podoba to nawet tego nie zauważy. Aż do dzisiaj kiedy że tak powiem dostałem obuchem w maske. Ok ok to muszę juz teraz finalizowac bo bedzie zbyt mocno zagmatwane.
Podsumowanie Ja : Nerwus.. czepialski.. fochmen.. moja mam nadzieje że jeszcze nie ex . Zawsze pierwsza, zawsze ma racje.. jeżeli powie coś przykrego jest ok jak ja powiem to samo jest nie ok. Troszke nerwus też.
finał : Długa rozmowa.. ja sie pakuję wszystko zabieram od niej z domu żeby nic nie zostało.. ona płacze mówi o powodach.. jednym z nich był własnie ten ex że o nim mysli, choc sama mnie karci za jednorazowy brak szczerości, a faktcznie okłamywała mnie przez kilka miesięcy.. drugi: ciągłe kłótnie któych ma dośc.. i nieporozumienia... ja mam się zmienic a jej słowa: ja się zmieniała nie będę... No to pakuję się dalej.. probuję z nią rozmawiac, mówię że to nie jest wyjscie itp.. mi też się płakac chce ale nie umiem wydusic z siebie łez... mówie do niej.. ok ja robiłem wyjscia, kilka razy i nigdy nie miałem odwagi wyjsc całkiem... bo jej potrzbuje.... a ona zrobiła to pierwszy raz i odrazu wyszło.. tyle żę mówie do niej.. Ok to mi powiedz że mnie nie kochasz. nie zależy Ci na mnie.. nie chcesz mnie widzic i mam sobie pójsc, ona na to .. że jest jej cięzko że sama nie wie co robi itp i płacze dalej... Pytam raz jeszcze czy to koniec i mam wyjsc a ona : nie wiem
Epilog finału.. Spakowany wychodzę.. ona mówi żebym nie zabierał już wszystkiego, na co moje zdziwnie bez słowa.. ok zostawiłem torby.. ale od jakis 5 min nie powiedziałem ani słowa.. tylko jej słuchałem.. więc zostawiłem ubrania.. wychodzę, bez słowa, podszedłem do niej i pocałowałem jej czoło.. ona mnie przytuliła i powiedziała że potrzbuje troche czasu... spokoju.. bez kontaktów sms/tel/fb itp... bo fakt miałą go mało albo praca albo koleżanki albo ja albo coś zero spokoju i samotności na dłuzej.. Powiedziała że musi sobie przemyślec kilka spraw i sama się zastanowic co dalej.. Powiem jeszcze jedno.. nie wspomniałem o tym.. pierścionka nie oddała.. i zwrotu jej pewnych rzeczy też nie zarządała.. ale to szczegół.. Fakt jest taki.. ze wyszedłem już bez słowa.. wyszedł za mna jej brat.. który ubolewał bo miałęm z nim i z jej rodzina mega kontakt.. pogadał ze mna chwilke troche doradził.. itp. ruszyłęm w 34km droge po zaspach.. i powiem wam szczerze.. że siedze teraz i wiem że nigdy nie było mi tak źle jak teraz,, nigdy poprzednio nie uroniłem łzy.. ale pomimo że to nie faktyczny koniec to jestem pesymistą i mam wrażenie że to już jednak end.. nosi mnie i nie wiem co ze sobą zrobic na niczym się skupic nie moge.. spanie, praca itp przestają byc ważne. Boję się spac bo jak sie obudzę to ze swiadomością tego co się stało... czegoś takiego nie przeżywałem...
Nie wiem czy napisałem w miarę jasno i czy wszystko.. ale muszę jakoś przeżyc do mometu kiedy się odezwie.. i nie wiem jak sobie poradzic... dlaczego ??? Dlatego że dla mnie 1 dzien bez niej to wiecznośc a dzien w którym się widzieliśmy był ża każdym razem w moim sercu taki jak byto była pierwsza randka...
Co myślec ?? Co począc ?? Czy jest nadzieja ?? Czy wróci do mnie ??
Proszę o wyrozumiałosc i przepraszam za błedy ale juz na oczy nie widze i jest późno
(
Pozdrawiam Ł.