Witaj na Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone przez kobiety dla aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Porozmawiasz na takie tematy jak : miłość, związki, psychologia, edukacja, finanse, religia, zdrowie i uroda...
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Czy są osoby, które unikają związków jednocześnie ich pragnąc?
Ze mną jest tak, iż chce z kimś być, ciągle o tym marzę, a ostatecznie jak się nadarzy okazja, wycofuję się i nic z tego. Zawsze znajdę jakiś powód, mimo że z reguły dobrze oceniam potencjalnego partnera. To już zaczęlo być standardem...
Pomyślałam, że być może czegoś się boję. Nie lubię np. gdy nie mam czasu dla siebie. A najczęsciej druga strona chce ciągle spędzać ten czas razem. Wiem, że to dziwne, ale związek chyba traktuję jako znaczne ograniczenie niezależności i to mnie chyba trochę przeraża...
Na razie kocham bez wzajemności kogoś i bardzo chciałabym, by odwzajemnił moje uczucie, ale któż to wie, czy wówczas znowu nie zrobiłabym kroku w tył...
Ostatnio edytowany przez inesita (2009-05-09 17:22:48)
Offline
Oczywiście że są takie osoby. W wielu dziedzinach życia tak bywa,że pragniemy czegoś ale albo nie mamy odwagi tego zrobić albo podświadomie zostawiamy to w sferze marzeń.
Bycie w związku (normalnym, nie toksycznym) nie musi oznaczać niewoli. NA początku związku obydwie strony chcą spędzać ze sobą każdą sekundę, ale w miarę jak życie toczy się dalej ludzie zaczynają dzielić swój czas na drugą połówkę i siebie. Ja mam chłopaka, dobrze nam się układa, a jednak żadne z nas nie czuje się ograniczone. Jesli ktoś ma ochotę isć sam gdzieś ze znajomymi to nie ma problemu, jeśli ma ochotę zostać w domu to zostaje. Spędzamy ze sobą różną ilość czasu zależnie od ochoty. Jestem pewna, że jeśli trafisz na odpowiedniego faceta, nie będziesz czuła się zduszona. No chyba, że on będzie nachalny i będzie Ci stał pod domem codziennie
Albo Ty będziesz chciała go widzieć raz w miesiącu... Ale bez przesady, myślę, że wyobrażasz to sobie w trochę przejaskrawiony sposób. Po ciężkim tygodniu z przyjemnością spędzisz kawałek weekendu z lubym, jak już go znajdziesz, czego Ci życzę. I nie ma się czego bać o tyle, że jesli nie zaryzykujesz to nigdy nie wygrasz nic od życia ![]()
Offline
inesita napisał:
Na razie kocham bez wzajemności kogoś i bardzo chciałabym, by odwzajemnił moje uczucie, ale któż to wie, czy wówczas znowu nie zrobiłabym kroku w tył...
Może właśnie dlatego tak dzieje się z dotychczasowymi partnerami??? Kochasz kogoś z kim nie jesteś, więc kim innym czujesz się ograniczona.
Offline
nie jesteś sama- mam podobnie
chcę chcę a potem cała wstecz
a potem się dziwię co jest ze mną nie tak xP ja to chyba boję się, że stracę swoją niezależnośc... że jakby potem go zabrakło to ciężko byłoby mi się odnalezc na nowo...
Offline
Hmm..też tak mam:( Kocham....(a przynajmniej tak mi się wydaje) faceta, który traktuje mnie chyba jak dobrą "przyjaciołkę". A każdy wie, że tak na prawdę nie ma przyjaźni między facetem a kobietą. Cierpiałam, kiedy opowiadał mi o swoich dziewczynach, rozstaniach, kolejnych powrotach....w końcu nie wytrzymałam, powiedziałam mu, że zaczął być dla mnie kimś więcej niż tylko przyjacielem....jego reakcja: "szok"! Myślałam, że w ten sposób w końcu dowiem się na czym stoję, czy jest szansa na związek czy mam sobie darować. Co się okazało, on nie jest przeciwny związkowi, robi mi nadzieję, a potem cisza. Zaczynam być zazdrosna, robię mu wyrzuty....tylko przez to, że go kocham...Sama sobie robię krzywdę...ale inaczej nie potrafie;( Zrobie jeden krok do przodu....a potem 3 w tył..
Podobnie jak Wy dziewczyny, też siedząc, np sama w domu...marzę o tym, żeby się do kogoś przytulić, poczuć się kochana...ale gdy juz spotkam się z kimś chcę do domu......;( wydaje mi się, że chyba nie dorosłam do bycia z kims...![]()
Offline
SadButTrue, a wydawaloby sie, ze powiedzenie mu o swoich uczuciach (to wlasnie ja powinnam zrobic, tylko po raz drugi brakuje mi odwagi) rozwiaze problem... Ze wtedy wlasnie wiedzialabys na czym konkretnie stoi. Ale ta natura ludzka jest pokrecona. Ludzie deklaruja jedno, a swoim zachowaniem i wysylanymi sygnalami "mowia" cos innego. A myslalas o tym, by powiedziec sobie kategorycznie "koniec z tym"?
Probowalam podobnie jak Ty (jesli dobrze zrozumialam) probowalam spotkac sie z kims innym. Po dwoch spotkaniach on nabral ochoty na dalsza znajomosc, a ja mimo calej sympatii do niego, marzylam juz tylko o tym, by ta znajomosc zerwac... Nie da rady, nic na sile.
Ostatnio edytowany przez inesita (2009-05-11 12:22:01)
Offline
Jesteście pewne, że jest to strach przed utratą wolności, niezależności? Ja bym raczej powiedziała, że to obawa przed zaangażowaniem się emocjonalnie, która wynika ze skrzywdzenia w przeszłości przez innego mężczyznę w tym być może przez własnego ojca.
Offline
Kurcze, tez tak mam. Ale u mnie to chyba dlatego, że z tego nadmiaru chwil spędzonych razem rozsypały sie moje 2 poprzednie zwiazki... I teraz nie chce sama zasypiac, chce byc z kims, a jednoczesnie sie boje, ze bedzie jak bylo...
Offline
Nigdy zaden mezczyzna mnie nie skrzywdzil na szczescie. A z ojcem... ty bylo tak, ze zawsze byl nieobecny (w wymiarze psychicznym), wycofany, bierny. Nigdy nie widzialam, jak okazuje uczucia w stosunku do mojej mamy. Nie byl dla niej partnerem, tylko kims, kto zawsze stoi z boku. Ze mna tez malo rozmawial, choc w glebi ducha wiedzialam, ze mnie kocha. Czasem mialam wrazenie, ze najwazniesze dla niego jest tylko to, czy mam co jesc i czy jestem zdrowa, a reszta malo go obchodzila. Sam nigdy nie wykazywal inicjatywy w zyciu, by cos milego wspolnie zrobic, by gdzies pojechac, pojsc na glupi spacer. Ale czy cos takiego moze miec az tak duze znaczenie teraz dla mnie? Chyba sa wieksze problemy na swiecie...
Offline
inesita, dokładnie, zdecydowałam się powiedzieć co czuje, ale swoim zachowaniem przekazuje co innego...niektórzy moga sobie pomyśleć, że to jest chore...no ale to jakoś samo tak wychodzi. Nie mam na to wpływu. Im bardziej się staram tym wychodzi gorzej. Myślałam, żeby skończyć z tym, zerwać z nim kontakt....ale on...zaprotestował! Powiedział mi, że zależy mu na przyjaźni,...a ja właśnie pragnę czegoś wiecej, tylko nie potrafię tego "wyrazić". Nie wiem, jak długo to się będzie ciągnąć....![]()
Mnie też, tata nigdy nie skrzywdził, więc to nie w tym problem. Ja po prostu czuje, że mnie nie nauczyli "miłości". U nas, nie okazywało się w sposób dosadny uczuć. Słowo "kocham Cię" nie pojawiało się w naszym rodzinnym "słowniku" bo my to po prostu wiedzieliśmy i nie trzeba było tego powtarzać w nieskończoność.
Ostatnio edytowany przez SadButTrue (2009-05-11 18:27:43)
Offline
SadButTrue, zauwaz, ze pomiedzy Wami jednak jest jakis dialog. Mowisz, ze trudny, ale jest. I pewnie jest szansa, ze "dyskusja" miedzy Wami sie rozwinie, a to pozwoli wyjasnic sprawe do konca.
Wiem jak to jest, kiedy sie czlowiek stara a tu klops, wychodzi gorzej. Ja osobiscie jutro pobiegne ku Niemu jak co tydzien i co... pewnie nic z tego... Wymienie sie z Nim glebokim spojrzeniem, bo slowa uwiezna w gardle.
Moze to i glupie, ale chcialabym, by On powiedzial mi, bym byla jego przyjaciolka... Oczywiscie liczac, ze z tej przyjazni moze zrodzic sie cos wiecej
A wlasnie, skoro to uslyszalas, to moze (mimo ze na dzis to dla Ciebie marne pocieszenie) mimo wszystko jest nadzieja dla Ciebie? Od fajnej przyjazni milosci niedaleko przeciez, tymbardziej ze on zaprotestowal, kiedy chcialas zakonczyc znajomosc. Z tego wynika, ze w jakis sposob mu zalezy. Moze on sam jeszcze nie wie jak bardzo.
Offline
inesita, dzięki:* Dobrze jest wiedzieć, że jest osoba która mnie w jakiś sposób rozumie.
Rozmawiam, z nim już jakiś dłuższy czas. Możemy pogadać o wszystkim i o niczym (mówie tu o rozmowie wirtualnej) bo jeśli chodzi o spotkanie to ja właśnie zaczynam się krępować bo boję się, że powiem coś nie tak. Prześladuje mnie taki właśnie lęk. Ale co do Ciebie, to spróbuj się przełamać, powiedź coś do niego, naprowadź go..
Żeby kiedyś nie żałować, że się czegoś nie zrobiło;) ja ciesze się, że odważyłam się mu to powiedzieć, nie mówie, że jest mi lepiej ale na pewno kiedyś nie będę miała do siebie pretensji, że tego nie zrobiłam:) Jeśli możesz powiedzieć to jak to jest między Wami? Często rozmawiacie?
Offline
To może i ja się wtrącę, jeśli można! Mi wprost trafia się fajny facet a ja uparcie nie i nie! łączony problem strachu utraty niezależności i strachu zaangażowania się. Zabrzmi to okrutnie ale miło wiedzieć, że nie jest się jedynym lękliwym tego świata.
Offline
Jak to sie mowi, lepiej zalowac, ze sie cos zrobilo, niz zalowac, ze sie nie zrobilo
Tez wychodzilam z takiego zalozenia. Dalam mu wyrazny znak. Ale powiedzial nie. To wszystko dzialo sie wirtualnie. Po kilku miesiacach spotkalismy twarza w twarz i zadne z nas nigdy nie podjelo tego tematu. Na poczatku nawet sie unikalismy... a potem... wszystko opisalam w moim poscie "utknelam" ![]()
A co sprawia, ze tak bardzo krepujesz sie rozmawiac z nim twarza w twarz (haha znam to). Chodzi mi o to, czy to typowe dla Ciebie zachowanie, czy wlasnie ta wyjatkowa sytuacja z nim sprawia, ze cos Cie blokuje? Mnie sie wydaje, ze jednak przy zachowanym dialogu rozwiazanie sytuacji Twojej musi predzej czy pozniej nadejsc. Byc moze w koncu kiedys nie wytrzymasz i powiesz mu w twarz co Ci lezy na serduchu. W koncu ile czlowiek jest w stanie wytrzymac?
Zycze Ci tego.
Offline
Pinacolada, mi tez od czasu do czasu trafi sie okazja na blizsza znajomosc, a ja zawsze krece glowa na nie... Teraz aktualnie mam, ze tak powiem klapki na oczach i nie dostrzegam innych obiektow poza jednym
Ale wczesniej... zawsze cos nie pasowalo. Wtedy otoczenie najczesciej wklada cie w szufladke "wybredna". To najprostszy schemat myslenia. No ale raczej nieadekwatny do rzeczywistosci.
Powiedz, czy probujesz mimo tych obaw? Czy myslisz, ze jak pojawi sie ten wlasciwy ktos, to one znikna? A moze juz tego doswiadczylas?
Offline
Oooo tak- wybredna i szuka ideałów, no skąd ja to znam?
co do klapek na oczach- miło wiedziec, że nie tylko ja tak mam... jakbym miała myślec o więcej niż jednym facecie to bym po kilku dniach dostała świra ![]()
Offline
Boje sie związkow, bo sie szybko angazuje za szybko, pozniej załamka bo nic nie wychodzi. Jestem własnie w takim zwiazku troche luznym facet nie chce sie wiązac na powaznie boje sie ze za bardzo sie zaangazuje i pokocham, juz jeden dzien go nie widze i tesknie.Cholernie sie boje ze mnie zostawi predzej czy pozniej on jest inny niz ja zupełnie inny,czasem nie wiem czy to co mowi to prawda czy zart. kurcze ale juz sie wkreciłam,bez niego pusto by było.Jak znam zycie to on pewnego dnia mi oswiadczy ze lepiej zebym sobie znalazła innego faceta.boje sie..... ze sie moze okazac ze z jednego bagna weszłam do drugiego.
Offline
inesita, to zachowanie nie jest całkiem typowe dla mnie. Tylko on tak na mnie działa bo w końcu chcę się zaprezentować jak najlepiej....i własnie wychodzi jak wychodzi. Ale dam rade....jakoś:)
Podobnie jak anuska, ja mega za nim tesknie...dłuża chwila bez rozmowy a mnie rozwala.....mimo tego, ze nie jestesmy "razem". Dziwnie tak
przez niego nie potrafie obiektywnie spojrzeć na innych facetów....ciągle oceniam ich przez pryzmat tego jednego! ![]()
Anuska, nie myśl negatywnie:) Piszesz, ze on jest inny niz Ty, a może wlasnie to go w Tobie pociąga?![]()
Offline
sa osoby ktore boja sie zwiazkow,znam takie.co do ograniczenia wolnosci zwiazek to nie odrazu slub.a i po slubie mozna miec troche czasu tylko dla siebie,na tak zwany oddech,by nie zadusic przyslowiowo drugiej osoby soba
Offline
Ja osobiście nie boję się ograniczenia wolności, czy braku niezależności...tylko najbardziej przeraża mnie, że nie będę potrafiła odnależć się w nowej sytuacji jako "dziewczyna"....może nie dorosłam do tego emocjonalnie...Niech nadejdzie ten czas, kiedy w końcu będę się mogła o tym przekonać! ale jak na razie wszystko pieprzę.....i cierpię bo za bardzo się angażuje;(
Offline
No wiec musze sie wygadac... Nastapila dzis zmiana. Przepraszam za sformulowanie, ale olewam go! Podeszlam do niego dzis, na luzie, bez problemu. Rozmawialismy, wydawalo by sie, ze milo. I co? On nagle, niespodziewanie calkowicie odrwocil sie o 180st, bo zagadnal go ktos ze znajomych. Urwal nasza rozmowe niemalze w polowie zdania! Nie moglam uwierzyc, naprawde! Zglupialam i juz nie wiedzialam, czy mam tam stac jak kolek, czy pojsc w swoja strone. Oczywiscie poszlam. To juz nie chodzi o to, ze nie powinien tak robic wzgledem mnie. Nie powinien tak robic nikt, kto uwaza ze ma w sobie choc odrobine kultury!
Przez cale swoje zycie nie wchodzilam w zwiazki. Mialam kogos przez 3 miesiace- moj rekord zyciowy! Cala reszte ludzi odrzucalam, bo zawsze to byl nie ten. A dzis jestem wypruta emocjonalnie i wiem to, ze jeszcze przez dluuuugi okres czasu bede sama. Cos mi sie ta przyszlosc nie wrozy zbyt rozowo i to nie jest czarnowidztwo tylko realizm. Dziekuje za "wysluchanie".
Ostatnio edytowany przez inesita (2009-05-13 02:13:00)
Offline
Yyyy....ale chamsko zrobił....;/;/;/ ale teraz masz dowód, że facet nie był Ciebie wart!! Ja też "go" wczoraj olałam...wyryczałam się i wiesz co? jest mi lepiej mimo tego, że teraz czuję jak coś się we mnie wypaliło....
Offline
Dzieki SadButTrue :* Mnie sie juz nawet ryczec nie chcialo, bo to juz bylo wczesniej, wielokrotnie. No ale fakt, jak sobie tak czlowiek wyrzuci ze lzami wszelkie toskyny, owszem, lepiej mu ![]()
Wiesz co, tez nie raz odczuwalam, ze cos sie wypalilo. Tyle, ze to bylo takie zludzenie, bo ostatecznie wszystko wracalo. Teraz mam wrazenie, ze wypalilo sie bardziej, niz kiedykolwiek, ale najgorsze jest to, ze sama sobie nie potrafie dac gwarancji, ze to juz na stale...
Kocham taniec i pewnie jeszcze nie raz bede go widziec. Pragne tylko nie okupowac tego "widoku" swoimi nerwami. Teraz marzy mi sie, ze bede przechodzic kolo niego w miare obojetnie, nawet jesli bedzie dla mnie mily. To duze wyzwanie.
SadButTrue, pisz co tam u Ciebie, bede sledzic oczywiscie ![]()
Offline
Mi też wszyscy wmawiali, ze jestem wybredna,że szukam ksiecia z bajki, no to pomyslalam, ze moze faktycznie tak jest i poweidziałam sobie, ze z nastepnym facetem, ktory okaze mna zainteresowanie, sprobuje czegos wiecej, że dam sobie szanse na milosc. I poznalam faceta, w ogole mi sie nie podobal (i to juz nie chodzi o wyglad), nie mial tego "czegos", ale jak obiecalam tak zrobilam i staralam sie na sile zaangazowac! Wiedzialam, ze mu zalezy, ze mnie nie skrzywdzi, ze nie bede przez niego cierpiec. Wmowilam sobie to uczucie, zaczelo mi zalezec. Bylo fajnie. Bylam szczesliwa, ze kogos mam, rodzna byla szczesliwa, ze moze jednak nie zostane stara panna. Tego zwiazku bylam pewna, nie balam sie! Wiedziala, ze z czasem sie w nim zakocham! Ale nie zdazylam (cale szczescie), bo postanowil wrocic do swojej bylej! I teraz juz nie wiem, jak to jest. bo bez wzgledu na to czy wchodze w zwiazek z wielka miloscia, czy z rozsadkiem, to i tak cierpie. Ja sie nie boje zwiazkow, ja jestem pewna, ze kazdy z nich skonczy sie moja porazka, łzami, cierpieniem...
Offline
Dorotko, presja otoczenia jest bardzo trudna i ciezko ja znosic. Ale nie ma nic gorszego, jak to my sami na sobie wywieramy ta presje. Mnie jakos trudno jest uwierzyc w to, ze nie bedziemy wtedy cierpiec. No i co istotne, przeciez latwo wtedy sprawic, ze bedzie cierpiala ta druga osoba.
Sama mialam kiedys taki pomysl, by zrobic cos troche wbrew sobie. No i wytrzymalam krotki okres, a pozniej czulam sie dodatkowo zle, ze rozbudzilam czyjes nadzieje. Chyba juz wiecej nie odwaze sie tak, jak Ty- szczerze podziwiam, bo musialas pewnie powalczyc ze soba, by nastawic sie pozytywnie.
Tak naprawde to dzis presja otoczenia mnie nie przeraza. W koncu ile jest ludzi, tyle sposobow na zycie i dlaczego ktos ma nam wmawiac, ze taki, czy taki jest lepszy! Dzis sobie radze z taka presja, ale obawiam sie, ze z uplywem czasu jednak moge nie byc silniejsza i latwiej sie poddam.
A co do porazki, lez i cierpienia... moze Ci sie wydawac, ze tak bedzie, ale pewna byc nie mozesz, bo chyba nikt nie moze. Pozdrawiam! ![]()
Offline