Każdego dnia tysiące spraw do załatwienia. Bo praca, bo pranie, bo sprzątanie, bo zakupy, bo remont, bo jeszcze to i jeszcze tamto... Na samym końcu nie wiedzieć czemu zostają ludzie, z którymi można by się spotkać, pogadać, powłóczyć, ponudzić i jeszcze mnóstwo innych po- porobić. Tylko doba ciągle za krótka, a w szeregu tyle spraw ważnych...choć wcale nie tak ważnych. Czasem czlowiek żyje, jakby miał przed sobą nieskończoność, z czego pierwszą część poświeci sprawom przyziemnym a potem, jak już się upora z tą całą prozą życia poświęconą głównie przedmiotom, dopiero zacznie korzystać z życia. Niestety oczekiwana nieskończoność okazuje się często ulotną chwilą i na życie po prostu brakuje życia. Wystarczy zajrzeć do szuflady, czy starego kalendarza- ileż tam pospiesznie spisanych numerów telefonów, adresów, na które ciągle nie ma czasu oddzwonić czy odpisać. Albo te przekładane w nieskończoność wyjazdy, wypady, imprezy kosztem pracy, porządków domowych, czy innych bezsensownych, ale jakże ważnych powodów. Potem nagle przyparci przypadkami losu spotykamy się w szpitalach, na pogrzebach, stypach i czujemy zbierającą się gorycz i tęsknotę, za czymś co uleciało. Choć podobno uczymy sie na błędach, jednak pamięć mamy jakąś dziwnie krótkotrwałą, bo zaraz pędzimy znowu do swoich ważnych, nieważnych spraw, aż do następnej chwili zadumy i zderzenia z niespodziankami losu, na które nie mamy wpływu i których nie ujęliśmy w swoim terminarzu. Tak mnie naszło na swieżo, po kolejnym upomnieniu od życia i postanowiłam, że nie dam się wciągnąć w trybiki codziennego pośpiechu. W końcu niektóre sprawy naprawdę mogą poczekać, bo nawet jeśli nie zdążę ich zrobić ja, to zrobi je ktoś inny
Tylko od nas zależy jak przeżywamy swoje życie, to,że decydujemy się np:poświęcać więcej czasu pracy, lub przyziemnym sprawą dnia codziennego, kosztem innych ważnych rzeczy. Po prostu wybieramy takie życie, w każdej chwili możemy je zmienić, decydując się żyć inaczej i być konsekwentnym w tym postanowieniu.:)
To my kierujemy swoim życiem, a nie odwrotnie.
3 2009-05-10 22:12:06 Ostatnio edytowany przez Puma (2009-05-10 22:12:50)
Kiedy czytam ten wątek przychodzi mi na myśl taki wiersz pewnego poety :
"Zakochani powoli wybierają lody
Smak łagodny, stonowany i słodki
Później wybór nie jest już tak prosty,
A Ty dokąd się śpieszysz
Przez słoneczne miasto na wzgórzu?"
Dziś właśnie szłam przez takie miasto , jutro będę iść przez nie i pojutrze : i zawsze to samo spieszę się do pracy, na zakupy , gdzieś. Nawet jak idę z G. to tez się zawsze gdzieś spieszymy. Zazdroszczę mojej babci, czy nawet mamie. Żyły w innych, mniej zwariowanych czasach. I miały więcej czasu dla siebie. Więcej czasu na to żeby przystanąć i odetchnąć głęboko. Powoli obierać jabłka czy piec szarlotkę w sobotę wieczorem. A my ? My jesteśmy biedne. Zagonione między pracą i zobowiązaniami. Nie ma czasu dla przyjaciół, dla mężów czy chłopaków. Co tam - nie mamy nawet czasu dla siebie. Kiedy przyjdzie opamiętanie ? Wyzwolenie z tego kieratu ? Czy w ogóle jest to możliwe ? Wiecie czasem myślę, że to niemożliwe. Że świat tylko dalej goni i gna jeszcze prędzej , jeszcze szybciej . Jesteśmy zależne od tylu rzeczy, od tylu ludzi, spraw. Jak się zatrzymać , nie tracąc tego wszystkiego ? Czasem chciałabym żyć 100 lat temu. Kiedy wszystko było chyba jeszcze prostsze.
Tak.tak wlasnie wyglada zycie wielu z nas..moje ostatnio tez,a to cos do zalatwienia,a to obowiazki domowe..hm..a czy swiat sie zawali,jak np.pranie zrobie dzien pozniej,i jeden dzien w tygodniu poswiece na spotkanie ze znajomymi?..
Podzielam tu zdanie Was wszystkich, a odczucia mam niemalże identyczne jak Puma. Również tęsknię za innym życiem; wolniejszym, spokojniejszym, gdzie człowiek ma dłuuugie wieczory, czas na SŁUCHANIE muzyki..... ale wiecie co; wypracowałam taki styl życia
Bo człowiek MOŻE nakręcić się sam na tryb, w którym cche przeżyć swoje życie.
Osobiście nie mam takiego wewnętrznego przymusu na ciągły pośpiech. No dobra, jak jadę na uczelnie, to się śpieszę gdy wyjdę w ostatnim momencie, bo nie lubię się spóźniać
Ale wychodzę z założenia, że lepiej czegoś nie zrobić niż robić i się męczyć, śpieszyć, tracić czas...