Witajcie, powiem wam w skrócie o co chodzi:
Jakiś czas temu, powiedziałam swojemu chłopakowi, że okres mi się CHYBA spóźnia i podkreśliłam, że pewnie zdaje mi się to, bo nie pamiętam kiedy miałam ostatni (nie zwracałam wtedy na to szczególnej uwagi), ale wole mu powiedzieć, on spanikował, zrywał ze 100 razy, no ale okazało się w końcu, że jeszcze brakuje mi tygodnia. Mimo to kazał mi zrobić test
Ok, zrobiłam, bo widziałam, ze mu na tym zależy, wyszedł negatyw, a następnego dnia dostałam upragnionego okresu.
A teraz jest następująca sytuacja-
w tamtym miesiącu miałam okres 15-go, ale był 'słaby', bo trwał tylko 3 dni + 2dni plamienia, a normalnie trwa ok. 5-6dni, teraz jest 21, a wciąz go nie mam. Tłumaczyłam mu (chłopakowi), że nie dostaje się tego samego dnia, a warto dodać, że przez ostatnie 4 dni ciągle chodze wściekła (i nie chodzi o hormony), do tego od ok. środy (czyli od 5 dni) choruje. On strasznie nalega na test, ale ja nie chce, bo wiem, że niedługo się pojawi. Teraz ma czystą obsesje na tym punkcie i to dosłownie. Nie ma innego tematu. Napisze mu- idziemy na impreze? A jedyna jego odpowiedź to- 'masz okres? Zrób test!' (To jest następny powód, dla którego nie chce zrobić). Nawet nie wiecie jakie to jest denerwujące... I nie da się mu przetłumaczyć niczego. W poprzedniej sytuacji mówił 'chorujesz teraz, a to się rozwija wcześniej w ciele, tyle o tym czytałem, bla, bla, bla, ostatnio chodziłaś zła cały czas' CZYLI DOKŁADNIE TO, CO WCZEŚNIEJ.
Ps. W sobote w nocy dostałam prze okropnego bólu od podbrzusza do połowy żeber, że aż prawie ryczałam, ale próbowałam pójść spać i w końcu zasnęłam
Ps.2 od 7 miesięcy mam dopiero regularne miesiączki, a przez poprzednie 2 lata miałam m.in. co 2 miesiące
Co mogę zrobić, żeby chłopak troche wyluzował i czy takie sytuacje są normalne?