Witam. sama nie wiem od czego zaczac. Mam 32 lata, meza i przecudownego synka. Jednak to wcale nie zmienia faktu ze czuje sie parszywo. Czuje ze moje zycie to jedno wielkie nieporozumienie. Wolalabym sie nie urodzic. ale jednak sie urodzilam i zyje a raczej wegetuje. Strasznie sie ze soba męcze. Nie znosze swojego charakteru. Jestem beznadziejna. Od zawsze taka bylam. Nie mam przyjaciół i w zasadzie kolezanek tez nie. A jak jakies tam byly to mialam wrazenie ze chca mnie wykorzystac. Jestem cholernie naiwna. Sa ludzie, ktorzy pomimo swoich wad nie zauwazaja ich u siebie. Chcialabym taka byc. Ja wszystko u siebie widze. Mam wrazenie ze ludzie sie ze mnie smieja. Jestem bardzo sztywna osoba i niesmiala. Poprzez to czasami przytrafiaja mi sie takie rzeczy, sytuacje, ze jak sobie o nich przypomne to jest mi glupio. Nie wiem co sie ze mna dzieje. Boje sie isc do pracy. Bedac mlodsza wiedzialam ze bede miala z tym problem ale nie przypuszczalam, ze az taki. I tutaj zaczynaja sie nieporozumienia miedzy mna a moim mezem. Jest takim typem czlowieka,ktoremu ciezko jest zrozumiec , ze ktos moze bac sie isc do pracy. On uwaza ze mi sie nie chce i mowi mi ze jestem leniwa. Moze i mi sie nie chce ale nie jest to podyktowane lenistwem a raczej strachem. Boje sie pracy. Gdy pracowalam bylam bardzo zestresowana a to nie pomaga w niczym. Boje sie tez ludzi. Sama nie wiem co mam robic ze soba. Gdybym miala na tyle odwagi to popelnilabym samobojstwo ale wiem ze tego nie zrobie. Mam przede wszystkim synka i mame. To osoby dla ktorych zyje. Nie wiem co bedzie z moim malzenstwem. Czuje sie coraz bardziej samotna. A w tym nie pomaga tez fakt, ze mieszkam za granica. Heh, jest mi ciezko. bardzo ciezko!
didka zacznij od wizyty u psychologa lub psychoterapeuty.
witaj. po pierwsze nie jestes bezwartosciowa w koncu masz męża i dziecko! wiec byl ktos kto cie pokochal wzial zyje z Tobą:)moze tu bardziej chodzi o to ze za bardzo poswiecasz energie na to jaka jestes be! moze masz nerwice? natretne mysli o sobie. o ludziach.zawiodlas sie na kims bardzo? moze jestes nadwrazliwa. sa plusy i minusy tej cechy charakteru. sproboj myslec inaczej. zacznij od tego ze masz mez masz dziecko wiec nie jest tak z Tobą źle. dlaczego boisz sie pracy i ludzi? usiadz i na spokojnie sobie odpowiedz. moze pobyt za granica tak na Ciebie wplywa tam czesto ludzie lapia roznego typu depresje spowodowane nowym otoczeniem, brak przyjaciolki od serca. co bys chciala i kim bys chciala byc?ludzi uwierz mi nie ma sie co bac. bywaja tez bardzo pomocni. jasne nie na kazdego mozna czasami liczyc lub nie wszyscy sa idealni.sa tacy co wykorzystuja ale NIE WSZYSCY!uwazam ze psycholog mogl by Tobie pomoc. to ze boisz sie ludzi pracy to sa po prostu lęki. da sie to wyleczyc tylko musisz sie zastanowic dlaczego az tak bardzo sie boisz.jestes na pewno wartosciowa.tylko czasami natlok negatywnych MYŚLI powoduje myslenie ze widzimy cos w innych barwach. glowa do gory! dasz rade tylko musisz zaczac albo terapie albo malymi krokami probowac zabijac lęki tym ze zaczniesz robic to czego sie boisz. czasami terapia jest to by isc tam gdzie sie boimy isc itepe. okres obecny tez nie sprzyja samopoczuciu. przesilenia jesienno -zimowe 3mam kciuki glowa do gory.
Catwoman nawet nie wiesz jak czesto o tym myslalam jeszcze bedac w Polsce. Nie zdecydowalam sie. A teraz mieszkajac zagranica jest mi jeszcze ciezej. I znajac swoje mysli raczej dlugo tego nie zrobie. Pewnie bede tego zalowac, juz poniekad tak jest ale ja poprostu nie mam odwagi na taki krok.
dziewczynka zzapalkami ja mam bardzo zagmatwany charakter. A ten nie latwo jest zmienic. Moj maz powiedzial mi ze mam poprostu ciezki charakter.nie wiem moze i ma racje. Najchetniej gdybym tylko mogla zamienilabym swoja glowe na inna
ale tak sie najzwyczajniej nie da
ciezko jest mi samej ze soba wytrzymac. Jestem bardzo przygnebiona tym wszystkim co sie dzieje ze mna. Do tego stopnia ze chcialabym usnac i obudzic sie zupelnie inna osoba. Albo usnac i juz sie nie obudzic.
powiem ci tak: zawsze mozesz miec inna glowe)ale musisz zaczac sama zmieniac cos w niej)bez Twojej pomocy i udzialu nie stanie sie NIC> powinnas zrobic sobie plan od jutra wstaje i malymi krokami zmieniam myslenie nastawienie. pomalu. nie spiesz sie nie poganiaj. zacznij sie zmieniac to co cie irytuje eliminuj. a zobaczysz za jakis czas ze masz tą samą glowę ale inne myslenie.
psycholog? nie ma sie co bac. to tak jak boli ząb idziesz do dentysty.tu boli Ciebie myslenie wiec idziesz do psychologa.
zobaczysz jak wiele spraw o ktorych myslisz sa nieistotne. a tak Ci udreczaja. fajnie by bylo obudzic sie i byc calkiem innym czlowiekiem. tez bym tak czasami chciala. jednak czasami trzeba wysilku. uzyj maksymalnej sily i zacznij dzialac. wiem ze ja masz! zrob jutro sobie i rodzinie przyjemnosc. upiecz ciasto na przyklad. zwykla babke) zobaczysz ze lepiej sie poczujesz. robic cos dla innych o widzac ich usmiech. zobaczysz ze ktos cie dowartosciowuje. zacznij malymi krokami cos zmieniac a zobaczysz nim sie obrucisz bedziesz miala mysli sporo czystsze! dasz rade)ale zacznij sobie ustawiac plan dzialania. albo sporobj isc na terapie. to duzo daje. trzeba rozmawiac o tym co nas boli by PRZESTAC SIE BAC! wiec do dziela kochana! raz dwa trzy !!! licze na ciebie i twoje zaangazowanie.walcz o siebie. o ta weselsza Siebie!!!!!!!!!!! 3mam kciuki
Bede probowala cos zrobic ale czuje sie wypalona psychicznie. Jestem jak ta sahara ktorej brakuje wody do zycia. Dziewczynka zzapalkami napisalas ze ktos mnie pokochal , zyje ze mna,,,wszystko fajnie tylko ze ja juz nie wiem czy ten ktos mnie w dalszym ciagu kocha. smutne ale prawdziwe. Powoli przekraczamy bariere gdzie nic nie bedzie sie dalo juz zrobic.Mowimy sobie rzeczy ktore coraz trudniej zapomniec, wybaczyc. A wlasciwie to moj maz mi je mowi. Skoro mowil, ze mnie kocha to oczekiwalam jakiegos wsparcia. ale to niestety ten typ mezczyzny,ktory uwaza ze trzeba sobie radzic samemu. Zawsze! Ze Ci ktorzy płaczą sa slabi. itp, itd. Przez cale zycie czulam sie samotna, nawet teraz gdy mam meza!!! Nie mialam taty,mama mnie sama wychowywala. Moja mama byla i jest chora wiec nigdy nie chcialam jej meczyc wlasnymi problemami. Teraz tym bardziej nie chce. Rodzeństwa tez nie mam. Nie mam tak naprawde osoby z ktora moglabym porozmawiac, ktorej moglabym sie poradzic, ktora dodalaby mi troche otuchy. Zazdroszcze tym ktorzy maja przyjaciol. To wielki skarb. Dochodze do wniosku, ze powinnam byc zupelnie sama. Wtedy nawet gdy ktos powiedzialby mi przykra rzecz to nie bralabym sobie tego tak bardzo do siebie. Moglam sie trzymac tego , ze nigdy nie bede z nikim , ze nie bede miala dzieci . Moze byloby mi latwiej. Moze , nie wiem. No coz mam synka, moje sloneczko,ktore kocham bardzo mocno. Nie wiem jak bedzie to wszystko dalej wygladac.mam nadzieje, ze sobie jakos poradze. dzieki za dobre slowo dziewczynko
.
Przez cale zycie czulam sie samotna, nawet teraz gdy mam meza!!! Nie mialam taty,mama mnie sama wychowywala. Moja mama byla i jest chora wiec nigdy nie chcialam jej meczyc wlasnymi problemami. Teraz tym bardziej nie chce. Rodzeństwa tez nie mam. Nie mam tak naprawde osoby z ktora moglabym porozmawiac, ktorej moglabym sie poradzic, ktora dodalaby mi troche otuchy. Zazdroszcze tym ktorzy maja przyjaciol. To wielki skarb. Dochodze do wniosku, ze powinnam byc zupelnie sama. Wtedy nawet gdy ktos powiedzialby mi przykra rzecz to nie bralabym sobie tego tak bardzo do siebie. Moglam sie trzymac tego , ze nigdy nie bede z nikim , ze nie bede miala dzieci . Moze byloby mi latwiej. Moze , nie wiem. No coz mam synka, moje sloneczko,ktore kocham bardzo mocno. Nie wiem jak bedzie to wszystko dalej wygladac.mam nadzieje, ze sobie jakos poradze. dzieki za dobre slowo dziewczynko
.
To co sie dzieje w dzieciństwie ma wplyw na nasze zycie dorosłe....
Z kim rozmawaialam o tym co czujesz ?
Mama czesto chorowala ,ojca nie było.Nie chciałas mowic mamie o swoich problemach ..To komu o nich mowiłas ?
Ciezko zyc i borykac sie samej ze swoim gniewem ,złoscia ,rozczrowaniem ,smutkiem i udawac ,ze wszystko jest dobrze.Nie da sie byc szczesliwa ,otoczona wianuszkiem przyjaciól kiedy wewnetrznie wszystko boli.
Rozumiem Cie i wspólczuje .Sama jestem ofiara takiej sytuacji i przez lata czułam sie jak Ty.Najgorsze było to ,ze nieswiadomie swoje frustracje przeniosiłam na swoja corke.Wiem tez ,ze ciezko dogadac sie z męzem partnerem.Wewnetrzne poczucie krzywdy tak rozwala i powoduje ,ze ciagle mamy pretensje.....
Podejrzewam ,ze maz nie rozumie Twojego stanu ,warto mu o tym powiedziec.Rozmowa czyni cuda...Ale tez praca nad soba i zmiana tego co dzieje sie we mnie ,a co tkwi od kikudziesieciu lat.
Ja polecam kontakt z psychologiem czy terapeutom.Mnie to przyniosło ulge i zmiany w zyciu,których dokonałam.Inaczej nie wiem czy wyszłabym z tego marazmu.
Wiem jedo zeby byc szczesliwym trzeba zaakceptowac i pokochac siebie .Jednak ciezko to zrobic bez specjalistycznej pomocy.
Pozdrawiam ![]()
9 2013-01-21 14:52:41 Ostatnio edytowany przez fajka2 (2013-01-21 14:54:08)
polecam na początek książkę "optymizmu można się nauczyć" seligman martin i stosować ćwiczenia, które autor zaproponował w książce. trochę zrozumiesz działanie złych myśli na nasze funkcjonowanie i zobaczysz, że nie warto się skupiać na nich.
polecam na początek książkę "optymizmu można się nauczyć" seligman martin i stosować ćwiczenia, które autor zaproponował w książce. trochę zrozumiesz działanie złych myśli na nasze funkcjonowanie i zobaczysz, że nie warto się skupiać na nich.
Jakbym czytała osobie, chodzę do psychologa od 2 lat i nic mi nie pomógł.
Psychologowie czy terapeuci nie sa cudotwórcami.Maja za zadane podac wskazówki ,uswiadomic mi problem.Jednak nie daja recepty na uzdrowienie mnie i mojego zycia
Spotkania z nimi to ciezka praca nad soba i przede wszystkim szczerosc.
Mozna chodzic do nich całe zycie i nie zmienic nic,czekajac na cud.
No właśnie, to po w ogóle zaczynać...
13 2013-01-21 16:12:02 Ostatnio edytowany przez fajka2 (2013-01-21 16:13:21)
no właśnie, więc po co zaczęłaś? z prośbą o cud to do kościoła, a nie do drugiego człowieka.
mi palców nie starcza, by policzyć ludzi, których znam i którym psycholog pomógł.
14 2013-01-21 16:13:10 Ostatnio edytowany przez missnowegojorku (2013-01-21 16:13:39)
Aha, to chyba jestem w tych 30 procentach, którym nie pomaga.
a że tak zapytam, czy wiesz czemu Ci nie pomaga?
Na terapie chodziłam po to,zeby zmienic to co powodowało ,ze byłam nie szczęsliwa.
Rozmawiałam na sesjach i wyciągałam wnioski. Pracowałam i pracuje do dzis ,nad tym co mnie dołowało,blokowało i nie dawało mozliwosci działania,rozwoju.Takie zmiany to cięzka praca nad soba ,nad swoim uczuciami,słabosciami, ,ale i potencjałami.Nie nauczył,mnie tego "dom rodzinny" wiec musialam dokonac tegoz pomoca fachowca.Dzisiaj jestem szczesliwa i dumna z siebie.Codzienie wstaje radosna i ciesze sie kazda chwila.
2 lata temu byłam nad przepascia.....
Trzeba tylko chciec ![]()
Ja chcę, alemi nie wychodzi.
a że tak zapytam, czy wiesz czemu Ci nie pomaga?
Pytałam terapeutki dlaczego, ona mówi, że nie wie...
Myslę ,ze najwazniejsze jest zaakceptowac swoje dysfunkcje i choroby.Wtedy mozna poczynic znmiany w zyciu ![]()
A nie odbiła piłeczki i nie zapytała "A Pani jak myśli, dlaczego nie pomaga" ?
Oprócz tego, że się chce to musi być też wiara, że uda się i musi być ta gotowość do zmiany...
dziewczynka zzapalkami ja mam bardzo zagmatwany charakter. A ten nie latwo jest zmienic. Moj maz powiedzial mi ze mam poprostu ciezki charakter.nie wiem moze i ma racje. Najchetniej gdybym tylko mogla zamienilabym swoja glowe na inna
ale tak sie najzwyczajniej nie da
ciezko jest mi samej ze soba wytrzymac. Jestem bardzo przygnebiona tym wszystkim co sie dzieje ze mna. Do tego stopnia ze chcialabym usnac i obudzic sie zupelnie inna osoba. Albo usnac i juz sie nie obudzic.
masz za dobrze w zyciu
po prostu
pewnie mama za ciebie wszystko robi
facet też i już zaczyna mu sił brakowac, gdy widzi cię ciągle skwaszoną
poczytaj sobie, jak inni nagle zostają sami, z małymi dziećmi, bez środków do życia
to jest problem obiektywny
Twój jest tylko w Twojej głowie
im więcej skupiasz się na sobie tym bardziej on rośnie
nikt nic za ciebie nie zrobi z twoją głowa i myślami
sama musisz
kochasz synka?
mocno?
tylko on?
a co z facetem, który jest z Tobą?
uważaj toksyczna miłość rodzica pozbawia dziecko radości życia
wiem, miła nie jestem
ale Ty nie potrzbujesz pogłaskania po głowie
Ty potrzebujesz miotłą po głowie
żeby się obudzić
Bede probowala cos zrobic ale czuje sie wypalona psychicznie. Jestem jak ta sahara ktorej brakuje wody do zycia. Dziewczynka zzapalkami napisalas ze ktos mnie pokochal , zyje ze mna,,,wszystko fajnie tylko ze ja juz nie wiem czy ten ktos mnie w dalszym ciagu kocha. smutne ale prawdziwe. Powoli przekraczamy bariere gdzie nic nie bedzie sie dalo juz zrobic.Mowimy sobie rzeczy ktore coraz trudniej zapomniec, wybaczyc. A wlasciwie to moj maz mi je mowi. Skoro mowil, ze mnie kocha to oczekiwalam jakiegos wsparcia. ale to niestety ten typ mezczyzny,ktory uwaza ze trzeba sobie radzic samemu. Zawsze!
Ze Ci ktorzy płaczą sa slabi. itp, itd.
Przez cale zycie czulam sie samotna, nawet teraz gdy mam meza!!!
Nie mialam taty,mama mnie sama wychowywala. Moja mama byla i jest chora wiec nigdy nie chcialam jej meczyc wlasnymi problemami. Teraz tym bardziej nie chce. Rodzeństwa tez nie mam. Nie mam tak naprawde osoby z ktora moglabym porozmawiac, ktorej moglabym sie poradzic, ktora dodalaby mi troche otuchy. Zazdroszcze tym ktorzy maja przyjaciol. To wielki skarb. Dochodze do wniosku, ze powinnam byc zupelnie sama. Wtedy nawet gdy ktos powiedzialby mi przykra rzecz to nie bralabym sobie tego tak bardzo do siebie. Moglam sie trzymac tego , ze nigdy nie bede z nikim , ze nie bede miala dzieci . Moze byloby mi latwiej. Moze , nie wiem. No coz mam synka, moje sloneczko,ktore kocham bardzo mocno. Nie wiem jak bedzie to wszystko dalej wygladac.mam nadzieje, ze sobie jakos poradze. dzieki za dobre slowo dziewczynko.
didka, ja podpisuję się pod wszystkimi postami, zachęcającymi na terapię ...lub chociaż do psychologa..
Moim zdaniem najlepiej terapię grupową, gdzie ludzie podobni do Ciebie, z lękami choć może innymi niż Twoje wzajemnie się wspierają.., czego jak widać Ci brak.
Z własnego doświadczenia napiszę, że chodziłam na taką terapię codziennie po 3 -5 godzin. Początki były trudne, bo przeżycia mam trudne, bo zaburzenia osobowości (o.unikająca), poczucie oceniania, osamotnienia...ale z pomocą terapeutów i odpowiednich leków, które czasami w przypadku nerwicy są potrzebne, dałam radę...i otrzymałam to czego zawsze mi brakowało..głownie akceptację i wsparcie...i taka więź między niektórymi osobami powstała, której w życiu bym się nie spodziewała.
... tak jak ktoś napisał, to w dzieciństwie kształtuje się nasza osobowość, poczucie własnej wartości itd. ty najwyraźniej z jakiegoś powodu go nie miałaś i nie masz...
Czułaś się samotna. Chcesz nadal tak się czuć?
Nie jesteś już dzieckiem. Możesz walczyć o siebie, możesz czuć się bezpieczna i wartościowa...ale musisz też chcieć tego, wierzyć że to jest możliwe, że na to zasługujesz...
Twój mąż Cię rani a Ty robisz coś z tym? Pozwalasz przekraczać mu własne granice?
Pracowałaś kiedyś nad asertywnością?
Nie wierz w to, że płacz jest słabością. Płacz oczyszcza i jeśli Ci to pomaga to płacz, pisz...
wsłuchaj się w siebie...
Czego potrzebujesz - już wiesz..
więc zrób jakiś malutki kroczek do przodu...
Życzę Ci dużo odwagi w tym kierunku.+
Witaj mysle ze potrzebujesz dobrej,bratniej duszy ktora pomoze ci podbudowac poczucie wlasnej wartosci.Niestety trudne relacje zanizaja samoocene zwlasza jak partner dogaduje zamiast pomoc.Jestem w podobnej sytuacji,rowniez mieszkam za granica tez sie boje ludzi z tym ze ja pracuje dzieci nie mamy.Moge sie z toba skontaktowac mailem?W jakim kraju przebywasz?Pozdrawiam