Jestem przekonana, że większość z pacjentów ma już pełną świadomość negatywnych skutków przyjmowania antybiotyków. Czy przeziębienie, czy grypa czy zapalenie często wychodzimy z receptą na jakieś cudo. Fakt dużo zależy od lekarza prowadzącego i zdania są podzielone. Byłam kiedyś na konferencji dotyczącej antybiotykoterapii i usłyszałam tam taką opinię, że na dzisiejsze tak zmutowane wirusy niestety ale samo naturalne leczenie często jest niewystarczające i tak czy siak pacjent wraca po kilku dniach i włączenie antybiotyku jest konieczne.
Ja należę do tej grupy, która nie jeden raz borykała się z negatywnymi skutkami antybiotykoterapii, ale jak sie okazało przyczyną było złe dobranie antybiotyku do jednostki chorobowej
co wiązało się z dwukrotną zmianą antybiotyku i w efekcie przez kolejne sześć miesięcy leczyłam swój żołądek. Nikomu nie życzę.
Jakie jest wasze zdanie, czy faktycznie zdarza wam się tak, że często metody naturalne leczenia przeziębienia lub grypy nie wystarczają???
Dodam, że w przypadku grypy czy przeziębienia zastosowanie antybiotyku jest dla mnie abstrakcją, ale nie jestem lekarzem więc nie chcę podważać ordynowania leków przez dr. bo być może z tymi "zmutowanymi" wirusami jest sporo racji - nie dokopałam się do badań.. dlatego też interesuje mnie wasze doświadczenie, jak często nie udaje wam się samemu wyjść z przeziebienia, grypy? jak często później są powikłania? ( no oczywiście zakładamy, że naturalne leczenie było prawidłowe czyli przede wszystkim wygrzanie).