Witaj na Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone przez kobiety dla aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Porozmawiasz na takie tematy jak : miłość, związki, psychologia, edukacja, finanse, religia, zdrowie i uroda...
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Strony: 1 2
Witam Was Dziewczynki:) jeśli powtórzyłam wątek to przepraszam ale jestem tu nowa a nic podobnego nie znalazłam...
Otóż mam problem który dla jednych może wydać się absurdalny a inni mogą stwierdzić, że sama nie wiem czego chce i powinnam się cieszyć z tego co mam...
Jestem z facetem ponad 4 lat, poznałam go, gdy byłam w drugiej klasie liceum, on jest starszy o dwa lata i jest nam wspaniale, czasami wydaje mi się , że nam to jeszcze nie przeszły nawet te "motylki w brzuchu" bo cieszymy się każda wspólnie spędzoną chwilą ale nie o to tutaj chodzi. Odkąd jesteśmy razem to bardzo zaprzyjaźniłam się z jego siostrą, która w pewnym sensie jest dla mnie jak siostra, której nigdy nie miałam (jestem jedynaczką) no i zazwyczaj mówimy sobie wiele rzeczy i ona zna mnie dobrze. No i ostatnio mi powiedziała, że mój facet zamierza mi się oświadczyć jakoś w czerwcu, chciał nawet żeby ona jechała z nim po pierścionek. Nie powiedziała mi tego bo chciała zepsuć niespodziankę tylko zna moje podejście. otóż ja nie bardzo chce tych zaręczyn, kocham go całym sercem i wiem , że to ten jedyny ale uważam, że dla mnie na ślub jest jeszcze za wcześnie. Nie czuje po prostu tego... nie widzę się w roli żony póki co... kompletnie... wiele razy rozmawialiśmy o naszej przyszłości i on zdaję sobie sprawę z mojego podejścia to tej kwestii jednak to było jakiś rok temu.
Blagam dziewczyny powiedzcie mi jak mam się zachować? co mu powiedzieć, kiedy przyjdzie ten moment? boję się, że gdy powiem mu, że nie chce jeszcze brać ślubu to może to źle odebrac... co robić ?
Offline
A dlaczego nie możesz się zaręczyć i zaplanować ślub np. za 2, 3 lata...wiele par tak robi ![]()
Skoro jesteś pewna że Twój chłopak jest tym jedynym, to możesz przecież przyjąć te oświadczyny, mówiąc jednocześnie, że chcesz żeby odbyło się to za kilka lat...nie widzę w tym nic złego...
Offline
Powiedz mu ze nie jestes jeszcze gotowa na ten zwiazek chcesz z nim byc ale nie czujesz sie na silach brac slub... Powiedz ze mozecie zamieszkac razem sprobowac poprowadzic wspolnie dom a slub za jakis czas.
A druga opcja zareczyc sie ale slubu nie brac
byc zareczonym z 3 lata i dopiero pomyslec co dalej xD Zareczyny to przeciez nie slub xD
Offline
Hm jezeli chcesz byc z nim to przyjmij te zareczyny..
i wez pod uwage, ze niektore pary naprawde dluugo sa zareczone, zanim dochodzi do slubu
no chyab ze on chce w miare szybko po zareczynach wziac slub
albo kiedys przypadkiem pogadaj z nim o tym, powiedz ze myslalas o slube, i ze jeszcze nie jestes na to gotowa, ale zapewnij go, ze go kochasz i chcesz byc z nim
Offline
zgadzam sie z suneo6, przeciez po zareczynach nie musicie odrazu planowac slubu
a jak przyjmiesz zareczyny to mysle ze uczynisz go najszczesliwszym czlowiekiem pod sloncem i latwiej bedzie wam wowczas czekac do tej pieknej chwili w ktorej zdecydujesz sie ostatecznie pow tak - przeciez razem, zawsze latwiej ![]()
Offline
Ale jak wytłumaczyć , że nie chce tego ślubu nie dlatego, że go nie kocham czy nie jestem pewna swoich uczuć ale po prostu wydaję mi się, że nie nadaję się na żonę... boję się wspólnego mieszkania , nie chce stać się dla niego codziennością...rozumiecie o co mi chodzi ? teraz widujemy się średnio dwa razy w tygodnie bo oboje studiujemy i to jest fajne, ta jego radość gdy mnie widzi po tych dwóch dniach... boję się, że pomimo tego,że zaplanujemy ślub za jakiś czas dopiero to te zaręczyny coś zmienią... że po jakiś czasie pojawi się myśl wspólnego mieszkania z jego strony a ja nie będe wiedzieć co zrobić...
Offline
no ja to szczerze mówiąc nie wiem o co Ci chodzi.. ok nie jesteś gotowa na ślub, to normalne, nie czujesz się gotowa to przyjęcia roli żony i kiedyś matki, ale wspólne mieszkanie to co innego-to najlepsza forma sprawdzenia się, dopasowania, przed ślubem właśnie!
wiesz, nie obraź się ale wydaje mi się że Ty po prostu jeszcze nie dojrzałaś do związku takiego poważnego. jesteście ze sobą od czasu gdy byłaś w liceum, więc ta miłość powinna razem z Wami dojrzewać, jednocześnie być fundamentem dla wspólnej przyszłości! a Ty jakbyś bała się tej dojrzałości i jej konsekwencji..
marionetko!!!! skoro Twój chłopak jest tym jedynym to czego się boisz?? kochaj go ![]()
jeśli naprawdę zaręczyny są takim problemem- mimo że tak jak pisza dziewczyny to nie oznacza zaraz stania przed ołtarzem- to jakoś spróbuj z nim porozmawiać, jesteście dorośli, zapytaj jakie ma wobec Ciebie plany, powiedz że go kochasz że jest dla Ciebie najważniejszy i że za kilka lat chciałabyś się ustatkować, założyć rodzinę. tak żeby wiedział że chcesz z nim być ale nie teraz zaraz ślub.
Offline
Marionetko, Noelle ma rację...
Ja nawet nie jestem zaręczona, a mieszkam 1,5 roku z chłopakiem, kocham go i nie wyobrażam sobie dnia bez niego...i jesteś w błędzie, że codzienność zniszczy tą miłość, że będzie coraz słabsza...
u nas ta miłość jest coraz silniejsza, jesteśmy coraz bardziej zżyci ze sobą...uczymy się żyć razem i jest nam wspaniale ![]()
Nie rozumiem Twoich obaw...co niby jest takie strasznego we wspólnym mieszkaniu? przecież to tylko więcej szczęścia, więcej miłości...
Offline
Być może zaprezentuję zupełnie odmienny pogląd, ale uważam, że nie powinnaś się zaręczać, jeśli czujesz się zbyt młoda na małżeństwo.
Bez względu na to, ile może trwać, narzeczeństwo z założenia jest wstępem do założenia rodziny. I Twój partner oświadczając się i zostając przyjętym ma prawo być przekonanym, że podzielasz jego chęć wzięcia ślubu. Jaki sens ma przyjmowanie pierścionka, za którym idą same obawy - że będą dopytywali, kiedy ślub, że powiedziało się TAK, kiedy czuło się NIE?
Dojrzałość do małżeństwa jest kwestią indywidualną, ale zaręczyny są pewnego rodzaju deklaracją, że się tą dojrzałość osiągnęło.
Związek na całe życie musi opierać się na szczerości i uczciwości. Może spróbuj otwarcie porozmawiać na temat małżeństwa, zanim dojdzie do zaręczyn - powiedz, że wolałabyś jeszcze trochę poczekać, ponieważ to dla Ciebie poważna decyzja. Unikaj zapędzania się w kozi róg i deklarowania, kiedy dojrzejesz do tej chwili, przecież nie możesz tego wiedzieć.
Za żadne skarby świata nie przyjmuj zaręczyn, co do których nie jesteś przekonana. Twój mężczyzna poczuje się bardzo oszukany (i słusznie), jeśli później okaże się, że nie byłaś gotowa, a zgodziłaś się. Poza tym oświadczyny to powinna być najpiękniejsza chwila w Twoim życiu, on z pewnością też tak to widzi.
Wierzę, że jeżeli rzeczywiście kochacie się i chcecie być razem, powinniście się zrozumieć i wesprzeć
Tylko pamiętaj: zawsze postępuj w zgodzie z własnym sumieniem ![]()
Offline
marionetka napisał:
Ale jak wytłumaczyć , że nie chce tego ślubu nie dlatego, że go nie kocham czy nie jestem pewna swoich uczuć ale po prostu wydaję mi się, że nie nadaję się na żonę... boję się wspólnego mieszkania , nie chce stać się dla niego codziennością...rozumiecie o co mi chodzi ? teraz widujemy się średnio dwa razy w tygodnie bo oboje studiujemy i to jest fajne, ta jego radość gdy mnie widzi po tych dwóch dniach... boję się, że pomimo tego,że zaplanujemy ślub za jakiś czas dopiero to te zaręczyny coś zmienią... że po jakiś czasie pojawi się myśl wspólnego mieszkania z jego strony a ja nie będe wiedzieć co zrobić...
marionetko,Ty poprostu boisz sie,ze wkradnie sie rutyna,ze jak bedziecie
mieszkac razem,to staniesz sie dla niego 'codziennoscia'.
Ale pomysl,tak wyglada codzienne zycie,ta szara rzeczywistosc.
Skoro boisz sie,ze znudzisz mu sie jak bedziecie mieszkac razem,
to co bedzie po slubie,jak bedziecie np 10 lat po slubie.
I co wtedy?
Wedlug mnie,to nie jestes gotowa na taki powazny zwiazek.
Nie powinnas sie zareczac o slubie to nie ma mowy w Twoim wypadku.
Nie spiesz sie. I nie ran swojego chlopaka.
Offline
dziękuje Wam dziewczyny...
otwarcie mówię, że jeszcze nie jestem gotowa na zaręczyny i wszystkie tego konsekwencję... wiem, że nie jestem gotowa na ślub bo ja to po prostu czuje... Kocham go ale to jeszcze nie ten czas...
Offline
OD ZARECZYN DO SLUBU MOZE BYC DLUGA DROGA.PIERSCIONEK PRZYJMIJ,LECZ UCZCIWIE POWIEDZ CHLOPAKOWI,ZE SLUB ZA KILKA LAT..
Offline
zgadzam się z pozostałymi tylko podkreśl że ślub za kilka lat,pierścionek zareczynowy nie oznacz że zachwile wyjdziesz za niego przecież od tego mometu do slubu moze minąć nawet kilkanaście lat jeśli CI NA NIM ZALEZY PRZYJMI TEN PIERŚCIONEK POWODZENIA
Offline
Tak dziewczyny mają rację nie od razu musisz stawać na ślubnym kobiercu. Powodzenia.
Offline
myślicie, że zrozumie ? w końcu to facet jest
ale chyba faktycznie najlepiej będzie jak z nim porozmawiam i delikatnie go przygotuje na fakt, że ślub dopiero za kilka lat
Offline
Będę monotematyczna, ale jestem przerażona, kiedy czytam Wasze rady.
Wyobraźmy sobie odwrotną sytuację, Wy się oświadczacie - robicie to, ponieważ jesteście gotowe na małżeństwo, bo jesteście pewne, że chcecie ślubu w Waszym życiu. On oświadczyny przyjmuje, co dla Was oznacza, że myśli tak samo. I teraz na dwoje babka wróżyła - oczywiście zaręczyny mogą się zakończyć szczęśliwym małżeństwem. Jak jednak byście się czuły, gdybyście po x czasu chciały zamienić słowo w czyn, a Wasz ukochany nagle zacząłby się robić w tym temacie nerwowy? Myślę, że nie umiałybyście zrozumieć, dlaczego wciąż przekłada datę ślubu. A co, jeżeli on dojrzałby do małżeństwa lata po Was? Gdyby pewnego dnia powiedział, że jednak nie jest gotów się żenić? Albo że wcale tego nie chce? Nie miałybyście żalu o to, że jednak wprowadził Was w błąd? Że przyjął oświadczyny bez przekonania, że za nimi stoi jednak ślub, rodzina?
Narzeczeństwo to dla mnie deklaracja. I nie ma najmniejszego sensu przyjmowanie pierścionka, za którym idzie to, czego my nie chcemy w danym momencie swojego życia. Po co wtedy te oświadczyny? Żeby lepiej brzmiało "narzeczona"?
Pierścionek zaręczynowy to podjęcie decyzji o ślubie. Przeraża mnie przekonanie aż tylu kobiet, że można się zaręczyć, a decyzję o zamążpójściu podjąć sobie w międzyczasie. Gdzie w tym wszystkim szacunek dla delikatnych uczuć drugiej osoby?
Marionetko, poczekaj tyle, ile będziesz potrzebowała, żeby poczuć się dojrzałą do małżeństwa. Wtedy te oświadczyny będą dla Ciebie najpiękniejszym, wyczekiwanym wydarzeniem, które będzie wstępem do tego, czego pragniesz.
Offline
Zgadzam się z Yvette i jednocześnie zmieniam swoje poprzednie zdanie...
Przede wszystkim dlatego, że Marionetka jest zbyt niedojrzała, zupełnie nie rozumie pojęcia związek, a co dopiero małżeństwo...ona nie jest gotowa na tak poważny krok i chyba jednak ciężko powiedzieć kiedy będzie gotowa, bo możliwe że nawet kilka lat to za mało....
Lepiej nie dawać złudnej nadziei zakochanemu chłopakowi, niech wie na czym stoi, chyba nikt nie chce być okłamywany...
Yvette ma rację - przecież zaręczyny mają być wydarzeniem cudownym, które wspomina się latami ze wzruszeniem, a nie z uczuciem rozdarcia i pustki...
Marionetko, zadaj sobie pytanie, czego TY oczekujesz od Twojego związku? Pewnie zaręczyny to zbyt szybki krok na przód, skoro Wy jesteście dopiero na etapie "chodzenia", może jednak warto by było pomyśleć o czymś poważniejszym, bo jeśli jesteś pewna że to ten jedyny to dlaczego tak niewiele jest WAS w tym związku? Dlaczego Wasza miłość stoi w miejscu zamiast się rozwijać?
Przemyśl to spokojnie i powiedz chłopakowi że go bardzo kochasz, ale zaręczyny to jeszcze zbyt poważna sprawa dla Ciebie...moim zdaniem jeśli Cię kocha to poczeka tyle ile będzie musiał...a w trakcie tego czekania postaraj się trochę bardziej, daj trochę więcej od siebie do tego związku, bądź bardziej czuła, mów o swoich uczuciach i spróbujcie spotykać się jednak trochę częściej, żeby ta codzienna rutyna stawała się dla Ciebie już pojęciem błędnym, bo to wszystko zależy od Was jak ma wyglądać każdy kolejny dzień, no i całe życie...
Będzie dobrze ![]()
Offline
Widzę że Yvette mnie rozumie. Ja naprawdę chciałabym być w 100% pewna gdy przyjmę oświadczyny ale dla mnie oświadczyny to nie odkładanie ślubu na "za parę lat" tylko zaręczyny to wstęp do przygotowań do tego najpiękniejszego dnia w życiu.
Nie rozumiem natomiast stanowiska Sueno6. Czy to, że nie chce wychodzić za mąż oznacza, że nie rozumiem pojęcia związek? bo nie wiem co ma jedno do drugiego... nie zgodzę się z tym, że w naszym związku jest mało NAS.... ten związek to MY... a według mnie legalizacja związku nie jest jedynym sposobem na rozwijanie się miłości bo tak nie jest.
Małżeństwo to bardzo poważny krok i po prostu chce być go całkowicie pewna i móc mojemu chłopakowi dać całą siebie np. w trakcie przygotować a nie zastanawiać się czy aby na pewno dobrze robię i czy to nie za wcześnie...
Offline
Ja po prostu nie rozumiem skąd przeświadczenie, że jak będziecie się częściej widywać, spędzać ze sobą coraz więcej czasu to będzie gorzej? A gdy zamieszkacie ze sobą to będzie rutyna...
Według mnie jest przecież odwrotnie...
Może rzeczywiście źle się wyraziłam twierdząc, że mało Was w tym związku, bo tego nie wiem...
a jeśli chodzi o rozwijanie miłości to nie miałam na myśli legalizacji, ale po prostu spędzanie ze sobą jak najwięcej czasu, a nawet zamieszkanie - poznanie siebie troszkę w innych sytuacjach ![]()
Jeśli Cię uraziłam, wybacz Marionetko ![]()
Offline
Zgodzę się z tym, że wspólne mieszkanie to wejście na zupełnie inny etap w związku. Wiele się zmienia, ludzie rozwijają się jako partnerzy i uczą wszystkiego tego, co będzie im potrzebne w późniejszym życiu.
Natomiast myślę, że ze wspólnym zamieszkaniem jest tak jak ze ślubem - to jest pewnego rodzaju decyzja, więc zanim ją podejmiemy, rozważamy za i przeciw. I jak z każdą decyzją trzeba być na nią gotowym. Być może dla Ciebie także na to jest za wcześnie - nie ma uniwersalnego wieku ani momentu. Jesteś jeszcze młodą osobą. Wielu młodych ludzi osiąga etap mieszkania razem w wieku około 25-26 lat, wtedy są gotowi.
Oczywiście, związki zyskują na wspólnym zamieszkaniu. Przeważnie. A jeśli tak się nie dzieje, to dlaczego? Być może właśnie dlatego, że któreś z partnerów nie było gotowe na kompromisy i wyzwania dnia codziennego.
Pamiętaj, że nie ma dobrej recepty na związek. Błędne jest założenie, że istnieją jakieś z góry narzucone okoliczności, w których związek się zepsuje. Wychodzę z założenia, że jeśli para ma się rozstać, rozstanie się, nawet, jeżeli do osiemdziesiątki będą mieszkali na dwóch końcach miasta. Ale jednocześnie wiem, że w wielu przypadkach potrzeba tych paru lat osobno, by umieć później być razem przez cały czas ![]()
Jeśli czujesz, że chcesz, żeby było tak jak teraz, a Twój partner rozumie Twoją decyzję, to świetnie. Jednak jeśli on myśli o ślubie to być może powody, dla których nie chcesz ślubu/mieszkania razem są dla niego nie tak jasne jak dla Ciebie. Warto o tym szczerze i uczciwie porozmawiać, choćby po to, żeby wiedział, że to nie jest kara czy odrzucenie.
Daj znać, jak poszła Wam rozmowa ![]()
Ostatnio edytowany przez yvette (2009-05-06 22:05:39)
Offline
Wiesz, to nawet nie chodzi jakoś szczególnie o to, że wkradnie się rutyna w nasz związek tylko po prostu obawiam się, że to jeszcze nie ten moment żeby się zaręczyć i powiedzieć "tak". Wiem, że nad wspólnym mieszkaniem muszę się poważnie zastanowić, wiem, że z jednej strony bym tego chciała, kłaść się spać i budzić koło niego, ale chce być tego kroku całkowicie pewna... Nie uraziłaś mnie:)
Dzisiejszy wieczór spędzamy razem więc jak będzie okazja to porozmawiam z nim na ten temat... dam znać Yvette
)
Offline
Zgadzam sie z yvette. Bardzo mądre rady.
A mi to się wydaje tak że marionetka jest jeszcze młodą osobą(hehehehe praktycznie w moim wieku) i chce jeszcze pożyć życiem właśnie młodziutkiej dziewczyny. Bez takich ciężkich zobowiązań jak ślub, wspólne mieszkanie itp. Ona ma jakieś tam swoje życie w którym jej chłopak naraie jest na takim miejscu jak go postawiła czyli spotykają sie dwa raz w tygodniu czy ileś tam i tak jej jest dobrze. Pozostałe wieczory, dni może przeznaczyć dla siebie. Wszystko ulegloby zmianą gdyby np zamieszkali razem albo gdyby wzieli ślub. A marionetka nie jest jeescze gotowa na takie zmmiany bo lubi narazie swoje życie takie jakim jest. To jej daje radość to jej daje siłę.
Osobiście uważam że nie powinna przyjmować zaręczyn nawet jeśli w tym momencie jest pewna że to jest ten jedyny ponieważ nie wiadomo co się wydarzy za powiedzmy trzy lata. Czy nie będzie chciała być z kimś innym. W życiu i tak bywa. A danego slowa w tak poważnej sprawie jak zaręczyny nie powinno się cofać.
Istnieje pogląd że zaręczyny nie powinny trwać dłużej niż rok. Bo w czasie tego roku para ma czas na zaplanowanie ślubu wesela i organizacje wszytkiego. A zaręczyny są właśnie czasem przygotowań do ślubu a nie chodzeniem sobie od tak z chlopakiem bo może kiedyś weźmiemy ślub.
Oczywiście istnieje też inne powiedzenie. Mianowicie "narzyczona to nie żona". Ja osobiście jednak uważam że zaręczyny zobowiązuja i to bardzo i jak nie jest sie pewnym ze naprawde się ich chce to nie powinno się składać ani przyjmmować takich deklaracji.
Jak mu odmówić? no cóż radziłabym mu ten pomysł wybić z głowy zanim kupi pierścionek albo przynajmniej zanim ci go da. Czyli poprostu w delikatny sposób tak mimo chodem zasugeruj mu że nie chcesz jeszcze zaręczyn. Może pomoże ci w tym jego siostra w końcu macie dobry kontakt. Poproś np że jak będziecie siedzieć we trojkę żeby ona rzuciła tak mimo chodem jakiś temat w tym kierunku a wtedy ty wyrazisz swoje zdanie.
Jak juz dojdzie do tego że da ci pierścionek to będzie fatalnie bo albo się zgodzisz i bedzie cię męczyć taka sytuacja i to że się zgodziłaś albo odmówisz(co w tym momencie będzie trudne) i twój chłopak w najlepszym wypadku się pogniewa i bedzie dasał jakiś czas. jednak może też być gorzej bo może uznać że nie ma sensu dłuzej tego z toba ciągnąć skoro powiedziałaś nie. A poza tym nie wiesz gdzie i kiedy zamierza dać ci pierścionek. A co jeśli zrobi to przy twojej albo jego rodzinie? jak mu wtedy odmuisz? zrobisz z niego kompletnego idiote. Przepraszam za wyrażenia
Offline
Rozmawiałam z Nim... i mogę śmiało stwierdzić, że jestem największą szczęściarą na świecie:)
Poszliśmy na spacer i w trakcie zapytałam, tak niby po prostu: " Kochanie jak Ty widzisz naszą przyszłość tak np za 2 lata" i wtedy powiedział, że największym jego marzeniem to to, byśmy zostali małżeństwem i żeby miał mnie już zawsze obok... No i w tym momencie miałam dwa wyjścia, ściemniać albo postawić na szczerość... i wybrałam to drugie. Powiedziałam mu wprost, że bardzo go kocham ale nie jestem gotowa na ślub i tak radykalne zmiany w naszym życiu ale jednocześnie jestem pewna, że to właśnie z nim chciałabym spędzić resztę życia i wtedy bałam się, że będzie zły czy nie zrozumie a on po prostu mnie przytulił i powiedział, że przeprasza jeśli pomyślałam, że w jakiś sposób mnie pośpiesza i że największym jego szczęściem jest to, że jestem obok więc poczeka aż będę gotowa tak długo jak będzie trzeba bo nie wyobraża sobie by mogło być inaczej... chyba jestem głupia bo do końca nie potrafię docenić tego co mam...
Offline
i bardzo się cieszę że tak wyszło!!!!!!! jestem z Ciebie, z Was dumna-oboje widać naprawdę się kochacie i jesteście dla siebie stworzeni-o takie zrozumienie trzeba walczyć ![]()
a głupia nie jesteś tylko jeszcze nie gotowa, poczekaj na swój moment, może za niedługi czas stwierdzisz że jednak się już nie boisz i będzie lepiej ![]()
Offline
Świetnie, że to się tak skończyło
Będę trzymała kciuki za Wasze szczęście ![]()
Offline
Również się cieszę
Macie szczęście, że macie siebie ![]()
Offline
Strasznie wam dziękuję:) Gdyby nie wy to pewnie jeszcze przez długi czas bym się zastanawiała co zrobić i czy z nim porozmawiać , i żyła w niepewności jak on zareaguje
teraz wiem, że mam niesamowite szczęście, że go mam;)
Offline
Zawsze do usług
Polecamy się na przyszłość ![]()
Offline
marionetka hehe top forum pewnie juz nijednej uratowało tyłek w trudnej sytucji... gratuluje ze udało ci się mądrze rozwiązać twój probel i życzę szczęścia
Offline
a co Ci dadzą te zaręczyny? czy będziesz bardziej go kochała? wydaje mi się że jednak racja z tym pospiechem jest, po co się tak spieszyć? przecież nikt nie wymaga od Was aż takich deklaracji, z pierścionkiem można poczekać, Ty naprawdę jesteś młodziutka i nie obraź się ale to racja że powinnaś się wstrzymać. przecież jeśli się kochacie to będziecie razem na dobre i na złe, nawet za rok czy dwa, a wtedy będziesz już pełnoletnia, będziecie mieli ze sobą już jakiś dłuższy staż i wtedy rodzice i znajomi potraktują waszą decyzję jako odpowiedzialną i przemyślaną. w tym momencie ja bym na twoim miejscu zastanowiła się nad tym wszystkim, niby zaręczyny nie muszą prowadzić do ołtarza-sama pisałam o tym w tym wątku radząc marionetce, ale uważam że każdy przypadek jest inny, ona nie była gotowa by odmówić, mimo że mają taki długi staż związku za sobą, a Ty taka młoda i chcesz już się deklarować, nie mówię że to coś złego ale jakoś w tym wypadku przychodzi mi na mysl przysłowie "co nagle to po diable" i wg mnie powinniście poczekać, a chłopak jak kocha to zrozumie-przecież chcecie żeby rodzina i przyjaciele cieszyli się razem z Wami Waszym szczęściem? skończ szkołę, studia, ustabilizujcie się jakoś finansowo tak by na spokojnie zorganizować ślub kiedyś, by mieć własne M. będzie Wam o niebo łatwiej!
Offline
tak, masz racje.
ale ja rowniez znam go bardzo dlugo nie jest to rok czy dwa...., i ja uwazam ze na swoj wiek jestem bardzo dojrzala, sama prowadze dom poniewaz los mnie do tego zmusil moi rodzice wyjechali a rodzenstwo juz dawno sie rozjechalo w swoje strony. nie chce go ranic mowiac mu ze zareczyny to glupi pomysl, on jest ze mna na dobre i na złe, i jest to prosba o reke ale nie zamierzamy zostac malzzenstwem za rok ani za dwa ale zareczyny czemu nie....i prosilam o rade bo jezeli powiem mu ze nie chce zareczyn to boje sie ze bedzie mial watpliwosci co do mojej milosci do niego i ze bedzie mu smutno bo bardzo mu na tym zalezy
Ostatnio edytowany przez KochamCię (2009-06-02 14:52:41)
Offline
a zastanowiłaś się czego Ty chcesz? przyjmiesz pierścionek bo będzie Ci głupio przed nim, bo pomyśli że go nie kochasz?
wiesz nie twierdze że jesteś niedojrzała itd, ale chciałaś opinii to ją wystawiłam. wg mnie lepiej poczekać, bo jesteś naprawdę młoda a zaręczyny to jest deklaracja, po co one Wam skoro nie zamierzacie się pobierać w najbliższym czasie?
jak dla mnie sytuacja typu, pierścionek, tak itd oznacza to że wyznacza się datę ślubu, podejmuje decyzję o wszystkich przygotowaniach itd. fakt faktem zajmuje to zazwyczaj rok czy dwa więc nie wychodzi się za mąż zaraz po zaręczynach, ale po to sie ludzie zaręczają żeby utwierdzić się w tym że chcą wziąć slub a nie po to by zapewnić drugą osobę że się ją kocha i się razem będzie- to dla mnie osobiście jest głupota. są inne sposoby na okazywanie miłości..
Offline
KochamCię napisał:
tak, masz racje.
ale ja rowniez znam go bardzo dlugo nie jest to rok czy dwa...., i ja uwazam ze na swoj wiek jestem bardzo dojrzala, sama prowadze dom poniewaz los mnie do tego zmusil moi rodzice wyjechali a rodzenstwo juz dawno sie rozjechalo w swoje strony. nie chce go ranic mowiac mu ze zareczyny to glupi pomysl, on jest ze mna na dobre i na złe, i jest to prosba o reke ale nie zamierzamy zostac malzzenstwem za rok ani za dwa ale zareczyny czemu nie....i prosilam o rade bo jezeli powiem mu ze nie chce zareczyn to boje sie ze bedzie mial watpliwosci co do mojej milosci do niego i ze bedzie mu smutno bo bardzo mu na tym zalezy
Jestem na NIE!
Od 15 roku życia mieszkałam sama, byłam eurosierotą, rodzice zagranicą. I też byłam od tamtego czasu w różnych związkach, także w takich "na całe życie" i wiem, że można naprawdę czuć, że TO TEN. Aczkolwiek mówię stanowcze NIE dla ślubu - powinnaś dać dowód swojej dojrzałości i... Dojrzale się wstrzymać.
Nie ma nic raniącego w powiedzeniu ukochanemu mężczyźnie "Bardzo Cię kocham, jesteś dla mnie Tym Jedynym, ale wstrzymajmy się z zaręczynami do momentu, kiedy wszyscy będą gotowi". Może dziś wydawać Ci się to nieważne, ale dobrze, gdy rodzina aprobuje Wasze zaręczyny, bo jeżeli Twoi najbliżsi nie będą cieszyć się razem z Tobą, to uwierz mi, że coś w sercu nie będzie dawało Ci spokoju.
Bardzo mu na tym zależy? To cudowne, powiedz mu, że czujesz się wyjątkowa, w końcu takie słowa znaczą bardzo wiele. Wytłumacz mu, że Tobie również zależy, by wszystko było tak, jak sobie wymarzyłaś - a nie wymarzyłaś sobie chyba godzinnych rozmów z rodziną i znajomymi oraz gorliwą "obronę" Waszej decyzji?
Twoje obawy są niesłuszne. Jeśli on jest partnerem równie dojrzałym, jak Ty (a jakiekolwiek wątpliwości powinny narzeczeństwo co najmniej przesunąć w czasie) na 100% zrozumie.
Poza tym - bezwzględnie - zanim pomyślicie o jakimkolwiek pierścionku, ZAMIESZKAJCIE RAZEM. Bez tej próby zgadzanie się na małżeństwo, to przepraszam, skrajne szaleństwo.
Zaproponuj mu, żebyście po ukończeniu przez Ciebie liceum zamieszkali razem. Oczywiście, zaraz mi powiesz, że to trudne bądź niemożliwe, że nie będziecie się mieli jak utrzymać, że ciężko będzie znaleźć lokum, że... Ale to są przecież te same kłopoty, z którymi borykają się pary idące razem przez życie. I niech to będzie Wasza próba ![]()
Offline
Strony: 1 2