Cześć.
Wątek jest w połowie do działu o kompleksach, a w połowie do tego działu, bo chodzi o moją mamę. Nie wiem nawet, jak zacząć to opisywać, bo wydaje mi się, że nie potrafię dobrze określić swoich uczuć. Ale spróbuję.
Dzieciństwo : nerwowa mama, bardzo nerwowa. Zrobiłam coś źle - potrafiła mnie uderzyć [zwyczajnie, w tyłek], pamiętam jak uciekałam przed nią, a ona zawsze mnie dopadała... Pamiętam, że bardzo krzyczała.
Dalej : pamiętam, jak pokłóciła się z tatą. Jak płakała i krzyczała, rzucała się i jak coś działo się z jej mową - nie potrafiła z tych nerwów wymówić ani jednego słowa, mówiła niewyraźnie, twarz się jej wykrzywiała [ona nie miała na to wpływu] - to było dla mnie, małej dziewczynki, okropne, okropny widok.
Dalej, dorastam : zachowanie jak wyżej częste. Dodatkowo kontrola. Z kim piszę na gadu, ona to musi przeczytać. Nie pozwalam jej, mówię, że to moje sprawy? Ubiera się nagle i zaczyna szybko uciekać z domu, biegniemy z tatą ją zatrzymać... zostaje. daję jej przeczytać. już okej. czasem krzyczy, że piszę głupoty. Kontrola. Ja zwierzam się jej prawie ze wszystkiego, jest pomimo tych wybuchów moją kochaną mamą. Zwierzam się, kiedy w szkole wypatruję fajnego chłopaka. Ona radzi mi, żebym do niego napisała. Tak robię. Jestem z nim jakiś czas, coś się psuje. Nie wiadomo z jakiego powodu mamie przestaje on pasować i zaczyna mnie szantażować - albo go zostawię, albo ona zostawi nas i ucieknie w nocy. Kiedy ja się na niego denerwuję, ona twierdzi, że to jej wina, bo ona mi radziła napisać, więc nie przeżuje tego, muszę go zostawić natychmiast. Płacz, krzyk, to samo... Zostawiam go w końcu, na szczęście decyzja jest tylko moja, jej szaleństwa nie mają na to wpływu. Jest spokojnie. Mam wtedy lat 16, jestem pewną siebie, szczęśliwą dziewczyną. Cieszę się wszystkim, śmieję się często. Zaczynają się komentarze... Dlaczego zakładam te spodnie? Moje nogi są w nich okropnie chude, jeszcze chudsze niż normalnie [tak, przyznaję, jestem strasznie szczupła - bardzo chcę przytyć, ale to chyba geny, nie mogę i każdy komentarz na ten temat mnie boli]. Zaczynam ukrywać nogi pod spodniami... zaczynam tracić pewność siebie. Następnym etapem jest to ,że nie wolno mi ubrać się po swojemu - jeśli założę inną bluzkę, niż mama zaplanowała, jest okropny krzyk. dostaje się też tacie, więc ubieram tą bluzkę dla świętego spokoju... Dalej się zwierzam. Nie wiem po co.
Dalej: mam chłopaka ponad 2 lata, tracę resztę pewności siebie [opisane w moim innym wątku].
Teraz : na każdym kroku mama mi przypomina,ze zostanę sama. Bo - uwaga - jestem taka jak ona, a tacy ludzie nie nadają się do życia z kimś. Bronię się, ale tylko słowami - a w środku mnie boli, bolą mnie te komentarze. W dalszym ciągu nie mogę założyć tego, co sama chcę. Komentarze na temat zbyt obcisłych spodni i moich patyków są na porządku dziennym. Nie potrafię się wyzbyć mówienia jej wielu rzeczy, co ona potem chamsko wykorzystuje. Słyszę, że żaden chłopak nigdy ze mną nie wytrzyma, że mnie zostawi, bo jestem bardzo nerwowa. Dzisiaj znowu padły te słowa, a obrona, cytuję : "jak ci tak bardzo przeszkadzam w tym domu, to módl się, żebym umarła" i płacz. Jestem załamana. wierzę w to, że nie zasługuję na nic. Na nikogo. Że nikt nigdy nie będzie chciał ze mną być [dwóch poprzednich "wytrzymało ze mną chyba cudem"]. Kiedy nie chcę jej czegoś powiedzieć, przymila się, próbuje uzyskać informacje. A potem drwi, śmieje się, wykorzystuje to w kłótniach. Zrobiłam się taką córeczką mamusi - boję się nawet podjąć jakąś decyzję bez konsultacji z nią, bo później będę mieć w domu małe piekło. Tata próbuje mnie bronić, ale do niego też ma masę pretensji. A mi go żal, jest dla mnie najważniejszy na świecie. Zbyt dużo mówię mamie i strasznie mnie to wkurza,ale - wiem, że idiotyzm- to jest silniejsze ode mnie. Muszę się wziąć w garść i przestać... ogólnie jest ciężko,bo nawet kiedy rozmawiam z kimś przez tel, ona podsłuchuje pod drzwiami, żeby się czegoś dowiedzieć... siedziałam z chłopakiem w pokoju [kiedy go jeszcze miałam], gadamy, gadamy, nagle [bez jakby uprzedzenia chłopaka] wstaję i otwieram drzwi, mówiąc że idę do kuchni - a tu mama czmycha spod nich w popłochu. Mówiłam jej to później - że dlaczego tak się zachowuje itd., ale wyparła się i oczywiście wyszło, że ja myślę o niej najgorzej jak się da, jest najgorszą matką itd.
Nie wiem, czego oczekuję. Chyba tego, że ktoś mnie zrozumie, może coś doradzi i napisze parę miłych słów.
Acha - pewnie ktoś napisze o wyprowadzce z domu. Nie mieszkam z mamą tak normalnie, bo studiuję w innym mieście, ale wracam na weekendy i święta itd. - dla taty, za którym tęsknię. Gdy jestem daleko, jest lepiej. Opisałam Wam jedynie sytuację, kiedy jestem w domu. Chociaż kompleksy oczywiście trzymają się mnie wszędzie ;[
Dziękuję za wszystkie odpowiedzi.