Niestety przyszła moja kolej żeby szukać pomocy. Stoczyłam gigantyczną walkę o małżeństwo, rodzinę i poległam. Dziś wiem, że już dawno przegrałam ale ciągle nie mogłam uwierzyć, że to koniec. Teraz już wiem, czuję, że lecę w dół, sięgam dna.
Postaram się napisać krótko jak sprawa wygląda. Jesteśmy 17 lat po ślubie, pobraliśmy się młodo (ja 21 lat, on 22) nie mieliśmy pojęcia jak budować małżeństwo ale kochaliśmy się i naprawdę było dobrze. Żyliśmy szczęśliwie, rodziły się dzieci, zwykłe życie, które wydawało się będzie trwać zawsze. Z perspektywy czasu widzę, że za mało było rozmów, za mało bliskości ale nie zdawaliśmy chyba sobie z tego sprawy.
30 marca tego roku mój mąż zostawił otwarty laptop, chciałam wyłączyć ale najpierw przeczytałam to co było na ekranie. Na początku myślałam, ze czytam jakieś forum, że pisze to ktoś obcy. Mój mózg nie przyjmował do wiadomości, że to mail napisany przez mojego męża do jakieś kobiety. Pisał, że kocha, tęskni, że już nie może bez niej żyć - umarłam. Nie wiedziałam, że najgorsze jeszcze przede mną. Przyznał się, że od 2 miesięcy jest zakochany, do zdrady fizycznej nie doszło. Wyprowadził się, mieliśmy ochłonąć, przemyśleć co dalej. Sprawa szybko się zakończyła, ta dziewczyna napisała mi, że kończy znajomość z moim mężem, przeprosiła. Muszę powiedzieć, że słowa dotrzymała. Wybaczyłam, mąż chciał wrócić. Minęło kilkanaście dni, dogadywaliśmy się, on jeszcze mieszkał osobno, w dniu w którym miał wrócić powiedział, że nie wraca. Szok - jak to? Twierdził, że coś w nim pękło, ze nie wie co ma robić itd. standard.
A ja głupia co zrobiłam? Rozpoczęłam heroiczną walkę o niego. Poszłam na terapię, zabiegałam oto żeby przebywał ze mną i dziećmi, pokazywałam jak bardzo mi zależy. Błąd, błąd, błąd. Czułam przez skórę, że kogoś ma ale tak wierzyłam, że przecież ja i dzieci są dla niego nr.1. Zapędziłam się tak, że gotowa byłam wybaczyć wszystko byle się opamiętał. 26 maja wrócił do domu, twierdził, że zrozumiał co zrobił, że docenił moją walkę, że kocha. I zaczął się cudowny czas, byliśmy ze sobą blisko jak nigdy, dzieci przeszczęśliwe. Oczywiście przyznał się, ze był chwilę z jakąś dziewczyną, czysty seks i nic więcej. Sama jak to piszę nie wierzę, że mogłam być tak głupia, ja kobieta z zasadami, która mówiła, że zdrady nigdy nie wybaczy. Minęło szczęśliwe lato, wspaniałe wakacje we Włoszech, ja kwitnąca bo naprawdę wybaczyłam i czerpałam radość ze wspólnych chwil, doceniłam to, że nam się udało, że już teraz wiemy jak cenne jest to że jesteśmy razem. Mąż czuły jak nigdy, seks udany - no bajka.
We wrześniu zaczęły pojawiać się pierwsze znaki, że coś nie tak, potem dziwne szkolenia, zebrania, wyłączony telefon. W końcu znikanie na noc i kłamstwa bez pokrycia. Panienka od seksu niestety nie zniknęła jak się okazało kontakt mieli ze sobą cały czas. Ona mieszka w Niemczech, ale co za problem? Dla mojego męża żaden. A najgorsze jest to, że nie umiem go znienawidzieć, kocham, Boże to żałosne. Jak ja mam funkcjonować, jak powiedzieć dzieciom, ze taty już z nami nie będzie. Bo on jeszcze nie wie, że dalej tej farsy nie chcę ciągnąć.
Smutne to co piszesz. Nie wiem co tobie radzić. Widac ta kobieta go zbałamuciła, a i rutyna zakradła sie do Waszego małżeństwa.
Nie umiem nic poradzić .
Ja też walczyłam przez 9 miesięcy. Mój mąż przez ten okres zafundował mi niezłą huśtawkę emocjonalną. Na początku powiedział, że coś się wypaliło ale z czasem znowu usłyszałam, że jednak bardzo mnie kocha. Potem, że jednak próbował naprawiać ale tamto uczucie silniejsze. Ale ja się nie poddawałam, dalej miałam nadzieję. I znowu zaczął szukać kontaktu, że zrozumiał, że rodzina jest ważna, że zobaczył mnie w innym świetle, że mnie kocha. A po paru tygodniach powtórka z rozrywki....że jednak to nie ma sensu, że zawszę będę częścią jego, że zawsze będzie obok, będzie mi pomagał, jest i będzie moim przyjacielem...ale tamto uczucie jest silniejsze. Teraz wiem, że te jego "powroty" były spowodowane tym, że oni się kłócili i kiedy byli pokłóceni on chciał naprawiać u nas. Byłam tylko na przeczekanie, aż ona wyprowadzi się od swojego partnera. Jeszcze miesiąc temu słyszałam, że z nią to definitywny koniec, że on wierzy że nam się uda, że jest pewien, że chce być ze mną. Wystarczyło,że ona się wyprowadziła od swojego partnera i nagle okazało się, że mój mąż chce z nią być, że ją kocha itd. I dopiero teraz do mnie to wszystko dotarło, potrzebowałam 9 miesięcy poniżania się, żebrania o miłość...sama się dziwię, że byłam w stanie tle znieść....ale byłam za słaba, żeby na samym początku to zakończyć. Mamy córkę więc kontakt będziemy mieli, ale robię wszystko, żeby spotykał się tylko z córką i to poza domem. Postanowiłam odciąć się całkowicie (na ile to możliwe), nie dzwonie, nie piszę, powiedziałam żeby do nas nie przychodził. Już nie mam nadziei, że będziemy razem, już nawet tego nie chcę.
Przykro mi, że u Ciebie jest podobnie
. Uwierz mi wiem co czujesz. Zrozumie Cię tylko ta osoba, która przechodzi/przeszła to samo. Wiem, że są dzieci, ale przez jakiś czas jeśli możesz to ograniczaj kontakt z nim, to bardzo pomaga. I wychodź do ludzi, nie zamykaj się w czterech ścianach. I masz dzieci...skup się teraz na nich. Spędzaj z nimi dużo czasu, rozmawiaj. Jesteś silną kobietą, uwierz w to i dasz radę. Krok po kroku, dzień po dniu, miesiąc po miesiącu...ale uda Ci się i jeszcze będziesz szczęśliwa. Trzymaj się kochana
.
Karolina i dżo dżo
my też wspaniałe wakacje we Włoszech i jego przeczucie, że będzie dobrze, że będziemy razem, choć stamtąd dzwonił do niej, a potem huśtawka, mnóstwo kłamstw, mówił, że jest dla nas szansa cały czas spotykając się z nią. Kiedy wszystko wyszło na jaw, okazał się zimnym cynicznym gnojem, który ode mnie wymaga, bym dla dzieci robiła dobrą minę do złej gry.
Karolina, jakie te historie sa podbne...
Miałam podobnie, podobny wiek , kiedy się to zaczęło. To sie nazywa "kryzys wieku średniego".
U mnie niestety cały czas jedna i ta sama "modelka", miss erotica.
A w miedzyczasie ja zaszłąm w ciążę. Odszedł jak mu o tym powiedziałam.
Co przeżywasz to wolę sobie nie przypominać.
Na pocieszenie napiszę Ci, że po prawie 2 latach odkąd ją poznał mąż jest całkiem innym człowiekiem.
Całkowicie zagubiony i powtarza, że to co się mu przydażyło jeszcze bardziej utwierdziło go że należy żyć według pewnych zasad.
Wygłada na to , że rodzina jest dla niego najważniejsza. Nie jest dobrze, ale teraz to co mówi, bardziej mnie przekonuje.
Karolina, mnie nie udało się męża zatrzymać.
Popełniłam pewnei wiele błędów. Próbowałam rozmwiwać.
To nie ma sensu. On chciłą mnie zniszczyć, znienawidzieć. Prowokował sprzeczki, był okropny.
Co ci mogę poradzić to dbać o waszą sytuację finansową i zostawić gow spokoju.
Do niego w tej chwili prawdopodobnie nic nie dociera. I tak zrobi swoje.
Szkoda Twojego czasu.
ustawiaj sobie życie tak, jakbys miła się rozwieźć, ale nie wiem czy warto o tym mówić.
Ja sama najpierw chciałam rozwodu. Musiałam odpuścić ze względu na ciążę, a potem doszłam do wnisku, ze niech on sie tym zajmie jeśli mieszka z inną.
Po 2 latach nie mam ani zasądzonych alimentów, ani rozwodu, ani separacji - mam męża którego dreczą wyrzuty sumienia, który marzy o "normalnym życiu " i pragnie wreszcie zaznać spokoju. I być może to co było dobrego miedzy nami - uczicie- jeszcze całkiem nie wygasło.
Są zgliszcza, dzieli, nie wiedomo nas przepaść, nie wioadomo w jaki sposób cokolwiek odbudować.
Tamta prawdopodobnie nie odpuszcza.
Jego: tęsknię, brakuje mi Ciebie - nabiera teraz innego znaczenia.
Karolina, nie wiem jak będzie dalej u mnie.
Ale piszę Ci to , żebyś wiedziała, że czeka Cie trudny czas, ale może być jeszcze różnie.
Nie musi być koniec. A na rozwód zawsze jest czas.
6 2012-12-02 12:46:26 Ostatnio edytowany przez mark21 (2012-12-02 12:48:55)
Dzień dobry paniom.
Karolino
Nie będę się rozpisywał. Zacytuję tylko to co odpisałem Jensenie
Podstawowym błędem, jaki zrobiłaś Ty i popełnia wiele ofiar zdrady, jest to że Ty toczyłaś walkę o uratowanie małżeństwa.
A miałaś owszem, walczyć. Ale tylko o siebie i synka.
Tyle i aż tyle.
Efekty tego odczuwasz do dziś.
Masz przeoraną i zniszczoną psychikę.
Twoje poczucie wartości zostało sprowadzone do niemal zera.
.....................................................................................
Ale człowiek zakochany szuka każdej przyczyny takiego zachowania, w tym u siebie, tylko nie takiej, że między Wami jest ktoś trzeci.
.......................................
...................................................
W tym momencie to Ty powinnaś przejść do ofensywy, szukać dowodów zdrady i je dokumentować a nie błagać o powrót poniżając się przed zdrajcą.
W takich sytuacjach trzeba być twardymi bezwzględnym-
To jest jedyna szansa jeżeli nie na odbudowę zwiazku, to na ocalenie siebie i własnej godności!
Pytam się, na co Ty czekałaś?
Dlaczego nie walnęłaś wtedy pozwem rozwodowym z orzeczeniem o jego winie?
Na co Ty liczyłaś?
Na cud?
Jak sama widzisz, nie nastąpił- a Ty się upokorzyłaś.
Niestety, wielu trafia podobnie jak Ty na to lub inne fora w sytuacjach, gdy już właściwie nic się nie da zrobić.
Jedyną rzeczą, jaką tutaj można wtedy uzyskać to pomoc w odzyskaniu siebie i odbudowaniu poczucia własnej wartości.Żyjemy długo złudzeniami, że może jednak przyjdzie opamiętanie naszego partnera.
Niestety, ono nie przychodzi.
Bo my na to pozwalamy, biorąc na swoje i tak już osłabione barki ratowanie związku, bojąc się panicznie tematu: pozew rozwodowy.
I zamiast tym p.....ć ostro zdradzacza w rozgrzaną łepetynę, upadlamy się, płaszczymy się i poniżamy przed zdrajcą, zabijając tym samym szacunek do siebie i poczucie własnej wartości.
Zasada jest prosta w takich sytuacjach- ze zdrajcą, podobnie jak z terrorystą, nie negocjujemy.
To my ustalamy zasady i reguły ich kapitulacji- jak się nie zgadza- likwidujemy- czytaj rozwód z orzeczeniem o winie zdradzacza.
To jest piekielnie skuteczna metoda!
Niemal 100%Gdy pozwolimy na warunki i reguły, jakie wyznacza zdrajca- często mamy recydywę lub dochodzi do smutnego końca, tak jak w Twojej sytuacji.
Wiesz, zdrada to jest taka forma podstępnej egzekucji wykonanej na kochającym bezgranicznie partnerze, bez sądu, prawa do obrony i wyroku.
Lub można to inaczej ująć:
Zdrada to zabijanie w nas szczerej miłości przez zdradzających ślubnych.
Przypomina podanie nieświadomemu tego faktu - śmiertelnej dawki radioaktywnego polonu w herbatce - jak to zrobiono np. Litwinience.
Nie zabija od razu, ale choć trwa to długo, wszyscy wiedzą kto i dlaczego, rozkłada narządy od środka komórek i niestety nie ma na to żadnego lekarstwa ...
Prędzej czy później musi nastąpić koniec.
Widzisz, zdradzający to taki pasożyt, wykorzystujący cynicznie fakt, że my kochamy i ufamy bezgranicznie- Nie zabija nas od razu, bo gdyby to zrobił- straciłby poczucie bezpieczeństwa i stabilności, pozwalającej mu w razie wpadki wykorzystać fakt, ze my tak mocno kochamy, że jesteśmy w stanie zdradę wybaczyć.
I dopiero jak jest pewien, że nowy związek będzie stabilny - wysysa z nas ostanie soki, niszcząc nas dokumentnie, niejako nas zabijając.
Ja też jestem ofiarą zdrady, ale podjąłem decyzję o rozstaniu.
Dlaczego zapytasz?
Po pierwsze- właśnie dlatego, że nie dałem grać moim uczuciem i go wykorzystać.
Po drugie: że zostały podeptane i zniszczone dwa podstawowe filary małżeństwa.
Moja miłość do niej i moje bezgraniczne zaufanie.Skoro kogoś kochamy, to nigdy nie zdradzimy.
Skoro kochamy, to nie pozwolimy zniszczyć zaufania do siebie.
Skoro kochamy, to nie potrafimy zadawać bólu mojej zonie, mojemu mężowi czy też partnerowi
Skoro kochamy, wiemy, jakiej granicy nie wolno nam przekroczyć.
Skoro kochamy, to nie pozwolimy, aby nasze dziecko zostało skrzywdzone.
Bo to jest owoc naszej miłości a nie jakaś tam lalka- zabawka, którą, gdy nam się znudzi, wyrzucimy na śmietnik.Skoro ktoś nas zdradził- to wszystkie wyżej wymienione przeze mnie punkty ma głeboko w czterech literach.
I nigdy nas tak naprawdę nie kochał!Są takie dwie uniwersalne zasady, których ja cały czas się trzymam:
Rób w życiu to, na co masz ochotę, ale tak, żeby nikt przez Ciebie nie płakał;
Nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe.
Nikt nam nie obiecał w momencie narodzin, że wszystko będzie w życiu piękne łatwe i przyjemne.
Bo gdyby tak było-dziecko nie wyściubiło by nawet paluszka z bezpiecznego łona matki.
Tak, wiem że to co napisałem jest trudne.
Dodam jeszcze, że w takich sytuacjach nie wolno się bać ani kalkulować.
Bo strach paraliżuje, pozbawia nas logicznego myślenia i trzeźwej, chłodnej analizy.
To jest właśnie ten moment w naszym życiu, w którym uczucia do partnera należy wyłączyć.
Musimy sobie zadać sprawę z tego, że gdy nas zdradził/zdradziła, to nas po prostu nie kocha.
Więc niby czemu i za co my mamy ją/go kochać?
To jest ten moment, gdzie możemy pokazać że szanujemy, owszem ale siebie i swoje poczucie wartości.
I nie damy się poniżyć.
Bo gdy my szanujemy siebie, inni też nas szanują.
dżo dżo
Wiesz doskonale, dlaczego.
Ja starałem się, robiłem wszystko co w mojej mocy, abyś Ty nie uczyła się na swoich błędach.
Starałem się Ciebie chronić, przygotować do tego co i tak nastąpiło- abyś jak najmniej ucierpiała.
Rozmawialiśmy o tym wielokrotnie.
Ty poszłaś własną drogą, odebrałaś bolesną lekcję i mam nadzieję, wiem an pewno, że już nigdy nie pozwolisz się żadnemu gnojowi skrzywdzić.
Bo już jesteś inna. Jesteś silną dziewczyną, wiesz jaką masz wartość jako człowiek i kobieta, matka.
Jesteś dumną, piękną kobietą, prawdziwą Damą ![]()
bet
Czy nawet gdyby Tobie udało się męża przy sobie, byłabyś szczęśliwą z tym człowiekiem?
Szczerze mówiąc- wątpię.
Bo już nigdy nie byłabyś mu zaufać.
Bo zaczęłabyś żyć już z innym człowiekiem.
To nie jest ta sama osoba, którą Ty znałaś i z która wzięłaś ślub.
To jest bestia w skórze Twojego męża, zdolna do zadawania bólu, do ranienia Ciebie.
Wiedziałabyś, że to może zrobić, ale nie znałabyś ani dnia, ani godziny.
Czy nasze jakże krótkie życie jest warte tego ryzyka?
Wydaje mi się, że nie.
Inie wierzę że Ci, którzy zdradę wybaczyli, są ludźmi szczęśliwymi.
Bo gdy czytam End_aluzję- to tylko się potwierdza.
Życie w ciągłej obawie, co jakiś czas powracającej obawie i strachu nie ma najmniejszego sensu.
Często decydując się na danie zdrajcy szansy, kierujemy się może nie uczuciem, ale zwykłym pragmatyzmem.
Bo dzieci, kredyty, mieszkanie.
Wyszukujemy sobie alibi dlaczego wybaczyliśmy.
A czego my te małe istoty uczymy.
Ano tego że zdrada to nic takiego- da się z tym żyć.
Uczymy, że można bezkarnie podeptać naszą godność i nasze poczucie wartości.
Że szacunek do siebie samego nie ma żadnego znaczenia.
To dlatego chyba teraz mamy do czynienia z prawdziwą już epidemią zdrad.
Bo godzimy się na to w imię swojego wygodnego życia.
Życzę miłej i spokojnej niedzieli
Dziękuję, że jesteście. Strasznie mi źle, byłam w markecie - pełno szczęśliwych rodzin wybierających ozdoby świąteczne. Chodziłam
między regałami i nie byłam w stanie zrobić zwykłych zakupów, jeden wielki ból i wrażenie, że wśród ludzi jestem totalnie sama.
Forum czytam już dosyć długo, psychicznie i podświadomie przygotowując się na to co właśnie się dzieje.
dżo dżo, Ankaline
jakie te historie podobne, scenariusz ten sam.
bet,
śledzę Twoją historię, obrałaś inną drogę niż większość. Kochasz swojego męża i jeszcze nie przekreśliłaś wspólnej przyszłości. Podziwiam Cię za to, że masz w sobie taką siłę.
mark
twoje posty dają dużo do myślenia i wiem, że to co piszesz MUSZĘ zastosować w swoim życiu, nie wiem jeszcze jak ale jeśli mam z tego wyjść i nie zwariować to MUSZĘ. Mam nadzieję, że kiedyś, kiedyś jeszcze się uśmiechnę i powiem, że jestem szczęśliwa. Dzisiaj jest to dla mnie tak abstrakcyjne jak podróż na Marsa.
Tydzień temu mój mąż miał ,,przebłysk" ludzkich uczuć, płakał, że nie może nas stracić, że zrobi wszystko żeby ratować rodzinę. Przy mnie zadzwonił i zerwał z tą suką. Ona mu na to ,,jesteś pewny? Jeszcze zobaczymy." A on oczywiście był pewny (taaaak). Na drugi dzień poszedł na terapię, telefonu od niej nie odbierał. A ja jeszcze w swojej naiwności myślałam -cud? W końcu się opamiętał. Widziałam, że tęskni tak bardzo, że nie umiał normalnie funkcjonować w domu. W czwartek wybuch emocji, sprzeczka o nic zupełnie. Wstał i stwierdził, że musi na chwilę wyjść i wyszedł. Dzisiaj niedziela - nie ma go do tej pory. Telefonu nie odbiera, pisze sms jak bardzo mu źle jak zawiódł itd. Siedzi u niej, ja z dziećmi w domu. One (oprócz córki 16 lat) nie wiedzą zupełnie nic, patrzę na mojego synka (5 lat), który siedzi na parapecie i patrzy czy tatuś nie wraca do domu i serce mi pęka. Pewnie dzisiaj wróci, jak ja mam to zrobić, skąd wziąć siły żeby kazać mu się wynieść i co powiedzieć dzieciom.
Dzień dobry paniom.
Karolino
Nie będę się rozpisywał. Zacytuję tylko to co odpisałem Jensenie
Podstawowym błędem, jaki zrobiłaś Ty i popełnia wiele ofiar zdrady, jest to że Ty toczyłaś walkę o uratowanie małżeństwa.
A miałaś owszem, walczyć. Ale tylko o siebie i synka.
Tyle i aż tyle.
Efekty tego odczuwasz do dziś.
Masz przeoraną i zniszczoną psychikę.
Twoje poczucie wartości zostało sprowadzone do niemal zera.
.....................................................................................
Ale człowiek zakochany szuka każdej przyczyny takiego zachowania, w tym u siebie, tylko nie takiej, że między Wami jest ktoś trzeci.
.......................................
...................................................
W tym momencie to Ty powinnaś przejść do ofensywy, szukać dowodów zdrady i je dokumentować a nie błagać o powrót poniżając się przed zdrajcą.
W takich sytuacjach trzeba być twardymi bezwzględnym-
To jest jedyna szansa jeżeli nie na odbudowę zwiazku, to na ocalenie siebie i własnej godności!
Pytam się, na co Ty czekałaś?
Dlaczego nie walnęłaś wtedy pozwem rozwodowym z orzeczeniem o jego winie?
Na co Ty liczyłaś?
Na cud?
Jak sama widzisz, nie nastąpił- a Ty się upokorzyłaś.Niestety, wielu trafia podobnie jak Ty na to lub inne fora w sytuacjach, gdy już właściwie nic się nie da zrobić.
Jedyną rzeczą, jaką tutaj można wtedy uzyskać to pomoc w odzyskaniu siebie i odbudowaniu poczucia własnej wartości.Żyjemy długo złudzeniami, że może jednak przyjdzie opamiętanie naszego partnera.
Niestety, ono nie przychodzi.
Bo my na to pozwalamy, biorąc na swoje i tak już osłabione barki ratowanie związku, bojąc się panicznie tematu: pozew rozwodowy.
I zamiast tym p.....ć ostro zdradzacza w rozgrzaną łepetynę, upadlamy się, płaszczymy się i poniżamy przed zdrajcą, zabijając tym samym szacunek do siebie i poczucie własnej wartości.
Zasada jest prosta w takich sytuacjach- ze zdrajcą, podobnie jak z terrorystą, nie negocjujemy.
To my ustalamy zasady i reguły ich kapitulacji- jak się nie zgadza- likwidujemy- czytaj rozwód z orzeczeniem o winie zdradzacza.
To jest piekielnie skuteczna metoda!
Niemal 100%Gdy pozwolimy na warunki i reguły, jakie wyznacza zdrajca- często mamy recydywę lub dochodzi do smutnego końca, tak jak w Twojej sytuacji.
Wiesz, zdrada to jest taka forma podstępnej egzekucji wykonanej na kochającym bezgranicznie partnerze, bez sądu, prawa do obrony i wyroku.
Lub można to inaczej ująć:
Zdrada to zabijanie w nas szczerej miłości przez zdradzających ślubnych.
Przypomina podanie nieświadomemu tego faktu - śmiertelnej dawki radioaktywnego polonu w herbatce - jak to zrobiono np. Litwinience.
Nie zabija od razu, ale choć trwa to długo, wszyscy wiedzą kto i dlaczego, rozkłada narządy od środka komórek i niestety nie ma na to żadnego lekarstwa ...
Prędzej czy później musi nastąpić koniec.
Widzisz, zdradzający to taki pasożyt, wykorzystujący cynicznie fakt, że my kochamy i ufamy bezgranicznie- Nie zabija nas od razu, bo gdyby to zrobił- straciłby poczucie bezpieczeństwa i stabilności, pozwalającej mu w razie wpadki wykorzystać fakt, ze my tak mocno kochamy, że jesteśmy w stanie zdradę wybaczyć.
I dopiero jak jest pewien, że nowy związek będzie stabilny - wysysa z nas ostanie soki, niszcząc nas dokumentnie, niejako nas zabijając.Ja też jestem ofiarą zdrady, ale podjąłem decyzję o rozstaniu.
Dlaczego zapytasz?
Po pierwsze- właśnie dlatego, że nie dałem grać moim uczuciem i go wykorzystać.
Po drugie: że zostały podeptane i zniszczone dwa podstawowe filary małżeństwa.
Moja miłość do niej i moje bezgraniczne zaufanie.Skoro kogoś kochamy, to nigdy nie zdradzimy.
Skoro kochamy, to nie pozwolimy zniszczyć zaufania do siebie.
Skoro kochamy, to nie potrafimy zadawać bólu mojej zonie, mojemu mężowi czy też partnerowi
Skoro kochamy, wiemy, jakiej granicy nie wolno nam przekroczyć.
Skoro kochamy, to nie pozwolimy, aby nasze dziecko zostało skrzywdzone.
Bo to jest owoc naszej miłości a nie jakaś tam lalka- zabawka, którą, gdy nam się znudzi, wyrzucimy na śmietnik.Skoro ktoś nas zdradził- to wszystkie wyżej wymienione przeze mnie punkty ma głeboko w czterech literach.
I nigdy nas tak naprawdę nie kochał!Są takie dwie uniwersalne zasady, których ja cały czas się trzymam:
Rób w życiu to, na co masz ochotę, ale tak, żeby nikt przez Ciebie nie płakał;
Nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe.Nikt nam nie obiecał w momencie narodzin, że wszystko będzie w życiu piękne łatwe i przyjemne.
Bo gdyby tak było-dziecko nie wyściubiło by nawet paluszka z bezpiecznego łona matki.
Tak, wiem że to co napisałem jest trudne.Dodam jeszcze, że w takich sytuacjach nie wolno się bać ani kalkulować.
Bo strach paraliżuje, pozbawia nas logicznego myślenia i trzeźwej, chłodnej analizy.To jest właśnie ten moment w naszym życiu, w którym uczucia do partnera należy wyłączyć.
Musimy sobie zadać sprawę z tego, że gdy nas zdradził/zdradziła, to nas po prostu nie kocha.
Więc niby czemu i za co my mamy ją/go kochać?To jest ten moment, gdzie możemy pokazać że szanujemy, owszem ale siebie i swoje poczucie wartości.
I nie damy się poniżyć.
Bo gdy my szanujemy siebie, inni też nas szanują.dżo dżo
Wiesz doskonale, dlaczego.
Ja starałem się, robiłem wszystko co w mojej mocy, abyś Ty nie uczyła się na swoich błędach.
Starałem się Ciebie chronić, przygotować do tego co i tak nastąpiło- abyś jak najmniej ucierpiała.
Rozmawialiśmy o tym wielokrotnie.
Ty poszłaś własną drogą, odebrałaś bolesną lekcję i mam nadzieję, wiem an pewno, że już nigdy nie pozwolisz się żadnemu gnojowi skrzywdzić.
Bo już jesteś inna. Jesteś silną dziewczyną, wiesz jaką masz wartość jako człowiek i kobieta, matka.
Jesteś dumną, piękną kobietą, prawdziwą Damąbet
Czy nawet gdyby Tobie udało się męża przy sobie, byłabyś szczęśliwą z tym człowiekiem?
Szczerze mówiąc- wątpię.
Bo już nigdy nie byłabyś mu zaufać.
Bo zaczęłabyś żyć już z innym człowiekiem.
To nie jest ta sama osoba, którą Ty znałaś i z która wzięłaś ślub.
To jest bestia w skórze Twojego męża, zdolna do zadawania bólu, do ranienia Ciebie.
Wiedziałabyś, że to może zrobić, ale nie znałabyś ani dnia, ani godziny.
Czy nasze jakże krótkie życie jest warte tego ryzyka?
Wydaje mi się, że nie.Inie wierzę że Ci, którzy zdradę wybaczyli, są ludźmi szczęśliwymi.
Bo gdy czytam End_aluzję- to tylko się potwierdza.
Życie w ciągłej obawie, co jakiś czas powracającej obawie i strachu nie ma najmniejszego sensu.Często decydując się na danie zdrajcy szansy, kierujemy się może nie uczuciem, ale zwykłym pragmatyzmem.
Bo dzieci, kredyty, mieszkanie.
Wyszukujemy sobie alibi dlaczego wybaczyliśmy.A czego my te małe istoty uczymy.
Ano tego że zdrada to nic takiego- da się z tym żyć.
Uczymy, że można bezkarnie podeptać naszą godność i nasze poczucie wartości.
Że szacunek do siebie samego nie ma żadnego znaczenia.To dlatego chyba teraz mamy do czynienia z prawdziwą już epidemią zdrad.
Bo godzimy się na to w imię swojego wygodnego życia.Życzę miłej i spokojnej niedzieli
Marku jak zwykle, Twoje wypowiedzi na temat, dobitne i z serca. Podpisuję się pod nimi dwoma rękami.
Cała przyjemność czytać co piszesz na forum i PV.
Szacun ogromny z mojej strony ![]()
Kochana, nie będę Ci prawic morałów o tym jaka to musisz być twarda, walczyć o siebie itp, bo to nic nie daje i tak zrobisz po swojemu, a po drugie łatwo się mówi...
Wiem doskonale przez co przechodzisz, sama od 6 miesięcy próbuję się wyleczyć z miłości do męża - zdrajcy, oszusta, ale nie potrafię, kocham i to mocno (wiem, głupie, no ale cóż).
Moje życie dziś, to nie życie...:( Jestem dla synka, który jest dla mnie całym światem. Mówią że czas leczy rany, czy ja wiem, w moim przypadku gówno prawda, czas nas przyzwyczaja do bólu, ale to tylko moje zdanie.
Mam nadzieję że jesteś silniejsza, mądrzejsza niż ja i nie będziesz się katowała wiecznym myśleniem jakby to było gdyby...
Przytulam mocno i będzie dobrze :-))
10 2012-12-02 14:49:55 Ostatnio edytowany przez maxi (2012-12-02 15:34:24)
Marku Twoje wypowiedzi i przemyslenia są bardzo mądre i pouczające, dzięki za te słowa.
Dodam taką sentencję nad którą warto się zastanowić:
Nie rób priorytetu z kogoś, dla kogo jesteś tylko opcją, czasem jedną z wielu.
11 2012-12-02 18:12:40 Ostatnio edytowany przez betina2 (2012-12-02 18:28:03)
MARK - wielkie DZIEKIi za to co napisales. Potwierdza mnie w pewnych decyzjach.!
MAKSI -z ust mi wyjelas.
Mark, z jednym się zgodze, my jestęsmy najważniejsi.
Ale czasem wybaczyć nie jest trudno. Czy da się zaufać... tego jeszcze nie wiem, ale myślę że tak.
Czy można być szczęśliwym też myślę że tak. Ale to w dużym stopniu zależy od nas.
Pozostaje kwestia czy tego chcemy no i czy druga strona jest na to gotowa.
Jedno jest pewne nie można ratowac na siłę. Nie warto się kłocić , wypominać o której wrócił itd.
To tylko wypycha go do tamtej.
A pretekstu do awantury będzie szukał. I nie ma znaczenia co robisz, bo on i tak coś znajdzie jeśli będzie chciał.
Witam
Coś wam opowiem, moja przyjaciółka została sama z dziećmi po 17 latach małżeństwa ( oczywiście powodem był długotrwały romans jej męża z jego koleżanką z pracy ..tak się zakumplowali, że się w końcu zakochali w sobie a on wprowadził się do niej - panienka bez zobowiązań ). Mija już 3 rok kiedy koleś bawi się w "kawalera" a ona nadal nie składa pozwu o rozwód..i jak to uzasadnia:
1. Obecny związek jej byłego jest oparty na kłamstwie ( "Lalka" powiedziała swojej całej rodzinie, że jej kochany jest już po rozwodzie od dawna i oni poznali się kiedy on już od dawna był "wolny" - no przecież nie przedstawi na wsi ( chyba Wojsławice jakieś), że rozbiła małżeństwo z dziećmi i mieszka z nią nadal żonaty facet. I teraz jak moja przyjaciółka mówi, że jeśli jej ex zacznie "fikać" z kasą to "jesień średniowiecza z panienki zrobi" czyli pojedzie do "Lalki" rodziców, poprosic o dofinansowanie na dzieci a przy okazji opowiedzieć jaka to "Świętojebliwa" ich córuś w tej Warszawie jest no i odpowiednia opinia o niej będzie krążyć o której ludziska będą w jej wsi jeszcze długo gadać..
2.Nie zamierza jeszcze powtórnie za mąż wychodzić ..więc jej się nie spieszy i papier nie jest potrzebny,
3. Może by się spieszyło, i podjęła by odpowiednie kroki gdyby mieli jakieś majątki ...no wiecie..dam tobie rozwód pod warunkiem, że ...np przepiszesz na mnie mieszkanie..działkę itp..jedyna "taryfą przetargową " jest wysokość alimentów ..ale tak jemu się do rozwodu już nie śpieszy..
4. Brak rozwodu to - niestabilna sytuacja sytuacja obecnego związku ..itp, a gdyby jej ex noga sie podwinęła i stanął by u Bram Piotrowych ( różnie to bywa) to żona weźmie rentę a nie konkubina..
Podsumowując rozwód można wziąć zawsze..ale tylko wtedy gdy się opłaca..:-)
Dziewczyny, moja przyjaciółka przeszła gehennę.. byłam przy niej jak płakała..a właściwie wyła z rozpaczy..wpadała z jednej skrajności w drugą skrajność. Zawaliła pracę, prawie ją wyrzucono bo zaniedbywała obowiązki, żyła z dnia na dzień, permanentna depresja ; smutna, zamyślona, nieobecna - wieczorami żeby móc zasnąć zaczęła popijać. Jej ex-a nic nie ruszało i potrafił się do dzieci nie odzywać pół roku..aż w końcu ich najmłodsza córka stwierdziła, że "tata to udaje, że mnie kocha"..ten koleś był jak w amoku, cały czas warczał na tą moją przyjaciółkę, zawsze to była "łaska ", ton pretensjonalny - wpadał do dzieci na jakieś dwie godziny i raz na jakiś czas.
Wszystko na jej głowie było ( komunia wtedy małej, egzaminy starszego syna, święta wielkanocne, zmiany w pracy) - tyle o ile jej pomagałam..Ale musiała odbyć żałobę..- odbyłyśmy ją razem. A teraz jak na nią patrzę po tych 3 latach tego letargu.. to zupełnie inna osoba..jakoś wypiekniała..i jeszcze chciabym żeby kogoś godnego jej poznała tego bym jej życzyła..
Women&S
Wiem co to znaczy przeżywać gehennę właśnie ją przechodzę. Wiem co to znaczy wyć z bezsilności i żalu tak, że nie można złapać oddechu. Kilka dni temu zemdlałam w domu z tego stresu i wycieńczenia, dziecko płakało, że mama umiera a mój mąż stał nade mną i krzyczał żebym nie robiła cyrku. Potem szpital, kłopoty w pracy bo nie zjawiłam się na dyżurze a na karcie ze szpitala dostałam wpis, że konieczna jest konsultacja psychologiczna i psychiatryczna. W moim przypadku gwóźdź do trumny bo pracuję z dziećmi. I jak czytam, że kobiety dochodzą do siebie po trzech latach to jestem przerażona, że nie dam rady tyle czasu się męczyć. Miałabym ochotę potrząsnąć moim mężem żeby się ocknął ale wiem, że to nic nie da, on jest w innym świecie.
Żonaty singiel.
Jeżeli chodzi o rozwód to ja mam inne podejście. Rozwód będzie jak tylko się da to z jego winy, chcę się odciąć od niego zupełnie. Nie chcę być żoną tego pana. Niech idzie w świat jak tak bardzo tego pragnie.
W moim przypadku ja ustalilam warunki i walczyłem o siebie.
Mężowi dałam szanse zeby walczyć o nas.
Nie zawiódł nas przez te trzy lata.
Ale Mark ma racje. Zdrada zmienia wszystko. A ja nie umiem powiedzieć czy tylko tylko w tym związku czy Wogole w podejściu do związków.
Powiedziałam mu ostatnio- zdrada zmieniła wszystko. Jest po prostu inaczej.
On cierpi. Dlatego bo tak sie stało.
Cierpi bo mnie zawiódł.
Stara sie żebym była wobec niego taka jak dawniej.
A ja?
Ja nie cierpię Mark.
Pewnie ze straciłam wiele. Zaufania. Wiary. Nadziei. Miłośc? Jest pewna wtedy gdy to moja miłości do... W inne już nie wierze...nie ufam.
Ale Mark ma racje w jednym. Po zdradzie pozostaje tęsknota. Do takiej bezgranicznie ufnej miłości jaka czuliśmy kiedyś. Przed wiekami. Przed zdrada.
Nie jestem pełna obaw. Nie boje sie Mark. Nie budzi moich obaw ze mój mąż mógłby znowu mnie zdradzić. Jeśli to zrobi odejdę.
Jeśli mnie zawiedzie odejdę.
Jeśli mnie zrani odejdę.
Ale
Jeśli ja nie będę chciała z nim być odejdę.
Jeśli ja nie odnajde miłości odejdę.
Jeśli ja będę chciała czegoś innego niż on odejdę.
Nie boje sie Mark.
Moje życie tu i teraz jest jakie jest.
Mogę pisać dużo o życiu po zdradzie.
Ale nie będę go wartosciowac. Czy jest lepsze czy gorsze?
Nie ma znaczenia. Bo cokolwiek zrobię i cokolwiek wybiore zawsze będę tym człowiekiem którego zawiódł najbliższy człowiek.
To pozstawia ślad. Na całe dalsze życie.
Nie wierze w teksty ze zdrada moze być dobra dla związku ze moze cos zbudować.
Nie wierze w teksty ze po zdradzie jestem jeszcze szczęśliwsza z nim ze sie odnalezlismy.
Życie po zdradzie to odbudowanie własnego zdrowia psychicznego poczucia własnej wartości.
Życie po zdradzie to egoizm i egocentryzm człowieka który długo lize swoje rany i dba o siebie.
Życie po zdradzie to życie z człowiekiem który nauczył sie ze tylko sam moze o siebie dbać. Bo taka teraz jestem.
Lepsza czy gorsza? Inna?
Powtarzam to cały czas. Ja operacja nina Ewka wybralysmy najtrudniejsza drogę.
Lepsza czy gorsza?
Nieważne.
Najtrudniejsza.
Dlatego dzo dzo Karolina womens. Nie ludzcie sie ze gdyby wasi mężowie sie jednak opamiętali byłoby jak dawniej....
Nie będzie jak dawniej.
Nie byłoby jak dawniej.
Inaczej.
Lepiej? Gorzej?
Cos wam powiem. Nie wybieramy życia. Nie mamy wpływu na zdrady. Nie mamy wpływu na decyzje naszych partnerów przyjaciół rodzin dzieci.
Nie wybieramy życia. Ale decydujemy jak je przezyjemy.
Życzę wam żebyście ujrzały to co my widzimy. Wasza sile i wartość.
I do przodu dziewczyny.
Dobra wiadomość jest taka ze najgorsze za wami. Dobra wiadomość jest taka ze już nigdy nie wejdziecie dobrowolnie w takie goooofno jakie zafundowali wam najbliżsi.
Głowy do góry. Najgorsze za wami.
W moim przypadku ja ustalilam warunki i walczyłem o siebie.
Mężowi dałam szanse zeby walczyć o nas.
Nie zawiódł nas przez te trzy lata.
Ale Mark ma racje. Zdrada zmienia wszystko. A ja nie umiem powiedzieć czy tylko tylko w tym związku czy Wogole w podejściu do związków.
Powiedziałam mu ostatnio- zdrada zmieniła wszystko. Jest po prostu inaczej.
On cierpi. Dlatego bo tak sie stało.
Cierpi bo mnie zawiódł.
Stara sie żebym była wobec niego taka jak dawniej.
A ja?
Ja nie cierpię Mark.
Pewnie ze straciłam wiele. Zaufania. Wiary. Nadziei. Miłośc? Jest pewna wtedy gdy to moja miłości do... W inne już nie wierze...nie ufam.
Ale Mark ma racje w jednym. Po zdradzie pozostaje tęsknota. Do takiej bezgranicznie ufnej miłości jaka czuliśmy kiedyś. Przed wiekami. Przed zdrada.
Nie jestem pełna obaw. Nie boje sie Mark. Nie budzi moich obaw ze mój mąż mógłby znowu mnie zdradzić. Jeśli to zrobi odejdę.
Jeśli mnie zawiedzie odejdę.
Jeśli mnie zrani odejdę.
Ale
Jeśli ja nie będę chciała z nim być odejdę.
Jeśli ja nie odnajde miłości odejdę.
Jeśli ja będę chciała czegoś innego niż on odejdę.
Nie boje sie Mark.
Moje życie tu i teraz jest jakie jest.
Mogę pisać dużo o życiu po zdradzie.
Ale nie będę go wartosciowac. Czy jest lepsze czy gorsze?
Nie ma znaczenia. Bo cokolwiek zrobię i cokolwiek wybiore zawsze będę tym człowiekiem którego zawiódł najbliższy człowiek.
To pozstawia ślad. Na całe dalsze życie.
Nie wierze w teksty ze zdrada moze być dobra dla związku ze moze cos zbudować.
Nie wierze w teksty ze po zdradzie jestem jeszcze szczęśliwsza z nim ze sie odnalezlismy.
Życie po zdradzie to odbudowanie własnego zdrowia psychicznego poczucia własnej wartości.
Życie po zdradzie to egoizm i egocentryzm człowieka który długo lize swoje rany i dba o siebie.
Życie po zdradzie to życie z człowiekiem który nauczył sie ze tylko sam moze o siebie dbać. Bo taka teraz jestem.
Lepsza czy gorsza? Inna?
Powtarzam to cały czas. Ja operacja nina Ewka wybralysmy najtrudniejsza drogę.
Lepsza czy gorsza?
Nieważne.
Najtrudniejsza.
Dlatego dzo dzo Karolina womens. Nie ludzcie sie ze gdyby wasi mężowie sie jednak opamiętali byłoby jak dawniej....
Nie będzie jak dawniej.
Nie byłoby jak dawniej.
Inaczej.
Lepiej? Gorzej?
Cos wam powiem. Nie wybieramy życia. Nie mamy wpływu na zdrady. Nie mamy wpływu na decyzje naszych partnerów przyjaciół rodzin dzieci.
Nie wybieramy życia. Ale decydujemy jak je przezyjemy.
Życzę wam żebyście ujrzały to co my widzimy. Wasza sile i wartość.
I do przodu dziewczyny.
Dobra wiadomość jest taka ze najgorsze za wami. Dobra wiadomość jest taka ze już nigdy nie wejdziecie dobrowolnie w takie goooofno jakie zafundowali wam najbliżsi.
Głowy do góry. Najgorsze za wami.
Women&S
Wiem co to znaczy przeżywać gehennę właśnie ją przechodzę. Wiem co to znaczy wyć z bezsilności i żalu tak, że nie można złapać oddechu. Kilka dni temu zemdlałam w domu z tego stresu i wycieńczenia, dziecko płakało, że mama umiera a mój mąż stał nade mną i krzyczał żebym nie robiła cyrku. Potem szpital, kłopoty w pracy bo nie zjawiłam się na dyżurze a na karcie ze szpitala dostałam wpis, że konieczna jest konsultacja psychologiczna i psychiatryczna. W moim przypadku gwóźdź do trumny bo pracuję z dziećmi. I jak czytam, że kobiety dochodzą do siebie po trzech latach to jestem przerażona, że nie dam rady tyle czasu się męczyć. Miałabym ochotę potrząsnąć moim mężem żeby się ocknął ale wiem, że to nic nie da, on jest w innym świecie.
Żonaty singiel.Jeżeli chodzi o rozwód to ja mam inne podejście. Rozwód będzie jak tylko się da to z jego winy, chcę się odciąć od niego zupełnie. Nie chcę być żoną tego pana. Niech idzie w świat jak tak bardzo tego pragnie.
Karolina, oni byli małżeństwem 17 lat to bardzo długo, mają dwójkę dzieci. Ona była jego pierwszą kobietą a on był jej pierwszym facetem..razem wchodzili w dorosłość a 10 lat temu przeprowadzili się z dziećmi do dużego miasta, z dala od rodzin. Ona miała tylko mnie no a ja też mam swoje życie...więc jak to się stało to naprawdę się bałam o nią..stąd ona potrzebowała 3 lat żeby się dokumentnie pozbierać..więc nie wszystkie kobiety pewnie potrzebują tyle czasu, podobno jest tydzień za miesiąc..:-)
Mężem możesz potrząsnąć ale nie teraz - musisz sama dojść do możliwej równowagi - faktycznie porada psychiatry może być konieczna żeby zachować tzw. instynkt samozachowawczych i nie doprowadzić się do samozniszczenia. EX mojej przyjaciółki teraz się ocknął ale kiedy ona stała się obojętna w stosunku do niego, owszem jak popatrzy się z boku to razem wyglądają jakby dalej byli małżeństwem..ale czuć od niej dystans do niego owszem jest miła, absolutnie żadnych awantur, jedyny temat to dzieci ale nic więcej. Ona zajęła się sobą, spotyka się często z ludźmi nowopoznanymi ale najlepiej nam się gada u niej..jej dom stał się dla nas wszystkich taką oazą. On widzi że to inna kobieta, którą zostawił, teraz ona nie siedzi w domu i nie czeka "a może on przyjedzie..a może będzie chciał zobaczyć dzieci".., ostatnio wyciągnęła mnie na długi weekend listopadowy do Sandomierza..zwiedzałyśmy z jej córką i odpoczywałyśmy.. teraz w planach mamy Kraków i Wieliczkę ...
Karolina mam nadzieje, że masz wokół siebie przyjaciół/ rodzinę - nie bój się poprosić ich o pomoc - sama nie wiele zdziałasz a tylko się wyniszczysz... to nie wstyd to twój mąż powienien się wstydzić a na pewno nie ty !
W moim przypadku ja ustalilam warunki i walczyłem o siebie.
Mężowi dałam szanse zeby walczyć o nas.
Nie zawiódł nas przez te trzy lata.Ale Mark ma racje. Zdrada zmienia wszystko. A ja nie umiem powiedzieć czy tylko tylko w tym związku czy Wogole w podejściu do związków.
Powiedziałam mu ostatnio- zdrada zmieniła wszystko. Jest po prostu inaczej.
On cierpi. Dlatego bo tak sie stało.
Cierpi bo mnie zawiódł.
Stara sie żebym była wobec niego taka jak dawniej.A ja?
Ja nie cierpię Mark.
Pewnie ze straciłam wiele. Zaufania. Wiary. Nadziei. Miłośc? Jest pewna wtedy gdy to moja miłości do... W inne już nie wierze...nie ufam.Ale Mark ma racje w jednym. Po zdradzie pozostaje tęsknota. Do takiej bezgranicznie ufnej miłości jaka czuliśmy kiedyś. Przed wiekami. Przed zdrada.
Nie jestem pełna obaw. Nie boje sie Mark. Nie budzi moich obaw ze mój mąż mógłby znowu mnie zdradzić. Jeśli to zrobi odejdę.
Jeśli mnie zawiedzie odejdę.
Jeśli mnie zrani odejdę.
Ale
Jeśli ja nie będę chciała z nim być odejdę.
Jeśli ja nie odnajde miłości odejdę.
Jeśli ja będę chciała czegoś innego niż on odejdę.Nie boje sie Mark.
Moje życie tu i teraz jest jakie jest.
Mogę pisać dużo o życiu po zdradzie.
Ale nie będę go wartosciowac. Czy jest lepsze czy gorsze?
Nie ma znaczenia. Bo cokolwiek zrobię i cokolwiek wybiore zawsze będę tym człowiekiem którego zawiódł najbliższy człowiek.
To pozstawia ślad. Na całe dalsze życie.
Nie wierze w teksty ze zdrada moze być dobra dla związku ze moze cos zbudować.
Nie wierze w teksty ze po zdradzie jestem jeszcze szczęśliwsza z nim ze sie odnalezlismy.Życie po zdradzie to odbudowanie własnego zdrowia psychicznego poczucia własnej wartości.
Życie po zdradzie to egoizm i egocentryzm człowieka który długo lize swoje rany i dba o siebie.
Życie po zdradzie to życie z człowiekiem który nauczył sie ze tylko sam moze o siebie dbać. Bo taka teraz jestem.
Lepsza czy gorsza? Inna?Powtarzam to cały czas. Ja operacja nina Ewka wybralysmy najtrudniejsza drogę.
Lepsza czy gorsza?
Nieważne.
Najtrudniejsza.
Dlatego dzo dzo Karolina womens. Nie ludzcie sie ze gdyby wasi mężowie sie jednak opamiętali byłoby jak dawniej....
Nie będzie jak dawniej.
Nie byłoby jak dawniej.
Inaczej.
Lepiej? Gorzej?Cos wam powiem. Nie wybieramy życia. Nie mamy wpływu na zdrady. Nie mamy wpływu na decyzje naszych partnerów przyjaciół rodzin dzieci.
Nie wybieramy życia. Ale decydujemy jak je przezyjemy.
Życzę wam żebyście ujrzały to co my widzimy. Wasza sile i wartość.
I do przodu dziewczyny.Dobra wiadomość jest taka ze najgorsze za wami. Dobra wiadomość jest taka ze już nigdy nie wejdziecie dobrowolnie w takie goooofno jakie zafundowali wam najbliżsi.
Głowy do góry. Najgorsze za wami.
End_aluzja masz racje najgorsze już za mną. Myślałam, że nigdy nie dożyję tego stanu w jakim jestem. Zaczynam cieszyć się tym co mam. Poznałam i poznaję nowych wspaniałych ludzi. Są jeszcze momenty kiedy trochę boli np. to , że jadą razem na Sylwestra w nasze ulubione miejsce w Polsce. Może to złośliwe, ale pomagają mi myśli, że on w końcu pokaże jej całego siebie ( bo wiecznie udawać nie będzie) i ona też będzie przez niego cierpiała. A ja...ja już dawno będę daleko, daleko od nich...bez emocji, bez rozmyślania o nim o nich....po prostu wyleczona. Bo teraz jestem w trakcie leczenia...leczenia z miłości. Bo nadal o nim myślę...ale to już nie boli, nie są to myśli obsesyjne. I nie analizuję dlaczego tak się stało. Pewien rozdział w swoim życiu zamknęłam. Potrzebowałam na to 9 miesięcy. Jestem tylko zła na siebie,że tak dałam się poniżyć, że tak bardzo walczyłam, że byłam ślepa, źle odczytywałam jego zachowania..wierzyłam w to, że on na prawdę próbuję naprawiać to co zostało zburzone. No cóż widocznie tak miało być. Choć w przyszłości będę mogła sobie powiedzieć, że zrobiłam wszystko żeby ratować ten związek, żeby ratować rodzinę. Trudno, nie udało się...tak bywa. Od kiedy podjął ostateczną decyzję i nie daje nadziei..ja stałam się spokojniejsza, nie płaczę, staram się spędzać więcej czasu z córką, znajomymi. Zauważam i doceniam to co dzieję się obok mnie bo do tej pory żyłam jakby w innym świecie...w świecie gdzie byłam ja, on, ona i moje cierpienie. Przechodziłam wszystkie etapy porzucenia, nie będę je opisywać bo każda/każdy z Was go zna i życzę Wam, którzy są na początku drogi aby końcowy etap nastąpił jak najszybciej. I dodam jeszcze, jestem kolejnym przykładem na to, że jednak trzeba dać "czasowi czas", nie da się tego przeskoczyć niestety
. Pozdrawiam Was kochani i życzę milej nocki.
To co piszecie daje mi nadzieję, że ja też jeszcze będę umiała cieszyć się życiem. Narazie jestem na początku drogi i czuję się strasznie, najprostsze czynności sprawiają mi ogromną trudność, łapię się na tym, że obojętne jest mi to czy dzieci będą miały obiad czy nie. Ja nie czuję głodu i ugotowanie najprostszego obiadu to dla mnie nie lada wyczyn. W ogóle do niczego nie mogę się zmusić, najchętniej zapadłabym się pod ziemię, wyłączyła myśli, uczucia ale to niestety niemożliwe.
Mój mąż nie ułatwia sprawy, on nie chce odejść, twierdzi, że musi skończyć z tamtą kobietą, że chce być z nami, tylko....... no właśnie. Zapętlił się tak bardzo, że sam już nie umie sobie poradzić. Tamta suka działa jak alkohol lub narkotyki dla uzależnionego. Alkoholik też twierdzi, że napije się tylko ostatni raz i kończy. Jak zaspokoi pragnienie to jest do rany przyłóż, kocha rodzinę i jest super aż do czasu kiedy poczuje, że znowu musi wypić bo go nosi. I wtedy wszystko inne przestaje się liczyć, zdobędzie wódkę choćby z pod ziemi żeby zaspokoić głód alkoholowy. Mój mąż działa identycznie a ja dokładnie postępowałam/postępuję jak żona alkoholika czyli ,,dam mu jeszcze szansę może się opamięta, wytłumaczę może zrozumie, muszę mu pomóc bo on się pogubił" - to się nazywa współuzależnienie.
Teraz już nie liczę na zmianę, wiem, że nic się nie zmieni. Nie wiem co mam robić tzn. wiem powinnam mu wystawić walizki za drzwi. Powiedzialam mu, że to koniec, odsunęłam się od niego ale on twierdzi, że się nie wyprowadzi bo nie ma gdzie i w ogóle nie chce bo powiedział jej że to koniec, on chce być z rodziną itd. Tylko ja już to słyszałam ze cztery razy i robiłam sobie nadzieję, chwilę było ok a potem wbijał mi nóż prosto w serce. Dlaczego poprostu nie pójdzie do niej, ona jest wolna mieszka sama i z tego co wiem chętnie go przyjmie, cholera o co chodzi?
Może u niej znajduje coś, czego brak u ciebie? Albo może nawet nie brak, ale zanikło? może namiętności, może wzajemnej fascynajcji? być może męczy go codzienna rutyna i szuka wrażeń... Uważam, że i tak dasz mu kolejną szansę, bo będzie się kajał przed tobą i zaklinał, że to ostatni raz, dlatego idźcie na terapię. Razem. Jeśli na prawdę chce ratować wasze małżeństwo, zgodzi się od razu.
Może u niej znajduje coś, czego brak u ciebie? Albo może nawet nie brak, ale zanikło? może namiętności, może wzajemnej fascynajcji? być może męczy go codzienna rutyna i szuka wrażeń... Uważam, że i tak dasz mu kolejną szansę, bo będzie się kajał przed tobą i zaklinał, że to ostatni raz, dlatego idźcie na terapię. Razem. Jeśli na prawdę chce ratować wasze małżeństwo, zgodzi się od razu.
"czego brak u ciebie"
"zanikło"
"męczy go codzienna rutyna"
to tak jak z telewizorami, nie lovelka? mamy fajny w domu, ale przecież co trzy miesiące firmy wypuszczają nowe modele z nowymi bajerami.. i stary to rutyna, czegoś mu brak, coś tam ciekawego zanikóło...)
jesli partner, który zdradza, odchodzi, rani definiuje argumenty, które go "nakłoniły" do takich działań - to znaczy, że próbuje swoje zachowanie racjonalizować i SZUKA USPRAWIEDLIWIENIA.
zdradziłem cię - ale to twoja wina, bo nie kochamy się trzynaście razy dziennie
odchodzę od ciebie - bo nasze zycie stało się monotonne
ranię ciebie - bo może tamta jest prawdziwą miłościa a ty byłas pomyłką
to nie ma nic do rzeczy
nie ma takich zachowań i decyzji karoliny, które sprawią, że mąż zrobi jedną rzecz a nie inną
poczytajcie wątek moniCO, poczytajcie wątek danielapoprostu....
niewazne, jakie strategie obierali, co próbowali zrozumieć, co zrobić, co zmienić.....
TO NIE ONI PODEJMOWALI DECYZJE o działaniach ich partnerów
i tutaj jest tak samo
nic nie daje racjonalizowanie
zdradził cię, bo rutyna?/
równie dobrze mógłby zdradził, bo wasze życie seksualne było zbyt intensywne i on myślał, że cię nie zaspokajał i poszukał potwierdzenia w oczach innej..
rozumiesz karolina? rozumiesz lovelka?
lovelka - jesli kiedykolwiek zdradzi cię facet - nie zastanawiaj się DLACZEGO
nie ma dlaczego..
nie ma to znaczenia
zdradził, bo chciał, bo podjął taką decyzję
nie zastanawiaj się, czy gdybyś była inna, to by tego nie zrobił
nie myśl, że jak się zmienisz, albo będziesz coś naprawiać, on wybierze ciebie....
nie masz na to wpływu
nie działą ani metoda - walcze o miłość, ani metoda - jestem w pobliżu, ani osławiona już tutaj metoda 180 stopni...
NIC NIE DZIAŁA
NIC NIE WPŁYWA NA DECYZJE
tak samo, jak zachowania mojego męża po zdradzie nie mogą wpłynąc na siłę MOICH uczuc do niego
bo to nie od niego zalezy
a ode mnie
22 2012-12-05 20:28:45 Ostatnio edytowany przez mark21 (2012-12-05 20:37:19)
Może u niej znajduje coś, czego brak u ciebie? Albo może nawet nie brak, ale zanikło? może namiętności, może wzajemnej fascynajcji? być może męczy go codzienna rutyna i szuka wrażeń... Uważam, że i tak dasz mu kolejną szansę, bo będzie się kajał przed tobą i zaklinał, że to ostatni raz, dlatego idźcie na terapię. Razem. Jeśli na prawdę chce ratować wasze małżeństwo, zgodzi się od razu.
Witajcie Endi, Karolina, Lovelka
Lovelka- musisz zrozumieć jedną podstawową rzecz.
Nie jest ważnym dla osoby zdradzonej dlaczego.
Liczy się tylko jedno: on/ ona mnie zdradziła!
Czy gdybyśmy znali odpowiedź, mniej by bolało?
Czy gdybyśmy wiedzieli dlaczego, wzrosło by nam poczucie wartości?
Czy gdybyśmy znali przyczynę- byłoby nam łatwiej, mniej byśmy cierpieli?
Nie, nie i jeszcze raz nie.
Zostaliśmy zdradzeni, bo ktoś tego bardzo chciał.
Zostaliśmy zdradzeni, bo tak naprawdę ta osoba nas nie kochała.
I nie szukajmy odpowiedzi na pytania, które zawsze są czysto retorycznymi- bo nigdy nie dowiemy się prawdziwej przyczyny.
Zdrajca zawsze szuka winnych wszędzie tylko nie u siebie.
I my na to nie możemy mu pozwolić.
My mamy skupić się wyłącznie na ratowaniu siebie.
I to ma teraz robić Karolina.
Wszystko ma być nakierowane na nią i dla niej.
Temu celowi służy metoda 180(34 kroków) - tak Endi- ona nie da nam odpowiedzi na nasze pytania dlaczego.
Bo ona służy odbudowaniu tego co zdrada zniszczyła
- naszej dumy, godności i wartości.
Tego co zdrajca brutalnie podeptał.
Lovelka
Co Ty proponujesz Karolinie?
Powrót do przeszłości?
Ma znowu przechodzić przez piekło, znowu ma zostać zdemolowana jej psychika?
Nie, nie tędy droga.
Karolina- absolutnie nie miej dla niego litości- to jest pasożyt żywiący się Twoim uczuciem do niego.
Gdy mu pozwolisz na to - wyssie z Ciebie ostatnie resztki życiodajnych soków- zabije Ciebie.
On już miał swoją szansę i to nie jedną.
Wiesz co masz zrobić- to zrób to.
Nie martw się, że on teraz nie ma gdzie się podziać.
Do tej pory sobie z tym doskonale radził.
Przeczytaj od początku swój pierwszy post i będziesz już wiedziała co robić dalej.
Jak nie to czytaj do skutku aż do Ciebie dotrze cała prawda o nim.
On będzie tak długo manipulował Tobą i wykorzystywał Twoje uczucie, jak długo Ty mu na to pozwolisz.
Bo tak mu jest po prostu wygodnie.
Zacytuję co napisała Maxi, bo to jest także bardzo ważne zdanie:
Nie rób priorytetu z kogoś, dla kogo jesteś tylko opcją, czasem jedną z wielu.
Powtórzę jeszcze raz:
Skoro kogoś kochamy, to nigdy nie zdradzimy.
Skoro kochamy, to nie pozwolimy zniszczyć zaufania do siebie.
Skoro kochamy, to nie potrafimy zadawać bólu mojej zonie, mojemu mężowi czy też partnerowi
Skoro kochamy, wiemy, jakiej granicy nie wolno nam przekroczyć.
Skoro kochamy, to nie pozwolimy, aby nasze dziecko/dzieci zostało skrzywdzone.
Bo to jest owoc naszej miłości a nie jakaś tam lalka- zabawka, którą, gdy nam się znudzi, wyrzucimy na śmietnik.
Skoro ktoś nas zdradził- to wszystkie wyżej wymienione przeze mnie punkty ma głeboko w czterech literach.
I nigdy nas tak naprawdę nie kochał!
Mark21.
Nie zgodzę się z tobą, bo chociaż wiem, że to ONA została zdradzona, to zawsze jest przyczyna, choćby miałaby to być najgłupsza przyczyna jak np. chęć przygody. Mi chodzi o to, że może mąż czuł się zaniedbany, może przytłaczało go wszystko, miał gorsze momenty, a teraz zabrnął za daleko żeby się z tego wydostać samemu i potrzebuje pomocy. Nie chcę go bronić, absolutnie nie! Wiem tylko, że czasami warto jest się zastanowić i spojrzeć na wszystko z innej perspektywy.
Całym sercem współczuję ci Karolino, nie zasłużyłaś na to na pewno, ale wiem, ze jak każda matka i żona kochasz swoją rodzinę ponad wszystko, i wiem że gdybym była w twojej sytuacji poszłąbym na terapię razem z mężem, wiem że spróbowałabym każdej możliwości aby uratować coś, co tworzyłam przez wiele lat. Rodzina to wszystko co mamy i chrońmy ją, dla siebie, mężów, żon i dzieci, żeby rodzina i dom była trwała, była ostoją, nie poddawaj się!
24 2012-12-05 21:43:47 Ostatnio edytowany przez mark21 (2012-12-05 21:45:54)
Mark21.
Nie zgodzę się z tobą, bo chociaż wiem, że to ONA została zdradzona, to zawsze jest przyczyna, choćby miałaby to być najgłupsza przyczyna jak np. chęć przygody. Mi chodzi o to, że może mąż czuł się zaniedbany, może przytłaczało go wszystko, miał gorsze momenty, a teraz zabrnął za daleko żeby się z tego wydostać samemu i potrzebuje pomocy. Nie chcę go bronić, absolutnie nie! Wiem tylko, że czasami warto jest się zastanowić i spojrzeć na wszystko z innej perspektywy.Całym sercem współczuję ci Karolino, nie zasłużyłaś na to na pewno, ale wiem, ze jak każda matka i żona kochasz swoją rodzinę ponad wszystko, i wiem że gdybym była w twojej sytuacji poszłąbym na terapię razem z mężem, wiem że spróbowałabym każdej możliwości aby uratować coś, co tworzyłam przez wiele lat. Rodzina to wszystko co mamy i chrońmy ją, dla siebie, mężów, żon i dzieci, żeby rodzina i dom była trwała, była ostoją, nie poddawaj się!
Jestem konsekwentny- nic, żadna przyczyna nie usprawiedliwia zdrady!
Za zdradę wyłączną odpowiedzialność ponosi zdrajca.
Jeżeli w związku pojawia się problem to się o nim mówi i wspólnie poszukuje jego rozwiązania.
Jeżeli zdrada byłaby metodą na problemy w związkach- to wszyscy zdradzali by się na potęgę.
Rodzina jest wartością, zgadzam się i należy ją chronić ale nie za wszelką cenę!
Nie za cenę jaką zapłaciła Karolina.
Czy jej męża pozbawiono mózgu, czy to jest idiota z zerowym IQ?
Nie wiedział co robi?
Nie- on to zrobił świadomie bo tego chciał i miał w...ne na to co czuje Karolina.
Zwykły mały egoistyczny s...el i tyle
Weź przeczytaj jeszcze raz to co napisała Karolina, bo chyba nie wiesz co piszesz.
Mój świat zawalił się trzy dni temu. 20 lat razem, dzieci.... Okazało się że mój mąż spotyka się od kilku miesięcy z kobietą, która miesiąc przed poznaniem mego męża rozwiodła się bo .......mąż ją zdradził!!!!!!!!!!!!
Nie twierdzę, że jestem ideałem matki, żony i kochanki," kto jest bez grzechu niech pierwszy rzuci kamień". Bardzo oddaliliśmy się od siebie, zamiast rozmawiać ze sobą raniliśmy się wzajemnie.
Mój mąż był zawsze o mnie chorobliwie zazdrosny, jeśli wyszłam z koleżankami "na piwo" , on odbijał sobie kilkakrotnymi wyjściami na dyskoteki... Wszyscy moi koledzy z pracy byli automatycznie moimi kochankami...były tylko sprzeczki , ja zaprzeczałam on mi nie wierzył, bo" nie jest głupi i dobrze wie co się teraz wyrabia, szczególnie na imprezach firmowych", zamiast powiedzieć mi nie lubi jak wychodzę bo mnie kocha i jest zazdrosny ... Ja miałam żal ,że za mało czasu mi poświęca, a on przecież pracował, żeby nam niczego nie brakowało. Ja po prostu do niego tęskniłam , ale nie umiałam mu tego powiedzieć...
Myślę, że wtedy oboje pogubiliśmy się, było za mało rozmów o własnych uczuciach, szczerości, słuchania partnera. Kocham mego męża i chciałabym utrzymać ten związek....ale teraz to jest już chyba za późno.
Mąż czy żona powinni być przede wszystkim PRZYJACIELEM,takim najbardziej od serca, takim któremu można powiedzieć dosłownie wszystko, nawet najbardziej głupie, złe,czarne,zboczone, zwariowane myśli.
Teraz to rozumiem.... "mądry Polak po szkodzie"....
Mój mąż nie ułatwia sprawy, on nie chce odejść, twierdzi, że musi skończyć z tamtą kobietą, że chce być z nami, tylko....... no właśnie. Zapętlił się tak bardzo, że sam już nie umie sobie poradzić. Tamta suka działa jak alkohol lub narkotyki dla uzależnionego. Alkoholik też twierdzi, że napije się tylko ostatni raz i kończy. Jak zaspokoi pragnienie to jest do rany przyłóż, kocha rodzinę i jest super aż do czasu kiedy poczuje, że znowu musi wypić bo go nosi. I wtedy wszystko inne przestaje się liczyć, zdobędzie wódkę choćby z pod ziemi żeby zaspokoić głód alkoholowy. Mój mąż działa identycznie a ja dokładnie postępowałam/postępuję jak żona alkoholika czyli ,,dam mu jeszcze szansę może się opamięta, wytłumaczę może zrozumie, muszę mu pomóc bo on się pogubił" - to się nazywa współuzależnienie.
Teraz już nie liczę na zmianę, wiem, że nic się nie zmieni. Nie wiem co mam robić tzn. wiem powinnam mu wystawić walizki za drzwi. Powiedzialam mu, że to koniec, odsunęłam się od niego ale on twierdzi, że się nie wyprowadzi bo nie ma gdzie i w ogóle nie chce bo powiedział jej że to koniec, on chce być z rodziną itd. Tylko ja już to słyszałam ze cztery razy i robiłam sobie nadzieję, chwilę było ok a potem wbijał mi nóż prosto w serce. Dlaczego poprostu nie pójdzie do niej, ona jest wolna mieszka sama i z tego co wiem chętnie go przyjmie, cholera o co chodzi?
Temat mnie nie dotyczy, nie mam podobnych doświadczeń ale zauważyłam jedną ważną rzecz, Karolina obwinia tą dziewczynę/kobietę a swojego męża tłumaczy, że się "uzależnił", "zapętlił" itd. To chyba nie tak, facet/kobieta jeśli decyduje się na romans to podejmuje decyzję, samodzielnie, nikt nie przystawia mu pistoletu do głowy, nikt nie każe przecież ciągnąć tego przez rok, dwa trzy....to jego samodzielna decyzja. Dlaczego się nie wyprowadził???Bo tak mu wygodnie, bo ma jak w hotelu, obsługa miła stara się a on się "decyduje", tyle że podjęcie decyzji jest nieodwracalne i wymaga większego wysiłku, trzeba przeorganizować życie a do tego nie ma gwarancji, że tamta "panienka" będzie fajniejsza od żony, może nawet już wie że nie będzie?
Karolino powinnaś zacząć myśleć o sobie i dzieciach, to jest Twoja rodzina, to są ludzie którzy Cię potrzebują. Córka ma 16lat, dla niej to też trudny moment, nie obarczaj ją tym co się dzieje między Wami. Podejmij decyzję i porządkuj swoje i dzieci życie, zamiast fundować im niepewność i czekanie na tatusia, daj im spokój i stabilizację emocjonalną.
Co do świąt i widoku rodzin w sklepach - nigdy nie wiesz czy Ci ludzie są szczęśliwi, może przeżywają podobne problemy, może uśmiechają się na pokaz?
Marudzisz że masz powód do smutku, do nie cieszenia się świętami - błąd! Masz dzieci i to Twoja radość:) Pomyśl, że są ludzie którzy są zupełnie sami, bez bliskich - to jest smutne,Ty masz się do kogo uśmiechać:)
3maj się ciepło
Będzie dobrze bo źle już było!
W moim przypadku ja ustalilam warunki i walczyłem o siebie.
Mężowi dałam szanse zeby walczyć o nas.
Nie zawiódł nas przez te trzy lata.Ale Mark ma racje. Zdrada zmienia wszystko. A ja nie umiem powiedzieć czy tylko tylko w tym związku czy W ogole w podejściu do związków.
Powiedziałam mu ostatnio- zdrada zmieniła wszystko. Jest po prostu inaczej.
On cierpi. Dlatego bo tak sie stało.
Cierpi bo mnie zawiódł.
Stara sie żebym była wobec niego taka jak dawniej.A ja?
Ja nie cierpię Mark.
Pewnie ze straciłam wiele. Zaufania. Wiary. Nadziei. Miłośc? Jest pewna wtedy gdy to moja miłości do... W inne już nie wierze...nie ufam.Ale Mark ma racje w jednym. Po zdradzie pozostaje tęsknota. Do takiej bezgranicznie ufnej miłości jaka czuliśmy kiedyś. Przed wiekami. Przed zdrada.
Nie jestem pełna obaw. Nie boje sie Mark. Nie budzi moich obaw ze mój mąż mógłby znowu mnie zdradzić. Jeśli to zrobi odejdę.
Jeśli mnie zawiedzie odejdę.
Jeśli mnie zrani odejdę.
Ale
Jeśli ja nie będę chciała z nim być odejdę.
Jeśli ja nie odnajde miłości odejdę.
Jeśli ja będę chciała czegoś innego niż on odejdę.
Czy nie uważasz End_aluzja, że tą wypowiedzią przedstawiłaś właśnie sadyzm psychiczny w pigułce? I odnoszę wrażenie, że jesteś w jakiś sposób zadowolona, iż go wobec męża stosujesz.
Nie wyobrażam sobie siebie, ani nikogo w swoim otoczeniu, kto by po zdradzie ustalił warunki "walki o nas", a następnie:
1. Stwierdził, że mąż przez trzy lata nie zawiódł (ale w domyśle może zawieść w prawdopodobnie nieokreślonej przyszłości bo już mu nie zaufasz absolutnie i wszystko się zmieniło). Rozumiem zatem, że nie ma jakiegoś okresu końcowego testów poprawy męża. Po prostu Ty dajesz sobie komfort, że w w przedziale czasowym: [T(zdrada) - śmierć małżonka] sama decydujesz. Tego absolutnie nie rozumiem i aż nie próbuję sobie wyobrażać kolejnych "warunków".
2. Tak jak rozumiem i całkowicie popieram punkty: "Jeśli mnie zawiedzie odejdę" i "Jeśli mnie zrani odejdę.", tak punkty:
-"Jeśli ja nie będę chciała z nim być odejdę."
-"Jeśli ja nie odnajde miłości odejdę."
-"Jeśli ja będę chciała czegoś innego niż on odejdę."
odczytywałbym jako sadyzm. Czy Twój mąż, żyje ze świadomością tego, że w każdej chwili masz moc szantażu emocjonalnego, psychicznego, bądź wręcz zastraszania?
Jestem już trochę czasu na tym forum i taka retoryka nie powinna mnie już zaskakiwać, ale udało Ci się End_aluzja zagotować mi trochę krwi:) .
Nie widzę tu żadnych warunków. Prosto rzecz ujmując, warunek to zdarzenie, którego powstanie uzależnia zaistnienie czegoś innego lub jego ustanie. Każdy warunek musi być spełniony, albo nie. W przypadku braku możliwości ustalenia czasu zaistnienia zdarzenia, ustala się przedział, w którym to zdarzenie może wystąpić. Po upływie ustalonego czasu warunek uważa się za spełniony lub nie.
Trzy lata mąż nie zawiódł, to znaczy, że warunek spełnił, nie spełnił, czy jest "w trakcie" spełniania? A co to znaczy, że Jeśli nie będziesz chciała z nim być to odejdziesz? Możesz to rozwinąć?
Wiem, że zdrada jest straszna, a znam ją z dwóch stron barykady, ale to co Ty piszesz jest chyba jeszcze straszniejsze.
Jestem na początku tej drogi. Nawet nie umiem o tym pisać. Czy ją przejdę? Kiedy to czytałam czasami zaświeciła iskierka nadziei a po chwili... Bawimy się maleństwem i dziećmi!!! Niszczymy świadomie sami siebie. Nasz najlepszy przyjaciel okazuje się największym wrogiem. Bezduszny, chłodny i oczywiście to moja wina bo nie robiła lub robiłam to czy tamto. Oczywiście zawsze będzie pomocny, będzie dbać o dziecko.......ale teraz musi dojść do siebie.... Biedactwo!!!! Nie czuł się przy mnie mężczyzną więc jakaś Niunia pomogła mu w odczuciach, bo przecież poczucie męskości to sedno życia naszych mężów!!!!! Koszmar!! guuuuu! nie ma takiego słowa które to wyrazi co czuje żona gdy już wie, że nie była od kilku lat żoną tylko zdradzaną, naiwna idiotką!!!!!!!!!!!