Kizia75 napisał/a:xxAniaxx napisał/a:Z drugiej strony prawdą jest, że kościół tą wolną wolę zabiera - chrzest w wieku niemowlęcym, I komunia w wielku bodajże osmiu lat - wtedy człowiek nie myśli - jest dzieckiem. Pranie mózgu od kołyski, a potem gdy człowiek powienien sam zacząć myśleć jest już od niemowlęcia tak zmanipulowany - że zostaje - wolnego wyboru brak.
No i tu jest nasz polski fenomen. Kto zabroni dorosłemu samodzielnemu człowiekowi podjąć inną decyzję niż podjęli jego rodzice i odejść z Kościoła katolickiego? Nikt, tylko tu pojawia się inna przeszkoda - kulturowa. No bo jak tu nie ochrzcić swojego dziecka, jak nie posłać do I komunii, co z tego, że samemu się ledwo wierzy w Boga i do kościoła nie chodzi w ogóle? Traktuje się w Polsce te sakramenty nie jak akty religijne, tylko obyczajowe, coś jak inicjacja, postrzyżyny czy coś w tym stylu. A ponieważ jesteśmy narodem bardzo rodzinnym i przywiązanym do tradycji, to z tych obyczajowo- rodzinnych rytuałów ciężko nam zrezygnować. Robimy więc ślub w kościele ze względu na piękną oprawę i suknię, chrzciny ze względu na babcię i ciocię itd. Księża też o tym wiedzą i próbują z tym albo walczyć albo wykorzystać do zmuszenia ludzi do częstszych praktyk religijnych poprzez stosowanie różnych karteczek od spowiedzi, zaświadczeń, sprawdzaniu czy się księdza przyjmowało po kolędzie itd. Ludzie psioczą, ale robią to co się od nich żąda, bo wiedzą że sprzeciwem nic nie wskórają. Biegają więc do kościoła, gdy ich dziecko jest w drugiej klasie, bo ksiądz sprawdza obecność i a nuż dziecka do I Komunii nie dopuści, posyłają na religię, przynajmniej dopóki dziecko nie będzie bierzmowane, bo bez bierzmowania wiadomo, ze ślubem kościelnym może być lipa. No i tak koło się zamyka.
To taka moja mała diagnoza oparta na obserwowaniu znajomych i rodziny, z których prawie nikt nie jest głęboko wierzącym katolikiem, ale w tych rytuałach biorą udział prawie wszyscy
. Natomiast gdy ja się wyłamałam oficjalnie, to wszyscy byli zdziwieni, bo teraz jako heretyczka to ja nie mogę być np. chrzestną w Kościele katolickim, po prostu dramat
.
Kizia, jak Ty mądrze piszesz. Zgadzam się z Tobą.
Od kilku lat nie chodzę do kościoła. Co prawda o apostazję jeszcze nie wystąpiłam, ale dojrzewam do tej decyzji.
Tak samo, jak Ty obserwuję znajomych i rodzinę.
Siostry mojej babci to zagorzałe katoliczki, gdy pojechałam w odwiedziny do Nich i zapytały się mnie o chodzenie do kościoła, odpowiedziałam zgodnie z prawdą, że nie chodzę. Oj, mogłam nic nie mówić, ale zrobiłam to z premedytacją. Wiedziałam, jaka będzie Ich reakcja- starsza z moich cioć nazwała mnie bezbożnikiem, dowiedziałam się, że w naszej rodzinie nie ma takich osób (szkoda, że nie wie, że Jej wnuczęta mają taki sam stosunek do kościoła i wiary, jak ja) i w ogóle jestem niedobrym człowiekiem, na pewno żyję źle. Śmiać mi się chciało, jednocześnie krew się we mnie gotowała.
Drugim przykładem jest mama mojego chłopaka- może nie potraktowała mnie, jak moja ciocia, ale swoje zdanie wypowiedziała.
Najlepsze jest to, że to są przykłady osób, które biorą udział we mszy świętej, przyjmują sakramenty nie z poczucia wiary, a właśnie z przywiązania do tradycji. Uważają, że jest to jedyna i właściwa droga, a ludzie, którzy wyłamują się z tego kręgu:
-według mojej cioci są podli, źli, niemoralni i zejdą na złą drogę- szkoda, że nie uważa tak o obgadywaniu wszystkich wokoło, każdego potrafi obsmarować, ale do ołtarza biegnie pierwsza. Ot, taka polska wersja obłudy,
-mama mojego chłopaka twierdzi, że ludzie, którzy odwrócili się od KK kiedyś na pewno wrócą, bo "jak trwoga, to do Boga". Poza tym sami nie zdają sobie sprawy, co tracą.
Ja na dzień dzisiejszy mówię, że nie wrócę. Wiem, że dziecka chrzcić nie chcę. Przeciwnego zdania jest mój chłopak, bo "Co rodzina na to? U nich wszyscy są chrzczeni."
Natomiast moje zdanie jest takie, że przyjmowanie chrztu, Komunii Świętej, Bierzmowania często właśnie nie wynika z poczucia wiary, tylko z tradycji i obawy- "Wszyscy chrzczą swoje dzieci, to i ja muszę. Jak na mnie będą patrzeć?"
Dobra, jeżeli musisz i chcesz, to wychowuj potem dziecko w tej wierze. To nie ma wyglądać tak, że pociecha przyjmie sakrament, a potem nawet nie będzie wiedziała, jak kościół wygląda. Bo jeżeli chrzcić dla rodziny, to lepiej nie chrzcić wcale. Niech dziecko będąc już świadomym człowiekiem, dokonującym własnych wyborów określi, czy wyraża chęć przynależenia do kościoła.
Kościół ma za duży wpływ na społeczeństwo. A społeczeństwo nie myśli.
Kizia75 napisał/a:Niech sobie głosi, że in vitro zawsze jest be, antykoncepcja także, i niech egzekwuje posłuszeństwo u swoich wiernych, ale nie rozumiem dlaczego chce objąć np. zakazem in vitro również niekatolików. Może jeszcze rozwody zniesiemy państwowo.
Kizia, i znów nie mogę się z Tobą nie zgodzić. Czymże jest kościół, ażeby decydować za wolnych ludzi? Przez tą nagonkę dotyczącą aborcji, katole uwzięli się na 13-letnią dziewczynkę, którą zgwałcił kolega.
Dziewczynka stała się kimś do cna złym. Dziecko doświadczyło krzywdy, a kościół jeszcze je potępił, bo ośmieliła się usunąć ciążę, w którą zaszła w wyniku gwałtu. Niby było to w ochronie życia poczętego, szkoda że o życiu tej dziewczyny nie pomyślano.