Witam, też jestem przed trudną decyzją, dlatego tu weszłam. Mam 49 lat, z mężem jestem 30; z miesiąc temu byłam u adwokata, bo mnie to już męczy, nie bił mnie, nie za często wypił, dbał o dom, zarabiał na niego, a mi cały czas coś brakuje. Czułam, jak się oddalamy od siebie, myślałam, że już męża nie kocham, on mi dość często mówił, że kocha mnie ponad życie, ale gdzieś tego nie czułam. Powiedział, że nie chce rozwodu, nie wiem dlaczego, nie potrafiłam z nim o tym porozmawiać, prędzej co czuje, jak ja to widzę, nie wiem co dalej robić, wczoraj rozmawiałam na...skyp'e z nim, nie wracamy do sprawy rozwodowej, ale na dobranoc mi powiedział, że mnie kocha, właśnie teraz zaczynam dostrzegać przy takiej mojej decyzji, że ja go też kocham; wiele spraw przegadaliśmy, nawet może śmieszne zarzuciłam mu to, że wiedział, jak bardzo lubię, aby mnie przytulał, ciepłe słowa, on mi powiedział "to dlaczego po prostu się nie przytuliłaś do mnie?". Zarzucił mi, że on czuł że ja całą miłość przelałam na dzieci, że on na boku był, możliwe, że ma rację. Zarzucił mi, że seks to mnie zawsze coś boli, jakieś wykręty, też fakt, ma w tym rację, powiedziałam mu, aby pokazał jak mnie kocha w dzień, ja mu pokażę, jak go kocham w nocy. Czy aż tak się miało nazbierać, że moje takie kroki, dlatego mam dylemat straszny, co mam zrobić. Czytałam post i ktoś napisał bardzo mądre słowa ,,Ktoś mądry na tym forum napisał kiedyś, że czas na rozwód jest nie wtedy kiedy następuje pierwszy powód do rozejścia, a wtedy kiedy wygasa ostatni powód by być razem" i właśnie chyba te słowa docierają do mnie najbardziej. Bardzo przepraszam za błędy, chaos. Pozdrawiam.
1 2012-11-13 12:49:24 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-11-13 13:05:15)
Jak widać wciąż chcecie być razem. Nawet możecie się pokojowo rozwieść, a przecież dalej żyć razem. Po rozwodzie być może nawet będziecie o siebie dbać. W sumie rozwód poza sprawami formalnymi niewiele załatwia.
Witaj,cyt. " powiedziałam mu, aby pokazał jak mnie kocha w dzień, ja mu pokażę, jak go kocham w nocy"
To jest moim zdaniem kluczowa kwestia - określić oczekiwania, trudno zaspokajać potrzeby partnera jeśli nam o nich nie mówi, choć z drugiej strony pewne rzeczy powinny być oczywiste. Gdzieś się pogubiliście oboje -dobrze, że teraz to widzicie to już jest fundament, na którym można budować.
Idźcie na terapię... Kurczę, to naprawdę ja piszę? Od dawna uważałam, że jak coś się rozsypuje, to w cholerę, co tu naprawiać. Ale w Waszym przypadku... Nie idźcie do sądu. Po co?