Nie mam pojęcia czy powstał już taki wątek. Jednakże potrzebuję pomocy, rozmowy, rady..
Dwa lata temu urodziłam syna. Miałam wówczas 18 lat. Wychowywała mnie babcia, która robiła to z musu niż z troski. Moja matka nigdy się mną nie zajmowała, ojciec porzucił ją gdy była jeszcze w ciąży. W dzieciństwie nawet nie potrafiłam powiedzieć do niej mamo. W końcu przyszedł taki czas, że wyjechała zagranicę. Obiecywała, ze tylko na dwa tygodnie, później na trzy miesiące, pół roku. Aż w końcu została tam na stałe, to już 11 lat. Znienawidziłam ją, tak skutecznie, że przestałam płakać na widok szczęśliwych dzieci w objęciach swych matek. Obiecałam sobie, że nigdy nie założę rodziny, że nie pokocham nikogo. Chciałam być sama.
Niestety nie dotrzymałam danej sobie obietnicy. Poznałam kogoś. Był wyjątkowy, urokliwy. Nie narzucał się, rozumieliśmy się doskonale. Dlatego tez postanowiłam spróbować, bo może ja będę inna niż moja matka. Byliśmy ze sobą dwa lata kiedy to dowiedziałam się że jestem w ciąży. Załamałam się. Nigdy nie zajmowałam się dziećmi, nawet żadnego nie trzymałam na rękach. Po prostu nie lubiłam dzieci. Po porodzie wszystko się zmieniło, pokochałam małego. Jednakże ciężko mi było się nim zajmować, bałam się. On też się zmienił kiedy się do niego wprowadziłam. Mieszkanie było dwu pokojowe, pokój dzieliliśmy z jego siostrą, a dziecko spało w pokoju teściów. Była to dla mnie ciężka sytuacja zwłaszcza że jestem jedynaczką i miałam dużo przestrzeni. Nikt tam tego nie rozumiał, nie można się było popłakać, usiąść gdzieś chwilę w ciszy. Teściowa wiecznie mówiła co mam robić, wiecznie wytykała błędy. Po roku przeprowadziliśmy się na swoje, a ja zorientowałam się, ze jestem taka jak matka. Kiedy się kłóciliśmy ja pakowałam się i wychodziłam. Później wracałam, bo synek, bo tęsknię. A teściowie wciąż się wtrącali.
Dwa miesiące temu również pokłóciliśmy się, a on zadzwonił po swoja mamę. Ta wytykała mi najróżniejsze błędy. Nie wytrzymałam. Wyszłam. Cały dzień przesiedziałam u przyjaciółki, musiałam się uspokoić, porozmawiać. Po powrocie do domu, okazało się, że dziecko jest u teściowej. I tak już dwa miesiące tam mieszka a my sami. Kilka dni temu wzięłam małego do siebie, czułam się jak na widzeniu. A kiedy miałam go odprowadzić do teściowej, znów się pokłóciliśmy. Ja już tak nie mogłam dziecko tam a ja tu, chciałam, żeby został. Na to weszła teściowa, rozpętała się awantura. Ja znów wyszłam, musiałam. A teściowa dziecka oddać już nie chce. Od tych kilku dni przestałam się czuć matką, nie chodzę do syna. Cały dzień siedzę w domu, leżę. I czuję, że powinnam zrobić jak moja matka wyjechać zostawić dziecko u teściowej, bo może tam będzie miał lepiej. Bo może ja jestem taka jak moja matka..
Wtrącanie się teściowej to niestety bardzo czesto standard w rodzinach W tym wszystkim nie rozumiem postepowania twojego partnera tzn to dzwonienie o pomoc do mamy Trzeba też jasno przyznac ze też nie ejsteś bez winy , wychodząc z domu dalas znak że uciekasz od problemu zamiast go rozwiązywac a takze zostawiłąs dziecko bez opieki , fakt że ojciec został w domu ale to wcale nie jest tłumaczenie a juz zupełnie rnie rozumiem ze od dwuch miesięcy nie możecie zabrac dziecka z powrotem dziecko to nie zabawka że można zostawić je u babci i od czasu do czas wziąść się pobawić W tej kwesti winna jestes ty ale także i twój partner
Jako pozytywny aspekt należy uznac ze zauważasz problem , to już wiele Sa w człowieku jakies uwarunkowania genetyczne ale człowiek świadomy sytuacji jest w stanie nad tym zapanowac
Nie rozumiem też kwestii co to znaczy ze tesciowa nie chce oddac dziecka ????
Wiec weź się w garśc potrząśnij też partnerem , zabierz dziecko i zacznij sięnim zajmowac i budowac rodzine Inaczej faktycznie pójdziesz w slady matki a dziecku zafundujesz taki sam los jaki Ty przeżylaś
W tej całej sytuacji najbiedniejsze jest dziecko,każdy ma na jego temat wiele do powiedzenia,ale nikt nie zastanowi się że takie przepychanki,wydzieranki dziecka sobie nawzajem to dla niego niezrozumiały i chaotyczny świat.Postaw się raz ,a porządnie,postaw jasne zasady,zacznij budować dla dziecka prawdziwy dom.
dla mnie to jakaś komedia,jak można tak żyć,nie bardzo rozumiem.bawicie się dziecka uczuciami,sami doprowadzacie do jakis chorych sytuacji,teściowa nie powinna tutaj mieć nic do gadania,a ten twój partner to chyba jeszcze nie dorósł do tego by zakładać rodzinę.