Czy chodzicie na mszę swietą a jesli nie,to czy nie macie wyrzutów,z tego powodu a pozniej zamartwianie sie o rozne niepowodzenia w nadchodzącym tygodniu?Bo ja tak mam ale jestem zbyt leniwa ,by isc samej.Z kims jakoś mi chętniej.
Nie chodze:) insytucja koscielna,duchowni,ani religia jakiegokolwiek wyznania ,nie odgrywa w moim zyciu zadnej roli.
Nie mam wyrzutow sumienia bo w zabobony nie wierze,ani przesądna nie jestem.
Po co sobie dokladac kolejnych powodów do zamartwiania sie,chlostając sie myslami,że fatum na ciebie spadl tylko dlatego że brak obecnosci na nabozenstwo mszalnym? sama sie w jakies wyimaginowane paranoje zapędzasz w tym czasie ![]()
nie chodzę,właściwie idę jak muszę czyli chrzest,ślub ,pogrzeb
modlić do Boga mogę się wszędzie kościół mi do tego nie potrzebny,a znam takich co w niedzielę,święta biegają na mszę,a w tygodniu plują jadem,piją itd a tacy z nich wielcy katolicy
Chodzę na Mszę w niedzielę , święta , czasem w tygodniu. Lubię też takie nabożeństwa jak różaniec , Droga Krzyżowa, itp. W sumie to w ciągu roku zdarza się ,że opuszczę kilka niedziel. Jakieś wyrzuty oczywiście mam wtedy , bo mam świadomośc ciężkiego grzechu.
Nie wiem, dlaczego u niektórych właśnie chodzenie do kościoła wywołuje drwinę. Nie jestem święta , jestem człowiekiem takim, jak inni .
Lubię przebywac po prostu w takim miejscu , czuc wspólnotę z ludzmi.
Staram się ,nie myślec o tym ,o czym trąbią naokoło,że nawet księża schodzą na psy. Ja tego nie łącze.
Ja chodzę tylko okazjonalnie- śluby, komunie itd. Nie jestem zwolenniczką kościoła, dla mnie liczy się to, że wierzę w Boga, nie kradne,nie oszukuje.. Staram się przestrzegać zasad moralnych. Nie zgadzam się często z ich doktryną. Tak samo spowiedź- czy jakiś ksiądz jest mi w stanie odpuścić grzechy? Nie. Po co mam mu mówić, po to, żeby kazanie ułożył z moich grzechów? Jeżeli czegoś żałuję, spowiadam się w modlitwie, prosto do Boga. Jeżeli jest mi źle, także się modlę- pomaga. Kosciol do niczego nie jest mi potrzebny.
A wszystko zaczęło się przez to, że w liceum ksiądz obrażał dzieci in vitro- że to przedmiot a nie dziecko, a składa się tak, że moja siostrzenica jest dzieckiem in vitro ale mojej siostry i jej męża. Jak kościół może tak oceniać, kto dał im prawo? Albo nauki przedmałżeńskie, ksiądz który nie tkwi w takim związku, ma Cię kierować jak masz w nim żyć.. Żałosne
Ja nie chodzę do kościoła. Jedynie na ceremonie podczas ślubów, komunii... Wierzę w Boga, ale nie potrzebuję tego nikomu udowadniać chodzeniem do kościoła. Mogę się pomodlić w domu, gdy czuję taką potrzebę. Bóg wie, że w niego wierzę i nie sądzę żeby "obraził się na mnie" za to że nie modle się do niego klęcząc w kościele. On jest wszędzie...nie tylko w tym wielkim budynku jakim jest kościół.
Ale oczywiście nie mam nic do ludzi, którzy chodzą regularnie do kościoła. Skoro odczuwają taka potrzebę, to dobrze że tak robią. Każdy ma inne potrzeby i nie można ich wartościować, które są lepsze a które gorsze.
7 2012-11-04 22:39:08 Ostatnio edytowany przez Matt87 (2012-11-04 22:46:00)
Zastanawia mnie na jakiej podstawie chodzicie do kościoła (budynek) a nie stosujecie się do jego zasad (organizacja)? To tak jakbym pojechał do Arabii Saudyjskiej i nie stosował się do ich prawa tylko do prawa kraju którego jestem obywatelem. Czy nie wypełniając podstawowych zasad wiary (udział w niedzielnej mszy, spowiedź, itp.) czujecie się nadal katolikami? Z mojej perspektywy wygląda to na tworzenie własnej religii, systemu wierzeń. Wierzycie w boga jak piszecie a do kościoła chodzić nie musicie. Którego boga? Katolickiego? Bóg katolicki nakazuje dzień święty święcić.
Kościół katolicki w dzisiejszych czasach to instytucja archaiczna ze swoimi średniowiecznymi poglądami, to fakt. Pokazujecie, że wiara w boga a wcześniej w bogów jest człowiekowi potrzebna, pomaga i daje siłę. To dlatego bandy różnych cwaniaków na Ziemi wykorzystują ten fakt i zbijają na tym niezłe pieniądze (majątek Watykanu jest naprawdę pokaźny).
Jako ateista chodzę na msze święte (tzn. stoję z resztą katolików pod kościołem ale wszystko słyszę), nie biorę udziału w obrządkach natomiast uważnie słucham kazań. Niektóre bywają śmieszne, inne ciekawią, z jeszcze innymi się zgadzałem (na jednym z takich kazań ksiądz wykazywał głupotę nazywania dzieci zgodnie z trendami obecnie panującymi ale też oczywiście namawiał do nadawania dobrych starych chrześcijańskich świętych imion).
Jezus rzekł: "Królestwo Boże jest w was i wokół was. Nie w domach z drewna i kamienia. Rozłup kawałek drewna, a będę tam, podnieś głaz, a znajdziesz mnie"
Ja właśnie w to wierzę. Nie potrzebuje kościoła i pięknych złotych zdobień aby poczuć obecność Boga. Wierze w niego i to mi wystarczy.
9 2012-11-04 22:58:26 Ostatnio edytowany przez Matt87 (2012-11-04 22:58:57)
Jezus rzekł: "Królestwo Boże jest w was i wokół was. Nie w domach z drewna i kamienia. Rozłup kawałek drewna, a będę tam, podnieś głaz, a znajdziesz mnie"
Ja właśnie w to wierzę. Nie potrzebuje kościoła i pięknych złotych zdobień aby poczuć obecność Boga. Wierze w niego i to mi wystarczy.
Nie będe analizować pism biblijnych, dla mnie to tylko zbiór ciekawych bajek i mitów.
Co do reszty jest tylko jeden mały problem. Dzisiejsi papieże to następcy Św. Piotra na Ziemi i to oni są wedle ich przekonania namiestnikami boga chrześcijańskiego. Jeśli nie chodzisz do ich kościoła to Twoja wiara w ich boga jest nic nie warta, bo nie poparta praktyką, tj. uczęszczaniem na msze, spowiedzią itp. Krótko mówiąc: nie dostaniesz się do nieba chrześcijańskiego ![]()
Margolinka- super ujęte.
Drogi Ateisto- Bóg jest jeden, nie ma Boga katolickiego, protestanckiego, anglikanskiego. To tylko wyznania.
Ja wierzę w Boga, a nie w organizację.
11 2012-11-04 23:04:53 Ostatnio edytowany przez Matt87 (2012-11-04 23:06:29)
Margolinka- super ujęte.
Drogi Ateisto- Bóg jest jeden, nie ma Boga katolickiego, protestanckiego, anglikanskiego. To tylko wyznania.
Ja wierzę w Boga, a nie w organizację.
Stąpasz więc po grząskim gruncie, bo tak naprawdę to Ty sama kreujesz to, czym wg Ciebie jest Bóg, oraz czy istnieje życie pozagrobowe, niebo i piekło itp. Rozumiem to, te sztuczne podziały na bogów wg. wyznań to słabość każdej z religii. Rozumiem potrzebę wiary w ludziach i nie neguję tego, ateiści to też ludzie i wierzą np. w powodzenie pewnych rzeczy ale to innego rodzaju wiara oparta na jakichś przesłankach. Nie popieram natomiast tłumaczenia rzeczywistości religią i bogiem i z tym zawsze będzie konflikt bo uproszczenia nie mogą brać góry nad rzeczywistością i faktami.
Jeśli nie chodzisz do ich kościoła to Twoja wiara w ich boga jest nic nie warta, bo nie poparta praktyką, tj. uczęszczaniem na msze, spowiedzią itp. Krótko mówiąc: nie dostaniesz się do nieba chrześcijańskiego
Mam gdzieś co ktos sądzi o mojej wierze... mam ja dla siebie a nie dla innych.
Według mnie lepiej wierzyć w Boga w zaciszu własnego domu, niż biegać codziennie do kościoła, żeby poklęczeć i wyklepać modlitwę z pamięci, a potem poplotkować na temat ludzi, kto przyszedł, kto nie, która w ciąży, a która się rozwiodła...która ma lepszy płaszcz, a która za bardzo się wypindrzyła.
Nie obchodzi mnie do jakiego nieba trafię, trafię tam ...gdzie trafie...na co sobie przez całe życie zasłużę...i tyle.
z punktu widzenia logiki ateista także wierzy :0 jego zaprzeczenie jest równocześnie stwierdzeniem że cos tam jest ale on w to nie wierzy
Myśle że wiekszość z nas zagubiła to co najbardziej istotne w religii Wiele osób pisze że równie dobrze może sie pomodlic w domu ale zapomina że podstawową ideą wiary kktolickiej jest fakt że w najświetszym sakramencie mam prawdziwe ciało Boga i to jest spotkanie , w domu nikt tego nie ma
Nie wiem dlaczego wszyscy na siłe staraja się udowodnić że to czy tamto jest możłiwe Przecież tu chodzi o wiare Jeżeli udwodnimy fakt istnienia Boga w sposób empiryczny to przestanie to być wiara a zacznie się wiedza
Ja chodze do kościoła i chociaż dawno nie słyszałem tam nic ciekawego traktuje to jak sprawdzian swojej wierności wierze....
14 2012-11-04 23:41:41 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2012-11-04 23:43:24)
Tak Tango, to że mam swoje zdanie nie znaczy że nie potrafie w pewnym stopniu przyznać Ci racji. To fakt, w domu nie jestem w stanie w 100% "doznać spotkania z Bogiem", ponieważ nie mogę przystąpić do komunii. Ale wiesz co...ja kiedyś chodziłam do kościoła, jak byłam mała z rodzicami, potem sama...jednak za każdym razem gdy w jakiś sposób "uwierzyłam w księży"...szybko spadałam na ziemię. Słyszałam jak to "nie opłaca się odprawiać katechezy, bo dziś same obce dzieci przyszły" (to były jeszcze czasy, gdy religii nie było w szkołach, i jeździliśmy do innej miejscowości, do domu katechetycznego), już w szkole na religii słyszałam jak ksiądz mówi podczas dyskusji z dziećmi, gdzie pójdziemy po śmierci, takie zdanie (dziewczyna odpowiedziała że "do ziemi", była to dziewczyna z ubogiej rodziny) "Ciebie X (tu padło nazwisko) to w gnoju pochowają, żebyś szybciej zgniła". Widziałam jak ksiądz przyjeżdża pod szkolę w porsche, z fajką w zębach i radiem na full. A przechodząc koło dzieci puszcza "wiązankę" niezbyt miłych słów. Aż wreszcie jak po tym wszystkim, mając 23 lata...mieszkając z moim narzeczonym, znów zaczęłam chodzić do kościoła, spotkaliśmy na swojej drodze księdza Pawła (zapamiętam go, bo był to jedyny ksiądz z powołania, jakiego spotkałam w życiu). Uczęszczaliśmy do niego na nauki przedmałżeńskie. Spotkaliśmy się z nim ze dwa razy poza tymi naukami. Rozmawialiśmy, przekonał nas, że spowiedź nie musi być czymś stresującym i odpychającym, jeśli znajdzie się swojego spowiednika. Znaleźliśmy go w nim. Chodziliśmy na wszystkie jego msze. Potrafił rozmawiać z nami, jak z kolegą i koleżanką, a nie jak "święty" z pospólstwem. Chodziliśmy do spowiedzi, aż po roku, dowiedzieliśmy się, że został on odesłany tam skąd przyjechał... a wiecie co było powodem...? To, że pozostali księża, mieli puste konfesjonały...na msze dla dzieci, które prowadził ksiądz Paweł, przychodziły tłumy, a na pozostałych były pustki w kościele... Czy to miało zachęcić mnie do chodzenia na pozostałe msze? Jakoś nie zachęciło...
Jak jestem w PL to chodze. U siebie niestety nie. Czyli wychodzi tylko kilka mszy w wakacje, Swieta i Wielkanoc. Kiedys chodzilam co tydzien, ale to bylo jak jeszcze mieszkalam w Polszy.
Margolinka to wszystko jest prawda ale też nie mozna generalizować wszyscy jesteśmy ludzmi i mamy swoje słabości Podaje się przykłąd księzy, nie chce ich bronić bo znam ich dobrze i gdybym oparł wiare na ich postepowaniu dawno powinienem zostać ateistą Ale popatrz na na lekarzy typowy zawód gdzie powinno dominowac powołanie a co się z nimi dzieje ?? prawnicy ludzie któzy poswiecili się prawu a co potrafia z nim zrobić? nauczyciele osoby którym oddajemy nasze dzieci do wychowania jacy potraią byc?
Ja staram się wierzyć w Boga a nei w ludzi, oczywiscie w płaszczyźnie wiary
Ja moge podac Ci dziesiątki przykładów pozytywnego działania księży ale i prawie tyle samo złych przykładów ale to nie miejsce na licytacje
Tak się dziwnie złożyło że dziś w kościele było czytanie bardzo pasujące do naszej dyskusji , byłą to przypowieść o dobrym samarytaninie Że niekoniecznie trzeba chodzić i udzielać się w kościele aby zyskac uzanie Boga, wystarczy być dobrym człowiekiem
Tango, to wszystko znowu prawda...tylko że ani lekarz, ani prawnik, nie karze mi żyć w określony sposób, nie każe mi stosować przykazań, nie grzeszyć... oni mogą mi coś poradzić, ale decyzja należy do mnie, albo złamie prawo i pójdę siedzieć, albo nie poszanuje zdrowia i z czasem sama tego pożałuje. A ksiądz, robiąc z siebie "wysłannika Boga" powinien sam dawać przykład. Ja wiem, że to tacy sami ludzie jak my, ale tak się nie zachowują, siebie uznają za niemalże "świętych" (grzesząc czasami gorzej od nas), a nas pouczają żeby żyć po Bożemu... to czysta hipokryzja. Tym bardziej, że większość z nich podczas spowiedzi, właśnie poucza (w złym tego słowa znaczeniu) i często oskarża ludzi, zamiast zachęcić do poprawy i wytłumaczyć dlaczego to co robił było złe i jak sobie z tym poradzić.
oo tu się trochę nie zgodze lekarz ciagle daje nam wskazówki co robić aby nei zachorować i co my z tymi radami robimy ?? Prawnik i inne urzędy wrecz zmuszaja nas do stosowania przepisów grożąc surowymi konsekwencjami Psychologowie dają rady jak uratować małżenstwo a ich rodziny sie rozpadają Piszesz że powinni księza dawać przykład , to prawda ale czy lekarzy prawników nauczycieli nie obowiązuje dawanie dobrego przykładu ?? nawet na bazie zasad kodeksu cywilnego ?
Wiesz dobrze ze ta dyskusja jest bez konca Ja też chciałbym aby było inaczej, Kiedyś próbowano zrobić państwo całkowicie ateistyczne i wiesz że nic z tego nie wyszło Ja to wszystko traktuje jako próbe własnej wiary widze wszsytkie te ułomności , nieprawoidłowości i stawam sobie pytanie czy z tego powodu mam zrezygnowac z wiary w Boga ?? A jak Ty byś odpowiedziała na to pytanie ??
19 2012-11-05 01:05:30 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2012-11-05 01:06:13)
Ok ok...ale psycholog ci nie powie, że jak nie skorzystasz z jego rad, to zostaniesz "wyklęty na wieki", bo to grzech i w ogóle... To Twoja sprawa co zrobisz ze swoim życiem. On nie będzie Cie oceniał. Tak samo prawnik. Lekarz też... nie posłuchasz... Twoja sprawa...nie powie że trafisz do pieklą... Księża "grzmią" nad Tobą, jakim jesteś grzesznikiem niewiernym ... a sami chleją, nie przychodzą na mszę, jeżdżą po kochankach, molestują dzieci... a to samo "wytykają" innym...mówiąc o grzechu...
Ja nie rezygnuje z wiary, jedynie z oglądania księży...
Może kiedyś z wiekiem mi przejdzie ten "bunt"...nie wiem...być może...
Na razie jednak mam wielkie opory i nic na to nie poradzę...
ooo to tak jak np lekarze Chlają w pracy molestują pielegniarki mają gdzieś nasze zdrowie i tylko kasa, kasa, kasa... A w sumie zaliczają się do intelektualnej i moralnej elity społeczeństwa
W kwesti konfrontacji jak postepują księza a czego wymagaja masz zupełną racje Ale też trzeba zauważyc że sa też tacy którzy odwalaja kawał dobrej roboty Ile znasz osobiście księży którzy postepuja tak jak napisałąś ??
21 2012-11-05 10:33:40 Ostatnio edytowany przez Kizia75 (2012-11-05 10:35:19)
Z Którego boga? Katolickiego? Bóg katolicki nakazuje dzień święty święcić.
Po pierwsze Bóg jest jeden a nie żaden katolicki czy inny. Po drugie przykazanie "dzień święty święcić" zostało nam dane na długo przed tym, zanim powstał pierwszy kościół (wtedy nawet jeszcze synagog nie było, a dzień święty przypadał w sobotę
), więc święcić dzień święty można różnie według tego przykazania. Obowiązek uczestnictwa katolików w niedzielnej mszy pojawia się dopiero w przykazaniach kościelnych, aczkolwiek katolików jak najbardziej ono obowiązuje.
niedziela liturgicznie zaczyna się chyba w sobote o nieszporach tak wiec są tu jakies niuanse prawne Chybas włąsnie to mnie najbardziej niepokoi i denerwuje, te dodatkowe przepisy Tworzone przez ludzi ![]()
Nie chodze:) insytucja koscielna,duchowni,ani religia jakiegokolwiek wyznania ,nie odgrywa w moim zyciu zadnej roli.
Nie mam wyrzutow sumienia bo w zabobony nie wierze,ani przesądna nie jestem.
Po co sobie dokladac kolejnych powodów do zamartwiania sie,chlostając sie myslami,że fatum na ciebie spadl tylko dlatego że brak obecnosci na nabozenstwo mszalnym? sama sie w jakies wyimaginowane paranoje zapędzasz w tym czasie
Podpisuje sie pod tym bezwzględnie:)
24 2012-11-05 11:01:09 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2012-11-05 11:03:01)
ooo to tak jak np lekarze Chlają w pracy molestują pielegniarki mają gdzieś nasze zdrowie i tylko kasa, kasa, kasa... A w sumie zaliczają się do intelektualnej i moralnej elity społeczeństwa
W kwesti konfrontacji jak postepują księza a czego wymagaja masz zupełną racje Ale też trzeba zauważyc że sa też tacy którzy odwalaja kawał dobrej roboty Ile znasz osobiście księży którzy postepuja tak jak napisałąś ??
Lekarze owszem chlają, molestują, prawnicy pewnie też...ale oni nie mówią potem do tych molestowanych "nie molestuj innych bo będziesz grzesznikiem". A księża tak robią.
Tak znam osobiście, co najmniej 4 takich księży. Nie wiem czy kogoś molestowali, ale chlali, jeździli do kochanek, przez co spóźniali się na msze święte, wierzącym do których chodzili po kolędzie, potrafili dać do zrozumienia albo powiedzieć wprost, że "za mało dali" do koperty(nawet tym biednym, którzy nie mieli, a oni o tym dobrze wiedzieli), jeden mi osobiście powiedział podczas zamawiania mszy za teściową(jak jeszcze chodziłam do kościoła)...że "tyle, to się za msze dawało 30 lat temu...", a ponoć "co łaska"(dodam, że nie dałam 10zł). Sorrry... nic z tych rzeczy nie zachęciło mnie póki co do chodzenia i wysłuchiwania "kazań".
25 2012-11-05 12:01:01 Ostatnio edytowany przez Matt87 (2012-11-05 12:05:24)
Margolinka to wszystko jest prawda ale też nie mozna generalizować wszyscy jesteśmy ludzmi i mamy swoje słabości Podaje się przykłąd księzy, nie chce ich bronić bo znam ich dobrze i gdybym oparł wiare na ich postepowaniu dawno powinienem zostać ateistą Ale popatrz na na lekarzy typowy zawód gdzie powinno dominowac powołanie a co się z nimi dzieje ?? prawnicy ludzie któzy poswiecili się prawu a co potrafia z nim zrobić? nauczyciele osoby którym oddajemy nasze dzieci do wychowania jacy potraią byc?
Ja staram się wierzyć w Boga a nei w ludzi, oczywiscie w płaszczyźnie wiary
Ja moge podac Ci dziesiątki przykładów pozytywnego działania księży ale i prawie tyle samo złych przykładów ale to nie miejsce na licytacje
Tak się dziwnie złożyło że dziś w kościele było czytanie bardzo pasujące do naszej dyskusji , byłą to przypowieść o dobrym samarytaninie Że niekoniecznie trzeba chodzić i udzielać się w kościele aby zyskac uzanie Boga, wystarczy być dobrym człowiekiem
Zostałbyś antyklerykałem, nie ateistą a to różnica.
Kościół katolicki to maszynka do robienia pieniędzy. Znam masę przykładów aby to potwierdzić. Jedne z ciekawszych to fakt, że celibat uniemożliwia potencjalnym poufnym partnerkom i ich dzieciom dziedziczenie majątku księży- wszystko zostaje w "rodzinie" księży, biskupów i papieży. A jak zdobywali te majątki? W różny sposób, lepiej dla nich aby nikt nie nagłaśniał faktów że np. w średniowieczu dorabiali się kosztem ludności. Najpierw nakręcano rycerzy na wyprawy krzyżowe kusząc nieprzebranymi skarbami, tytułami pod sztandarem walki dla Boga przeciwko niewiernym, a ci których nie było stać na wikt na taką wyprawę (wielu takich było najemnych) chcących zmienić swój nędzny los zastawiali swoje ziemie (propozycja kościoła) za opłacenie im wyprawy. Większość oczywiście z takich wypraw nie wracała, a kościół pasł się i rósł w dobra.
Kizia75, spróbuj swoje racje wytłumaczyć np. muzłumanom- największej grupie wyznaniowej na świecie. Oni wierzą w Allaha, a nie w Boga i raczej Twoja argumentacja by ich nie przekonała, inaczej wspólnie z chrześcijanami zaczęliby wierzyć we wspólnego boga. Po drugie nie wiesz czy bóg w ogóle istnieje, więc nie możesz twierdzić, że bóg jest jeden. Tysiąclecia temu sądzono, że bogów było wielu i to naraz w jednym momencie. Ludziom się po pewnym czasie odmieniło i teraz wierzą w jednego boga, a przed politeizmem wierzyli w pioruny i słońce. Rozumiesz problematykę wiary w boga?
Matt własnie na tym polega wiara ze nie mamy dowodów empitycznych gdyby było inaczej to byłaby wiedza A swoją drogą co za różnica w co wierzą ludzie ważne to jacy są . Nie przekreslam buszmena który jest uczciwym dobrym człowiekiem tylko dlatego że wierzy w jakiegos Bożka
Jest to temat rzeka i nigdy nie zostanie rozstrzygniety Dlatego dziekuje wszystkim za dyskusje , zawsze staram się szanowac opinie i zdanie innych
Pozdrawiam
Masz racje, wiara kończy się tam gdzie zaczyna się wiedza. Temat rzeka, puki taki buszmen wierzy sobie w swojego bożka i pozostaje to w kwestii jego prywatności nie widzę problemu. Wierzyć można we wszystko, wielu ludzi takiej wiary w siły nadprzyrodzone potrzebuje. Gdy jednak tym bożkiem próbuje innym tłumaczyć rzeczywistość i brać to za pewnik pojawia się konflikt z logiką, zdrowym rozsądkiem i racjonalizmem, które stanowią podstawy świata w którym żyjemy. A z tym już się zgadzać nie można.
Czy chodzicie na mszę swietą a jesli nie,to czy nie macie wyrzutów,z tego powodu a pozniej zamartwianie sie o rozne niepowodzenia w nadchodzącym tygodniu?Bo ja tak mam ale jestem zbyt leniwa ,by isc samej.Z kims jakoś mi chętniej.
Chodzę do kościoła baaaardzo rzadko, jeśli się zdarzy raz w roku to już dużo. I najczęściej chodzę tam tylko wtedy kiedy jest szansa, że nikogo poza mną tam nie będzie, lub jedynie garstka ludzi. Najlepiej jak kościół jest pusty - lubię czuć przestrzeń w tych mistycznych murach. Nie mam z tego powodu żadnych zmartwień, ponieważ uważam, że moja Siła Wyższa (czy też inaczej Bóg), wysłucha mnie wszędzie.
Wierzę w Boga,ale nie wierzę w tą całą " czarną sektę ". Nie chodzę do kościoła.
Wierzę w Boga,ale nie wierzę w tą całą " czarną sektę ". Nie chodzę do kościoła.
Ja tez.
Nie wierze w przesady.
Ja chodzę do Kościoła, ale nie zawsze. Może to dziwne ale lubię słuchać muzyki organowej i to jest główny powód dla którego chodzę do Kościoła. Mało słucham księdza ale do komunii przystępuję. Czasami też gdy jest Kościół otwarty w ciągu dnia to wchodzę żeby chwilę się pomodlić, a właściwie porozmawiać z Bogiem.
ja też zaliczam się do grana jak widać mniejszości piszącej w tym temacie ale chodzę do kościoła. i się tego nie wstydzę,tak samo uczę moje dzieci modlitwy,wierzę w boga.i mam gdzies wiadomości o księżach o ich zyciu prywatnym chodze się modlic przyjąc sakrament.czuje że tego potrzebuje to wszystko.czytam w postach jak pisaliście"chodze na chrzciny,komunie,wesela " i tu mam pytanie czy tylko jako goście?czy na sakramenty swoich bliskich??
Ja w pewnym sensie też chodzę do kościoła, jednak nie z pobudek religijnych czy tradycyjnych. Poprostu proboszcz to równy gość, za kołnierz nie wylewa, jak poleci z kawałem to nam czasami kopary opadają. Plebania to taka namiastka klubu gentlemanów
żadnych kobiet ani dzieci, 40%+ w szkle, poważne męskie rozmowy i rubaszne dowcipy. Spotykamy się tak na oba święta dwa razy do roku. Gdyby cały KK miał takie podejście do parafian to wyznawców innych religi i ateistów liczyłoby się w promilach a nie procentach ![]()
Nie chodzę, ponieważ nie wierzę. Krótko i na temat.
Jak widać chyba tylko 3 dziewczyny chodzą na mszę, kilkanaście nie, ateistę chodzącego, jeszcze jednego pana i mamy obraz ilości katolików na pokaz w stosunku do prawdziwych.
Ja chodzę. I nie wstydzę się tego, bo to nie modne już.
Łaskawie mnie do katolików nie zaliczaj. Mnie ezoteryka nie kręci. Lubię faceta, który wybrał sobie taki zawód a nie inny i tyle. Gdyby nie to, że u podstaw tych spotkań legła zasada: żadnej religii, żadnej polityki to spytałbym go z chęcią czy on szczerze wierzy w to co głosi.
37 2012-11-05 19:52:15 Ostatnio edytowany przez Matt87 (2012-11-05 19:53:50)
Jak widać chyba tylko 3 dziewczyny chodzą na mszę, kilkanaście nie, ateistę chodzącego, jeszcze jednego pana i mamy obraz ilości katolików na pokaz w stosunku do prawdziwych.
Ja chodzę. I nie wstydzę się tego, bo to nie modne już.
Wiesz, trzeba wiedzieć kto stoi po drugiej stronie danego problemu aby mieć dość obiektywny obraz całości, dlatego z ciekawości chodzę na msze (nieregularnie ale pewnie częściej niż niejeden katolik). W żaden sposób nie zmienia to mojego ateistycznego światopoglądu, a jedynie mnie w nim utwierdza. Też nie jestem katolikiem na pokaz, coś pokręciłeś.
chodze , fakt swieta nie jestem i co tydzien nie chodze ale chodze, wierze w Boga moze troche mniej w tych ludzi w czarnych szatach ale w Boga wierze. modlic ? modle sie w domu - nie wazne gdzie sie modlisz wazne ze jestes przez chwile blisko z Bogiem.
Chodzicie. ![]()
40 2012-11-05 20:21:24 Ostatnio edytowany przez cherry_dance (2012-11-05 20:22:04)
Tym bardziej, że większość z nich podczas spowiedzi, właśnie poucza (w złym tego słowa znaczeniu) i często oskarża ludzi, zamiast zachęcić do poprawy i wytłumaczyć dlaczego to co robił było złe i jak sobie z tym poradzić.
zgadzam się. Byłam ostatnio do spowiedzi przed 1 listopada i odeszłam od konfesjonału z kwitkiem. Ksiądz był bardzo nieprzyjemny, pouczał mnie tak jakbym popełniła jakąś zbrodnię, słuchałam jego monologu chyba z 15 minut. Czułam się całkowicie przez niego potępiona, no i na koniec nie dostałam rozgrzeszenia. Właśnie takie zachowania księży zniechęcają mnie do Kościoła. W Boga wierzę, ale coraz częściej przed wyjściem na mszę czuję jakąś taką niechęć...
Margolinka napisał/a:Tym bardziej, że większość z nich podczas spowiedzi, właśnie poucza (w złym tego słowa znaczeniu) i często oskarża ludzi, zamiast zachęcić do poprawy i wytłumaczyć dlaczego to co robił było złe i jak sobie z tym poradzić.
zgadzam się. Byłam ostatnio do spowiedzi przed 1 listopada i odeszłam od konfesjonału z kwitkiem. Ksiądz był bardzo nieprzyjemny, pouczał mnie tak jakbym popełniła jakąś zbrodnię, słuchałam jego monologu chyba z 15 minut. Czułam się całkowicie przez niego potępiona, no i na koniec nie dostałam rozgrzeszenia. Właśnie takie zachowania księży zniechęcają mnie do Kościoła. W Boga wierzę, ale coraz częściej przed wyjściem na mszę czuję jakąś taką niechęć...
No to musiał mieć poważny powód,by nie dać rozgrzeszenia...
To nie powinno zniechęcić a skłonić do refleksji nad sobą.
Remi-mysle,ze jak cherry_dance postanowila sie wyspowiadac uznając cos za grzech w jej mniemaniu,to juz jest w jakis sposob reflkeksja nad sobą,dlatego poszla do księdza z pelną swiadomoscią i refleksją, którą przeprowadzila, ze podjela decyzje o spowiedzi.
Remi-mysle,ze jak cherry_dance postanowila sie wyspowiadac uznając cos za grzech w jej mniemaniu,to juz jest w jakis sposob reflkeksja nad sobą,dlatego poszla do księdza z pelną swiadomoscią i refleksją, którą przeprowadzila, ze podjela decyzje o spowiedzi.
A ja myślę, że jeśli ktoś uznaje, że zgrzeszył, że zrobił źle, namyśla się nad sobą i z pokorą przyjmuje słowa. A nie pisze, że nie dostał rozgrzeszenia, jakby to było równoznaczne z iściem do spowiedzi, że to niesprawiedliwe i ksiądz był be.
mortisha napisał/a:Remi-mysle,ze jak cherry_dance postanowila sie wyspowiadac uznając cos za grzech w jej mniemaniu,to juz jest w jakis sposob reflkeksja nad sobą,dlatego poszla do księdza z pelną swiadomoscią i refleksją, którą przeprowadzila, ze podjela decyzje o spowiedzi.
A ja myślę, że jeśli ktoś uznaje, że zgrzeszył, że zrobił źle, namyśla się nad sobą i z pokorą przyjmuje słowa. A nie pisze, że nie dostał rozgrzeszenia, jakby to było równoznaczne z iściem do spowiedzi, że to niesprawiedliwe i ksiądz był be.
Mozliwe, ja osobiscie w żadnym kulcie religijnym nie uczestnicze,wiec nie bede sie spierać jak to powinno wygladąć od własnej świadomej strony duchowieństwa
Jeżeli chodzi o spowiedz to podstawową zasadą jest to (i księża dobrze o tym wiedzą ) że jest to miejsce do wysłuchanie grzechów udzielenia lub nie rozgrzeszenia. Konfesjonał nie jest miejscem pouczania tylko wysłuchania. Ksiadz do nauki ma ambone. Pokreślam że nie jest to jakis mój włąsny wywód tylko jedna za zasad obowiązujących księży.
nie, nie chodzę do kościoła, za to zaczęłam się interesować Biblią i powiem jedno- im głębiej w nią wnikam, tym bardziej oddalam się od kościoła katolickiego.
Na dzień dzisiejszy uważam, że jestem chrześcijanką, ale nie katoliczką. Wszystko to co wciska nam KK zostało wymyślone przez ludzi, obrzędy zostały przejęte od pogan (nawet ślubne obrączki), Biblia jest interpretowana wg klerowego widzimisie- po to aby garnąć szmal od owieczek i mieć nad nimi władzę... Nie rozumiem po co Bogu świątynie i ołtarze za miliony? To jakaś ohyda.. plus bałwochwalstwo w czystej postaci. Nomen omen zakazane przez Boga.
Co do spowiedzi św. 1 Tymoteusza 2:5, ?Albowiem jeden jest Bóg, jeden tez pośrednik między Bogiem a ludźmi, człowiek Chrystus Jezus.? a nie jakiś księżulek, który w konfesjonale będzie mi prawił morały, a potem się uchleje i będzie opowiadał anegdoty z tego co słyszał. Spowiedź księdzu na ucho wprowadzono dawno temu w XIII w.. ja wierzę, że głównie po to, żeby kler wiedział co tam "u ludu" piszczy i mógł to wykorzystywać. O odpuszczaniu grzechów za pieniądze nie wspomnę...
cherry_dance napisał/a:Margolinka napisał/a:Tym bardziej, że większość z nich podczas spowiedzi, właśnie poucza (w złym tego słowa znaczeniu) i często oskarża ludzi, zamiast zachęcić do poprawy i wytłumaczyć dlaczego to co robił było złe i jak sobie z tym poradzić.
zgadzam się. Byłam ostatnio do spowiedzi przed 1 listopada i odeszłam od konfesjonału z kwitkiem. Ksiądz był bardzo nieprzyjemny, pouczał mnie tak jakbym popełniła jakąś zbrodnię, słuchałam jego monologu chyba z 15 minut. Czułam się całkowicie przez niego potępiona, no i na koniec nie dostałam rozgrzeszenia. Właśnie takie zachowania księży zniechęcają mnie do Kościoła. W Boga wierzę, ale coraz częściej przed wyjściem na mszę czuję jakąś taką niechęć...
No to musiał mieć poważny powód,by nie dać rozgrzeszenia...
To nie powinno zniechęcić a skłonić do refleksji nad sobą.
nie mówię że nie myślę nad tym co mi powiedział, że poszłam do spowiedzi i myślałam że rozgrzeszenie mi się należy. Od tamtej pory jakoś siedzi mi w świadomości całe to wydarzenie. Ale powiem Ci że nie był to jakiś wielki grzech, on spytał czy spowiadałam się z tego ostatnim razem i w chwili kiedy moja odpowiedź była twierdząca, ksiądz z góry założył że nie mam chęci się poprawić, powiedział ze skoro tak sobie grzeszę a potem idę do spowiedzi bo i tak dostanę rozgrzeszenia, że Bóg mi przebaczy, to on nie widzi w tym sensu. I własnie tym, że nie wierzył w to że chcę nad sobą popracować, coś zmienić mnie zniechęca.
nie, nie chodzę do kościoła, za to zaczęłam się interesować Biblią i powiem jedno- im głębiej w nią wnikam, tym bardziej oddalam się od kościoła katolickiego.
Na dzień dzisiejszy uważam, że jestem chrześcijanką, ale nie katoliczką. Wszystko to co wciska nam KK zostało wymyślone przez ludzi, obrzędy zostały przejęte od pogan (nawet ślubne obrączki), Biblia jest interpretowana wg klerowego widzimisie- po to aby garnąć szmal od owieczek i mieć nad nimi władzę... Nie rozumiem po co Bogu świątynie i ołtarze za miliony? To jakaś ohyda.. plus bałwochwalstwo w czystej postaci. Nomen omen zakazane przez Boga.Co do spowiedzi św. 1 Tymoteusza 2:5, ?Albowiem jeden jest Bóg, jeden tez pośrednik między Bogiem a ludźmi, człowiek Chrystus Jezus.? a nie jakiś księżulek, który w konfesjonale będzie mi prawił morały, a potem się uchleje i będzie opowiadał anegdoty z tego co słyszał. Spowiedź księdzu na ucho wprowadzono dawno temu w XIII w.. ja wierzę, że głównie po to, żeby kler wiedział co tam "u ludu" piszczy i mógł to wykorzystywać. O odpuszczaniu grzechów za pieniądze nie wspomnę...
Oczywiście, że przejęte od tzw. "pogan", gdy chrześcijaństwo przywędrowało na ziemie słowiańskie ludzie od wieków mieli już własną religię i nie potrzebowali nowej. Tylko poprzez asymilację części obecnych wtedy obrządków w miarę sprawnie można było wprowadzić tu nową religię choć przypadki wiary w wielobóstwo zdarzały się jeszcze w późnym średniowieczu.
Remi napisał/a:cherry_dance napisał/a:zgadzam się. Byłam ostatnio do spowiedzi przed 1 listopada i odeszłam od konfesjonału z kwitkiem. Ksiądz był bardzo nieprzyjemny, pouczał mnie tak jakbym popełniła jakąś zbrodnię, słuchałam jego monologu chyba z 15 minut. Czułam się całkowicie przez niego potępiona, no i na koniec nie dostałam rozgrzeszenia. Właśnie takie zachowania księży zniechęcają mnie do Kościoła. W Boga wierzę, ale coraz częściej przed wyjściem na mszę czuję jakąś taką niechęć...
No to musiał mieć poważny powód,by nie dać rozgrzeszenia...
To nie powinno zniechęcić a skłonić do refleksji nad sobą.nie mówię że nie myślę nad tym co mi powiedział, że poszłam do spowiedzi i myślałam że rozgrzeszenie mi się należy. Od tamtej pory jakoś siedzi mi w świadomości całe to wydarzenie. Ale powiem Ci że nie był to jakiś wielki grzech, on spytał czy spowiadałam się z tego ostatnim razem i w chwili kiedy moja odpowiedź była twierdząca, ksiądz z góry założył że nie mam chęci się poprawić, powiedział ze skoro tak sobie grzeszę a potem idę do spowiedzi bo i tak dostanę rozgrzeszenia, że Bóg mi przebaczy, to on nie widzi w tym sensu. I własnie tym, że nie wierzył w to że chcę nad sobą popracować, coś zmienić mnie zniechęca.
Ja wierzę, że chciałaś to zmienić, nie udało się, trudno, czasami ludzie nie rozumieją ludzi. Ważne byś sama w sobie czuła zmianę.
Pozdrawiam.
i niestety tym własnie księża zrażają do siebie wiernych
w przypadku cherry_dance procedury są nastepujące Jeżłi ksiądz który siedzi w konfesjonale uzna że na kom0petencji udzielić rozgrzeszenia musi ją skierować do odpowiedniego duchownego Teoretycznie powinno do dotyczyć grzechów typu morderstwo czy wyparcie się wiary
Chodzę, regularnie w niedziele i inne święta, a czasem i ot tak, bo chcę się o coś pomodlić.
Chciałabym jednak nawiązać do wcześniejszych postów.
Jak czytam część odpowiedzi to widzę, że Kościół zdecydowanie ma za małą siłę przebicia w informowaniu swoich wiernych (także tych niezbyt wiernych
) na czym w ogóle polega istota Kościoła Katolickiego. Za to informacje z mass mediów na temat funkcjonowania Kościoła mają chyba większe wzięcie.
Bez obrazy, ale jak się nie chce uczestniczyć aktywnie w życiu Kościoła,to trudno to ,,poczuć'', fragmenty praktyk wyrwane z całości mogą się wydawać totalnie bez sensu. A co dopiero mówić tu o jakiejś wiedzy teologicznej. Spory odsetek polskich ochrzczonych nie wierzy w Zmartwychwstanie, część wierzy w reinkarnację, spora grupa neguje istnienie piekła. Warto sobie zadać pytanie co to znaczy być katolikiem (zdaje sobie sprawę, że nie wszyscy ochrzczeni utożsamiają się z wiarą katolicką, mój post kieruje do tych, którzy jednak się czują katolikami
)
Jest teraz Rok Wiary, może warto by się zagłębić w to, o co w ogóle w tym wszystkim chodzi i nie szukać pretekstu i usprawiedliwienia zwątpienia. Nie warto patrzeć na to co robi ksiądz, sąsiad czy inny parafianin, ale na to co oferuje nam BÓG. Najkrócej wiarę katolicką opisuje Credo tj. Wierzę w Boga, taka modlitwa, funkcjonuje w dwóch wersjach. Polecam.
Przyszedł Jezus na Ziemię. Uczył ludzi jak dobrze żyć. Potem odleciał, na jego miejsce wstawiono kogoś innego (dwaj apostołowie wtedy zasnęli). Ten ktoś umarł na krzyżu. W efekcie cała nauka Jezusa poszła w las -- czcicie jego śmierć.
Czy to nie straszne czcić śmierć nauczyciela? A miał nam coś ważnego do powiedzienia... my jednak wolimy jego śmierć.
Nie chodzę oglądać tych okropności.
Właściwie to nie wiem, dlaczego większośc osób tu piszących tak ostro potępia kościół , księży. Przecież nie wszyscy księża to pedofile , rozpustnicy ,czy pijaki.
Patrząc przez pryzmat jednego nieułożonego księdza, sami wytyczamy sobie złe zdanie o całości.
Faktem jest dla mnie oczywistym,że ktoś pełniący tak ważną posługę w Kościele nie może pozwalac sobie na tak poważne błędy, zaniedbania w swoim życiu.
Ktoś pełniący taką rolę winien miec świadomośc ,że więcej będzie się od niego wymagało.
Media bardzo rozpowszechniają nawet drobne uchybienia ze strony księży. A ludzie potem pakują wszystkich duchownych do jednego wora. Choc przecież wcale tak nie jest.
Czy ktoś zauważył ilu jest księży takich z powołania ,takich dobrych ludzi? Takich się mniej widzi, bo właśnie jeden przekręt przekreśla całośc w oczach ludzi.
To, że ja chodzę do kościoła, to też nie znaczy ,że czuję się większa od innych, wywyższona.
W kościele zawsze odnajdywałam spokój . Tam nikt na mnie nie krzyczał , nikt mi nie groził , tam nie było kłótni. Tam mogłam nawet słyszec własne myśli.
I nie chodzę na pokaz , nie biegam za każdym razem do Komunii. Zawsze jestem raczej z tyłu ,sama. Wtedy jest mi dobrze.
Chyba ,że z dzieckiem to idę bliżej.
Ja tam nie slysze o "drobnych" uchybieniach ze strony ksieży, zaś baardzo powazne,karygodne ktore nadają sie do linczu, i tak samo linczowani są inni,pozostali ,ktorzy jakis okrucienst czy obrzydlistw sie dopuszczają
Nie popieram polityki kleru i czym sie kierują, jakimi prawami i bezkarnoscią, zmową milczenia i w to nie wchodze,tak samo jak nie poperam innych instytucji, ktore są wbrew moim poglądom,przekonaniom i tez co mi nie odpowiada nie wchodze w to z butami
Nie popieram satanizmu bo tam sie je koty i tez w to nie wejde,lubiekotki ale do glaskania ,nie picia
Tak jak zapewne wy na Islam byscie sie nie przeniesli,bo jest to wbrew waszym poglądom jakimi prawami sie rządzi ich wiara w Allaha i cala polityka Islamu ![]()
Dobra, to teraz będziecie mieć przed sobą długą wypowiedź. Przedtem napisałam krótko, że nie chodzę, bo nie wierzę.
Jako dziecko chodziłam do kościoła. Mama mnie uczyła chodzenia do kościoła co tydzień. Można powiedzieć, że jako małe dziecko, nie lubiłam tego, bo to było dla mnie nudne.
Jako uczennica szkoły podstawowej miałam okres, że uwielbiałam coniedzielne wizyty w kościele, ale...w okresie gimnazjum zaczęłam myśleć inaczej, dochodzić do własnych wniosków na temat wiary, Boga, kościoła, księży i tego, co jest napisane w Piśmie Świętym.
I mimo swoich wniosków dalej chodziłam, bo gdy powiedziałam mamie o tym, że nie chcę chodzić do kościoła, to stwierdziła, że chodzić trzeba, bo wypada i tak było do 17. roku życia.
W wakacje 2007 roku wyleciałam na prawie trzy miesiące do Kanady i tam właśnie powiedziałam sobie, że koniec, nie będę robić czegoś wbrew sobie, bo w tamtym kraju nie ocenia się ludzi po tym, czy uczestniczą we mszy, czy nie. U nas jest to traktowane jako coś złego, wytyka się osoby, które nie wierzą. Ba, nie tyle tych, co nie wierzą, a tych co nie chodzą do kościoła w ogóle. Bo w Polsce wiara drugiego człowieka jest określana pod względem liczby odwiedzin w kościele. To mi się po pierwsze nie podobało.
Po drugie to do mojej postawy przyczynił się właśnie kościół...Mogą sobie ludzie myśleć, że instytucja ta jest wspaniała. Dla mnie to zakłamana struktura, która powstała, by wzbogacać się na wiernych. Od zawsze tak było. Wiara generuje pieniądz. I niech sobie ludzie też myślą, co chcą na temat księży, mało jest wśród nich takich, którzy nadają się do posługi kapłańskiej.
Poza tym jeżeli kościół chce utrzymać młodych ludzi przy sobie, niech w końcu zmieni coś w samej mszy.
Po trzecie co ma nauka kościoła do nauk Jezusa? To tak jakby zadać pytanie- co ma piernik do wiatraka? Bo kościół ustanowił swoje własne prawa, przykazania, które nie są zgodne z Pismem Świętym. Im bardziej zagłębiam się w Ewangelię, tym więcej widzę obłudy kościoła katolickiego.
I tak na marginesie, doszłyśmy z mamą do tych samych wniosków, każda w innym okresie swojego życia. Nie chodzimy do kościoła, ponieważ nie wierzymy. A nie dlatego, że to już niemodne.
Dla mnie uczestnictwo we mszy jest ważne. Nie chodzę codziennie.
Ja do Kościoła nie idę dla księdza, dla pieśni, idę tam dla siebie. To daje spokój wewnętrzny, to godzina na refleksje, to godzina by podziękować za miniony tydzień, to godzina dla mnie samego.
Nie patrzę na księdza przez pryzmat ideału, tak jak nie patrzę przez pryzmat, jeden ksiądz zawinił, wińmy wszystkich.
Nie wierzę we wpisy tych osób co mówią - jestem chrześcijaninem, odrzucam Kościół - to fałsz nic więcej i jestem pewny, że takowe osoby podstawowej modlitwy nie znają.
Nie wierzę we wpisy tych osób co mówią - jestem chrześcijaninem, odrzucam Kościół - to fałsz nic więcej i jestem pewny, że takowe osoby podstawowej modlitwy nie znają.
A ja wierzę, ponieważ kościół może do siebie zniechęcić nawet najbardziej wierzącego.
Pooglądać architekturę starych budowli sakralnych i bardzo okazjonalnie dla towarzystwa gdy mnie poprosi o to żona, która uczęszcza.
jak już napisałam wcześniej nie chodzę do kościoła bo nie mam takiej potrzeby,racja że nie chodzi się tam dla księdza
ale to właśnie księża zniechęcili mnie aby nie uczestniczyć we mszy świętej,trudno wyciszyć się i pomyśleć w kościele jeśli ksiądz z ambony,głosi o polityce,in vitro,aborcji itd
zauważyłam ostatnio też coś takiego : w parafii do której należałam wcześniej był tragiczny ksiądz,wywalany z parafi na parafię bo wszędzie były z nim problemy,za jego kadencji w ciągu 2 mszy niedzielnych może razem z 50 osób nazbierałoby się,teraz od wakacji jest nowy ksiądz kościół jest przepełniony jak chyba za komuny kiedy to byłam małą dziewczynką i koścół był pełen ludzi,więc jednak chyba coś zależy od księdza że ludzie chodzą do kościoła,
znam kilku księży którzy mają trochę na sumieniu
Właściwie to nie wiem, dlaczego większośc osób tu piszących tak ostro potępia kościół , księży. Przecież nie wszyscy księża to pedofile , rozpustnicy ,czy pijaki.
Masz rację nie wszyscy księża to pedofile, rozpustnicy i pijacy, za to wszyscy tworzą solidarną ''grupę'', w której jeden kryje drugiego, zniechęcając w ten sposób do siebie wiele osób.
Owa pedofilia, rozpusta, pijaństwo to wszystko o czym piszesz, powinno być piętnowane niezależnie od tego gdzie się lęgnie. A tymczasem wśród duchowieństwa zamiast być piętnowane jest tuszowane (zwyczajowo ksiądz przenoszony jest do innej parafii i dalej bezkarnie np. molestuje kolejne dzieci) i ta hipokryzja wśród duchownych (zwłaszcza przełożonych) razi, i rzuca złe światło na całe duchowieństwo.
Nie jest żadną tajemnicą, że okres pontyfikatu JP2, to seria zatajania pedofilstwa duchownych, że społeczeństwa takich krajów jak Francja czy Irlandia odeszły od religii właśnie z powodu owej pedofilii (we Francji skala zjawiska obecnie jest na tyle wysoka, że na każdego pedofila mówi się zwyczajowo "proboszcz").
Inny przykład: Arcybiskup Law z Bostonu, ukrywał pedofilię wśród księży, przez co spowodował bankructwo kilku diecezji na skutek zasądzonych przez sąd odszkodowań. W nagrodę(!) został przez JP2 "karnie" przeniesiony do Watykanu i już jako kardynał odprawił jedną z mszy żałobnych za duszę papieża, mimo protestów rodzin...
Kolejny przykład: pedofilskie skłonności księdza prałata Henryka J., który nawiązał bliższą znajomość z trzynastoletnim chłopcem. W Gdańsku owe kontakty nie były tajemnicą, nie były również tajemnicą dla przełożonego prałata Henryka J., arcybiskupa Tadeusza G., który to usiłował zataić owy przypadek seksualnego wykorzystywania, chroniąc w ten sposób sprawcę.
I takich przykładów jest mnóstwo, ja sięgnęłam po te z górnej półki i te najcięższego kalibru (molestowania), a ile jest takich spraw, które nigdy nie ujrzały i nie ujrzą światła dziennego..? Tego nie wie nikt...
Pisząc ''Przecież nie wszyscy księża to pedofile , rozpustnicy ,czy pijaki'' dajesz do zrozumienia, że księża nie powinni ponosić zbiorowej odpowiedzialności. A ja Tobie odpowiem tak; dopóki będą zatajać i ukrywać niewygodną dla nich prawdę będzie spoczywała na nich odpowiedzialność zbiorowa, bo ukrywanie, to nic innego jak dawanie cichego przyzwolenia na to co złe...
Jak czytam część odpowiedzi to widzę, że Kościół zdecydowanie ma za małą siłę przebicia w informowaniu swoich wiernych (także tych niezbyt wiernych
) na czym w ogóle polega istota Kościoła Katolickiego. Za to informacje z mass mediów na temat funkcjonowania Kościoła mają chyba większe wzięcie.
I uważasz, że jest coś w tym złego..? Bo ja nie! Przykład powinien iść z góry, przede wszystkim, gdy dotyczy księży, którzy dla wielu wiernych są niekwestionowanym autorytetem, a skoro nie idzie, to należy o tym głośno mówić/pisać, bo tylko w ten sposób można ową patologię przerwać. Nie ukrywając, ale właśnie o niej mówiąc, bez względu na to czy jest to ksiądz, czy pani z osiedlowego sklepiku...
Czy to nie jest teoria bazująca na uogólnieniu na podstawie przypadków?
62 2012-11-06 22:11:14 Ostatnio edytowany przez Miriam (2012-11-06 22:13:14)
Czy to nie jest teoria bazująca na uogólnieniu na podstawie przypadków?
To jest teoria bazująca na tym, że jak się daje ciche przyzwolenie na wyrządzanie zła, to i ponosi się tego konsekwencje.
Czy matka, która nie uczestniczy, ale widzi jak jej mąż wykorzystuje seksualnie dziecko i znęca się nad nim fizycznie nie jest współwinna...? Oczywiście, że jest! Jest dlatego, że ukrywając prawdę, pozwala krzywdzić małą, bezbronną istotkę. Gdy sprawa wyjdzie na jaw, nie tylko oprawca (ojciec) ponosi konsekwencje, taka kobieta również (odbierane są jej prawa rodzicielskie, zapada wyrok).
To jest właśnie ta odpowiedzialność zbiorowa, wynikająca z faktu krycia sprawcy.
Remi, czy Twoim zdaniem kobieta, która kryje męża pedofila, który molestuje ich dziecko (czy też księża, którzy robią dokładnie to samo - kryją oprawcę, kosztem ofiary, tuszują niewygodną prawdę), czy oni nie są współwinni, czy nie ponoszą odpowiedzialności...?
Remi napisał/a:Czy to nie jest teoria bazująca na uogólnieniu na podstawie przypadków?
To jest teoria bazująca na tym, że jak się daje ciche przyzwolenie na wyrządzanie zła, to i ponosi się tego konsekwencje.
Czy matka, która nie uczestniczy, ale widzi jak jej mąż wykorzystuje seksualnie dziecko i znęca się nad nim fizycznie nie jest współwinna...? Oczywiście, że jest! Jest dlatego, że ukrywając prawdę, pozwala krzywdzić małą, bezbronną istotkę. Gdy sprawa wyjdzie na jaw, nie tylko oprawca (ojciec) ponosi konsekwencje, taka kobieta również (odbierane są jej prawa rodzicielskie, zapada wyrok).
To jest właśnie ta odpowiedzialność zbiorowa, wynikająca z faktu krycia sprawcy.Remi, czy Twoim zdaniem kobieta, która kryje męża pedofila, który molestuje ich dziecko (czy też księża, którzy robią dokładnie to samo - kryją oprawcę, kosztem ofiary, tuszują niewygodną prawdę), czy oni nie są współwinni, czy nie ponoszą odpowiedzialności...?
Są. Ale piszesz o wynaturzeniach dalej i uogólniasz na podstawie TV, gazet, internetu, do całokształtu.
Miriam napisał/a:Remi napisał/a:Czy to nie jest teoria bazująca na uogólnieniu na podstawie przypadków?
To jest teoria bazująca na tym, że jak się daje ciche przyzwolenie na wyrządzanie zła, to i ponosi się tego konsekwencje.
Czy matka, która nie uczestniczy, ale widzi jak jej mąż wykorzystuje seksualnie dziecko i znęca się nad nim fizycznie nie jest współwinna...? Oczywiście, że jest! Jest dlatego, że ukrywając prawdę, pozwala krzywdzić małą, bezbronną istotkę. Gdy sprawa wyjdzie na jaw, nie tylko oprawca (ojciec) ponosi konsekwencje, taka kobieta również (odbierane są jej prawa rodzicielskie, zapada wyrok).
To jest właśnie ta odpowiedzialność zbiorowa, wynikająca z faktu krycia sprawcy.Remi, czy Twoim zdaniem kobieta, która kryje męża pedofila, który molestuje ich dziecko (czy też księża, którzy robią dokładnie to samo - kryją oprawcę, kosztem ofiary, tuszują niewygodną prawdę), czy oni nie są współwinni, czy nie ponoszą odpowiedzialności...?
Są. Ale piszesz o wynaturzeniach dalej i uogólniasz na podstawie TV, gazet, internetu, do całokształtu.
Owszem, piszę o wynaturzeniach, ale dlaczego mam o nich nie pisać, skoro one mają miejsce...?
Ale pomijając już owe wynaturzenia (bo one były, są i będą), problem rozbija się nie tyle o owe wynaturzenia, co o ciche przyzwolenie na nie ze strony kleru, a opieram się na TV, gazetach, internecie, bo na szczęście owych dewiacji ze strony księży, nie doświadczyłam osobiście...
Remi, Ty nie rozumiesz jednego - duchowni kryjąc sprawców (bez względu na przewinienie), stają się współwinni, bo przykładają rękę do cudzej krzywdy, a przez to stają się niewiarygodni. Dlatego ludzie odchodzą od kościoła - nie od Boga, ale od kościoła jako instytucji...
Remi ,zadnych tam ogolnieniach to co pisze Miriam za wiele wiele świadkwo publicznie juz w doroslosci zdecydowalo sie na glos powiedziec i wyjawic prawde, ze KK NIGDY nie pietnowalo tak karygodncyh zachowan wsrod swoich duchownych,a jedynie nakladala kódki na usta ofiarom,a oprawca byl bezkarny