SAMOTNOŚĆ W ZWIĄZKU I FACET NA KTÓREGO NIE MOŻNA LICZYĆ - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » SAMOTNOŚĆ W ZWIĄZKU I FACET NA KTÓREGO NIE MOŻNA LICZYĆ

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 30 ]

Temat: SAMOTNOŚĆ W ZWIĄZKU I FACET NA KTÓREGO NIE MOŻNA LICZYĆ

Od 1,5 roku jestem z moim chłopakiem. Od roku mieszkamy razem. To było niesamowite uczucie, wyjątkowe. I... już nie jest.On jest nieczuły na moje uczucia. Ogólnie jest ok, przytula mnie kochamy się, z taką "codzienną" czułością nie ma problemu.
Na początku mieszkania wspólnego wiadomo- sielanka, jak to określiła nas koleżanka - " dwa piep... gołąbki". W drobnych sprawach mogę na niego liczyć, ale jak przychodzi czas gdy naprawdę go potrzebuje... Ogólnie jestem silną kobietą, radzę sobie ze swoimi problemami, jak sobie nie radze to się wyryczę i już spokój, jak to kobieta. Ale są chwile gdy nie daje rady, gdy po prostu potrzebuje wsparcia, między innymi po to są związki...
Pierwszy przykład  z brzegu- parę miesięcy temu uderzyłam się w głowę, niezbyt mocno, niby nic groźnego. Po jakimś czasie poczułam się gorzej- mdłości, słabo, do tego stopnia że po godzinie zwolniłam się z pracy, bo myślałam ze ozdobię biurko pięknymi haftami. Myślę- przejdzie. Nie przeszło,drugiego dnia było jeszcze gorzej, dlatego umówiłam się do lekarza. Mój facet miał iść ze mną- wiadomo, żebym nie zasłabła itp. W tym dniu pokłóciliśmy się o pierdołę życia codziennego i oczywiście on wyszedł, chociaż wcześniej zapewniał że oczywiście pójdzie ze mną,  a ja poszłam do lekarza. Dopiero jak przestraszona i zapłakana zadzwoniłam do niego bo lekarz kazał mi natychmiast jechać na SOR zrobić TK głowy, to przyszedł po mnie i pojechaliśmy razem.
Kolejny przykład- świeży. Umarła mi babcia i jadę na pogrzeb. Sama pociągiem ( mimo że leczę anginę), bo mój facet ma szkolenie niby " z którego bardzo trudno się wypisać". Potrafię to zrozumieć, gdyby naprawdę tak było. Raz też miał sytuację gdy musiał w pracy zostać w czasie gdy bardzo nie chciał ( a też stwierdził ze nie da się z tego wykaraskać) i powiedział ze nie pójdzie bo ma dosyć że go wykorzystują  i że najwyżej weźmie urlop na żądanie. Poza tym jeszcze zrozumiałabym jakby jednak musiał jechać na to szkolenie ale pogadałby wcześniej z szefem ( wiadomo- to mimo wszystko też człowiek ;/), ale nawet nie próbował.
Takie mam wsparcie w trudnych chwilach. A może się czepiam i powinnam się cieszyć z tego co mam...
Bo poza " trudnymi" sytuacjami on jest " do rany przyłóż", kochany czuły.
No poza moim płaczem. Gdy płaczę on nie robi nic, siedzi na kompie albo ogląda TV, moje uczucia i to że płaczę wtedy przez niego nie mają dla niego żadnego znaczenia. Totalna olewka.
No i sprzątanie.. Ostatnio powiedział mi ze go ciągle krytykuje, a on chciałby żebym go akceptowała taki jaki jest. Taaaa.. tylko to krytykowanie polega na tym, że sam z siebie nic nie posprząta (no od wielkiego dzwonu), chyba ze mu powiem to z mina cierpiętnika zwlecze się zza komputera  i zrobi o co proszę. Na moje pretensje że razem mieszkamy, oboje zarabiamy i OBOJE musimy sprzątać i że czuje że traktuje mnie jak sprzątaczkę, odpowiada że jakże, nie, no skąd. Nie jestem czepialska, nie każe mu cały czas sprzątać, bo wiem że mieszkanie jest do mieszkania a nie do ciągłego sprzątania, ale pranie wiszące i góra naczyń w aneksie kuchennym przez kilka dni przy mieszkaniu 25 m, czekające aż się nim zajmę to przesada.
Komputer.... tak, jego miłość numero uno. Komputer i gry. Jak usiądzie to go nie ma. Kilka godzin ?? a jakże , nie ma problemu. A Tylko zwróć mu uwagę, ze siedzi za długo ( tłumaczenie : za długo to nie godzina, to potrafi być nawet do 6 godzin/ dzień) to w zależności od humoru -1. przez godzinę- tak Kochanie, jeszcze skończę tę bitwę i wyłączam 2. oburzenie- " czy ja nie mogę mieć czasu dla siebie . Kochanie możesz! ale nie dzień w dzień kilka godzin na kompie..a
Zdaję sobie sprawę z tego że nie jestem ideałem, mam wady jak każdy człowiek, ale potrzebuje po prostu wsparcia od człowieka który twierdzi że mnie kocha...

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: SAMOTNOŚĆ W ZWIĄZKU I FACET NA KTÓREGO NIE MOŻNA LICZYĆ

i tak go będziesz wychowywać...
zrzędzić, mówić, co ma robić...
staniesz się dla niego matką i katem
nic nie zrobi bez ciebie
a ty będziesz wymagania ustalac i poprzeczkę wam ustawiać

a jakie relacje mają twoi rodzice?
jaka jest twoja mama?

3

Odp: SAMOTNOŚĆ W ZWIĄZKU I FACET NA KTÓREGO NIE MOŻNA LICZYĆ

Nie chcę Ci jakoś źle doradzić, żebyś później żałowała. Ja bym już nie wytrzymała i dała mu kosza, nie ważne ile już jesteście razem. Po prostu nie jest wart Twojej miłości, nerwów i w ogóle. Przeprowadź się na jakiś czas do przyjaciółki, ciekawe co zrobi. wink

4

Odp: SAMOTNOŚĆ W ZWIĄZKU I FACET NA KTÓREGO NIE MOŻNA LICZYĆ

Mam ten problem że tu gdzie mieszkam ( od 2 lat) nie mam przyjaciół do których mogłabym się przeprowadzić. Moi rodzice to moi rodzice ja jestem inna, potrafię być aniołem dla faceta ale nie mogę to ja być ciągle tą " dobrą" i przy każdej kłótni wyciągać rękę nawet jeśli kłótnia jest w większości z jego winy. Myślę o zerwaniu, ale to że mieszkamy razem utrudnia sprawę. Poza tym mimo wszystko kocham go mimo że jest dużym dzieckiem, nie wiem tylko czy warto męczyć się dla samej ( dla aż?) miłości

5

Odp: SAMOTNOŚĆ W ZWIĄZKU I FACET NA KTÓREGO NIE MOŻNA LICZYĆ

Moim zdaniem powinnaś doprowadzić do takiej sytuacji, kiedy będzie on o Ciebie naprawdę zazdrosny, niech zobaczy, co traci, świat nie kreci się tylko wokół niego, a wspólne mieszkanie do czegoś zobowiązuje:)

6

Odp: SAMOTNOŚĆ W ZWIĄZKU I FACET NA KTÓREGO NIE MOŻNA LICZYĆ

Tylko ja raczej nie lubię robić drugiemu co mi nie miłe. Nie wiem czy jest sens uprawiać jakieś gierki skoro jak widać z czasem nic się nie zmienia. Poważnie myślę żeby się wyprowadzić ale już całkiem. Ja już próbowałam groźbą prośbą rozmową na dobrego policjanta na złego.. może mu nie zależy mimo tego co mówi

7 Ostatnio edytowany przez madziaaa21 (2012-11-20 18:46:50)

Odp: SAMOTNOŚĆ W ZWIĄZKU I FACET NA KTÓREGO NIE MOŻNA LICZYĆ

Małgoś1985 czytając Twój post, czułam sie jakbym czytała własne słowa... mam ten sam problem... mieszkam z moich chłopakiem juz od ponad 2 lat, a ponad 4 jesteśmy razem. Na początku wiadomo fajnie, ale teraz jest coraz gorzej... Też myślę o wyprowadzce, po dzisiejszej kłótni - kolejnej o sprzątanie
(jak on zmyje raz czy dwa razy w miesiącu naczynia to jest cud!) juz naprawde poważnie, niestety mam podobny problem, nie bardzo mam do kogo, mieszkamy w wynajmowanym mieszkaniu, studiuję tu, pracuję, ale nie mam takiej przyjaciółki do której bez problemu mogłabym się wyprowadzić. 
Najgorsze jest to, że o wszystko on to do mnie mka pretensje, najpierw obiecuje, że zrobi to i to , przeprasza, prosi, żebym się nie gniewała, po czym mija dwa, trzy, cztery dni i jest to samo, jakby zapomniał to co mówił wcześniej, powiedział to na odwal sie. Coraz mniej mu wierzę. Niby coidziennie mówi, że mnie kocha, - z tym tez nie ma żadnego problemu, powtarza, ze zawsze chce ze mną być, że jestem dla niego najwspanialsza itd, itd. Ale żeby pokazać to czynem...? Nic z tego. Poza gadaniem nie ma nic więcej, nie kupi mi bez okazji kwiatka, chiociaż kilak razy dziennie przejeżdża koło róznych kwiaciarni, nie zrobi mi niespodzianki w postaci wyjścia do kina czy romantycznej kolacji, której bym się nie spodziewała... Cały czas broni się tym, że mało zarabia, że nie stac go, że za dużo pracuje. Przy każdej kłótni widze jego głupia i skrusdzaoną mine i słysze, że on wie, że wie, że nie ejst idealny i że będzie sie starał poprawić... od 2 lat t słyszę, a poprawy nie ma... Fakt, dużo pracuje, za niewielkie pieniądze - co w dzisiejszych czasach nie dziwi, ale do cholery taki mały gest, kwiatek za 10 zł, a bezcenne. Czy zaskoczenie w jakikolwiek sposób... Albo przynajmniej przyznanie się do winy i w taki sposób przeproszenie. Mówi mi ostatnio nawet ciągle o pierścionku i że chciałby, żebym została jego żoną... ale o czym on mói, przeciez teraz pokazuje to jaki bedzie w przyszłości, nieopdpowiedzialny, on nie wie co to znaczy obowiązki w domu. Szkoda tylko, że jak pojedzie do domu, do mamusi, to robi wszystko bez gadania. Nie ma zaraz, później, jutro, potem... Nawet jak jest padnięty, podnosi sie i pomaga. Dla mnie taki nie ejst, a robię dla niego dużo więcej niż jego rodzice (odkąd wyjechał z rodzinnego miasta praktycznie w żaden sposób mu nie pomagają, rzadko dzwonią a o tym, żeby zapytali się czy mu czegoś nie potrzeba p[przypadkiem, czy ma co jeść i za co sobie coś kupić - nie ma nawet mowy). Ja całe zycie wychowywałam się bez ojca, nie znam go, bo jak się urodziłam po prpostu zpstawił mnie i moją niedawno poślubioną mamę. Nie miałam żadnego przykładu faceta odpowiedzialnego, rozsądnego i takiego... prawdziwego. Dlatego też Tomek od razu wydał mi się inny obowiązkowy, sumienny, rodzinny, pomocny (tak, kiedyś taki był). On też doskonale wie o mojej sytuacji, zna ją, wie co czuję i jak ten brak ojca odbił się na mnie, wie, że moje spojrzenie na zycie w zwiazku jest troche inne niz osoby, która miała normalną rodzinę i wydaje mi się, że w takiej sytuacji tym bardziej powinien starać się z całej siły, żeby mnie nie zawieść. A ja niestety coraz częściej dochodze do wniosku, że chyba jednak wszyscy facieci sa tacy sami....
Przepraszam za chaotycznośc mojej wypowiedzi, ale pisze szybko i jeszcze trochę w nerwach.

8

Odp: SAMOTNOŚĆ W ZWIĄZKU I FACET NA KTÓREGO NIE MOŻNA LICZYĆ

Madziu. Jestem w podobnym związku tyle że od 12 lat, przez 7 lat mieszkaliśmy u moich rodziców a od półtora roku mieszkamy w nowo wybudowanym (podobno dla mnie) domu.
Różni się to wszystko tylko stażem i tym że słowo kocham, zmienie się,czy przepraszam przestałam słyszeć już bardzo dawno temu.
Obecnie od 5 miesięcy ze sobą nie śpimy od około dwóch on się odzywa do mnie tylko dyplomatycznie a ja jestem na etapie pakowania się ,czego on nawet nie zauważył .
Doszłam do wniosku że życie jest zbyt krótkie żeby je marnować i postanowiłam zmienić coś w nim. Cokolwiek to znaczy.
Madziu. Życzę  tobie tylko jednego: Żebyś wybrała drogę najlepszą dla siebie, Żebyś nie obudziła się za kilka ładnych lat z ręką w nocniku. To Ty jesteś najważniejsza i musisz robić tak żeby tobie w życiu było jak najlepiej.
Ja zrozumiałam to dopiero w wieku 34 lat.

9

Odp: SAMOTNOŚĆ W ZWIĄZKU I FACET NA KTÓREGO NIE MOŻNA LICZYĆ

Całkowicie nie zgadzam się z End_aluzja. Ona wymaga od niego tylko wsparcia i chce podziału obowiązków domowych. Skoro mieszkają już razem to chyba fifty-fifty, a nie, że ona zapierdziela i sprząta po nim a on pół dnia na kompie. Sam powinien się wziąć do roboty i posprzątać po sobie, bo ja bym się wstydziła przy swoim partnerze takiego lenistwa i niedbalstwa. Ona go upomina a on jeszcze pretensje. Jeszcze co mnie razi to to, że on nie reaguje na Twój płacz, jest obojętny. Zero empatii wobec Ciebie. Powinien chociaż przytulić Cię a on nic...Reszta sytuacji nie wzbudza we mnie żadnych protestów. Wiesz, ja niedawno też chowałam wujka i chłopak nie przyszedł na pogrzeb, bo nie dostał urlopu. Nawet nie pomyślałam, że miałabym mieć o to pretensje do niego. Tak samo jak z sytuacją z urazem głowy. Bez problemu mogłaś sobie wziąć taksówkę i pojechać do lekarza. Nie wiem o jakim urazie tutaj jest mowa. Bo to też jest ważne. Jeżeli to było przypadkowe uderzenie np. o półkę, no to wydaje mi się przesadą fatygować go żeby latał z Tobą po lekarzach, ale jeżeli coś poważniejszego to powinien się zainteresować twoim stanem zdrowia. Jedynym problemem wydaje mi się tutaj przede wszystkim jego niechęć do dzielenia obowiązków domowych. Nie panikuj, możesz go łatwo doprowadzić do porządku. Wyprowadź się od niego na parę dni, wróć do domu rodzinnego. Zobaczy jak to jest gdy brakuje damskiej ręki w mieszkaniu. Przyjdzie na pewno skruszony, a jak zamieszkasz z nim z powrotem ustal jasne reguły i podziel obowiązki domowe. I zastrzeż sobie, że nie ma mowy o żadnym uchylaniu się od nich. Oczywiście nie przesadzaj, on też ma prawo mieć czas na swoje przyjemności.

10

Odp: SAMOTNOŚĆ W ZWIĄZKU I FACET NA KTÓREGO NIE MOŻNA LICZYĆ

niestety niekiedy po czasie okazuje się że osoba z która jesteśmy do nas nie pasuje... x2

11

Odp: SAMOTNOŚĆ W ZWIĄZKU I FACET NA KTÓREGO NIE MOŻNA LICZYĆ

Jeśli wyprowadzka pomoże to i owszem . Warto spróbować. Ale niestety ciężko zmienić czyjeś nawyki.
Obawiam się że ogień ma rację.

12 Ostatnio edytowany przez madziaaa21 (2012-11-20 21:53:59)

Odp: SAMOTNOŚĆ W ZWIĄZKU I FACET NA KTÓREGO NIE MOŻNA LICZYĆ

na słowa że planuję wyprowadzkę oczywiście - agresja, jak ja tak mogę, on się w takim razie ze mna wyprowadza... jak ja tak mogę zostawic go z tym wszystkim, uważam sie przecież za idealną...

13

Odp: SAMOTNOŚĆ W ZWIĄZKU I FACET NA KTÓREGO NIE MOŻNA LICZYĆ
madziaaa21 napisał/a:

na słowa że planuję wyprowadzkę oczywiście - agresja, jak ja tak mogę, on się w takim razie ze mna wyprowadza... jak ja tak mogę zostawic go z tym wszystkim, uważam sie przecież za idealną...

no tak..z tym wszystkim=całym sprzątaniem , zmywaniem , całym mieszkaniem hehe no jak możesz o niedobra istoto!
przepraszam..
nie uważasz że jego agresywna reakcja na Twoją wyprowadzkę jest zachowaniem nieadekwatnym do sytuacji zakładając że on "chce dobrze" ?
poza tym .. te teksty o idealności ...

14

Odp: SAMOTNOŚĆ W ZWIĄZKU I FACET NA KTÓREGO NIE MOŻNA LICZYĆ

jego zdaniem ja nie widzę swoich wad, widze tylko jego wady, które ciagle mu wytykam... dzis po wielkiej kłótni posprzątal i chyba myśli, że tym wszytsko naprawi, niestety ja wiem, że następnym razem będzie to samo... Jednak gdybym mu to powiedziała, usłyszałabym : "No tak tak bo ty zawsze wszystko wiesz, wiesz jak będzie, to nie przypominaj mi o tym ciagle bo rzeczywiscie tak będzie". Nie raz juz stwierdził, że prze to że ja mu ciągle przypominam: "zmyj po sobie naczynia" albo "może byś w końcu poodkurzał" zniechęcam go do jakichklolwiek obowiazkówi TO WŁASNIE DLATEGO ON NIC NIE ROBI, BO JA MU PRZYPOMINAM. Albo jak się "upominam" o ten pie***rzony kwiatek, to przeciez on mi go nie kupi bo ja zapewne zaraz powiem, że kupił mi go dlatego, że się o niego upomniałam, ale załóżmy, rozmawialiśmy o tym dwa miesiące temu, przez dwa miesiace miał czas, żeby w jakikolwiek sposób sprawić mi drobną przyjemnośc, a jednak tego nie zrobił, bo niby cały czas się boi, że ja mu to wypomnę??? pfff

15

Odp: SAMOTNOŚĆ W ZWIĄZKU I FACET NA KTÓREGO NIE MOŻNA LICZYĆ

Może po prostu nie jesteście sobie pisani. Wiesz, związek dwojga ludzi jest po to by czerpać z niego przyjemność, być szczęśliwym, że kochamy i jesteśmy kochani. A Wy się cały czas kłócicie, nie dogadujecie się...Może to jest jakiś znak, że to już powinno być zakończone. Nie warto to ciągnąć jeżeli sami nie jesteśmy w tym szczęśliwi i złe chwile przysłaniają te piękne, bo nie o to tu chodzi. W związku trzeba być egoistą i dbać o siebie, jeżeli czujesz się nieszczęśliwa trzeba to zakończyć, bo skoro takie wrogie relacje są między Wami już na początku to nawet nie wiem co będzie później, po ślubie...Ale to już Ty musisz rozróżnić, czy warto w tym tkwić czy odejść. On się zachowuje po prostu jak dzieciak, dla mnie taki facet byłby nie warty uwagi.

16

Odp: SAMOTNOŚĆ W ZWIĄZKU I FACET NA KTÓREGO NIE MOŻNA LICZYĆ

Ile już jestescie ze sobą ? Z tego co piszesz to brakuje miedzy wami dotarcia i zrozumienia. Polecam szczerą rozmowę z partnerem. Rozmowa i jeszcze raz rozmowa. Myślę że wspólne podzielenie sie obowiązkami byłoby tutaj naprawde dobrym rozwiązaniem. Ty i On powinniscie dać tyle samo od siebie wysiłku.Wczułem się w to i wiem jak możesz sie czuć niezrozumiana. Rozumiem tez jego punkt widzenia o tym czepianiu się. Musicie spróbować poukładać to no a jeśli dalej bedzie to samo to jak post wyżej mozliwe ze nie jestescie sobie pisani. Pozdrawiam.

madziaaa21 napisał/a:

jego zdaniem ja nie widzę swoich wad, widze tylko jego wady, które ciagle mu wytykam... dzis po wielkiej kłótni posprzątal i chyba myśli, że tym wszytsko naprawi, niestety ja wiem, że następnym razem będzie to samo... Jednak gdybym mu to powiedziała, usłyszałabym : "No tak tak bo ty zawsze wszystko wiesz, wiesz jak będzie, to nie przypominaj mi o tym ciagle bo rzeczywiscie tak będzie". Nie raz juz stwierdził, że prze to że ja mu ciągle przypominam: "zmyj po sobie naczynia" albo "może byś w końcu poodkurzał" zniechęcam go do jakichklolwiek obowiazkówi TO WŁASNIE DLATEGO ON NIC NIE ROBI, BO JA MU PRZYPOMINAM. Albo jak się "upominam" o ten pie***rzony kwiatek, to przeciez on mi go nie kupi bo ja zapewne zaraz powiem, że kupił mi go dlatego, że się o niego upomniałam, ale załóżmy, rozmawialiśmy o tym dwa miesiące temu, przez dwa miesiace miał czas, żeby w jakikolwiek sposób sprawić mi drobną przyjemnośc, a jednak tego nie zrobił, bo niby cały czas się boi, że ja mu to wypomnę??? pfff

17

Odp: SAMOTNOŚĆ W ZWIĄZKU I FACET NA KTÓREGO NIE MOŻNA LICZYĆ
madziaaa21 napisał/a:

jego zdaniem ja nie widzę swoich wad, widze tylko jego wady, które ciagle mu wytykam... dzis po wielkiej kłótni posprzątal i chyba myśli, że tym wszytsko naprawi, niestety ja wiem, że następnym razem będzie to samo... Jednak gdybym mu to powiedziała, usłyszałabym : "No tak tak bo ty zawsze wszystko wiesz, wiesz jak będzie, to nie przypominaj mi o tym ciagle bo rzeczywiscie tak będzie". Nie raz juz stwierdził, że prze to że ja mu ciągle przypominam: "zmyj po sobie naczynia" albo "może byś w końcu poodkurzał" zniechęcam go do jakichklolwiek obowiazkówi TO WŁASNIE DLATEGO ON NIC NIE ROBI, BO JA MU PRZYPOMINAM. Albo jak się "upominam" o ten pie***rzony kwiatek, to przeciez on mi go nie kupi bo ja zapewne zaraz powiem, że kupił mi go dlatego, że się o niego upomniałam, ale załóżmy, rozmawialiśmy o tym dwa miesiące temu, przez dwa miesiace miał czas, żeby w jakikolwiek sposób sprawić mi drobną przyjemnośc, a jednak tego nie zrobił, bo niby cały czas się boi, że ja mu to wypomnę??? pfff

widzę że wszystko Twoja wina. przykro mi ale ja uważam że to nie ma sensu. strasznie się z nim męczysz.

18

Odp: SAMOTNOŚĆ W ZWIĄZKU I FACET NA KTÓREGO NIE MOŻNA LICZYĆ

dziwny typ człowieka... ale zeby zrozumiec co on ma w głowie musiszz nim porozmawiac, szczerze

19 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-11-21 16:49:59)

Odp: SAMOTNOŚĆ W ZWIĄZKU I FACET NA KTÓREGO NIE MOŻNA LICZYĆ

nie jesteś sama...



Mężatką jestem od 4 lat. A znamy się 7 lat. Przez pierwsze 5 lat układało nam się naprawdę fajnie i związek wydawało się będzie udany i stabilny. Niestety od dwóch lat stałam się największym wrogiem mojej teściowej (sprzeciwłam się numerologii i tekstowi, że jesli ochrzczę dziecko nie tego dnia co ona chce to dziecko umrze....). Od tej pory moje życie jest niszczone a ja jestem na każdym kroku opluwana i wyzywana. Nie mogę już psychicznie znieść tego uprzedzenia do mnie.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że mój mąż który zresztą był pogniewany przez wiele lat z matką (doprowadzilam do tego by się pogodzili) powiedział ze jest dummny z tego ze jego matka mnie wyzywa, zresztą robią to razem.

Udalo mi się męża namówić na terapię. Robiłam wszystko by ratować ten związek ale poszedł raz i powiedział, że zaden głupek psycholog nie bedzie mówił mu ze popełnia błędy, bo on ich nie popełnia.

Pewnie nasunie się wszystkim pytanie skąd treść rozmów (stenogramy). Mój małżonek zostawił je na dysku (współnym) i zapomniał o nich. Od dwóch lat zaczął mnie nagrywać, inwigilować wprowadzając faszystowsko stalinowskie metody do naszego domu. Niestety zapominając o plikach z nagraniami pokazał mi swoje drugie oblicze i to co mówi poza moimi plecami.

Doszło do sytuacji którą doradziła mi policjantka (zresztą jako prawnik wiedziałam że w końcu muszę zareagować), bym napisała i wysłała pismo wzywające do zaprzestania naruszania moich dóbr osobistych. Niestety nic nie dało.

Usunięte przez moderatora ze względu na naruszenie regulaminu forum.

20

Odp: SAMOTNOŚĆ W ZWIĄZKU I FACET NA KTÓREGO NIE MOŻNA LICZYĆ
derkez napisał/a:

dziwny typ człowieka... ale zeby zrozumiec co on ma w głowie musiszz nim porozmawiac, szczerze

Ale tych szczerych rozmów" było już mnóstwo i żadna nie przyności efektu

21

Odp: SAMOTNOŚĆ W ZWIĄZKU I FACET NA KTÓREGO NIE MOŻNA LICZYĆ
madziaaa21 napisał/a:
derkez napisał/a:

dziwny typ człowieka... ale zeby zrozumiec co on ma w głowie musiszz nim porozmawiac, szczerze

Ale tych szczerych rozmów" było już mnóstwo i żadna nie przyności efektu

co zamierzasz ?

22

Odp: SAMOTNOŚĆ W ZWIĄZKU I FACET NA KTÓREGO NIE MOŻNA LICZYĆ
Małgoś1985 napisał/a:

To było niesamowite uczucie, wyjątkowe. I... już nie jest.

Zatem... O co chcesz zapytać? Chyba wszystko jasne? Twoje serce mówi wyraźnie - było, minęło.

Małgoś1985 napisał/a:

On jest nieczuły na moje uczucia.

A jaki ma być?  Należysz do niego, więc się nie przejmuje.


Małgoś1985 napisał/a:

umówiłam się do lekarza. Mój facet miał iść ze mną- wiadomo, żebym nie zasłabła itp. W tym dniu pokłóciliśmy się o pierdołę życia codziennego i oczywiście on wyszedł, chociaż wcześniej zapewniał że oczywiście pójdzie ze mną,

I w tym momencie przestałby być moim chłopakiem. Ale nie jesteś mną...

Małgoś1985 napisał/a:

jak przestraszona i zapłakana zadzwoniłam do niego bo lekarz kazał mi natychmiast jechać na SOR zrobić TK głowy, to przyszedł po mnie i pojechaliśmy razem.

Łaskawca... Cholera jasna.

Małgoś1985 napisał/a:

Kolejny przykład- świeży. Umarła mi babcia i jadę na pogrzeb. Sama pociągiem ( mimo że leczę anginę), bo mój facet ma szkolenie niby " z którego bardzo trudno się wypisać". Potrafię to zrozumieć, gdyby naprawdę tak było.

Kolejny przykład, że olewa. Wiesz, że kłamie, wykręca się. A jesteście razem zaledwie chwilę. Wiesz jak Cię będzie traktował za 20 lat? Wyobraź to sobie.




Małgoś1985 napisał/a:

Bo poza " trudnymi" sytuacjami on jest " do rany przyłóż", kochany czuły.
No poza moim płaczem. Gdy płaczę on nie robi nic, siedzi na kompie albo ogląda TV, moje uczucia i to że płaczę wtedy przez niego nie mają dla niego żadnego znaczenia. Totalna olewka.

Jeśli on jest Twoim zdaniem czuły, jak w takim razie zachowuje się nieczuły?

Małgoś1985 napisał/a:

No i sprzątanie.. Ostatnio powiedział mi ze go ciągle krytykuje, a on chciałby żebym go akceptowała taki jaki jest. Taaaa.. tylko to krytykowanie polega na tym, że sam z siebie nic nie posprząta (no od wielkiego dzwonu), chyba ze mu powiem to z mina cierpiętnika zwlecze się zza komputera  i zrobi o co proszę.

Zwróć uwagę na to, że on Ci robi łaskę. Nie jest szczęśliwy, mogąc coś dla Ciebie zrobić. Nie jesteś dla niego kobietą jego życia, tylko balastem, zrzędą. Jak ma ochotę na seks albo przytulanie, to skorzysta z Twojej obecności. No i ma darmową sprzątaczkę.

Małgoś1985 napisał/a:

czuje że traktuje mnie jak sprzątaczkę, odpowiada że jakże, nie, no skąd.

Dlaczego nie wierzysz swoim odczuciom, tylko jego słowom, nie popartym działaniami? Jest to dla mnie wielką tajemnicą: dlaczego mądra, dobra, piękna kobieta, która powinna być traktowana jak księżniczka, pozwala się traktować jak darmowa służąca i nic z tym nie robi. Poza jęczeniem.

Małgoś1985 napisał/a:

pranie wiszące i góra naczyń w aneksie kuchennym przez kilka dni przy mieszkaniu 25 m, czekające aż się nim zajmę to przesada.

W rzeczy samej.

Małgoś1985 napisał/a:

Komputer.... tak, jego miłość numero uno. Komputer i gry. Jak usiądzie to go nie ma. Kilka godzin ?? a jakże , nie ma problemu. A Tylko zwróć mu uwagę, ze siedzi za długo ( tłumaczenie : za długo to nie godzina, to potrafi być nawet do 6 godzin/ dzień) to w zależności od humoru -1. przez godzinę- tak Kochanie, jeszcze skończę tę bitwę i wyłączam 2. oburzenie- " czy ja nie mogę mieć czasu dla siebie . Kochanie możesz! ale nie dzień w dzień kilka godzin na kompie..a

Czy on ma więcej niż 12 lat? Bo jakoś nie wywnioskowałam z opisu, żeby się zachowywał dojrzalej niż przeciętny dwunastolatek.

Małgoś1985 napisał/a:

Zdaję sobie sprawę z tego że nie jestem ideałem, mam wady jak każdy człowiek, ale potrzebuje po prostu wsparcia od człowieka który twierdzi że mnie kocha...

Błąd w założeniach. Jesteś idealna, dla tego, kto pokocha Ciebie. Ale nigdy dla tego, co jest z Tobą, bo mu tak wygodnie. I jeśli czegoś chcesz, to przestanie być wygodnie, a on o swoją (!) wygodę będzie walczył jak o niepodległość.

Kobietki kochane! Po co się zgadzacie na coś, co Wam nie odpowiada? Facet uważa, że skoro z nim jesteś, to znaczy, że jest Ci dobrze. On by za cholerę z Tobą nie był, gdyby mu coś nie pasowało. Jak mu nie pasuje - znika. Albo wychodzi i strzela focha. W celu naprawienia Ciebie. Żebyś znów chodziła jak zegareczek.

A kopnijże go w wiadome miejsce i niech męczy inną kobietę. Może znajdzie taką, która to lubi i realizuje się szorując kibel.

23

Odp: SAMOTNOŚĆ W ZWIĄZKU I FACET NA KTÓREGO NIE MOŻNA LICZYĆ
ogień napisał/a:
madziaaa21 napisał/a:
derkez napisał/a:

dziwny typ człowieka... ale zeby zrozumiec co on ma w głowie musiszz nim porozmawiac, szczerze

Ale tych szczerych rozmów" było już mnóstwo i żadna nie przyności efektu

co zamierzasz ?

Nie mam pojecias  co mam robic, to wszystlo nie jest takie proste, mieszkamy razem plus dwójka współlokatorów.. nie moge ot tak sie wynieść, bo przecież jest miesiąc wypowiedzenia, a kto za mnie zapłaci za ten miesiąc. On powiedział, że jak ja się wyprowadzam to wyprowadza się razem ze mną "bo nie potrafi już mieszkac beze mnie" a poza tym nie bedzie mieszkał w pokoju przecież kimś obcym (gdybyśmy kogoś znaleźli). Pomieszkanie sobno przez jakiś czas też nie wchodzi wg niego w grę, "bo to na pewno pogorszy miedzy nami sytuację". Do domu rodzinnego nie ma sensu wracać, bo co ja tam będe robiła, to jest wieś, także zero perspektyw a poza tym tu, w stolicy mam szkolę w weekendy i marną pracę, gdyż ciągle nie ma zleceń (więc z wynajęciem pokoju też poszaleć nie bardzo mogę);/
Więc i tak źle i tak nie dobrze sad
Dziś była kolejna "szczera rozmowa", tak jak radziła derke. Raz mówi, że musimy cos zmienić (ale broń boże nie mieszkac osobno bo on tak nie potrafi i wyprowadzi się razem ze mną) najlepiej zamieszkać zupełnie oddzielnie tylko we dwoje, bez współlokatorów (tez brudasów strasznych) i wtedy na pewno będzie lepiej, pff już to widzę... Poza tym twierdzi dalej, że to ja uważam że wszyscy wokół sa be a tylko ja jestem cacy i nie widze swoich wad (zapomniał już o wczorajszej rozmowie) i że wszystko zwalam na niego. Jak zawsze odwracam kota ogonem, oczywiście to ja się wydzieram i on nie rozumie dlaczego od razu krzyczę, ale jak on przeklnie i podniesie głos to już jest dobrze i jakoś noe zwraca uwagi na to, że jest mi przykro.
Powiedzmy, że jakoś udało się w  końcu normalnie porozmawiać i jak na razie to stanęło na niczym tak naprawdę, bo nie mam jak się wyprowadzić.

24 Ostatnio edytowany przez madziaaa21 (2012-11-22 08:32:02)

Odp: SAMOTNOŚĆ W ZWIĄZKU I FACET NA KTÓREGO NIE MOŻNA LICZYĆ
wytrwały napisał/a:

Ile już jestescie ze sobą ? Z tego co piszesz to brakuje miedzy wami dotarcia i zrozumienia. Polecam szczerą rozmowę z partnerem. Rozmowa i jeszcze raz rozmowa. Myślę że wspólne podzielenie sie obowiązkami byłoby tutaj naprawde dobrym rozwiązaniem. Ty i On powinniscie dać tyle samo od siebie wysiłku.Wczułem się w to i wiem jak możesz sie czuć niezrozumiana. Rozumiem tez jego punkt widzenia o tym czepianiu się. Musicie spróbować poukładać to no a jeśli dalej bedzie to samo to jak post wyżej mozliwe ze nie jestescie sobie pisani. Pozdrawiam.

madziaaa21 napisał/a:

jego zdaniem ja nie widzę swoich wad, widze tylko jego wady, które ciagle mu wytykam... dzis po wielkiej kłótni posprzątal i chyba myśli, że tym wszytsko naprawi, niestety ja wiem, że następnym razem będzie to samo... Jednak gdybym mu to powiedziała, usłyszałabym : "No tak tak bo ty zawsze wszystko wiesz, wiesz jak będzie, to nie przypominaj mi o tym ciagle bo rzeczywiscie tak będzie". Nie raz juz stwierdził, że prze to że ja mu ciągle przypominam: "zmyj po sobie naczynia" albo "może byś w końcu poodkurzał" zniechęcam go do jakichklolwiek obowiazkówi TO WŁASNIE DLATEGO ON NIC NIE ROBI, BO JA MU PRZYPOMINAM. Albo jak się "upominam" o ten pie***rzony kwiatek, to przeciez on mi go nie kupi bo ja zapewne zaraz powiem, że kupił mi go dlatego, że się o niego upomniałam, ale załóżmy, rozmawialiśmy o tym dwa miesiące temu, przez dwa miesiace miał czas, żeby w jakikolwiek sposób sprawić mi drobną przyjemnośc, a jednak tego nie zrobił, bo niby cały czas się boi, że ja mu to wypomnę??? pfff

Tylko, że chodzi o to, że podział obowiązków w mieszkaniu jest, tzw. kolejka sprzątania, podzielona na 4 osoby, nas i dwójkę współlokatorów. Niestety nikt oprócz mnie się do tego nie stosuje... A ja mam po prostu już dość ciągłego chodzenia i upominania się, słuchajcie jest syf w mieszkaniu, może byście posprzątali, już mam tego dość bo tak naprawdę tylko ja robię to ciągle, bo mi to przeszkadza, jak na korytarzu czy w kuchni lepi mi się coś do stóp, jak widać im to nie przeszkadza i tu kolejna sprawa... Tomek też twierdzo, że mu to przeszkadza, jak on czasem cos posprząta to się bulwersuje, że ktoś tego nie uszanował, ale jak trzeba zwrócić uwagę i ich mówiąc delikatnie opier***** to zostaje z tym sama, bo on zachowuje się jakby znajomym nie miał śmiałości zwrócić uwagi... albo mówi do mnie - oj po co jak to i tak nic nie pomoże.

25

Odp: SAMOTNOŚĆ W ZWIĄZKU I FACET NA KTÓREGO NIE MOŻNA LICZYĆ

tak na szybko to przychodzi mi do głowy takie rozwiązanie aby totalnie zapuścić mieszkanie.. (kup sobie dobre ciapy) przylepiać się do podłogi aż dotąd dokąd sami nie posprzątają.. dlaczego nic nie robią ?bo wiedzą że Ty to zrobisz. Twój chłop-leń też. najlepiej byłoby abyś ich zostawiła wraz z tym brudem i syfem niech się przykleją do podłogi któregoś razu tak że aż się nie odkleją i spleśnieją  big_smile

26

Odp: SAMOTNOŚĆ W ZWIĄZKU I FACET NA KTÓREGO NIE MOŻNA LICZYĆ

No to tak do końca nie działa- zrobiłam tak kiedyś i hmm.... jemu to nie przeszkadzało przez dłuższy czas. Nie ma naczyń? to co - umyje jeden kubek, na ziemi pełno " kotów", nie widzi tego ( może cieszy się ze mamy zwierzątka, chociaż kotów nie lubi)

Dobra rada- potrząsnąć nim. Ja po tej sytuacji z pogrzebem jak się spotkaliśmy to mu jasno powiedziałam - koniec, nie chcę tego ciągnąć, chcę się wyprowadzić. I nie były to puste słowa, naprawdę tego chciałam. Prosił mnie o szansę i postanowiłam ostatni raz mu ją dać- jest lepiej, ale zobaczymy jak długo.Powiedziałam mu że jak jeszcze raz mnie zawiedzie w ważnej sprawie to ma wyp.... ( dosłownie) i mam zamiar się tego trzymać
A w codzienności bywa różnie, jedne rzeczy się nie zmieniły w innych trochę lepiej
Wg kabaretu podobno facet zrobi to o co się go prosi ( i naprawdę nie trzeba mu co pół roku przypominać)

27

Odp: SAMOTNOŚĆ W ZWIĄZKU I FACET NA KTÓREGO NIE MOŻNA LICZYĆ

a teraz znów myślę o rzuceniu wszystkiego w diabły

28

Odp: SAMOTNOŚĆ W ZWIĄZKU I FACET NA KTÓREGO NIE MOŻNA LICZYĆ

Rzuc gnoja i sie nie przejmuj.Zaslugujesz na prawdziwego faceta a nie szczyla.

29

Odp: SAMOTNOŚĆ W ZWIĄZKU I FACET NA KTÓREGO NIE MOŻNA LICZYĆ
Małgoś1985 napisał/a:

a teraz znów myślę o rzuceniu wszystkiego w diabły

a co się stało? Mój się poprawił i to bardzo, a przynajmniej na razie.... tylko pomimo tego, że teraz jest super i wiele rzeczy robimy razem, albo on robi je sam z siebie, co raczej wcześniej się nie zdarzało (wygląda na to, że w końcu coś do niego dotarło), nawet po każdej kolejnej rozmowie... to boję się, że potrwa to tylko chwile i znowu będzie wszystko jak dawniej...;(

Posty [ 30 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » SAMOTNOŚĆ W ZWIĄZKU I FACET NA KTÓREGO NIE MOŻNA LICZYĆ

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024