Witajcie!:)
Jak wiele/wielu z Was piszę, aby ktoś podtrzymał mnie na duchu, spojrzał obiektywnie, doradził.
Mam 23 lata, studiuję, jestem w prawie 3 letnim związku, mieszkamy we własnym m. Wydaje mi się, że wszystko powinno być w porządku. Problem w tym, że nie jest. Wiem, że punkt zapalny tkwi we mnie. Nie jestem już tą samą osobą co choćby 2 lata temu. Częściej popadam w depresyjny nastrój, nie mam wielu bliskich mi osób, stałam się bardziej nerwowa, mniej dbam o siebie. Straciłam motywację nawet żeby dbać o własne zdrowie. "Zapuszczam się" coraz bardziej jednocześnie marudząc z tego powodu. Nie czuję się szczęśliwa sama ze sobą, patrząc w lustro widzę młodą kobietę z kompleksami, wielkim brzuchem, bez pasji. Chyba stąd to wszystko. Nie wiem. Chłopak mnie akceptuje. Widząc mój brak szczęścia, narzekanie stara motywować. A ja? Zamiast słuchać Jego dobrych rad jeszcze na niego krzyczę. Potrzebuję pomocy. Potrzebuję jakiegoś drogowskazu, bodźca. Codziennie staram się zasypiać z myślą, że następny dzień będzie lepszy. Jednak od 3 miesięcy każdy wygląda podobnie. ![]()