Witajcie!!
Ja, jak to ja, od czasu do czasu muszę sobie wynaleźć jakiś problem. Tym razem padło na moich współlokatorów. Niedawno wprowadziłam się do mojego TŻ. Wszystko pięknie, ładnie, tylko współlokatorzy okrutnie działają mi(i nie tylko mnie) na nerwy. Chodzi o ich niechlujstwo i powroty do domu.
Otóż mieszkam, oprócz mnie i TŻ, z dwiema parami. Jedna z nich jest ok, spędzamy dużo czasu razem, wychodzimy gdzieś, czy zwyczajnie siedzimy razem w domu. Druga z kolei... Tragedia. Nie sprzątają po sobie, jak już to tak, że nie widać. Jak się ich o to poprosi- reakcja była, ale tylko chwilowa. I to jeszcze w czasie, gdy chłopak współlokatorki był tutaj. Kiedy tylko wyjechał do Hiszpanii na wymianę jest źle. Żadnych reakcji, rozmowy i uwagi nic nie przynoszą. Dziewczyna, która zresztą pomieszkuje tutaj, nie płaci za siebie ani nic, potrafi w trakcie okresu zostawiać przesiąknięte krwią tampony na pralce. To samo jest z brudnymi majtkami itp. Ostatnio zaczęłam z drugą z dziewczyn wieszać karteczki typu: tampony/podpaski zawija się w papier i wyrzuca do śmieci. Jeszcze za to oberwałyśmy, bo niby nie będziemy jej zwracać uwagi. To samo było z naczyniami- ich mogą z tydzień stać i nic sobie z tego nie robią. Jest ustalony grafik kto, kiedy i gdzie sprząta. Nasza trójka się stosuje, oni mają to w nosie.
Co do powrotów, mi aż tak one nie przeszkadzają, bo mieszkamy z TŻ w innym pokoju. Ale tamta czwórka gnieździ się w jednym pokoju. Jednak potrafią o 4 wrócić do domu, kompletnie pijani, i wrzeszczeć. W pokoju nie wiem, co się dzieje, ale koleżanka codziennie wspomina, że potrafią całą noc się kłócić, krzyczeć na siebie siebie i mieć wszystko w głębokim poważaniu. Nie ważne, że ktoś jest obok i śpi czy nie.
Nie wiemy już co robić z nimi, bo nie da się tego wytrzymać. Doszliśmy do wniosku, że nie będziemy sprzątać za nich, ale z drugiej strony kto chce robić coś do jedzenia, kiedy kuchnia jest cała brudna?