Może wy pomożecie
walczyć czy odpuścić ???
nie wiem nawet czy ktoś to przeczyta czy komuś będzie się chciało czytać historię mojego życia.....
Zacznę może tak z moim mężem jesteśmy 3 lata po ślubie wcześniej byliśmy ze sobą 6 lat ... zaczęło się jak w każdym związku- pięknie prawie nigdy się nie kłóciliśmy zawsze udawało nam się wyważyć i któraś strona odpuszczała dla wszystkich idealna para i my chyba też w to wierzyliśmy przynajmniej ja ... czas mijaj dobiliśmy do ślubu choć zawsze twierdziłam że to tylko papier to zależało mi na uroczystości i przysłowiowym "najpiękniejszym dniu w życiu" ... a po ślubie tak jak się często słyszy wszystko się zmieniło szczególnie że mojemu mężowi zmarł tata (wcześniej zmarła mama) mówił że teraz ma tylko mnie (pomimo swego rodzeństwa) otwarliśmy własna małą firmę warsztat samochodowy (obok domu )i zaczęły się kłopoty ... wszechobecni koledzy kompani do piwa i innych trunków mąż już przestał patrzeć na zegarek i coraz później wracał do domu jak schodziłam do warsztatu to mawiał "kochanie idź na górę ja zaraz przyjdę" ale to jego zaraz zawsze się przeciągało.... cudowny sex był obecny w naszym życiu ale ja często starałam się go zmusić aby przestał pić więc warunek był "masz być trzeźwy" (często i tak odpuszczałam) ja pracuję staram się dobrze wyglądać mój mąż po alkoholu stawał się bardzo zaborczy przeszkadzało mu że mam koleżanki że chcę czasami gdzieś z nimi wyjść starał się ograniczać mnie ja często dla dobra nas rezygnowałam z realizowania siebie oraz z babskich przyjemności byle być z nim ale to nic nie dało mąż jak miał ochotę to pomimo tego że ja zrezygnowałam dla niego ze swoich planów on wychodził z domu na piwo .... przez około rok wmawiał mi zdradę na każdym kroku ... jak przyjechałam z pracy 20 min za późno to już było źle bo na pewno kogoś poznałam jak zapragnęłam zmienić telefon to tez był problem bo na pewno chce z kimś utrzymywać kontakt a zresztą "po co Ci lepszy" problemem było również to że pracuje w dużym mieście a mieszkamy w małym miasteczku i zaczęło się że tam ludzie mnie zmienili ( nie uznawał że staję się starsza i moje poglądy po prostu się zmieniają zaczynam żyć realnie a nie marzeniami ) (może w końcu zdradzę nasz wiek ja mam 26 mąż 30)już przestał się chyba nawet cieszyć że ma wykształcona żonę z ambicjami (skończyłam studia robię obecnie studia podyplomowe , on skończył szkołę zawodową - nigdy mi to nie przeszkadzało) z powodu szkoły oczywiście też zaczęły się problemy bo oczywiście weekendy - " pewnie nie masz szkoły tylko się z kimś umówiłaś - zawsze śmiałam się, tłumaczyłam, czasami jak brakło nerwów płakałam "mam tylko Ciebie i tylko na Tobie mi zależny czasami stwierdzałam jak mi nie ufasz to sprawdź - ale rób to tak abym o tym nie wiedział... czas nam mijał w takiej małej szarpaninie uczuć czasami było to już ponad moje siły szczególnie jak dochodziły problemy w pracy a ja nawet nie mogłam się nikomu zwierzyć ... Najważniejszą sprawą dla mnie stało się posiadanie dziecka mąż stwierdził że on też pragnie maluszka niestety czas mijał i nic ja udałam się do lekarza który poradził badania ... czekałam jeden miesiąc, drugi trzeci pół roku , rok a mój mąż nie zdecydował się na zbadanie siebie na pomoc nam (czasami mówił że załamałby się jakby się dowiedział że nie może mieć dzieci tłumaczyłam że lekarz jest po to by pomóc (ale tak naprawdę to nie chodziło o żadne rzekome załamanie tylko aby badania były wiarygodne to nie można pić przez kilka dni gdy takie argumenty wysunęłam mężowi ten stwierdził że on by nie był w stanie wytrzymać bez seksu - ale pił codziennie więcej lub mniej ale codziennie .... codziennie też zaczęły się wywody o zdradzie ... czułam się stłamszona w złotej klatce bo oczywiście po odseparowaniu ,mnie od znajomych nie udało mu się mu tylko namówić mnie do rezygnacji z pracy to stało się dla mnie jedyna odskocznią kochałam męża bardzo nigdy nie przypuszczałabym że potrafię posunąć się do czegoś takiego .... ale stało się czara goryczy pękła gdy mąż po raz pierwszy powiedział do mnie że "jesteś zwykłą szmatą " wartą mniej niż taka ścierka nigdy nic nie zrobiłam wręcz przeciwnie zawsze wycofywałam się z męskiego towarzystwa byle mu tylko nie dawać powodów do kolejnych wywodów o zdradzie .... ale po takich słowach i półtora roku samotności z domowym piekłem, alkoholikiem i piętnem wiecznej zdrady stało się zdradziłam męża ze starszy mężczyzną stwierdziłam teraz możesz mi mówić że Cię zdradzam że jestem szmata, dziwka i inne .... spotkałam się z tamtym mężczyzna 3 razy na kawie rozmowie a za czwartym wylądowaliśmy u niego w domu w łóżku .... po jakimś czasie mąż się dowiedział świadomie zostawiłam telefon z sms-em od tamtego chciała zakończyć moje małżeństwo które bez dziecka i bez zaangażowania męża było dla mnie puste a po za tym miałam ogromne wyrzuty sumienia stwierdziłam że nawet po takich przeżyciach nie miałam prawa go zdradzić wyrzuty stały się nie do zniesienia i dlatego zostawiłam sms aby po prostu go przeczytał i rozstaniemy się. Ale wszystko potoczyło się nie tak dziś po pół roku po mojej zdradzie przezywam piekło nie mogę się uwolnić od męża jesteśmy chyba obydwoje od siebie uzależnieni ... nienawidźmy się a zarazem kochamy on nie nawiedzi mnie za to co zrobiłam nie widzi w sobie żadnych powodów dla których ja mogła to zrobić , ja nie nawiedzę go za to że uważam że to przez niego zniszczyliśmy swoje życie że to on nieświadomie pchną mnie do zdrady ale pomimo tego wszystkiego, rozchodzimy się na dwa trzy dni aby potem znowu zamieszkać razem na jakiś tydzień i tak w kółko najgorsze jest to że mąż trzy tygodnie temu podniósł po raz pierwszy na mnie rękę parę dni temu drugi raz jego wyzwiska w stosunku do mnie stają się czasami nie do zniesienia ale ja i tak odkryłam na nowo że go kocham wiem nasza miłość jest chora wiem również to że on nigdy nie wybaczy mi zdrady wczoraj powiedział że ja jestem już tylko dla niego do łóżka że on cierpi i nie może myśleć o niczym innym ... wyprowadziłam się na nowo bo nie mogłam znieść raniących słów ja też cierpię znam swoją winę chciałabym cofnąć czas ale tego zrobić się nie da a teraz nie wiem co robić czekam jak głupia na telefon od niego ale już nie mam siły się chyba tak szarpać .... coraz częściej mam myśli samobójcze bo przecież to ja przekreśliłam wszystko ja zdradziłam,..... myślę o rozwodzie ale tak bardzo go kocham że nie chcę aby mnie zostawił myślę że nie dam rady być sama pomóżcie co mam zrobić odejść a może trwać w takim związku może uda nam się jeszcze wszystko odbudować ... ciężko skrócić tyle przeżyć aby wam je opisać proszę was o pomoc i zrozumienie mojego życia
Wiesz co Ci powiem masz racje jesteś chora uzależniona od męża....ale masz szanse bo jesteś tego świadoma sobie pomóc przede wszystkim zdajesz sobie sprawę z twego stanu a to już pierwszy krok następnym jest odejście od męża.On cie zniszczy jak tego nie zrobisz psychicznie a jak zacznie cie bić to i fizycznie a przecież jesteś młodą kobietą wykształconą masz pracę masz przyjaciół zwijaj manatki i uciekaj ratuj siebie. Zdrady nie cofniesz ale przy pomocy specjalisty uporasz sie z nią.Mąż jest w nałogu ale ty nie możesz mu pomóc bo ty sama wymagasz pomocy.
Jak każdy nałogowiec musi upaść na samo dno żeby zrozumieć że picie to nie wyjście i nie sposób na życie.Masz szanse żeby coś zmienić skoro tu napisałaś przestań zadręczać sie tą zdradą nic ci to nie da jesteś zbyt rozbita teraz pozwól sobie pomoc i idź na terapie zobaczysz to z innej strony.
Witaj,
Popierając wypowiedź poprzedniczki, że
jesteś chora uzależniona od męża....ale masz szanse bo jesteś tego świadoma sobie pomóc przede wszystkim zdajesz sobie sprawę z twego stanu a to już pierwszy krok następnym jest odejście od męża.On cie zniszczy jak tego nie zrobisz psychicznie a jak zacznie cie bić to i fizycznie a przecież jesteś młodą kobietą wykształconą masz pracę masz przyjaciół zwijaj manatki i uciekaj ratuj siebie. Zdrady nie cofniesz ale przy pomocy specjalisty uporasz sie z nią. Mąż jest w nałogu ale ty nie możesz mu pomóc bo ty sama wymagasz pomocy. Jak każdy nałogowiec musi upaść na samo dno żeby zrozumieć że picie to nie wyjście i nie sposób na życie. Masz szanse żeby coś zmienić skoro tu napisałaś przestań zadręczać sie tą zdradą nic ci to nie da jesteś zbyt rozbita teraz pozwól sobie pomoc i idź na terapie zobaczysz to z innej strony.
takie uzależnienie - pogrubiona wypowiedź Muszki28 - to z jednej strony współuzależnienie a z drugiej... makabryczny typ związku zwany toksykiem. A osoba - w tym wypadku Twój mąż - stosująca taką "taktykę" jest zdolna za wszelką cenę postawić na swoim, do potwornej manipulacji psychicznej, szantażu emocjonalnego i co za tym idzie do rękoczynów włącznie. Sam jestem ofiarą toksyka, więc wiem co mówię.
Terapia i terapeutyczne grupy wsparcia to pomoc bardzo wskazana dla Ciebie.
Nie da się ukryć i sama siebie nie oszukasz, że jesteś wrakiem człowieka. Jedynym ogromnym plusem w Waszym związku jest to, że nie ma dziecka. To on Cię wpędził w zdradę poprzez szantaż i manipulację i nie odbieraj tego jako w całości Twoją winę.
Popieram bez dwóch zdań, byś wyprowadziła się od męża [rozwód to ostateczność i zostaw to na koniec] do rodziny, przyjaciół. Gdziekolwiek byle z dala od niego. I nie wracaj na jego czułe słówka i maślane oczy. Zajmij się sobą z pomocą specjalisty, bo sama nie dasz rady wyjść na prostą.
Jeśli znów podniesie na Ciebie rękę, zgłoś to na policję, zrób obdukcję i załóż mężowi niebieską kartę na policji - tak to się chyba nazywa.
WALCZ O SIEBIE I SWOJĄ GODNOŚĆ!!!
Ktoś na tym forum kiedyś napisał, że mężczyzna zdradza by podtrzymać swoje małżeństwo, a kobieta by swoje zakończyć. W tym przypadku ciężko się z tym stwierdzeniem nie zgodzić. Jedyne co mogę Ci powiedzieć to to, że rozwieść się zawsze zdąrzysz!!
K.
Witaj Kukunka,
sytuacja nie jest prosta, niemniej zgadzam się z przedmówcami, praca nad małżeństwem to rownież praca nad sobą, a może przede wszystkim nad sobą.
Powiem Ci że całkiem niedawno zetknąłem się z sytuacją zdrady ze strony kobiety po której w życiu bym się tego nie spodziewał... Niemniej czuła sie po prostu pominięta, mąż zwracał uwagę gdy się lepiej ubrała, zmieniła fryzurę, etc, etc... Ale to zwrócenie uwagi polegało właśnie na podejrzeniach o zdradę, "a po co" , "a coś się tak wypindrowała" etc, etc... Poza tym przestał zauważać w niej kobietę...
To ją pchnęło w końcu... Przyznała się mężowi i cierpi... Nie ma chyba takich akcji jak u Ciebie, niemniej jest trudno...
I podobnie jak Bags, twierdzę że powinnaś udać się do specjalisty celem znalezienia pomocy. Skoro pracujesz w większym mieście,możesz się udać do poradni związanej z rozwiązywanie problemów alkoholowych, są tam poradnie dla żon alkoholików, tudzież terapia indywidualna...
Potem sądzę, zaproponuj wspólną terapię mężowi, jego praca nad sobą też jest konieczna, by móc mówić o utrzymaniu małżeństwa, sama tego nie uciągniesz...
Powodzenia i pozdrawiam.
6 2012-09-04 20:41:25 Ostatnio edytowany przez zoomit (2012-09-04 22:07:12)
witam,wiem że jest to forum dla kobiet,a jestem facetem,ale mam problem,bardzo poważny,i nie bardzo mam z kim porozmawiać,zasięgnąć porady.bardzo proszę o szczere odpowiedzi,jeśli to możliwe.
moze zaczne od tego że byłem w związku z kobietą od 4 lat.poznaliśmy się zupełnie przypadkowo,no...i zaiskrzyło.ja kawaler,po jednym nieudanym związku,ona panna z 4 letnia córeczką.przez pierwsze miesiace było bardzo fajnie,oboje byliśmy sobą nienasyceni,bardzo się kochaliśmy.problemy zaczęły sie od tego że nasi wspólni znajomi z przeszłości,bo pochodzimy z tego samego środowiska zaczęli się krytycznie o mnie wypowiadać.nie znam nawet motywów jakimi się kierowali.starałem się być jak najlepszy,pracowałem,opiekowałem się dzieckiem,gotowałem,sprzatałem.jednym słowem robiłem wszystko by było jak najlepiej,ale partnerka ciągle wymawiała mi to co mówią znajomi.były kłótnie pod czas których wychodziłem z domu,poniewaz uwazałem że dziecko nie powinno wysłuchiwać takich słów.pózniej zgoda,jakiś czas dobrze,i znowu to samo.minęły trzy lata,oboje zapewnialiśmy się nawzajem o wielkim uczuciu,ona nawet mówiła ze do puki mnie nie poznała to nie wiedziała co to jest miłość.wielu z moich znajomych ostrzegało mnie przed nią,ponieważ znali ją z przeszłości.ale nigdy nie mówiłem jej o tym,bo uważałem ze jesli sie kochamy to żadna nawet najgorsza przeszłość nie ma znaczenia.rok temu w marcu posprzeczaliśmy się,no i się wyprowadziłem,ale bardzo mnie do niej ciągnęło,jak i do dziecka które pokochało mnie jak ojca,a ja odwzajemniałem jej to uczucie.mieliśmy ze sobą zawsze dobry kontakt.po mojej wyprowadzce ona zaczęła sie z kimś spotykać ja zaś prosiłem o powrót,trwało to ok miesiąca,i sie zgodziła,byłem w ów czas bardzo szczęsliwy,pełen nadzieji że sie w końcu ułoży.i chyba sie przeliczyłem,zaczęła zabraniać mi kontaktów z rodzina,matką,bratem.sprawdzała moje połączenia tel.skasowała profil na NK.tylko ze ja nic nie ukrywałem,bo skoro go skasowała to znaczy że miała do niego dostęp.rzadziej się kłóciliśmy,aczkolwiek były spięcia.ona studiowała ja prowadziłem firmę.pojechaliśmy na wakacje za granice ,wróciliśmy i nie wiadomo skąd znowu konflikt,znowu rozstanie,nie dzwoniliśmy nie pisaliśmy,az ona pierwsza sie odezwała,w momencie kiedy byłem już spakowany bo zamierzałem wyjechać za granice zeby to wszystko sobie jakoś uporzadkować,spotkaliśmy sie było cudownie(łóżko)i wyjechałem cały czas mielismy ze sobą kontakt.no i po miesiacu postanowiliśmy że tym razem sie nam uda.i znów jakiś czas było cudownie,zaręczyliśmy się,starałem się jak najbardziej mogłem,rzuciłem palenie,robiłem wszystko dla niej,tylko niech jest szczęsliwa.rozmawialiśmy o slubie,bo o dzieciach mowy nie było.dzieci-konflikt,wiec nie poruszałem tego tematu.ale po upływie trzech miesięcy wszystko zaczęło się sypać,po mimo moich starań,mieszkaliśmy w jej mieszkaniu,ale inwestowałem w nie jak w swoje.nowa kuchnia sprzęt,itd.rano odprowadzałem dziecko do szkoły szedłem do pracy,po pracy odbierałem dziecko od jej matki,wracałem do domu,i musiałem jeszcze gotować bo moja pani tego nie zrobiła,lubie gotować więc nie robiłem awantur,ale przykro było nie mieć obiadu po całym dniu pracy,zwłaszcza gdy moja ukochana kończyła prace o 13.00.zaczałem palić więc został wprowadzony że tak się wyraże zamek na sex,bo jej smierdzi i ona nie bedzie tego wąchać.ok.znosiłem to .któregoś dnia pojechałem po nią do pracy chciałem z nia pomówić,o nas,znalezc jakiś kompromis.i zostałem na starcie spalony,bo zaproponowała wyprowadzkę,jak to powiedziała zeby sie nie znienawidzić.ok jej mieszkanie pomyslałem i wyprowadziłem się .to było w styczniu.chodziłem do niej i zdziwienie było ogromne bo wchodze któregoś dnia ,a ona pali na balkonie.to jest fair.?zaczęło mnie to irytować wiec jej to wygarnałem,ale dalej tam chodziłem ,głównie to chyba do małej,bo tak nazywałem jej córeczkę.czasem nocowałem oczywiście do niczego nie dochodziło,czasem wracałem do domu.w marcu wyjechałem za granice,ale mieliśmy kontakt,oficjalnie byliśmy ze sobą.pod koniec kwietnia pojechałem do PL myslałem ze będzie normalnie,i zonk.nie bardzo miała czas,koleżanki,imprezki,a ja z dzieckiem w domu.ponownie wyjechałem miałem wrócić na urodziny jej córki,ale okazało sie że nie ma szans bym mogł dostać urlop w tym terminie.więc pojechałem tydzien pózniej.oczywiście były pretensje,obwiniania, dodam ze zawsze musiałem ją przepraszać.ok.no i sytuacja sie powtórzyła,imprezki ,koleżanki.dobra urlop minął wyjechałem,pomagałem jej cały czas finansowo od początku pobytu.miałem wrócić na nasze wspólne wakacje,oczywiście zagraniczne bo inne się nie liczyły.nadszedł czas powrotu,jestem w PL,naprawiłem auto,dzwonie do niej,a ona mówi że idzie na dyskotekę ze znajomymi.nawet nie proponując mi żebym jej towarzyszył .zabolało mnie to,i następnego dnia sie nie odezwałem,spotkałem się z kumplami na piwie i tak podchmielony wróciłem do siebie-nie do niej,zadzwoniła do mnie z wyrzutami,ze nie chce z nią spędzać czasu,więc moja odpowiedz była krótka.ty wczoraj ja dziś.no ale pojechaliśmy na te wakacje,myslałem ze sobie porozmawiamy,i znowu zonk.najpierw zaczęło się od apartamentu,bo to zły,bo to to bo to tamto,choć był lepszy o niebo niz rok wczesniej,bo rok wczesniej byliśmy w tym samym miejscu.ale jakoś ją udobruchałem,drugiego dnia pobytu strasznie sie spaliłem na słońcu,dostałem udaru,gorączka zimne poty,wróciłem do domu poparzony burchle miałem na nogach od oparzeń,nie mogłem chodzic,wszydtko mnie bolało,ręce drętwiały,a moja wybranka poszła podziwiać zachód słońca,i tak było przez tydzień ,ja w domu z powodu mojego stanu ona rano z dzieckiem na plaży po południu ja z dzieckiem w domu ona sama i zachód słońca.nadszedł dzień powrotu,akumulator się w aucie rozładował,ale poprosiłem człowieka zeby mi naładował i zrobił to,dodam jeszcze ze przed wyjazdem prosiłem ją zeby wzięła tel,który to jej kupiłem, ze sobą bo miałem roaming,ale niestety nie wzieła.po naładowaniu alumulatora nie mogłem odpalić auta,byłemwkur.... do zenitu aż wybuchłem i wygarnąłem jej jaka jest.ale jakoś udało mi sie je odpalić i nastąpił powrót do domu,coś jej wpadło do oka całą drogę łzawiło,jechałem szybko zeby tylko jak najszybciej do domu i na pogotowie.ona sie nie odzywała calusienką drogę.wróciliśmy do naszego miasta zajęło mi to 17 godzin.zawiozłem ją do okulisty,poprosiłem ludzi żeby ja wpuscili bez kolejki,dostała recepte,wręczyła mi ją mówiąc wez wykup te leki.ok.leki kosztowały 60 zł.ale to było ostatnie 60 zł.jakie miałem.ponieważ przelew miałem dostać za dwa dni.zawiozłem ja do domu,sam pojechałem do siebie odespać.to było tak o 9:00.o 17 dzwonie mówiąc że się ogarnę i przyjde,i to co usłyszałem przeszło moje najśmielsze oczekiwania.powiedziała ze zaraz wychodzi na grila do koleżanki,a jeszcze rano była obłoznie chora,wyłudziła ode mnie ostatnie grosze,tak że nawet z żalu nie mogłem sięupić:)no,ale minęły jeszcze dwa dni,w tym czsie wziąłem jeszcze jej córke,świetnie sie razem bawiliśmy.no i przyszedł dzień wyjazdu,cały czas prosiłem ja o rozmowę,ale nie robiło to na niej zadnego wrażenia.no i zadzwoniła dosłownie godzine przed,i tak ogródkami,więc pytam ją czy może warto się nad tym zastanowić,ona na to że nie ma nad czym,ja pytam to jest koniec?ona na to że tak.no.i tak zakończyła to wszystko.uważam że nie zasłużyłem na takie potraktowanie po tym wszystkim,rozstanie przez telefon traktuje jako brak szacunku do mojej osoby.za miesiąc jade do PL mam sie z nią spotkać bo chce zabrać swoje rzeczy te których nie zdązyłem,nie wiem czy wziść pierścionek zaręczynowy,czy to co kupiłem do jej mieszkania?nic nie wiem,w głowie mam armagedon,on nie jest głupia osobą jest wykształcona ,po psychologii,pedagogice.nie mam pojęcia czy znowu nie zacznie stosować jakichs sztuczek,wiem natomiast jedno nie chce mieć z nią nic wspólnego skoro mnie tak potraktowała,nigdy nie wróce do tego sory za wyrażenie kibla,jeśli ktośnie docenia tego ze sie staram i tylko wyciaga ode mnie pieniądze,zasłaniajac sie miłością.co mam zrobić jak się zachować,?czy powiedziec jej co o niej myślę,czy dać spokój?prosze was o pomoc,sam mogę sobie nie poradzić,no i jeszcze dlaczego miłbym jej zostawić to co kupiłem za swoje pieniadze?wiadomo mebli kuchennych na plecy nie wezme,ale reszte chyba zabiorę,bo wydaje mi sie że to nie fair,ona ma swoje mieszkanie,a ja mieszkam w wynajętym,kupiłem jej wszystko,a sam w domu mam tylko laptop,nawet telewizora nie mam,no i to że mnie oszukała tak boli że nie radze sobie z tym bólem co robić pomózcie?
7 2012-09-04 23:22:12 Ostatnio edytowany przez takasobiemamuśka (2012-09-04 23:46:22)
zoomit Wiesz co...jak to wszystko czytam, to mi się to w głowie nie mieści...oboje jesteście temperamentnymi ludźmi...aż wrze... ale ja nie o tym chciałam
Jeśli zdecydowałeś pomimo żalu, bólu i rozgoryczenia, o rozstaniu to oczywiscie zabieraj te wszystkie Twoje rzeczy, w ogóle po co pytasz, to oczywiste...
Czy wygarniesz, czy nie i tak znowu przy tym zabieraniu będzie wrzało...
Życzę, żeby udało Ci się poszukać kobietę, która doceni Twoje zaangażowanie i pracę... oraz tak ogólnie powodzenia.
kukunka cierpisz...więc przytulam mocno wirtualnie jeśli tego potrzebujesz, sama wiesz, że to równia pochyła, z każdym rokiem coraz bardziej w dół. Teraz mam takie pytanie, czy już masz to dno i ten brak powietrza jest tak rozwalający płuca, że znajdziesz siłę na odbicie się od tego dołu żeby ruszyć do góry, w stronę powierzchni?
Jak bardzo potrzebujesz tego oddechu?
Ile wykonasz wysiłku, żeby tak odetchnąć w pełne płuca... ?
Kierunek już znasz...do góry.... dasz sobie szansę?
A co do Twojego związku... on jest alkoholikiem, jego zazdrość jest chorobą, będąc w takim stanie na pewno mu nie pomożesz, zostając nie pomożesz związkowi...on nie widzi przecież swojej winy ( albo nie chce widzieć), nie będzie współpracował.
Jeśli rzeczywiście wierzysz w Was i chcesz Was to najpierw walka o siebie, jak będziesz miała siłę (a będziesz miała tylko wtedy, gdy będziesz niezależna, będziesz żyła osobno swoim życiem) to łatwiej Ci będzie walczyć z chorobą męża...
A żebyś tę siłę w sobie dostrzegła niezbędni są specjaliści...
Dziękuję wam wszystkim za wsparcie i zrozumienie ... pojawił się teraz u mnie drugi problem .... kiedy powiedziałam mu że musimy się rozstać przynajmniej teraz na jakiś czas i spróbować walczyć o nas ale z pomocą specjalisty, kiedy mówiłam mu o terapii ... tłumacząc mu z wielką cierpliwością że to może być dla naszego małżeństwa zbawienne.... to mój małżonek zaczął mówić oprócz tego że oczywiście mówię o chwilowym rozstaniu tylko dlatego że kogoś mam i się z kimś kur... to teraz straszy mnie że pojedzie do mojej pracy i naopowiada dyrekcji i innym pracownikom co nieco o mnie i mnie zwolnią ... ostatnio był w pobliżu miejsca mojej pracy nakręcił się że go zdradzam że kogoś widział .... wmawia mi że na pewno się puszczam ... naprawdę nie mam już sił z nim walczyć tym bardziej iż wiem iż nic złego nie robię i naprawdę żałuję tego co kiedyś zrobiłam ... faktycznie czuje się jak wrak człowieka uśmiechy na mojej twarzy to praktycznie pozory, coraz częściej zdarza mi się płakać ... szczególnie rozkleiłam się dzisiaj gdy zadzwonił że jedzie do mnie i już nic mi nie pomoże bo on powie wszystkim moim znajomym z pracy prawdę o mnie .... mam już dość jak sobie z tym radzić .... Dziękuję za każdą pomoc ...
Dziękuję wam wszystkim za wsparcie i zrozumienie ... pojawił się teraz u mnie drugi problem .... kiedy powiedziałam mu że musimy się rozstać przynajmniej teraz na jakiś czas i spróbować walczyć o nas ale z pomocą specjalisty, kiedy mówiłam mu o terapii ... tłumacząc mu z wielką cierpliwością że to może być dla naszego małżeństwa zbawienne.... to mój małżonek zaczął mówić oprócz tego że oczywiście mówię o chwilowym rozstaniu tylko dlatego że kogoś mam i się z kimś kur... to teraz straszy mnie że pojedzie do mojej pracy i naopowiada dyrekcji i innym pracownikom co nieco o mnie i mnie zwolnią ... ostatnio był w pobliżu miejsca mojej pracy nakręcił się że go zdradzam że kogoś widział .... wmawia mi że na pewno się puszczam ... naprawdę nie mam już sił z nim walczyć tym bardziej iż wiem iż nic złego nie robię i naprawdę żałuję tego co kiedyś zrobiłam ... faktycznie czuje się jak wrak człowieka uśmiechy na mojej twarzy to praktycznie pozory, coraz częściej zdarza mi się płakać ... szczególnie rozkleiłam się dzisiaj gdy zadzwonił że jedzie do mnie i już nic mi nie pomoże bo on powie wszystkim moim znajomym z pracy prawdę o mnie .... mam już dość jak sobie z tym radzić .... Dziękuję za każdą pomoc ...
Kukunka jak dowiedziałem się, że była żona mnie zdradziła z kolegą z pracy po 4 miesiącach od daty zaślubin, chciałem wysłać do "zarządu" (patrz wszystkich, których adresy mailowe były na stronie internetowej) maila pod tytułem "kochająca żona", "gorąca kochanka" i wkleić 2 zdjęcia. Jedno z naszego ślubu, drugie ich - jak sie całują. Nigdy jednak tego nie zrobiłem!!
Dlaczego to napisałem... byc może podobnie jak ja Twój mąż nigdy tego nie zrobi?! Nie znam go jednak - Ty znasz go najlepiej z nas tu piszących. Postaraj mu się wytłumaczyć, że jeśli to zrobi to poza tym, że w pracy zaczną gadać ukradkiem to nic to nie zmieni. Powiedz mu, że większego wstydu naje się sam on!! A Ty o posadę sie nie boisz bo masz stabilną sytuację w firmie...
Sytuacja, w której się znaleźliście nie jest łatwa. Musicie porozmawiać bez emocji chociaż to w przypadku Twojego męża będzie bardzo trudne. Wiem jakie to są emocje (sam zostałem zdradzony). Od spokoju i opanowania do wybuchu wściekłości wystarczy iskierka. Rozumiem Twojego męża, ale go nie usprawiedliwiam!! Moim zdaniem powinniście odbyć długą i szczerą rozmowę bez emocji, gdzie powiedzielibyście sobie wszystko co leży na sercu, odpowiadalibyście na każde pytanie partnera szczerze i bez owijania makaronu na uszy! Po tym wszystkim jednak powinniście oddzielić wszystko grubą kreską. Oczywiście pamięć to nie kartka papieru zapisana ołówkiem - gumką się jej nie wymaże!! Niemniej jednak powinniście zrobić wszystko by przy byle okazji i byle kłotni nie wypominać sobie tego całego syfu, który wzajemnie sobie zafundowaliście. Oczywiście pewnie zdarzałyby się sytuacje (szczególnie na początku tej nowej drogi) kiedy jakieś wypominanie zdarzałoby się, ale praca nad sobą niestety jest najtrudniejsza - często jest to praca u podstaw!! Jest jednak możliwa!! Sam jestem tego najlepszym przykładem ![]()
Pisz do nas jak najwięcej!! Postaramy się pomóc, lecz życia za Ciebie nie przeżyjemy ![]()
Vaya con dios!
K.
10 2012-09-07 00:47:10 Ostatnio edytowany przez takasobiemamuśka (2012-09-07 00:53:56)
kukunka...byłam zdradzana, wiem jak to boli, wiem też, że zdradzona osoba ma prawo do wszystkich uczuć, które po tym są, ale zaszczuł Cię... osaczył i przelewa swoją chorobę, jad...
Zdrada...zdradą, a jad...jadem, nie da się tak żyć.
Każda Twoja próba, choćby maleńka rozmowy, takiej prawdziwej to jego tyrada, atak rozsierdzonego zwierza..
Wszyscy faceci wokół to Twoi kochankowie?
Bo spojrzał, bo ty nie patrzyłaś mu w oczy jak coś o nim mowiłaś? bo... bo... bo...
To choroba, choroba, on jest chory, ta zazdrość to choroba, alkoholizm to choroba.. zawsze na każde Twoje takie słowa , działanie jakiekolwiek może tak zareagować... (jeśli jest tak jak myślę oczywiście, a na to wygląda)
Oczywiście, że może taki chorobliwie zazdrosny człowiek miotać się, iść do Twojej pracy, narobić szumu, wstydu...tylko to nie Twój wstyd ( ja wiem, że myślisz inaczej, znam to) ale to Tobie się wydaje, że masz ludzi przeciwko sobie, że lepiej nie mówić nikomu... a może właśnie dobrze żeby poszedł do Twojej pracy, żeby narobił wstydu? ...nie wiem, czy Twój mąż może posunąć się do rękoczynów, zastraszania, swoją śmiercią, Twoją... mówić, że pozabija kochanków, a potem siebie...mówił?...
Nie ja to przechodziłam, ale bliska mi kobieta, zmarnował jej życie, zaszczuł, zniszczył....
Nie miała siły walczyć o siebie, bała się opinii ludzi, że będą mówić źle o niej, brała tak jak Ty winę na siebie...
Nie bój się, nie bez powodu Tu trafiłaś...chcesz żyć normalnie...
Jak chce iść do Twojej pracy...powiedz mu.."to idź, ciekawe jak długo będziesz tam robił z siebie błazna i pośmiewisko"," przynajmniej będę miała świadków do rozwodu, bo już mam dość, dosyć tego"
I naprawde nie Twój to wstyd... a ludzie nie są tacy jak myślisz...naprawdę dużo widzą...tylko nie mówią..nie chcą się mieszać w nie swoje sprawy...
Masz gdzie się wyprowadzić? To by było potrzebne na początek...wyprowadzka...żebyś mogła złapać oddech, pomyśleć w spokoju...
To Twoje życie...masz je tylko jedno...
Nikt nie może podjąć decyzji za Ciebie i działać za Ciebie...tę siłę musisz znaleźć w sobie...
Problemem wiodącym w Twoim związku, kukunka, jest alkoholizm męża.
Wszelkie dyskusje i poważne romowy z czynnym alkoholikiem nie mają sensu.
Twoja zdrada jest skutkiem patologicznej zazdrości męża, być może wynikającej z długoletniego nadużywania alkoholu (to się nazywa Zespół Otella). Wiele partnerek alkoholików, nękanych podejrzeniami, ma takie myślenie. I tak mnie wyzywa od szmat, więc dam mu prawdziwy powód. Liczą na to, że ból i upokorzenie wynikające z bezpodstawnych oskarżeń się zmniejszy. Nic bardziej mylnego. Nadal boli, a dochodzi do tego jeszcze poczucie winy.
Teraz Twoja zdrada jest pretekstem do dalszego picia i wyładowywania na Tobie emocji, z którymi sobie nie radzi.
Jeśli wogóle bierzesz jeszcze pod uwagę wspólną przyszłość, to warunkiem jest abstynencja Twojego męża.
Postaw mu warunek ultymatywny. Albo idzie się leczyć, albo bierzesz z nim rozwód. Daj mu na to pół roku i się wyprowadź. W tym czasie zajmij się sobą, idź na terapię dla współuzależnionych do poradni leczenia uzależnień.
Na pewno terapia pomoże Ci zrozumieć i uporządkować Twoje myśli i emocje.
Jeśli Twój mąż nie podejmie terapii, to nie ma co się łudzić, lepiej nie będzie i złożysz pozew o rozwód.
Jeśli wykorzysta szansę, do dopiero wtedy możecie poważnie rozmawiać.
ja bym wzięła rozwód za wiele już się stało złego między wami idz na terapie nie zniszcz siebie przedewszystkim moja mama została z alkoholikiem obiecywał i tak35 lat się męczy i nie może w lustrze na siebie patrzeć dużo dobrego życzę
kukunka tak naprawdę to tylko Ty sama wiesz jak jest między Wami i czy z czasem jest szansa, myślałam dzisiaj o tym.. Trudno radzić coś sensownego nie znając ludzi, ani sytuacji tak do końca...
A sama, gdyby inna jakaś obca kobieta była w takiej sytuacji jak Twoja i tu napisała, co byś jej poradziła?
14 2012-09-08 19:26:30 Ostatnio edytowany przez kukunka (2012-09-08 19:28:05)
Jest mi ciężko z jednej strony kocham, jak go nie widzę to tęsknię próbuję dowiedzieć się jak sobie radzi za pomocą szwagierki z którą jestem w ciągłym kontakcie... ( która radzi mi walczyć o siebie i się nim nie przejmować) a z drugiej strony jak już się zobaczymy to jego słowa tak ranią że czasami już po krótkiej rozmowie mam dość.... złamałam się wczoraj w nocy dzwonił prosił namawiał abym przyjechała ... pojechałam noc pełna zmysłów namiętności i uwierzyłam że może będzie normalnie że może te pare dni oddzielnie coś zmieniło, tęsknota coś dała .... ale dzisiaj znowu powroty do przeszłości i do tego co ja zrobiłam i co pewnie nadal robię nie docierają do niego żadne argumenty żadne zapewnienia... nie wytrzymałam i odjechałam z sercem pełnym bólu ...
Dzisiaj jeszcze padło z ust męża że zrezygnuje z dwóch rzeczy: alkoholu i mnie ....
nielekko macie, oboje się bardzo męczycie w tym wszystkim...
Powiem Ci tak-uciekaj z tego związku,póki nie jest za późno..On Cię niszczy i chce zniszczyć do końca.JEST ALKOHOLIKIEM,a to straszna choroba,która prowadzi do śmierci.On chce,żebyś z nim poszła na dno.Będzie robił wszystko,aby tak było.I proszę Cię,nie łudź się,że pomogą terapie..Szkoda Twojego życia.Nie myśl,że to teoria.Przerabiałam takie życie,więc wiem.Nie chcę o tym opowiadać,bo mam to za sobą.I nie myśl,że u Ciebie jest inaczej.To toksyczny związek.Wybór należy do Ciebie,ale pamiętaj,masz tylko jedno życie i szkoda każdego straconego dnia.
Powiem Ci tak-uciekaj z tego związku,póki nie jest za późno..On Cię niszczy i chce zniszczyć do końca.JEST ALKOHOLIKIEM,a to straszna choroba,która prowadzi do śmierci.On chce,żebyś z nim poszła na dno.Będzie robił wszystko,aby tak było.I proszę Cię,nie łudź się,że pomogą terapie..Szkoda Twojego życia.Nie myśl,że to teoria.Przerabiałam takie życie,więc wiem.Nie chcę o tym opowiadać,bo mam to za sobą.I nie myśl,że u Ciebie jest inaczej.To toksyczny związek.Wybór należy do Ciebie,ale pamiętaj,masz tylko jedno życie i szkoda każdego straconego dnia.
Kazia nie rób sobie jaj. Nie każdy alkoholizm prowadzi do śmierci!! Poza tym jak ktoś staje się tudzież jest alkoholikiem to najłatwiej jest się odciąć od problemu i odejść. CO byłoby jednak, gdyby to autorkę wątku spotkała jakaś nieuleczalna choroba - wtedy mąż także powinien odejść?! Małżeństwo do czegoś zobowiązuje, szkoda tylko że tak niewiele osób o tym pamięta. Z reguły jest tak, że jest się wspaniałym małżeństwem póki są motyle w brzuchu, nie ma problemów natury: co włożyć do gara, jak wykarmić siebie, dzieci, gdzie mieszkać. Potem przychodzi inna miłość... Sporo osób tego nie rozumie i uważa, że ktoś przestaje kochać...
18 2012-09-10 12:10:40 Ostatnio edytowany przez sam22 (2012-09-10 12:12:05)
Może wy pomożecie
walczyć czy odpuścić ???
Pytanie brzmi "mieć złotą klatkę, czy lepiej być wolnym?". Nikt Ci w odpowiedzi na to pytanie nie pomoże.
A wiesz na czym polega szczęście w twojej sytuacji? Że złota klatka jest otwarta. Jak zostaniesz w złotej klatce, to drzwiczki mogą się zatrzasnąć i już nigdy nie wyfruniesz.
Co możesz jeszcze zrobić? Możesz zacząć żyć niezależnie, choć przy mężu. Możesz żyć tak, aby nikt nigdy złotej klatki nie zatrzasnął. Chyba masz szansę...
Nie pisałam prawie trzy miesiące... ale brak mi sił .... sytuacja się nie zmieniła ... jesteśmy osobno po czym tęsknota jest tak wielka że któreś nie wytrzymuje .... dzień , dwa czasami trzy skowronków ... i powrót do przeszłości wypominanie, ranienie słowami i wszechobecny alkohol i koledzy ... chciałabym wszystko naprawić ale nie wiem jak ... ja jestem wstanie wybaczyć mu ten czas kiedy mnie "dręczył, męczył słownie" tylko że mój mąż nie zapomni, nie wybaczy zdrady .... wiem że jeżeli będziemy razem to on zapewne powoli zniszczy mnie do końca .... ale pomimo to kocham go i już wiem że jest to miłość prawdziwa na całe życie ... czasami nachodzą mnie myśli że po co żyć bez niego , takie życie nie ma sensu... może ktoś mi podpowie jak nam pomóc ... chciałam pójść z nim na terapię ale mój mąż nie chce skorzystać z tej formy pomocy ... jestem od niego uzależniona jak się nie widzimy nie śpię płaczę rozpamiętuję ... nie wiem co mam robić
sytuacja się nie zmieniła i nie zmieni dopóki mąż nie będzie leczył alkoholizmu,
nawet leczenie jednak nie daje żadnej gwarancji, że nie zapije i że będzieci umieli żyć razem.
Jesteś mocno współuzależniona, to się leczy.
Możesz iść na terapię sama, nawet powinnaś i to na terapię dla współuzależnionych.
Taka jest w prawie każdej poradni leczenia uzależnień i jest bezpłatna.
Poczytaj o alkoholiźmie, zespole Otella, zdobądź wiedzę i z niej korzystaj
Marena ma rację.Problemem Twojego męża jest alkoholizm,stąd wypływa jego nieobliczalność.K.82-alkoholizm jest chorobą nieuleczalną i śmiertelną.Nie rób sobie jaj;poszukaj wiedzy na ten temat chociażby w internecie.Kukunka,ten facet niszczy Twoje życie.Ratuj się-zaprzestań z nim kontaktów i sama poszukaj pomocy u terapeutów.Parę lat żyłam pod jednym dachem z alkoholikiem i wiem,jak to wygląda.Nie jesteś w stanie mu pomóc,jeśli sam sobie nie chce pomóc.Musisz znaleźć w sobie siłę,żeby odciąć się od męża.IDŹ NA TERAPIĘ DLA WSPÓŁUZALEŻNIONYCH!!Tam Ci powiedzą,co masz dalej robić.Mam koleżankę,której mąż jest lekomanem.Ona poszła na terapię.I wiesz co?Powiedziano jej,jak ma postępować.Wprowadzała te rady w życie.Jej mąż zaczął się leczyć i na razie jest ok.Gdyby nie terapia,nie dałaby sobie rady.Szukaj pomocy,bo zginiesz razem z nim..
Hej kukunka ![]()
Ściskam ciepło...
Nikt nie da Ci rady jak wszystko naprawić bez zdecydowanego działania, wysiłku i pomocy z zewnątrz...to po prostu niemożliwe, gdyby był taki przepis na uratowanie związku jak na ciasto, szast prast w zaciszu domowym i jest, to tego forum pewnie by nie było...
Nie da się tak niestety....
Trzymaj się ![]()
Jest mi ciężko ... nawet bardzo ciężko ... bo trudno jest żyć z wewnętrznym poczuciem winy wiem ,że to ja jestem winna.
Żałuję, przysięgam że żałuje i to bardzo... ale cóż z tego skoro nie jestem wstanie zmienić tego co zrobiłam ... staram się i to cholernie się staram bo moje małżeństwo, mój mąż ... to moje szczęście/to prawdziwa miłość ta jedna jedyna/ kocham i tego nie zmienię on też kocha ale nie może wybaczyć i rani ... na razie postanowiłam być silna i walczę ... zaczęłam od silnego postanowienia niekontaktowania się z moim M. do póki nie będzie trzeźwy (on bardzo zabiegał przez dwa dni od momentu mojej kolejnej wyprowadzki prosił ... ale po raz pierwszy nie złamałam się i tłumaczyłam mu twardo że porozmawiamy w dniu kiedy będzie w 100% trzeźwy a ja będę cierpliwa i na taki dzień poczekam- kocham tak mocno że ... chyba się załamię już do końca,wyczerpię psychicznie albo wcześniej pęknę i pojadę do niego ... ale kiedy mam taki moment że wsiadam do samochodu przypominam sobie traktowani mnie przez M. i te liczne próby a wtedy jadę na długą przejażdżkę krążę koło "naszego" domu i ryczę, wracam do domu rodzinnego próbuję się uśmiechać, po czym idę do siebie/ do swojego pokoju i bezgłośnie wylewam łzami swój ból ... spieprz.... to co mogło być mój mąż za to kiedy nie udało mu się mnie przekonać pije a raczej zapija się do tego stopnia by spać a jak się przebudzi to dalej ... chciałabym mu pomóc ale cóż z tego na żadne terapie nie pójdzie.. moje poczucie winny jest tym bardziej duże bo mąż stwierdził że to że on teraz tak dużo pije to moja wina bo on sobie nie radzi z tym co ja zrobiłam próby rozmowy o naszym życiu z przed mojej zdrady zbywa trafnym stwierdzeniem "ale nie musiałaś mnie od razu zdradzać/ iść z nim do łóżka/ wiem że ma cholerną rację ...
póki co mój mąż stara się wymazać mnie z pamięci twierdzi że jak pojawi się tylko jakaś na horyzoncie to ... przy czym ostatnio gdy było dobrze był postęp powiedział mi że bardzo mnie kocha ... poryczałam się na te słowa których już tak dawno nie słyszałam z jego ust ... ale oczywiście nie zbyt długo musiałam czekać na te inne już nie zbyt przyjemne określenia
Sytuacja straszna , a uzależnienie/ miłość wielka....
witam potrzebuje waszej pomocy, otoz minal rok od rozstania z moim bylym z ktorym bylam 4,5 roku ale nadal czuje ze go kocham. nie dawno dowiedzialam sie ze byl w trzymiesiecznym zwiazku z dziewczyna ktora nie kochal i ona zlapala go na dziecko, nie moge sie z tym pogodzic, ze nie dlugo sie ozeni zalozy rodzine a ja zostalam sama bez niego a zawsze to z nim widzalam swoja przyszlosc, co mam robic zeby o nim zpaomniec? nie potrafie sie nawet z nikim innym spotykac bo caly czas mysl tylko o nim mam 23 lata i on tak samo
kukunka
... moze czas coś pomoże, ulży w cierpieniu Wam obojgu...
tak naprawdę nie wiem co napisać, żeby chociaż trochę Ci pomóc...nie mam pojęcia, trzymam kciukik, by jakoś to wszystko Wam się poukładało....
samotna witaj... czas pomaga
, może nie zapomnieć, ale ból złagodnieje. To zabrzmi jak oklepany frazes....ale zakochasz się jeszcze....
Jeśli planują wspólne życie skąd pewność, że jej nie kocha? Myślisz, że brałby ślub tylko dlatego, że dziecko?
bo tydz przed tym jak sie dowiedzial ze wpadli rozmawialm z nim i mowil mi ze jej nie kocha i nie chce z nia byc, a jak sie dowiedzial o dziecku to zaczal planowac slub i wogole. wiec malo realne zeby po tyg sie w kims zakochac i na to wychodzi ze nierze slub ze wzgledu na dziecko. jeszcze nei tak dawno chcial do mnie wrocic a z nia zakonczyc ale ona byla szybsza i zlapala go na dzicko. nie umiem sie pogodzic z ta sytuacja ze kogos kogo kocham chce i chcialam z nim byc na zawsze juz nigdy nie bedziemy
kukunka. NIE MASZ WYJSCIA. NIE MA CZEGO RATOWAĆ. MUSISZ PATRZEC NA SIEBIE. RATOWAC SIEBIE. NIE MA ZADNEGO ZWIĄZKU. DLA SWOJEGO WŁASNEGO DOBRA ZAPISZ SIE DO PSYCHOLOGA SAMA!. TO MOZE CI POMOC. długa terapia.. przeprowadź sie do tego duzego miasta gdzie pracujesz. zerwij z nim kontakt. to bedzie trudne, ale od tego jest psycholog albo psychiatra. psychiatra przepisze Ci leki i bedzie latwiej. uwierz w siebie. realizuj sie w pracy, dasz rade.
Samotna ... tak niezbyt to dobrze świadczy o nim skoro czuje co innego, a decyzje życiowe podejmuje wbrew uczuciom...
Czasy się zmieniły i naprawde dziecko w drodze to już nie jest powód do ślubu, nie w dzisiejszych czasach.
Na pewno nic dobrego z tego nie wyniknie, ani dla dziecka, które nie będzie miało kochających się i wspierających rodziców, ani dla tamtej kobiety, ani dla żadnego z Was. No chyba, że kłamał rozmawiając z Tobą, bo taki jest...nieszczery po prostu.
Tak, czy siak....
Skoro tak zdecydował pozostaje Ci się z tym pogodzić i wycierpieć swoje...
Jeśli chcesz o niego zawalczyć to spróbuj rozmawiać jeszcze....
Ja bym dała spokój...
Kukunka ...napisz prosze co u Ciebie, jak sobie radzisz w tym wszystkim, może będzie Ci łatwiej jakoś się trzymać dzięki temu... pozdrawiam ciepło.
Witajcie
Naprawdę szczerze wam dziękuję za każdy post ...
Nigdy nie sądziłam że takie życie będzie dotyczyło mnie ... ciężko to mało powiedziane...
Przez ten czas kiedy nie pisałam było na przemian chwile razem i chwile osobno teraz nie widzimy się ok tygodnia mój M. postarał się o to bym go miała dość .... po tym jak byłam w pracy a on prosił bym się zwolniła i przyjechała wcześniej ja niestety nie mogłam tego uczynić ... po telefonach że się jak zwykle kur.... przestałam je odbierać ... a jak wychodziłam z pracy mój M. podjechał z kolegą i przebił mi 2 opony w samochodzie ... scena jak z filmu .... Koszmar .... A wiecie co jest najgorsze że ja mu przebaczam i wiem że jeżeli da znać to wpadnę znowu.....
Wiem że to głupota, że.... że..... i jeszcze że.....
Wiem przecież jestem mądrą kobietą i na prawo i na lewo mówię co zrobię. Wszyscy dookoła podziwiają mnie za hmmm "silną osobowość", że radzę sobie tak dobrze z tym wszystkim, że funkcjonuję, że się nie załamałam...... ale tylko ja wiem że to pozory... ryczę, jem minimalnie albo w ogóle (zawsze odpowiadam że jadłam przed chwilą), funkcjonuję dzięki Energy Drinkom choć nie wiem czy to coś daje ![]()
Tak strasznie go kocham ... Co za życie .... pogubiłam się w nim ... i boję się o przyszłość chciałabym mieć normalną rodzinę mieć dzieci ostatnio to marzenie góruje nade mną ... to pragnienie jest wielkie doprowadza mnie do wylania morza łez .... Ale pewnie tego nie będę miała ..... kompletnie się rozsypałam ... i nie dam rady chyba bez mojego M. a jak pomyślę że może być teraz z kimś to na samą myśl truchleję i kulę się w środku..... Ale przy ludziach hmmm ... nic oczywiście mnie to nie interesuje ... Mam już dość ... i co z tego .... jeszcze nie umiem się odciąć od przeszłości i nie umiem z nadzieją patrzeć w przyszłość .... w mojej głowie jest tylko on ....
współczuję z całego serca tego co teraz przechodzisz, ale trzeba żyć i znaleźć siłę, by żyć dobrze i z radością z tych chwil, które mamy...
Życie ucieka, kukunka czy ja wiem, czy warto tracić je na te potyczki, zmagania i wojny... Marzysz o rodzinie
,
ale dzieci potrzebują kochających i trzeźwych rodziców, nie takiego wariactwa...
Wierzę w to, że będziesz miała ciepły, kochający dom i dzieci, które będą dla Ciebie całym światem tak jak moje są dla mnie
... Ja pomimo bólu, który odczuwam do teraz zdecydowałam się wychowywać dzieci sama i widzę po prawie dwóch latach po rozwodzie, że to ze względu na nie była dobra decyzja... Masz możliwość nie musieć podejmować takich decyzji...mozesz wybrać jeszcze dobrego, ciepłego mężczyznę..
Wiem, że to banał...ale naprawde wszystko przed Tobą...
Takasobiemamuśka dziękuję Ci za każde słowo jakie od Ciebie otrzymuję ... Jest to dla mnie zarówno wielkie wsparcie jak i motywacja do przemyśleń ![]()
Marzę o dziecku od dawna teraz to pragnienie jeszcze bardziej się nasiliło ... myślę: zostałaś kobieto sama skończysz w tym roku 27 lat młodsza nie będziesz ... Jeszcze moja praca hmm z dziećmi do tego coraz częściej dochodzą mamy szczęśliwie dzielące się radosną nowiną ... i ja w tym wszystkim często mająca łzy w oczach... ostatnio dochodzi do mnie że często jeżeli widzę kobietę w ciąży obserwuję i zdarza się że płaczę ... bo dochodzi do mnie że i tak szybko się nie uwolnię od swego życia. Wiem że nawet jeśli uporam się kiedyś ze swoim życiem to trudno mi będzie komuś zaufać a co dopiero mieć dzieci .... Ostatnio praca mnie przytłacza ze względu na moje pragnienie ....
dzieki za dobre słowo, mi też ciężko...są dni fajne, ale są i takie, że tylko wyć...żeby tak miłość mogła przejść jak rozum poda fakty... szkoda, że to tak nie działa ![]()
Moja miłość przechodziła stopniowo w trakcie trwania małżeństwa...tak wygasała, aż zorientowałam się kiedyś, że oddycham z ulgą jak mąż wychodzi z domu i mam spokój... Zaskoczyło mnie wtedy to odczucie.. gdyby wcześniej ktoś mi powiedział, że tak będzie...wyśmiałabym.
Ale to się działo na przestrzeni lat...
Tak zastanawiam się co jeszcze moge napisać, żeby jakoś Cię podbudować, przypomnieć, że tego kwiatu pół światu itd, itp... i może i gdzieś blisko taki właściwy kwiatek jest, niekoniecznie taki zgnilak...
A co do ludzi i ich szczęścia...
Tak naprawde nie wiemy jak jest między nimi... wydawało mi się, że znajomi są dobrą parą, kochającą...tak to na zewnątrz wyglądało... rozmawiałam z nią na osobności (tak przypadkowo) i pękła, ze już dłużej nie wytrzyma, że jej nie szanuje...pracuje tak jak Ty, uśmiecha się do ludzi...a w środku smutek i gorycz, ona też nie ma dzieci i bardzo tęskni za dzieckiem, on ją dołuje...obarcza winą i idzie pić, bo od kawalera mu jeszcze jakoś nie przeszło......najgorsze, że on uważa że jest idealny i w ogóle inne kobiety, żony to to, czy tamto..
Nie ma możliwości naprawiania czegokolwiek jak druga osoba nie widzi, albo nie chce widzieć...
Więc co dalej?
Ona na razie trzęsie się cała w sobie, męczy, zadręcza i płacze, też widzisz trzymam kciuki z całego serca, albo, żeby coś do tego chłopa w końcu dotarło...albo do niej, że ma jedno zycie i naprawde nie musi tak żyć...
Wszystkiego dobrego fajnej kobiecie, nie daj się temu przygnębieniu kochana...
![]()
Wszystkiego dobrego fajnej kobiecie, nie daj się temu przygnębieniu kochana...
Dziękuję Kochana Tobie również życzę wszystkiego dobrego
Czy można żyć na huśtawce... mówić "kocham" a zaraz "nienawidzę, nie wybaczę" ... gdzie te mądre myśli "Miłość wszystko przetrzyma/ miłość nigdy nie ustaje" czy można kogoś zmusić do naprawienia swojego życia ... a tak w ogóle to robić gdy serce mówi "tak" a rozum głupieje ....
Mam coraz mniej sił, popadłam w rozpacz... co ja zrobiłam rok temu ... moja wina ![]()
Czasu cofnąć się nie da... ![]()
Myślisz, że gdyby nie było zdrady on byłby inny?
Pewnie aż tak by się nie wyładowywał na Tobie, ale przed tym, przecież też, z tego co pisałaś, nie było dobrze...
Smutno czytać jak bardzo się męczysz..
Wielu partnerów, wiele partnerek, małżonek, małżonków wybacza zdrady... Jeśli kochają się, wybaczają i próbują od nowa tworzyć wspólną rzeczywistość... doceniają to co mają...
Kukunka, jeśli to nie za bardzo wtrącanie się z mojej strony, powiedz, co w nim jest takiego szczególnego, że tak bardzo chcesz być właśnie z nim?
Kukunka, jeśli to nie za bardzo wtrącanie się z mojej strony, powiedz, co w nim jest takiego szczególnego, że tak bardzo chcesz być właśnie z nim?
Wiesz często się nad tym zastanawiam ... i sama nie umiem znaleźć odpowiedzi ... nawet dzisiaj pytam się samej siebie dlaczego właśnie on zaprząta moje myśli i tkwi w sercu a to serce dlaczego mocniej bije jak go słyszę lub jak go widzę i nawet pomimo tego co robi i mówi. Dzisiaj zastanawiam się też nad tym jak to jest, że kobieta taka jak ja dała się tak zniewolić osobie która nie ma już dla mnie żadnego szacunku przez to moja samoocena nieustannie spada ku dołowi
mam już coraz mniej sił na zmierzanie się z moim M. i z wyrzutami z przeszłości ... Najgorsze jak mówi że bardzo mnie kocha i będzie żałował ... Beznadziejne to moje życie i żadnych perspektyw na zmiany ....
A jak Ty sobie radzisz ze swoim życiem? Jak dałaś sobie kiedyś radę z tymi wszystkimi dylematami związanymi z rozstaniem?
Pozdrawiam
i życzę dużo uśmiechu ...
wiesz... te Twoje emocje są mi bardzo bliskie... czułam tak...dlatego chciałabym jeśli to możliwe jakoś Cię wesprzeć, bo ten czas teraz jest najcięższy, rozrywa serce... te próby kosztem siebie, wysysające całe siły z człowieka...
U mnie to było inaczej, bo i koleje losu były i są inne, ale odczucia te same.... próbowałam przez kilka lat ratować małżeństwo poniżając się, robiąc co tylko mogłam, wtedy uważałam, że robię dobrze.... teraz patrzę na wszystko inaczej, czas mi w tym pomógł... dzień po dniu..życie wbrew sobie na początku tej drogi.
Dzisiaj to już inna osoba ![]()
Pozostał smutek, bo straciłam kawał życia, posypało się wszystko o czym marzyłam, co budowałam... ale tylko smutek ... i już tylko od czasu do czasu przychodzi... ![]()
Czas pozwolił mi przedrzeć się przez te uczucia do faktów... i powolutku zaczęły do mnie docierać...
Wiesz...celowo zadałam Ci takie pytanie...dlaczego właśnie on... ja wtedy też nie umiałabym znaleźć logicznych argumentów dlaczego...za co go kochałam... teraz myślę, że kochałam swoją iluzję tego człowieka...to marzenie o kochającym mężu, mężczyźnie... on nie był ani kochający, ani dobry, ani czuły, a ja cały czas na to liczyłam i wychwytywałam każdy okruch, który mógł te uczucia sugerować.... smutne to wszystko...
Wiesz ..pomimo tego bólu, który teraz masz w sobie i rozdarcia...mam nadzieję, że jesteś silną jednak osobą i dasz radę to przetrzymać...z czasem, wiem to banał, ale rzeczywiście z czasem będzie łatwiej...
Piszesz, że nie masz perspektyw na zmiany....
Są
One zawsze są...tylko się ich nie widzi w tym żalu...
Powodzenia w kolejnym dniu, i w kolejnym, i w kolejnym... trzymam mocno za Ciebie kciuki... wierzę, że przyjdzie i dla Ciebie taki czas kiedy będziesz w jasnych barwach widziała swoją przyszłość, życzę Ci tego z całego serca.