Witajcie kochane kobiety!
Tak jak wspomniałam w temacie mam problem z rozpoczęciem nowego związku. Nieważne kim dla mnie jest osoba, którą jestem zainteresowana, gdy tylko robi się poważnie ja zaczynam panikować, unikam ludzi. Na początku myślałam, że to może dlatego, iż te osoby mnie nie interesują, niestety ostatnio zaczęłam rozmawiać z moim kolegą (dodam, że jest niesamowicie przystojny), a gdy tylko zauważyłam, że chyba wpadłam mu w oko to nieustannie chodzę zestresowana, mam myśli typu "może ja wcale tego nie chcę". Nakreślę też moją życiową sytuację, bo może to jest ważne, bądź silnie oddziaływało na moją psychikę.
Mając lat 16 przeżyłam "wielką miłość" i jestem zupełnie pewna, czym to było. Byłam całkowicie oddana temu uczuciu i z perspektywy czasu zauważam, że on był jedyną osobą, której byłam tak pewna. Nasz związek nigdy się nie rozpadł, nikt z nikim nie zerwał, nikt nikogo nie zdradził - on umarł... Przez pierwsze miesiące nie mogłam sobie z tym poradzić, byłam roztrzęsiona, kiedy umarł ledwie co zaczęłam liceum. Teraz mija już dwa lata od tego incydentu, a ja nie jestem w stanie nikim się dłużej zainteresować, a o zadurzeniu to już nie wspomnę.
Forumowiczki, co robić?
hmmmm może zwyczajnie nie poradziłaś sobie jeszcze po stracie bardzo bliskiej osoby. Jesteś jeszcze bardzo młoda więc też nie masz co się bać że będziesz sama ... Zwyczajnie w świecie odpuść, żyj, ucz się, pracuj, chodź na imprezy korzystaj z bycia singlem ;P i myślę że kiedy znajdzie się odpowiednia osoba to nawet nie będziesz wiedziała kiedy będziesz zakochana i będziesz w związku
To że ktoś jest przystojny nie znaczy że musisz coś czuć do tej osoby a jak się zakochasz to nie będzie dylematów, strach możliwe ale tak bardzo będziesz chciała być z tą osobą że strach, wycofanie nie przeszkodzą w chęci bycia z drugą połówką :] głowa do góry
3 2012-08-29 21:55:04 Ostatnio edytowany przez grace_west (2012-08-29 22:54:29)
Nie obawiam się tego, że będę sama, bo w gruncie rzeczy życie singla mi odpowiada. Czasami tylko lekko ściska serce jak widzę te wszystkie roześmiane pary. Do tej pory nadal myślę, że nikt nie jest tak idealny jak on był i może to mnie blokuje... A jeśli chodzi o tego kolegę to odkąd pamiętam lekko się w nim podkochiwałam, tzn. nie tyle podkochiwałam, co zwyczajnie mi się podobał i dopóki miałam wrażenie, że nasza znajomość nie wychodzi poza ramy przyjaźni to żyłam sobie z tą iskierką w główce, a odkąd jestem niemal pewna, że nie jestem mu obojętna to łapie mnie tak ogromny strach, stres. Zaraz mi się włącza myślenie, że zaraz go stracę, to bardzo niewygodna myśl... Ten strach blokuje niesamowicie nawet jak mam naprawdę ochotę z kimś spróbować się spotykać. Może to też wina tego, że nigdy nie pchałam się w jakieś takie spotykanie się "byle ktoś był".
Przeminelozwiatrem, bardzo dziękuję za radę ![]()
EDIT:
Chyba wiem w czym jeszcze leży problem. Już kilka razy miałam tak, że ktoś mnie pociągał, chciałam, żeby z tego było coś więcej, on mnie lubił, podobałam mu się, a i tak ostatecznie nic z tego nie było. Może to taki stres przed porażką?