Bardzo nie lubię męża mojej przyjaciółki. Ma strasznie trudny charakter, jest bardzo uparty, uważa ze zawsze ma racje i zawsze musi postawić na swoim. W zasadzie nie ma co wdawać sie z nim w jakąkolwiek dyskusje. Jest do tego homofobem i bardzo ograniczonym, nietolerancyjnym człowiekiem. Otwarcie mówi, że kompletnie nie obchodzi go, co sie o nim myśli. Stosunkowo często dochodzi miedzy nami do scysji. Niestety przy nim bardzo łatwo trące cierpliwość, po prostu nie wytrzymuje. Po kłótni jest mi głupio i żałuję, że się odezwałam, ale czasami to po prostu silniejsze ode mnie. Problem, że ja wychodzę z siebie a on zachowuje stoicki spokój. Nie jestem jakoś wyjątkowo kłótliwą osobą, ale jego po prostu nie trawie. Wiem ze mogłabym zerwać z nimi znajomość, albo ograniczyć kontakty, ale naprawdę bardzo mi zależy na przyjaźni z koleżanka. Proszę o rady jak rozmawiać z taką osoba? Jak nie reagować na jego "zaczepki". Nie chce dawać mu satysfakcji, że tak łatwo wyprowadza mnie z równowagi. Szczególnie, że mam wrażenie, że sprawia mu to przyjemność. Boje sie żeby nie ucierpiała na tym moja przyjaźń z koleżanką. Proszę o rady!
A dlaczego nie możecie się spotykać tylko we dwie z przyjaciółką? Zawsze musi być z Wami jej mąż?
Osobiście nie sądzę, by była na to jakaś rada oprócz zerwania kontaktów z panem wszystkowiedzącym.
heh no właśnie w tym też problem, bo szczerze już myślałam o takiej opcji. Niestety mieszkamy stosunkowo daleko od siebie i nasze spotkania sprowadzają się głównie do spędzania wspólnie weekendów albo u nas albo u nich. A taka jego dawka jest dla mnie zabójcza
A jeśli chciałabym spotykać się tylko z nią to w najlepszym wypadku byłoby to dwa razy w roku (na święta). Na prawdę szkoda by mi było tej przyjaźni, bo z koleżanką rozumiemy się bez słów, a jedna kończy drugiej zdanie. Nawet próbowałam delikatnie z nią o nim porozmawiać, ale ona tego nie widzi, uważa, że go źle oceniam, że on stwarza tylko takie pozory a wszyscy go bardzo lubią. A ja wiem z innych źródeł, że uważany jest za osobę przemądrzałą, wszystkowiedzącą i "upartą jak osioł" a przez to niesympatyczną. Jest też bardzo bezpośredni tylko, że mi to czasem, w niektórych sytuacjach zakrawa już na bezczelność. Naprawde myślisz ze nie ma rady na takiego osobnika? Jego nie zmienie, nawet nie chce probowac, ale może z soba cos powinnam zrobic, nie ma sposobu żeby nie dać mu się sprowokować???
nic nie zrobisz, mozesz tylko cieszyc sie jego widokiem.
ja już nawet patrzeć na niego nie moge ![]()
czyli myślicie, że nie ma sposobu na taką osobę? matko to jak moja koleżanka z nim wytrzymuje
żeby chociaż jakoś nauczyć się go tolerować, na przyjaźń to już na 100% nie ma szans, a wierzcie mi próbowałam!
Nie wiem dokładnie jak wyglądają wasze rozmowy (tj. Twoje z nim), ale ja bym na Twoim miejscu po prostu nie dawała się wciągać w jakiekolwiek dyskusje i ucinała je np. słowami: "nie będę z Tobą dyskutować w taki sposób". I cokolwiek potem padnie z jego ust, powtarzaj to jak mantrę, jest szansa, że w końcu mu się znudzi. Poznałam w swoim życiu kilkoro takich ludzi i jestem zdania, że z nimi w ogóle nie ma sensu wdawać się w jakąkolwiek dyskusję - na ich pytania odpowiadam "tak/nie", a kiedy jest to pytanie otwarte, ograniczam wypowiedź do niezbędnego minimum i nie polemizuję. Osobiście uważam, że najgorszym typem takiego człowieka jest taki, który pyta Cię o opinię na jakiś temat tylko po to, żeby za chwilę udowodnić że Twoja opinia jest niewłaściwa i g... warta ![]()
Swoją drogą co to za "porozumienie bez słów" z przyjaciółką, skoro ona nie jest w stanie zrozumieć, że zachowanie jej męża powoduje u Ciebie duży dyskomfort? Nie chcę w żaden sposób negować więzi, jaka Cię z nią łączy, ale podeszłabym do tego z dystansem - ona najwyraźniej jest w niego zapatrzona i z trudem przychodzi jej przełknięcie faktu, że jej wybranek ma jakieś wady i ktoś mógłby go po prostu nie lubić.
No to z nim nie dyskutuj. Zarzucasz mu nietolerancje, a sama nie tolerujesz jego poglądów. Może mieć, jakie chce, jego prawo. Nie staraj się zmieniać świata na siłę.
do Teo
to nie tak, ja nie mam problemu z tym jak ktoś ma inne zdanie na dany temat niż ja, szanuje poglądy innych, to on wiecznie musi postawić na swoim i mieć zawsze racje, i nie potrafi uszanować że ktoś ma inne zdanie, tylko jego opinie są słuszne, a ja po prostu czasami nie mogę sie powstrzymać i dochodzi do spięcia ![]()
do Anemonne
dokładnie to ten typ, podejmuje temat, pyta o zdanie żeby na koniec stwierdzić, że moja opinia jest głupia, wygłasza własne teorie, nie mając pojęcia, o czym mówi, a mówi to w taki sposób jakby doktorat z tego robił, uważa że jest najmądrzejszy. Ja nie narzucam ludziom mojego zdania, jak ktoś o coś pyta to odpowiadam: ja uważam, moim zdaniem, ja lubię lub nie lubię i nie stawiam sprawy tak, że opinia całkowicie przeciwna mojej jest w jakimkolwiek stopniu zła czy nie właściwa, nawet mówię mu ty lubisz tak a ja tak, ale on nie przyjmuje do tego wiadomości, bo dla niego właściwe jest tylko to co on uważa za dobre, a wszyscy co myślą inaczej są głupi.
co do koleżanki masz chyba racje, bo coraz bardziej nad tym myślę i rzeczywiście ona go strasznie idealizuje i rzeczywiście nie chce się pogodzić z tym że on kogoś może drażnić
ale zauważyłam też, że ona jest zupełnie inna jak jesteśmy same a przy nim staje się inna,
wypróbuję Twoje rady, postaram sie nie wdawać w dyskusję (będzie to ciężkie, bo czasami aż zagotowuję w środku)
A może ma ktoś jeszcze jakieś takie "odzewy" jak kulturalnie uciąć rozmowę która zaraz potoczy się w kierunku kłótni, chciałabym sprowadzić jego ego do poziomu parteru, może dało by się go czymś zgasić ![]()
Wiesz, ja bym się zastanawiała, czy tak napuchnięte ego da się czymkolwiek zgasić
Facet najwyraźniej jest tak przekonany o własnej wspaniałości, że wszelkie opinie o nim odbijają się od niego jak od ściany... Z drugiej strony może po prostu za delikatnie do niego podchodzisz? Napisałaś, że jest bezpośredni na granicy bezczelności, może po prostu spróbuj jego "językiem"? Nie jestem generalnie za zniżaniem się do poziomu chama, ale jeśli to ma sprawić, że cokolwiek do niego dotrze, to może warto powiedzieć mu wprost, że chrzani jak potłuczony i w d... masz jego opinię. To z dużym prawdopodobieństwem tylko go rozjuszy i sprowokuje do kłótni, ale w kilku przypadkach na 100 takie ostrzejsze, ucinające teksty się sprawdzają.
Wiesz, ja bym się zastanawiała, czy tak napuchnięte ego da się czymkolwiek zgasić
Facet najwyraźniej jest tak przekonany o własnej wspaniałości, że wszelkie opinie o nim odbijają się od niego jak od ściany...
Da się, żartem, ciętą ripostą, bystrością umysłu. Ale żeby to wszystko wprowadzić trzeba być bystrym i SPOKOJNYM, nie dać się wyprowadzić z równowagi. Założe się, że jakby Autorka w ogóle nie przejmowała się jego nabuzowaniem i na każde jego nadęcie odpowiadała mądrym żartem po jakimś czasie by sobie odpuścił.
Kurczę, Magda... przeczytałam Twoją historię i zastanawiam się, czy przypadkiem nie jestem właśnie "tą" koleżanką
Może więc ustosunkuję się do tematu z drugiej strony, bo sama mam takiego właśnie partnera...
Czy jestem w niego zapatrzona? Na pewno trochę tak, jak każda zakochana kobieta w swojego mężczyznę. Natomiast wady dostrzegam, nawet dość często mu o nich mówię. Muszę przyznać, że faktycznie jest człowiekiem ponadprzeciętnie inteligentnym, przez co też wielokrotnie był oceniany jako przemądrzały. Moim zdaniem wszystko jest kwestią formy przekazu... mojemu też zdarza się przesadzić i polecieć w niewłaściwą stronę (aż po wyzywanie ludzi od głupców). Nasi znajomi nie raz zwracali na to uwagę, często musiałam bronić swojego partnera, tłumaczyć go albo hamować. Zauważyłam, że ludzie w większości słuchają go "z przymrużeniem oka", by nie psuć klimatu w towarzystwie, umiejętnie schodzą z drażliwych tematów, przechodząc na neutralne. To chyba jedyne (nieszkodliwe dla towarzyszy) rozwiązanie. Sama często wyhamowuję jego wywody ![]()
Szkoda, że Twoja przyjaciółka nie potrafi tego zrobić (mam nadzieję, że to jednak nie o mnie było
). Moim zdaniem to jej zadanie.
virtuallna raczej nie sądze ![]()
myśle że jedyne co go łączy z Twoim mężem to przemądrzałość, ale w tym wypadku nie wynikająca w żadnej mierze z ponadprzeciętnej inteligencji. Mam sporo znajomych bardzo inteligentnych ludzi, którzy nie obnoszą się ze swoją wiedzą, wiec nie wychodzą na przemądrzałych, a nie raz nas nią zaskakują, różnica też taka, że z nimi można normalnie porozmawiać i mieć swoje zdanie...
magda mogłabym podpisać sie pod każdym Twoim słowem opisując brata mojego męża
Nie darzymy się sympatią od kiedy pamiętam dokladnie z tych samych powodów, z których Ty nie lubisz tego znajomego. Niestety zawsze, ale to zawsze moje zdanie było zasypywane toną argumentów, kóre miały pokazać mi jak beznadziejne są moje poglądy i jaką to wiedzą on nie dysponuje. Jest to chlopak (23 lata), który zawsze musi dołączyć się do rozmowy nawet kiedy to co mówi nie ma nic wspólnego z tematem dyskusji. Byleby był w centrum uwagi , najlepiej jeszcze gdyby każdy wychwalał jego wiedzę i elokwencję. Jak dla mnie jest to strasznie męczący człowiek i wielu moich znajomych poznając go dochodziło do tego samego wniosku. Jest to bardzo towarzyska osoba i ma duzo swoich znajomych więc najwyraźniej istnieją ludzie, którym jego przemądrzanie się nie przeszkadza. Osobiście unikam go jak mogę, nie zawsze jest to możliwe gdyz mieszkamy za granicą i odwiedzając rodzinę w Polsce muszę się liczyć z jego obecnością. Staram sie wypracowac w sobie odpowiednią postawę aby nie dac się sprowokować jego glupim (moim zdaniem) wywodom na jakieś bzdurne tematy choć przyznaję, ze dla takich osobników jak on mam wyjątkowo mało cierpliwości, niestety
O ile jego wywody mogłabym jeszcze jakoś zignorować to jego komentarzy na temat mojego wyglądu juz trudniej. Najśmieszniejsze jest to, że bez względu na to czy byłam szczupła czy trochę przytyłam, czy byłam blada czy opalona, jakikolwiek miałam akurat kolor włosów ( znamy się wiele lat więc moj wygląd rzecz jasna ulegał zmianie) zawsze musiał się do czegoś przyczepić. W nieprzychylny sposób rzecz jasna. Ehh, az się zgrzałam na samo wspomnienie tego choptasia. W pełni Cie rozumiem Magda, nikt inny nigdy nie działał na mnie tak jak on. Z chęcią więc poczytam wątek dalej, może ktoś jeszcze coś doradzi choć uważam, że to co napisała Teo na pewno pomoże - jakaś cięta riposta, w zalezności od sytuacji na pewno go zgasi, choć na chwilę
Pozdrawiam.
Ja trochę z innej beczki.
Będąc na Twoim miejscu przyjrzałabym się swej osobie.
Przyjrzała i zastanowiła nad tym, czemu do furii doprowadzają mnie stwierdzenia jakiegoś innego człowieka. Czemu nie reaguję spokojnie na czyjąś skrajnie odmienną opinię od mojej? Czemu, mimo deklaracji o swej tolerancji, wkurzam się na zdania wypowiedziane przez człowieka, którego ani nie lubię, ani nie szanuję, a którym gardzę.
Hakuro, jakoś raźniej mi się zrobiło, że nie tylko ja się tak męczę! Szczerze nie wyobrażam sobie że takiego osobnika można lubić. Inna moja koleżanka powiedziała że taką osobę albo się kocha albo nienawidzi i nic po środku. W takim wypadku ja zdecydowanie zapisuję się do drugiej grupy. Już się do niego nie przekonam, to na pewno, jak czegoś nie wymyślę to będę jednak musiała omijać go dużym łukiem bo za dużo nerwów kosztują mnie te spotkania. Wiem, dużo racji w tym co wszyscy piszą. Chciałabym umieć zgasić kolesia, ale ja tak nie umiem, boje się że jest cienka granica i nie chciałabym mimo wszystko go obrazić.
Hakuro a Tobie udaje się brata mężą jakoś zgasić?
Wielokropek wiem, właśnie nad wszystkim już myślę. Wiem, że to też moja wina, bo gdybym nie reagowała tylko olała co mówi, to byłby spokój.
To nie reakcja na skrajnie inną opinię, moja "furia" to jest reakcja na to, że on się nie liczy z tym że ja tak nie uważam, to że nie mogę mieć swojego zdania, to że wg niego moja opinia jest z zasady głupia.
Mi na prawdę nie przeszkadza, niech każdy ma swoje zdanie, ja to na prwdę szanuje, gdyby on tylko mógł przyjąć do wiadomości, że ktoś może mieć inne, odmienne od jego. Cokolwiek nie powiem on wszystko neguje.
I jeszcze ten straszny upór i stawianie na swoim, nawet wbrew tego jak się go o coś prosi, żeby czegoś nie robił. Mówie Wam masakra.
Ja nie twierdze, że problemu nie ma też we mnie, bo gdybym tylko umiała sie nie odezwać albo go zgasić, heh ...
Staraj się zanim się zobaczycie powtarzać sobie:"licz do 10". Nie odpowiadaj od razu. Wtedy nie dasz się sprowokować i zaskoczyć, nawet gdyby zaczął się naśmiewać że wolno myślisz. Jak idzie za ostro, schodź z tematu, albo krótko, celnie ripostuj. I staraj się nie denerwować.
A co z tym o homofobie ? Nie lubi ich czy się pogardliwie wypowiada. Bo to dwie różne sprawy ? No i mam nadzieję że nie mylisz tolerancji z akceptacją ?
klarek wydaje mi się, że chyba jedno i drugie, on ani ich nie szanuje ani nie akceptuje, wypowiada się okropnie, aż czasem słabo się robi, nie wiem ale starsznie mi to przeszkadza, ja zawsze wychodze z założenia "żyj i daj żyć innym" przecież każdy ma prawo być innym, jeśli nie robi mi krzywdy to czemu jego sposób życia ma mi w czymkolwiek przeszkadzać, nie rozumiem ludzi, którzy mają z tym problem. A on doskonale zna moje zdanie w tej sprawie, a mimo to często porusza ten temat i ich obraża, ja nie podejmuje teamtu a on drąży i drąży, chyba robi to złośliwie i chce mnie sprowokować.
Zadam Ci jeszcze kilka pytań, byś znalazła na nie odpowiedzi.
(...)To nie reakcja na skrajnie inną opinię, moja "furia" to jest reakcja na to, że on się nie liczy z tym że ja tak nie uważam, to że nie mogę mieć swojego zdania, to że wg niego moja opinia jest z zasady głupia.
Czemu do furii doprowadza Cię jego zdanie, że Twoja opinia jest głupia?
To tylko jego opinia na temat Twej opinii.
(...)gdyby on tylko mógł przyjąć do wiadomości, że ktoś może mieć inne, odmienne od jego. Cokolwiek nie powiem on wszystko neguje.
Dlaczego tak bardzo zależy Ci na jego akceptacji?
Magda, a ja Cie troche rozumiem, bo jako nastolatka tez wsciekalam sie dziko jak ktos gadal glupoty i z zapalem godnym lepszej sprawy bronil ich. Szczegolnie mnie to frustrowalo jak rzecz szla o cos o czym on pojecia nie mial bladego, a ja wrecz przeciwnie. Potrzebowalam kilka dobrych lat zeby nauczyc sie czym rozni sie wymiana pogladow od krucjaty. A mam wrazenie, ze Twoje relacje z tym panem to nic innego jak wlasnie krucjata
Od zapetlenia sie w krucjate uchronilo mnie uswiadomienie sobie,ze kazdy ma prawo miec nawet absurdalne pogladny i bledna wiedze i wierzyc w jedyna slusznosc tego co ma w glowie - w koncu ja tez w duzej mierze taka jestem ![]()
1. zwykle boimy się osób, które są w jakiś spsoób dla nas zagrożeniem,
2. są po prostu osoby, które do nas interelktualnie nie pasują a my do nich. I najlepiej ustalić ,że z taką osobą nie będziemy rozmawiać.
Wypisz, wymaluj "inspektor wielepek" - taką nazwę ukułam dla przedstawicieli/ek gatunku opisywanego przez Magdę i Hakuro.
Mój teśc z tej samej gliny ulepiony. Pozostali/łe osoby, które znam i które funkcjonują w podobny sposób, miały w życiu jeden cel: zwalczyc stawiających się i nie chcących podporzadkowac. Usunąc z życia swojego i bliskich wszystkich mogących im zagrażac.
Zasada: król jest jeden. Na nic się zdadzą celne riposty, docinki, itp. To tylko rozsierdzi wielepka i wzmoże jego chęc walki. Taka osoba wręcz szuka przeciwnika do pojedynku.. To jak dyskusja z głupim: sprowadzi do swojego poziomu i pokona doświadczeniem.
Mając takiego męża czy brata, zapytałabym czemu to robi, co nim kieruje, dlaczego obrał sobie za cel daną osobę. Wyjaśniłabym jak bywa postrzegany i odbierany, bo każdy ma swoją cierpliwośc, przyjaciele i znajomi też.
Jeśli jednak chcecie wszystkich przepłoszyc, bo lubicie samotnośc, to tak, taka osoba jak znalazł.
Wielokropek też zadała dobre pytanie. Trafił swój na swego?
chaber05 i Wielokropek
Czyli co uważacie że jestem taka sama jak on??? Tylko dlatego, że nie chce mu głupio przytaknąć i ustapić?? Nie mam prawa do swojego zdania? Tyle że ja, w przeciwieństwie do niego, nie narzucam go za wszelką cenę i nie udawadniam mu że to co myśli jest głupie. Wypowiadam swoje zdanie, szanując to że on ma inne, tylko w drugą strone to już nie działa. Jakoś z innymi ludzmi dogaduję się bez większych problemów i mam bardzo dużo znajomych i przyjaciół, a tylko on budzi we mnie taka agreche!
Wielokropku nie wydaje mi sie bym szukała jego akceptacji, chciałabym tylko przy nim mieć prawo do swojego zdania, nie musi sie z nim zgadzac w żadnym przypadku niech tylko je uszanuje. A skoro jego nie zmienie (nie mam takiego zamiaru!) szukałam u Was rad jak z takim "upartym wielepkiem" postępować i rozmawiać. Bo najwidoczniej sobie z tym sama nie radze ![]()
magda1m Najlepiej będzie gdy w ogóle nie będziesz przebywać w jego towarzystwie. Wyskoczcie gdzieś z koleżanką na kawę po prostu, przecież jej otwarcie możesz powiedzieć, że go nie tolerujesz.
25 2012-08-15 13:57:40 Ostatnio edytowany przez magda1m (2012-08-15 14:02:04)
wiesz Catwoman coraz bardziej mi sie wydaje, że możliwe, że to jedyne wyjście, po co męczyć się na siłę w towarzystwie osoby której nie lubię, chyba nic z tego nie bedzie, bo nawet jeśli mu ustąpię 100 razy to gdzieś to we mnie będzie siedzieć, bo taka już niestety jestem. Chyba szkoda mojego zdrowia ...
Jeszcze mam do Ciebie pytanie bo wcześniej napisałaś o tym zagrożeniu, czy widzisz to w tym konkretnym moim przypadku? bo nie bardzo rozmumiem, zagraża mi, ale pod jakim względem? Jak to widzisz?
Gdzie napisałam, że jesteś taka sama jak mąż Twej koleżanki?
Zadałam Ci konkretne pytania po to, byś zastanowiła się nad motywami s w e g o postępowania, nie dla mej ciekawości.
Gdybyś znalazła na nie odpowiedzi, a nie przed nimi się broniła, czy usprawiedliwiała, to znałabyś klawisz, na który on naciska i znalazłabyś też swój sposób nie wchodzenia w nim w spór.
Bo można takie prowokowanie zbojkotować, zignorować.
Można pod jednym warunkiem, że nie zależy na zmianie wizerunku w oczach tej osoby, nie zależy na jej zdaniu/opinii. Tymczasem coraz bardziej przekonuje się, że mąż Twej koleżanki stał się dla Ciebie bardzo ważną osobą.
Już odp., pozwól, że zacytuję Wielokropek:
"Bo można takie prowokowanie zbojkotować, zignorować.
Można pod jednym warunkiem, że nie zależy na zmianie wizerunku w oczach tej osoby, nie zależy na jej zdaniu/opinii. " --warto nad tym się zastanowić. Czy zalezy Ci na dobrym wizerunku w oczach męża koleżanki? Czy potrafisz bez problemu przyjąć jego odmienne zdanie?
Ja rozumiem, że niektórzy ludzie to po prostu idioci, już nie chodzi o to, że wypowiadają idiotyczne rzeczy, ale W JAKI sposób to robią- czasem po prostu człowiek nie jest w stanie tego zdzierżyć.
Ja nie jestem w stanie słuchać np.o tym, że Czarni powinni wypierniczać do Afryki bo tam ich miejsce -nie ukrywam, ze po krótkim wyrażeniu swej opinii, opuściłam to "dobrze wychowane" jakby się wydawało, towarzystwo.
Wielokropku, masz racje, tu może być pies pogrzebany ![]()
pomóż, jak mogę znaleźć ten klawisz?
bo z tym, że on może być dla mnie ważny i dlatego nie chce starcić w jego oczach (?) to mnie na maxa przeraziłaś, heh ja go szczerze nie lubie i możliwe że on mnie też nie! więc to raczej nie to
29 2012-08-15 14:15:44 Ostatnio edytowany przez Catwoman (2012-08-15 14:16:14)
magda1m Tylko widzisz, bo jeśli chodziłoby o samego idiotę, oraz Twoje całkowicie zdrowe podejście do tematu to tego wątku by nie było. odpowiedz sobie na pytanie, dlaczego go założyłaś? Pewnie tu będzie odp.
Bo szybka moja odp. na to pyt. brzmiałaby: NIE ROZMAWIAĆ:)
Odpowiedz szczerze na me pytania.
To jedyny sposób na znalezienie klucza. Nikt poza Tobą tej odpowiedzi nie zna. I nie szukaj na zasadzie "raczej nie to", chyba że twierdzenie o chęci znalezienia jest tylko mydleniem sobie oczu.
heh gdybym wiedziala to bym nie pytała, analizuje siebie na wszystkie strony i nie wiem juz sama
a jeżeli oznaczłoby to, że to ja jemu usiłuje jednak udowodnić że sie myli, a co za tym idzie postawić na swoim? czy to znaczy że jestem jednak taka jak on?
nie bronie się ale wydawało mi się na prawdę, że wyrażam tylko swoje opinie i nie zmuszam nikogo do zaakceptowania ich, tylko moze upierajac sie przy swoim robie to co on i nie ma wyjscia bo on swoje a ja swoje, ale czy możliwe że tylko przy nim bym to robiła? nie wiem na złość mu bo mnie wkurza na maxa swoim gadaniem? a z innymi ludzmi rozmawiam normalnie i mam normalne zdrowe relacje?
heh tak jak napisala Catwoman wkurzaja mnie nie tylko glupoty jakie on mowi ale tez sam sposob w jaki to robi i tego calego ogolu nie moge zdzierzyc
heh tak jak napisala Catwoman wkurzaja mnie nie tylko glupoty jakie on mowi ale tez sam sposob w jaki to robi i tego calego ogolu nie moge zdzierzyc
Ale po co chcesz to zdzierżać? Po prostu daj sobie z nim spokój i tyle! ![]()
Jesteście wg mnie podobni, zaznaczam podobni. On lubi pokazać czyje jest na wierzchu, Ty lubisz pokazać, że racji nie ma. Mąż przyjaciółki ma w Tobie idealną osobę do zagrywek, myślę że doskonale wie jak Cię sprowokować, a Ty idealnie reagujesz - niestety. Dobrze się chłopina bawi.
Zastanawia mnie Twoja przyjaciółka. Też mam takowe, ale widywać je mogę bez ograniczeń. Nasze chłopy nam nie przeszkadzają, a wręcz ułatwiają. Do tego ja naprawdę nadmiarem czasu nie dysponuję, męża widuję rzadziej od niejednej z Was, bo pracuje poza miejscem zamieszkania. Gdyby mój tak się czepiał przyjaciółek zmyłabym łepetynę. To średnia przyjemność obcować z takim nietolerancyjnym i czepliwym przemądrzalcem.
Z teściem nikt sobie nie poradził, taki pozostał do dziś. Myśmy odsunęli się od niego, a teściowa została całkowicie podporządkowana. Małymi kroczkami, sukcesywnie pozbywał się wszystkich, łącznie z jej rodziną. Ona nie reagowała, więc wszyscy uznali, że taki typ osobowości jej pasuje i odpuścili.
Nie napisałaś, co o tym sądzi przyjaciółka, czy ona widzi Wasze zmagania? Jak reaguje? A może tylko Tobie się wydaje, że to przyjaciółka?
chaber05 i Wielokropek
Czyli co uważacie że jestem taka sama jak on??? Tylko dlatego, że nie chce mu głupio przytaknąć i ustapić?? Nie mam prawa do swojego zdania? Tyle że ja, w przeciwieństwie do niego, nie narzucam go za wszelką cenę i nie udawadniam mu że to co myśli jest głupie. Wypowiadam swoje zdanie, szanując to że on ma inne, tylko w drugą strone to już nie działa. Jakoś z innymi ludzmi dogaduję się bez większych problemów i mam bardzo dużo znajomych i przyjaciół, a tylko on budzi we mnie taka agreche!
Wielokropku nie wydaje mi sie bym szukała jego akceptacji, chciałabym tylko przy nim mieć prawo do swojego zdania, nie musi sie z nim zgadzac w żadnym przypadku niech tylko je uszanuje. A skoro jego nie zmienie (nie mam takiego zamiaru!) szukałam u Was rad jak z takim "upartym wielepkiem" postępować i rozmawiać. Bo najwidoczniej sobie z tym sama nie radze
mialam taki przypadek, kolezankę ze stancji, przegięła, gdy mój znajomy przyjechał z torunia i spedzil wieczor z nią, a nie ze mną(zagadali sie). dokuczala tez chlopakowi kolezanki, gdy przechodził przez siódmą bramę w grze, to ona pobijała go i się śmiała z niego. potem on się wkurzał i dochodzili aż do 20 poziomu. dla mnie to było smieszne. po co to komus dokuczac? ze ktos jest lepszy?są takie irytujące osoby niestety.