Mam tyle do powiedzenia,a nie wiem o czego zacząć.. Jestem z chłopakiem prawie 4 lata...przez cały nasz okres zawsze są jakies sprzeczki,niedomówienia itp. Są miedzy nami chwile,że albo jest cudownie albo calkowicie do kitu. Cały czas sie sprzeczamy... mnie już denerwuje w nim praktycznie wszystko. Cokolwiek by nie powiedział nie zrobił irytuje mnie.. On jeżdzi na motocyklu,bardzo czesto ma wyjazdy,że po kilka dni go nie ma. Ja musze to rozumiec. Wszystko,dosłownie wszystko kręci się wokół niego...byłam z nim na wyscigu ostatnio.. rodzice wokół niego skakali jak oszaleli,jakby był jakims księciem,a on ich tylko ustawiał i opierniczał.. jego rodzicom to nie przeszkadza,ale byłam z kolegą,który też był w szoku. zauwazyłam,że to on ustawia i wychowuje rodziców a nie rodzice jego. On pstryknie palcem a rodzice leca i to spełniają. Jest jedynakiem. Ma 22 lata. Nie wiem czy jest to okres na jakies powazne plany na przyszłosc,pewnie jeszcze nie,ale my w ogóle nie rozmawiamy o wspólnej przyszłosci. Moi znajomi mniej wiecej własnie w naszym wieku juz wspolnie wynajmują cos bo chca razem mieszkać...a my spotykamy sie jak nam sie nudzi( niby codziennie sie spotykamy po kilka godzin np od 15 do 22 w weekendy) i czasem pobzykamy (chociaz nawet juz nie mam ochoty się z nim kochac) Nie okazujemy sobie czułosci,niby chodzimy czasem za reke,ale czuje jakby to był dla mnie obcy człowiek albo moze kolega. Ostatnio pojechałam do Wrocławia z koleżanka bo musiałam załawtwic wazna sprawe i on o tym wiedział,to jak wrociłam dostałam taki opierd** przy jego rodzicach ze sie w głowie nie miesci. Kiedys zrobiłam sobie kolczyka w uchu w chrząstce,który bardzo mi sie podoba i bardzo go chciałam jak mu pokazałam wpadl w taki szał ze masakraa... chciał wyjsc z mieszkania odemnie a wiedziałam ze skonczy sie to tym ze nie bedziemy ze soba gadac,dlatego nie chciałam go wypuscic. Doszło miedzy nami do szamotaniny,on mnie traktował jak ścierwo jakies. Na nastepny dzien jechałam z jego rodzicami do ten własnie wyscig (on jechał z kolega bo musielismy jechac na dwa auta) jak zatrzymalismy sie na postoju to zamiast sie ucieszyc ze z nim jade to z morda do mnie wyskoczył przy rodzicach. Satarałam sie byc spokojna dlatego dalej sie nie kłocilismy. Przez cały rok wiedział ze chciałam bardzo jechac za granice na wczasy ,obiecywał ze pojedziemy(w tamtym roku bylismy w Turcji i niestety przez tabletki hormonalne miałam zły nastrój i sie ciagle kłocilismy). Przyszło do wykupienia wczasów zaczał krecic i motac. W koncu sie zgodził,ale po wielu kłotniach i prosbach się zgodził z łaska.. mówi ze boi sie jechac bo moze byc nudno,bo nikogo z polakow nie spotkamy( a ztego co mi sie wydaje jak ludzie sie kochaja to moga nawet sami jechac na wczasy). Oboje mamy brak szacunku do siebie... dzisiaj podczas sexu rozmawialismy i zapytał mnie czy chciałabym to z kims innym zrobic,mówie mu ze nie,ze nie ma mowy. Zapytałam jego czy jest ciekawy jak to jest z druga osoba,odpowiedział ze 'no chyba kazdy jest ciekawy' troche mnie to zasmuciło;/ rodzice kupili mi samochod z salonu poniewaz musiała duzo dojezdzac...nie podobał mu sie,głupio komentowal,moich rodziców auto tez mu nie pasuje i w obydwóch jakby wstydzi sie jezdzic jezeli ma kierowac,a naprawde to sa dobre samochody;/ Ja juz mam tak wszystkiego dosyc ze masakra. Pokłicmy sie,ja płacze on ma to w dupie,w ogołe go nie wzruszaja moje łzy... ja mam ciezki charakter,on twierdzi ze sie ciagle czepiam i wszystko mi nie pasuje. On jest wobecsiebie bardzo bezkrytyczny...on jest zarabisty,wszystko ma zarabiste... Jego taty według mnie wogole nie szanuje swojej żony,gląda sie strasznie za innymi kobietami,ma głupie odzywki do niej. Ma ją w dupie,a sam wsiada na rower i go nie ma. Nie potrafie z nim zerwac...niby mam znajomych jak cos,ale kazdy ma swoje zycie,a ja jestem od swojego aceta tak przyzyczajona,że masakra. Jeden dzien sie nie widzimy to juz nie mam co ze soba zrobic. On twierdzi ze mnie kocha,ale ja tego nie czuje i wielkrotnie mu powtarzałam... serce mi peka. nie wiem czy ja juz wynajduje sobie problemy ale wyc mi sie chce. Nie wyobrazam sobie ze mogłby miec kogos innego i byc z tym kims szczesliwszy niz ze mna,ze mogłoby mu przestac zalezec,że nie miałabym co ze soba zrobic jakby go nie było. Dlatego nie potrafie z nim zerwac. Dzisiaj musiałam sobie kupic tabletki na uspokojenie bo sie strasznie pokłocilismy. On niby mnie zabiera do kina,niby nie wypisuje z innymi dziewczynami...niby jest ok. sama juz nie wiem,pogubiłam sie... nie mam ochoty na nic,nie chce mi sie o siebie dbac,nie chce mi sie podnosic z łozka,nic.... proszę o pomoc,co byscie zrobili na moim miejscu...
Ja bym go zostawiła ,po co się szarpać ,zero szacunku ma dla Ciebie i dla rodziców .
Po co się męczyć w imię czego? miłości ? czy to twoim zdaniem prawdziwa miłość ?
Daj sobie z nim spokój ,raczej się nie zmieni a Ty będziesz tylko cierpieć .
Powodzenia w podjęciu decyzji i mocno Cię przytulam ![]()
Zakończyłabym związek. Natychmiast.
podzielAm zdanie Lidka_71,jestes jeszcze młoda znajdziesz sobie kogos wartego Ciebie,a z tym bys się tylko szarpała całe życie
Ja mam wrażenie,że to ze mna jest cos nie tak bo za kazda kłotnie,za kazde nieporozumienie ja siebie obwiniam,on ma to wszystko w dupie i nawet nie probuje chociaz czastki siebie w tym błedzie znaleźć. Jak pomysle,że mam ten cały okres bycia ze soba( nawet jezeli to był kiepski okres) zakonczyc to az serce peka.. to fakt nasz zwiazek to same kłotnie i rozstania,ale tak strasznie emocjonalnie sie do niego przyzwyczaiłam,że nie wobrazam sobie zycia bez niego. To jest tak straszne,że mnie od srodka wyniszcza... ja juz sama uwazam ze chyba ja mam cos z głową nie tak. Boje sie ze bede załowac tej decyzji i jak zobacze ze zalezy mu juz na kims innym to chyba bym umarła. Jestem osoba uparta, czasem szukajaca powodu do kłotni,miewam humorki bo biore tabletki antykoncepcyjne. bardzo denerwuje sie o ten motor... ja jestem tak jakby na drugim planie... wszystko,całe jego zycie kreci sie wokoł motoru. On nie patrzy na moje potrzeby i na to czego ja chce,oczekuje ode mnie tylko tego ze ja mam go rozumiec. ja juz totalnie wariuje.Kupiłam sobie papierosy,tabletki na uspokojenie zeby tylko sie nie denerwowac,żeby chociaz troche uciec od nerwów. Jestem strasznie nieszczesliwa tylko nie wiem czy przez siebie czy przez niego,ten zwiazek burzliwy. On uwaza ze to ja ciagle stwarzam ten zwiazek burzliwy i ze mam straszny charakter... jutro chce sie zapisac do psychologa na terapię bo we mnie jest juz zero zycia... przepraszam ze sie tak rozklejam,ale nie mam do kogo sie zwrocic,a nie chce mamy non stop tym obarczac.
Dziewczyno uciekaj od niego czym prędzej! Byłam w podobnym związku przez 3 lata i gdyby nie to, że poznałam innego faceta to nigdy nie miałabym odwagi odejść. Teraz wiem, że myliłam przywiązanie z miłością i wydaje mi się, że Ty robisz to samo. Zastanów się na spokojnie czy chciałabyś kiedyś być jego żoną, czy byłabyś szczęśliwa mając go 24h/dobe przy sobie. Z tego, co piszesz - wątpie...
Zakończ to, odejdź, pożyj dla siebie. Nie bój się tego, że bez niego będziesz się nudziła, ale zacznij robić w końcu coś dla siebie! Związek powinien dawać Ci szczęście, spokój i poczucie bezpieczeństwa, a z tego, co ja widzę, to nie ma ani jednego z tych elementów. Każda z nas zasługuje na prawdziwego, kochającego faceta a nie rozpieszczonego dupka, któremu się w głowie poprzewracało.
Ps. Mimo całej Twojej trudnej sytuacji, nie rozumiem zwalania złego humoru na tabletki anty. Albo jesteś rozdrażniona całą tą sytuacją (i nim) albo jeśli faktycznie tabletki na Ciebie źle działają to idź do ginekologa i je zmień.
właśnie myslę,że go nie kocham,że jestem z nim z przyzwyczajenia i obawy przed całkowitą utratą jego osoby.Wiem to smieszne co piszę bo ludzie mają duzo gorsze problemy,ale ja gdzies w pewnym momencie swojego życia się zgubiłam i nie mogę siebie samej szczęsliwej odnaleźc. Musze pojsc na terapie do psychologa bo sama nie poradze sobie. Jetem osobą którą potrzebuje dużo miłosci i ciepła,zrozumienia,jak zawsze łatwo sie poddaje tak uwzięłam się na ten zwiazek jak głupia. Zawsze jak sie pokłocimy obojetnie z której winy to ja musze wyciagac reke,on nie odezwałby sie przez kilka dni. On jest wpatrzony w siebie i w realizowanie siebie. Moze przesadzam ale czuje się przy nim jak taki malutki,nic nie znaczący człowieczek.
Ja bym uciekła gdzie pieprz rośnie. Będzie bolało, ale krótko. A przy nim będzie stale bolało.
Dziewczyno uciekaj od niego czym prędzej! Byłam w podobnym związku przez 3 lata i gdyby nie to, że poznałam innego faceta to nigdy nie miałabym odwagi odejść. Teraz wiem, że myliłam przywiązanie z miłością i wydaje mi się, że Ty robisz to samo. Zastanów się na spokojnie czy chciałabyś kiedyś być jego żoną, czy byłabyś szczęśliwa mając go 24h/dobe przy sobie. Z tego, co piszesz - wątpie...
Zakończ to, odejdź, pożyj dla siebie. Nie bój się tego, że bez niego będziesz się nudziła, ale zacznij robić w końcu coś dla siebie! Związek powinien dawać Ci szczęście, spokój i poczucie bezpieczeństwa, a z tego, co ja widzę, to nie ma ani jednego z tych elementów. Każda z nas zasługuje na prawdziwego, kochającego faceta a nie rozpieszczonego dupka, któremu się w głowie poprzewracało.Ps. Mimo całej Twojej trudnej sytuacji, nie rozumiem zwalania złego humoru na tabletki anty. Albo jesteś rozdrażniona całą tą sytuacją (i nim) albo jeśli faktycznie tabletki na Ciebie źle działają to idź do ginekologa i je zmień.
Podpisuję się wszystkimi kończynami!! Też przez wiele lat byłam w związku z facetem, który odebrał mi najlepsze lata. Nie widziałam życia poza nim, mieliśmy dziecko, więc długo próbowałam ratować małżeństwo. W końcu jednak uświadomisz sobie, że życie wspomnieniami i nadzieją na dłuższą metę nie ma sensu! Nie myl miłości z przyzwyczajeniem!
Nie daj sobie wmówić wyłącznej winy! Każdy medal ma dwie strony, ale faceci mają wybitne zdolności do wybielania siebie i zrzucania wszystkiego na partnera, byle tylko nie musieć przyznać się do błędu. A Twój facet wychowany jest tak, że go nie zmienisz, on nie rozumie podstawowych zasad partnerstwa.
Echhh
ZDECYDOWANIE POPIERAM rozstanie... jedynak, rozpuszczony jak dziadoski bicz, zero szacunku, zero odpowiedzialnosci i do tego wszystkiego Ciebie też ma kiedy chce. A nie kiedy oboje tego chcecie. Wygodnis!!!
Trzymam kciuki za podjęcie przez Ciebie decyzji, jaka by ona nie była, ale podejmij ją.
właśnie myslę,że go nie kocham,że jestem z nim z przyzwyczajenia i obawy przed całkowitą utratą jego osoby.
.
Ty go nie masz. Nie jest Twój. Nie jest Ci oddany, nie kocha, wykorzystuje.
Wiem to smieszne co piszę
Wcale nie. To tragiczne. A w każdym razie może skończyć się tragicznie.
bo ludzie mają duzo gorsze problemy,
Każdy problem jest najgorszy, gdy się go ma.
Musze pojsc na terapie do psychologa bo sama nie poradze sobie.
Może to dobre rozwiązanie. Jeśli tak czujesz, idź. Jak najszybciej.
Jetem osobą którą potrzebuje dużo miłosci i ciepła,zrozumienia,jak zawsze łatwo sie poddaje tak uwzięłam się na ten zwiazek
Każdy potrzebuje miłości, ciepła i zrozumienia.
.
jak sie pokłocimy obojetnie z której winy to ja musze wyciagac reke,on nie odezwałby sie przez kilka dni.
Przetrzymaj go. Jeśli nie odezwie się wcale, będziesz miała jasna odpowiedź. Jeśli się odezwie i spokornieje... Może jest szansa żeby go teraz obudzić. Ale nie licz na to. Rodzice zrobili mu straszną krzywdę kochając głupią miłością i nie dając szansy na rozwój.
On jest wpatrzony w siebie i w realizowanie siebie.
Dobrze, że to widzisz. Wyciągnij wnioski. Osobiście wolę, żeby mężczyzna był wpatrzony we mnie. Inaczej NIE UMIEM się zaangażować I CIESZĘ SIĘ, ŻE NIE MAM TEJ UMIEJĘTNOŚCI!
Moze przesadzam ale czuje się przy nim jak taki malutki,nic nie znaczący człowieczek.
Czy nie czas zacząć się kierować tym co czujesz?
Pozdrawiam cieplutko, życzę siły i wytrwałości.
Nevermind to w czym siedzisz jest straszną patologią i nie dziwię Ci się że ani nie masz na nic ochoty, ani nie dbasz o siebie, wręcz mam wrażenie że masz depresję. Jesteś uzależniona od gościa bo tak jak piszesz - jak on znika to nie wiesz co ze soba zrobić. Na moje oko bardzo trudno będzie Ci podjąć decyzję samej, moim zdaniem potrzebne do tego są osoby trzecie. Ale nie tkwij w tym,zmarnujesz sobie młodość tylko, właściwie to najlepsze lata życia. Skoro on wywodzi się z takiej rodziny to ma to zakodowane bardzo mocno, bo jak miałby jakieś ciężkie przejścia w życiu to można by próbować to odwracać, ale w tym przypadku moim zdaniem nie ma sensu - zniszczysz się psychicznie tylko.
W każdym razie skocz do jakiegoś terapeuty, powinnaś od tego zacząć jak nie amsz jakichś bliskich osób, bo tak uzależniona od tego faceta możesz ich nie mieć.
Twój facet jest egoistą - tak został wychowany, jak sama zauważyłaś. Nic i nikt na dodatek tego w nim nie zamierza zmieniać. Dobrze myślisz - jeśli nikt nie wyprowadzi go z błędu, facet będzie dla Ciebie taki sam jak jego ojciec wobec swojej żony.
Próbowałaś z nim rozmawiać, jak się czujesz gdy on tak się zachowuje? Chociaż z tego co piszesz wynika że to i tak niewiele go obchodzi...
I tak długo to znosisz. Ja bym odeszła, po co się męczyć..
Ważne jednak abyś też nauczyła się żyć dla siebie, nie dla innych.
Gdzieś wspomniałaś, że on by się nie odezwał przez kilka dni. OK, więc go przetrzymaj. Jak ciebie kocha to odezwie się na pewno. Jak jest z tobą, bo się po prostu przyzwyczaił że jesteś obok, ale miłości u niego nie ma, to jak typowy egoista wytłumaczy sobie że go rzuciłaś. No i będziesz tą złą. Ale Tobie to tylko na zdrowie wyjdzie. A czy zakończysz to (co jak inni szczerze ci radzę), czy będziesz się męczyć dalej to chyba z tym psychologiem to dobry pomysł.
Jak dalej będziecie razem, to zacznij się trochę dystansować. Nie lataj za nim, nie "napastuj"
swoją osoba. Masz swoje życie i pewnie swoje ważne sprawy. Jak zapyta czemu nie przyjedziesz, to mu powiedz, że masz jakieś swoje sprawy.
Przez cały rok obiecywał mi,że pojedzie ze mna za granice na wakacje. Żaden termin mu nie pasował wiec wybralismy ten tydzie w ktorym jest wolny.Przy moich rodzicach obiecywał ze ze mna pojedzie zebym tylko z nimi nie leciała. Przychodzi moment wykupienia wakacji (tj jutro) on mówi,że on nigdzie nie moze leciec bo ojciec mu nie da kasy,że mozemy nad polskie morze (wiedział ze nie chce za cholere jechac nad polskie morze). ja siedziałam cicho jak on miał wyjazdy,chciał zebym pojechała z nim na jeden wyjazd zostawiłam wszystko i pojechałam. Dodam ,że na swoje wyscigi wydaje ponad 20 tysiecy,ostatnio kupił ojciec mu rower za kilka tysiecy (mogł zamiast tego powiedziec mu ze potrzebuje na wczasy ze mna),jezdzi non stop do kina,po restauracjach... a nie miał zeby pojechac ze mna na durne wczasy. dzisiaj powiedziałąm mu odnosnie tego ze kupił sobie rower,a mnie w ciula zrobił,to powiedział,że mam mu nie zagladac w portfel bo to nie moja sprawa. POjechalismy dzisiaj w góry bo bardzo chciałam z jego rodzicami. Ok wszystko pieknie super tylko ja z tyłu zostałam z jego mama i przez kilka godzin chodziłam z jego mama,a on daleko przed nami ze nie widziałysmy ich nawet... powiedział mi ze ma mnie dosyc ze jestem rozwydrzona i ma dosyc takiej dziewczyny... poniewaz powiedziałam mu co na ten cały temat mysli ze olał moje potrzeby. chciałam jechac tylko na głupie wczasy ,gdzie on duzo wiecej traci na siebie samego... co wy tym uwazacie ,przesadzam ? Faktycznie bez potrzeby sie czepiam ??
16 2012-08-06 09:55:02 Ostatnio edytowany przez klarek (2012-08-06 09:55:56)
Może coś jest z Tobą nie tak. Ale z kim nie jest
Po tych ostatnich tekstach to chyba czas abyś podjęła męską decyzję. Jak ktoś napisał wcześniej: będzie bolało ale minie.
a czemu ze mną nie tak bo nie rozumię ? Oczywiście ja chcę usłyszęc każdą podpowiedź ![]()
Być może źle napisałam to co chciałam napisać więc zacznę od początku. Bardzo lubię chodzić po górach,mój facet nie. Wczoraj w końcu od 4 lat zabrał mnie w góry z jego rodzicami. podczas 4 godzinnego pobytu właśnie tam nasza wędrówka wyglądała tak,że on zapierdzielał jak walnięty,mając mnie totalnie gdzieś. Ja z jego mamą szłam tak daleko,że straciliśmy jego i jego tatę z oczu. tak jakbyśmy sobie same przyszły połazić. Nie czekali na nas tylko szli jak walnięci. Mówiłam mu wielkrotnie żeby zwolnił bo razem przyszlismy a nie osobno, jednym uchem wpuszczał,drugim wypuszczał. Także nasz wypad spędziłam z jego mamą. Jak już wracaliśmy to oni tak szybko poszli przed nami,że my jeszcze nie zdąrzyłyśmy zejsc z gór a oni juz siedzieli w samochodzie... W domu jak byliśmy powiedziałam mu,że bardzo mi sie to nie podobało bo przyjechalismy wszyscy razem a czułam się jakbym przyjechała sama. On powiedział,że miał dość,że tak wolno szłyśmy( a oni dosłownie biegli;/) No oczywiście powiedział mi,że się czepiam,że on ma tego dosyć. Nie chciałam juz z nim rozmawiać bo nie było sensu. I tak bym mu nic nie przegadała. Teraz zmieniam temat odnośnie tych wakacji zaplanowanych od roku. Od małego jeździłam z rodzicami za granicę ( cały rok się zbierało żeby gdzieś pojechać). Odkąd z nim byłam każdy mój wyjazd z rodziną kończył się popsutymi nerwami moimi i wszystkich innych ponieważ mój chłopak chyba przez to,że tęsknił odstaiał straszne cyrki. Zrywał ze mną,później na lotnisku czekał z kwiatami,tak w koło macieja. No w końcu w tym roku on powiedział,że mam jeździć z nim a nie ze swoją rodzina bo nadszedł czas żeby dać sobie spokój z wyjazdami z rodzicami. Moi rodzice w czerwcu polecieli na Majorkę,w październiku leca do Paryża. Zrezygnowałam z tego bo on obiecywał cały rok,że na 100% poleci ze mną na wczasy. On na brak pieniędzy nie narzeka. Wydał przez wakacje ponad 20 tysiecy na wyscigi na motorze. Ok rozumie,że to jego pasja. Przez każde jego wyjazdy siedziałam cicho,w końcu chciał żebym z nim pojechała. Ok pojechałam,żeby mu było miło. W końcu miał miesiąc przerwy miedzy wyjazdami więc stwierdziłam,że to najlepszy czas żeby gdzies wyjechać na wczasy. Okazało się ,że po drodze ma jeszcze jakies kursy na motor wieć mamy mozliwy tylko jeden tydzień. Ten tydzień był dopasowany według niego bo on stwierdził,że tylko wtedy mu pasuje. Ja przeglądałam oferty,jeździliśmy po burach podrózy,on załatwiał ze znajomymi żebysmy jechali. Z wszystkich,a przede wszystkim ze mnie zrobił debila. Bo po powrocie z biura podrózu stwierdził,że nie ma kasy. Ok rozumie,że nie ma kasy,że cały rok oszczedza,ale on na wszystko sobie pozwala,jeździ po knajpach na obiady,do kina non stop itp. Jak się dowiedziałam,że jeszcze kupił sobie rower po tym jak mi mówił,że nie ma kasy za 5-6 tysiecy to mi poprostu rece opadły.. dosłownie. wszystko się kreci wokół niego. ja przez caly rok czekałam na te wczasy,nie robimy tego co ja chce,tylko wszystko zawsze jest podporzadkowane jemu. dzien przed tym jak miałam wykupic wczasy on miał rozmaiac z ojcem( bo z mama juz rozmawiał na temat pozyczki pieniedzy,stwierdził,że on wie jak z ojcem rozmawiac i ze pojedziemy napewno). Wczoraj pisze mi,że on nigdzie nie jedzie bo ojciec powiedział,że moze mu dac kase tylko nad polskie morze. I powiedział,że to ja powinnam rozmawiać z jego rodzicami,że stawiam go bez wyboru. Tylko po cholere obiecywał ?! Tak poleciałabym z rodzina i wszystko byłoby ok. Ja muszę rozumiec jego zachcianki,a przyszło tylko do zalatwienia czegos dla mnie. Klapa. ma to gdzieś. bardzo się pokłocilismy,powiedział,że może lepiej jak bedziemy tylko znajomymi faktycznie bo ma dosyc takiej dziewczyny. Czuje się całkowicie do dupy,ciagle się za wszystko obwiniam. Czy do jasnej cholery ze mną jest cos nie tak ? ja juz odchodzę od zmysłow.
Też miałam chłopaka, który kochał motocykle i poświęcał im większość czasu....( niestety zginął tragicznie...) , ale mieliśmy szacunek do siebie i to się liczyło, chociaż wiadomo w każdym związku są chwile słabości. Ja rozumiałam ze motocykle to jego życie i jego pasja, choć nie powiem czasem mnie to złościło....
Twój chłopak może i ma pasje, ale nic poza tym.. Nikogo nie szanuje rodziców, ani Ciebie.. skoro mówi , że kocha to dlaczego tego nie okazuje???
Nie łudź się na poprawę, skoro teraz ma zero szacunku, to za 2 lata 3 czy 10 lat będzie to samo,albo i gorzej... Lepiej się rozstać i odpocząć, niż kontynuować to co i tak jest z góry skazane na porażkę.
On nie dorósł by kochać, być może to wina rodziców, bo wyniósł z domu takie wartości , a nie inne... niestety jest hipokrytą, który patrzy tylko i wyłącznie na siebie i dla którego liczy się tylko własne dobro.
Ja nie rozumię jak do jasnej cholery może byś tylko jedna strona ciągle winna. Obiecywał mi te wczasy,ja juz wszystko załatwiałam i olał to totalnie. Jeszcze po tym jak to spiepszył mnie zaczał obwiniac jaka to ja zła i nieodbra jestem. Byłam wkurzona..ale kto by nie był jeżeli sie robi z kogos głupka do końca, a człowiek lata i załatwia wszystko. Oczywiscie wczoraj w trakcie rozmowy poszedł sobie,mnie totalnie olał podczas kłotni,później pisałam do niego co o tym wszystkim mysle i że liczy sie tylko on i jego czubek nosa ijak ma tak wyglądac nasz zwiazek to zeby nie liczył ze mi na nas bedzie zależało(po tym jak olał oczywiscie moje potrzeby i jeszcze powiedział ze lepiej moze faktycznie jak zostaniemy znajomymi bo jestem strasznie niedobra i ma mnie dosc).Nie odpisał. Do teraz cisza
Może ktoś pomysli ze poprzewracało mi sie w dupie,że uparłam sie na te wczasy za granica,ale to nie o to chodzi. boli mnie ze cały rok mi cos obiecywał,mogłam spokojnie jechac z rodzina , traci kase na kazdym kroku tylko i wyłącznie na siebie na swoje potrzeby i to po 26 tysiecy na kilka miesiecy a nie ma zeby ze mna pojchac raz w roku na wakacje. I jeszcze po tym jak mowi ze nie ma kasy kupuje sobie rower za ponad 5 tysiecy... jakiś obłęd. I teraz oczywiscie ja jestem winna,ja jestem ta zła i to z emna jest wszystko nie tak,a on jest taki idealny. Boże co za obłęd..
Mam podobną sytuację... Byłam z chłopakiem ponad 3 lata, mieliśmy czasem kilkudniowe przerwy i raz ok. miesięczną. Jednak daliśmy sobie znów szansę. Nasz związek ogólnie wyglądał właśnie tak..mnóstwo kłótni, głównie powodowanych przeze mnie. Ostatnio on powiedział mi, że ma dość kłótni i tego, że ciągle o wszystko się czepiam (potrafiłam zrobić awanturę o jedno słowo), mówił że nie może być przy mnie sobą i mówić szczerze, co myśli. Podczas kłótni olewał już wszystko, mnie. Miał dość. Wiedziałam, że to prawda dlatego poprosiłam go o jeszcze jedną szansę, o kilka dni aby mógł przekonać się, że się zmienię. Dostałam ją i..zawaliłam. Wkręcałam sobie, że mu na mnie nie zależy i robiłam o wszystko, dosłownie wszystko awantury. Wczoraj wróciliśmy z kilkudniowych wakacji, które były kompletną porażką. Były dobre chwile, ale większość była do kitu. Dziś z rana znów awantura przez sms, znów zaczęłam ją ja, bez większego powodu. Wszystko ze strachu, że jemu na mnei nie zależy. W końcu napisał, że ma dość, że nie daje już rady i zrywa ze mną. Że nie ma sił na więcej kłótni, moich awantur. Próbowałam go odwieść od tej decyzji, przepraszałam. On jednak nie zmienił zdania. Mówi, że oboje zawaliliśmy sprawę, jednak ja wiem, ze to moja wina. Nie wyobrażam sobie życia bez niego. Podczas tej miesięcznej przerwy zaczęłam inny związek, w którym i tak tęskniłam za nim. Znam to uczucie i wiem, że będzie mi bez niego strasznie. Najgorsze, że to moja wina... czuję się strasznie z samą sobą.
Wczoraj przez cały dzień cisza w związku z czym ja napisałam około 17-stej żebysmy sie nie kłocili,że pojedziemy objetnie gdzie na te wakacje. Nic nie odpisał,później po 19-stej napisałam czy idziemy na basen o 20. Cisza. W koncu zapytałam czy my ze sobą jestesmy czy nie bo nie zamierzam przechodzic jakis cichych dni. Odpisał 'nie mam ochoty na zaden basen' . Nic juz nie odpisałam. On też nie napisał. Dzisiaj też cisza ;p Chyba mój zwiazek sam się spierdzielił. Ja też jestem osobą czepliwą,ale mój facet idealny nie jest napewno. W zwiazku nie tylko jedna osoba ma nad sobą pracować i rozumiec potrzeby drugiej strony,ale oboje musza sie starać ![]()
A może Twój facet też ma już dosyć? Nie usprawiedliwiam jego zachowania, ale nie zawsze tylko facet jest "tym złym". Nie dziwię się, że on może mieć dość, gdy ciągle są między Wami kłótnie. Mam niemal identyczną sytuację. Facet powiedział, że nie ma już sił być ze mną, ma dość ciągłych kłótni. Kocha mnie ale przestał w nas wierzyć. Może u Ciebie sytuacja jest podobna? Ja też jestem osobą czepliwą, nawet bardzo i często robię awantury bez powodu, a potem płaczę i rozpaczam (miewam nawet myśli samobójcze). Ale nie dziwię się, że on już wymięka, sama bym na jego miejscu wymiękła. Może Twój facet czuje to samo? Co do tego, że jest samolubny, "rządzi" rodzicami i wszystkimi naokoło- to nie znaczy, że z Tobą też musi tak postępować. Zacznij wymagać od niego szacunku do siebie ale sama tez mu go dawaj. Nie wybuchaj i nie odwdzięczaj się tym samym gdy on brzydko Cię potraktuje tylko przestań się odzywać. Powiedz, że będziecie rozmawiać, gdy on będzie w należyty sposób to robił. Poczekaj, aż sam się odezwie. A co do tego, że licza się dla niego tylko motory- na pewno? Czy byłby z Tobą 4 lata mimo tych wszystkich kłótni, gdyby Cię nie kochał i gdybys nie była dla niego ważna? Gdyby mu na Tobie nie zależało, olałaby wszystko i na pewno szybko znalazł jakąś nową dziewczynę. Ale mimo wszystko ciągle jesteście razem, nawet gdy nie wygląda to idealnie.
Zadaj sobie pytanie, czy chciałabyś być z osobą jaką sama dla niego jesteś? Jeśli tak, to rozumiem Twoje rozterki. Jeśli nie- może zacznij traktować faceta lepiej. Sama zadałam sobie to pytanie i naprawdę pomogło.
Wiesz co ? Przeczytałam kilka razy to co mi napisałaś i musze przyznać,że dało mi to dużo do myślenia. Spojrzałam na to wszystko z boku i nie chciałabym miec takiej dziewczyny jaką ja jestem dla mojego faceta
to,że on ma jakieś odpały to już pominę bo ogólnie to dobry chłopak
Nikt nie jest idealny. Przede mną długa droga jeżeli chodzi o pracę nad samym sobą.
Cieszę się jeśli mogłam Ci pomóc
nie chodzi o to, by krytycznie oceniać siebie, ale my kobiety często zwalamy wszystko na facetów nie patrząc na siebie. Słowa "facet to świnia" są nam tak wpojone, że takie właśnie mamy o nich zdanie. Ale faceci to też ludzie, też czują i chcą mieć udane związki. Gdy kobieta popełni błąd, facet jeśli ją kocha to i tak jej wybaczy. Ale gdy facet popełni błąd to my owszem, wybaczamy, ale ile złych słów na niego powiemy, pomyślimy i jaką karę wymyślimy! A przecież wszyscy jesteśmy tylko ludźmi ![]()