Borderline - nie umiem podjąć decyzji co do związku. - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Borderline - nie umiem podjąć decyzji co do związku.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 13 ]

Temat: Borderline - nie umiem podjąć decyzji co do związku.

Witajcie. Mam 26 lat i od dawien dawna czuje sie dziwna. Od takich slow rowniez zaczelam moja rozmowe z psychiatra - ze jestem dziwna.  Odkad skonczylam 17 lat ciagle niemalze mialam jakiegos faceta. Z obcenym - juz narzeczonym, jestem 2 lata. I praktycznie od tych 2 lat zastanawiam sie nad nim az chyba w koncu zatracilam calkiem rozum. Chodzilam na terapie ale nie pomogla ona mi uporac sie ze swoimi myslami i problemami, moze za krotko chodzilam, nie wiem. Niedawno poszlam do psychiatry i stwierdzil u mnie zaburzenie osobowosci borderline. Jak zaczelam czytac na ten temat to niemal wszystko sie zgadza i juz wiem skad u mnie ciagly niepokoj, strach, niepewnosc - ta dziwność moja. Problem moj polega na tym, ze ja nie do konca jakby czuje siebie. Nie umiem jakby wnioskować, wisze w prozni, nie mysle, nie czuje... - tak sie czuje. Taki mam obraz siebie. Czulam sie zawsze dwulicowa, bo niestety latwo przypisuje sobie czyjes cechy i poglady. I dlatego nie wiem co z tym moim zwiazkiem.. Moze jak jeszcze od Was cos uslysze to mi sie rozjasni sytuacja.. Ale boje sie tez ze nie bede obiektywna i nie ufam sobie w tym wzgledzie ze moze za bardzo skrytykuje tego mego narzeczonego.. Bo kazdy mowi co innego - moja mama, znajomi i on sam. A ja z tym moim łapaniem wszystkiego co sie do mnie mowi juz nie wiem kto mowi prawde, kto ma racje. Zwariowac mozna. Mecze sie z tym juz bardzo dlugo az moj organizm daje mi sygnaly ze cos jest nie tak - ciagle mnie cos boli, spac mi sie chce, rozne choroby mniej lub bardziej powazne. No i teraz jeszcze to borderline i leki antylękowe.

Tyle wstępu przechodze do sedna. Moj facet ma 28 lat. Jego mottem zyciowym jest "nie narobic sie a zarobic". Pracuje jedynie w sezonie letnim i zimowym. Ma swoje firmy sezonowe - latem lody a zima odsnieaznie. Poza tym w reszte roku lezy i gra w gierki, czego juz powoli mam dosc. Kupilismy sobie psa, oczywiscie ja musze wiecej wychodzic z nim, nawet rano "bo skoro wczesniej wstaje to dlaczego on ma wstawac skoro moze sobie pospac?". No tak, a ja musze na hurra wszystko rano zrobic wlacznie nieraz z zakupem buleczek, bo on potrafi mi wytknac, ze nie dbam o niego, nie robie sniadania czy obiadu. Ale mowiac szczerze ja juz mialam dosyc widoku lezacego faceta, ktory jeszcze obiadku wymaga jak ja pracuje. Pracuje w domu, wiec nieraz robilam nawet obiad podczas pracy... Zanim zaczelismy skladac sie na zycie i oplaty czesto potrafil powiedziec "wez kase?", "dzis Ty stawiasz" itp. Ja nie jestem skapa, na poczatku latalam do niego nawet z zakupkami, bo mi sie wydawalo ze on taki biedny nie ma pracy.. A on sporo zarabia latem, potem caly rok ciuła by moc rozwijac i rozwijac ten interes.. Wiec w koncu poczulam, ze on na moj koszt zyje by sobie biznes rozkrecac. Czasem tez kupowal, czy gotowal ale cos nie gralo.. Teraz mi zarzuca, ze mu kanapek nie woze do pracy, albo ze jak on wraca to kolacji nie ma. A on wielce zmeczony jest. Nie robilam kolacji bo na wakacje byli jego rodzice i oni gotowali itd. Wiec nie chcialam w ich domu im sie wtryniac. Potem sie tlumaczy, ze nie chce bym codziennie cos robila, ale miloby mu bylo bym czasem cos zrobila. I ja juz nie wiem czy moim obowiazkiem jest mu wozic te kanapeczki? I czy to nie przesada, ze on mi mowi ze nie dbam o niego?

Jest bardzo nerwowym czlowiekem, umie wybuchnac o nic. Czesto dostaje mi sie za takie glupoty - ze nie domysle sie i stane mu na drodze, ze nie domysle sie i nie pomoge mu w czyms. Wiecznie mi mowi, ze ja sie czegos nie domysle, albo ze nie mysle. I tak mi nagada, ze ja faktycznie pozniej juz nie wiem czy on ma racje ze ja nie mysle czy ze przesadza. No nie wiem.. Nie zapomne nigdy jego tekstu jak zrobilam sobie podczas pracy kanapki na szybko. Zarzucil mi ze nie posprzatalam okruchow. Odparłam ze jestem w pracy i nie mam czasu, posprzatam po pracy. To powiedzial " dobrze wiesz jak mnie denerwuje nieporzadek, powinnas posprzatac te okruchy od razu i okazac mi w ten sposob szacunek". Zwariowac mozna. Ja juz nie wiem co myslec o tym wszystkim. NIeraz krzyczy na mnie. Wiele razy mowilam mu ze nie panuje nad nerwami. Ale oczywiscie mowi wtedy, ze to ja go czyms doprowadzam do takich nerwow. Wiec wtedy mysle ze moze faktycznie jakbym wiecej gotowala, czy sprzatala to byloby lepiej.

On mi gada jedo, mama drugie. Wersja mamy - nierob, cham, prostak, wykorzystuje mnie finansowo i meczy psychicznie. Ze nigdy sie jego nerwy nie zmienia, i ze facet nie powinien ciagnac pieniedzy od kobiety.

Znajomi mowia mniej wiecej to samo co mama.

A jak z nim rozmawiam to mnie tak przekabaci, ze ja uwazam ze on ma racje i ze w sumie to wszystko jest super, pieknie bo on mnie tak kocha itd. Jak mowie mu, ze moglby popracowac poza sezonem to sie obraza ze przeciez mu starcza kasy wiec po co. A mama mowi ze to obibok i ze wiecznie taki bedzie a ja bede na niego tyrac. Potem mowie mu ze nerwowy, to juz mial niby ich do psychologa, ale jak jest sezon to wielce nie ma czasu. Mama mowi ze sie nie zmieni, ze jaki ojciec taki syn.

I w ogole jego glupich tekstow moge przytoczyc cala mase. Np: pomagalam mu nosic jakies tam sprzety w pracy, ale w koncu mi sie odechcialo bo mialam wysokie buty. To mi odpalil wkurzony ze to moj obowiazek pomagac, bo z tego bedzie kasa na nasz wspolny przyszly dom. Albo jak on mame traktuje.. Krzyczy jak sie odezwie nieproszona. Normalnie krzyczy do niej : " po co sie wstacasz, nie do ciebie mowilem!". Jego rodzice sa raz w roku a on tak ja traktuje, ze mi sie plakac chcialo..

No ma tez zalety ten moj chlop i ja mam taki metlik w glowie ze juz nie wytrzymuje.. Wciaz mi mowi jak mnie kocha, jaka jestem piekna i cudowna, jaka z nas super para, ze bedziemy miec super zycie, dzieci by chcial itd. A ja łykam wszystko jak małe dziecko. I juz nie wiem po prostu jaka droga iść. Juz mam dosyc tego wszystkiego. Wiem ze mama mi tez za duzop gada i mi sie tez wszystko miesza.

Co myslicie o tym? Help..

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Borderline - nie umiem podjąć decyzji co do związku.

Borderline to ma chyba ten twój chłop big_smile

To, że nie pracuje poza sezonem to chyba nie powinien być problem, skoro starcza mu pieniędzy na życie- wielu ludzi by tak chciało,w  tym ja smile Więc nie zgadzam sie, że jest obibokiem, jest po prostu zaradny-po co człowiek ma tyrać dzień w dzień cały rok? Ma kasę, od nikogo nie pożycza więc jest chyba OK. ?

No ma tez zalety ten moj chlop i ja mam taki metlik w glowie ze juz nie wytrzymuje.. Wciaz mi mowi jak mnie kocha, jaka jestem piekna i cudowna, jaka z nas super para, ze bedziemy miec super zycie, dzieci by chcial itd. A ja łykam wszystko jak małe dziecko. 
MÓWI to za mało. Powiedzieć mozna wszystko. najtrudniej jest coś zrobić, miłość i troskę okazać. Ze słów nic nie ma, słowami mozna karmić.
Czy łykasz wszystko jak dziecko..... no chyba nie do końca skoro jednak o tym napisałaś....

3

Odp: Borderline - nie umiem podjąć decyzji co do związku.

Borderline i Twój facet to dwie różne sprawy.

Wiem, o co w tym mniej więcej chodzi, sama przez chwilę miałam to zdiagnozowane, ale ostatecznie lekarze jednak stwierdzili, że to osobowość chwiejna-emocjonalne typ impulsywny. Powinnaś skupić się na sobie, można to leczyć terapią, pisałaś coś o lekach antylękowych, spróbuj zawalczyć o swoje zdrowie, bo przecież w swojej skórze będziesz całe życie bez względu na to, z kim je spędzisz.

Jeżeli chodzi o Twojego faceta według mnie ma świadomość Twojej słabości i perfekcyjnie ją wykorzystuje. Dlatego bardzo mi Cię żal, bo jak mam być szczera mimo wielkiej miłości rozstałabym się z kimś, kto by mnie tak traktował, zwłaszcza jeżeli masz zdiagnozowane borderline (jesteś troszkę słabsza psychicznie niż inne kobiety, więc mógłby się Tobą zająć a nie skupiać się na czubku własnego nosa zbywając Cię co najwyżej komplementami.

Narazie sugerowałabym Ci porządną terapię, ośrodków które się tym zajmują jest mnóstwo, więc jak poszukasz to znajdziesz. A tam prawdopodobnie już byś się dowiedziała od specjalistów (ja jestem tylko forumowiczką która Ci jak najlepiej życzy) co możesz zrobić ze swoim związkiem.

Trzymam kciuki!

4

Odp: Borderline - nie umiem podjąć decyzji co do związku.

Ja najwyraźniej totalnie nie rozumiem tych bełkotów psychologicznych ale nie za bardzo wiem na jakiej podstawie Twój psychiatra, czy tam psycholog uznał, że masz borderline?

Jak dla mnie jesteś mało pewną siebie osobą, która przyjmuje wobec innych postawę uległą i w dodatku łatwo wpędzić Cię w poczucie winny. Wystarczy, że Twój facet uzna, że się mało starasz, a Ty od razu tracisz pewność siebie, pewność co do tego czy faktycznie się strasz, czy to co już zrobiłaś to wystarczająco dużo abyś mogła uznać, że się strasz, czy może on jednak ma rację, czyli się nie starasz. I mam wrażenie, że ostatecznie prędzej jesteś skłonna uznać, że to on ma rację, wziąć winnę na siebie, uznać sama przed sobą, że się nie starasz i usprawiedliwiać zachowanie chłopaka. A w rzeczywistości pewnie sama zaś starsz się jeszcze bardziej i jeszcze, byle by go zadowolić i pozbyć się poczucia winny, poczucia, że to Ty w tym związku przecież coś psujesz.

Pytasz się nas, czy powinnaś robić mu kanapki. A co Ty uważasz w tej kwestii? Myślisz, że istnieje jakiś gotowy szablon odnośnie tego, czy kobieta powinna robić kanapki, czy też nie? Takiego szablonu nie ma...

Po drugie jesteś nie zdecydowana i jak widać nie pewna tego co sama myślisz, wiesz, czujesz... Nawet w sparwie swojego chłopaka i Twojej przyszłości ciągle radzisz się innych. Co mówi mama, co przyjaciele, a co mój chłopak...
A co Ty myślisz?
Najwyraźniej masz wątpliwości odnośnie chłopaka skoro szukasz rady innych, skoro potrzebujesz naszej rady?

Pytanie tylko, czy faktycznie chcesz rady? Czy może tak naprawdę chcesz potwierdzenia odnośnie tego co sama myślisz, jednak nie masz odwagi tego przyznać przed samą sobą?

Kolejna kwestia piszesz, że nie czujesz siebie? Zastanawiam się, czy faktycznie nie wiesz jaka jesteś, nie czujesz siebie, masz problem z własną tożsamością, czy po prostu nauczyłaś się ignorować własne uczucia i to co chcesz Ty sama.
W sumie to jak masz czuć siebie skoro ciągle żyjesz tym co czuje Twój chłopak? Wygląda to tak jakby wszystko kręciło się wokół niego, a Ty już z wyprzedzeniem chcesz się przygotować na każdy jego gest. Jakby nie było Twój chłopak w końcu oczekuje od Ciebie, że będziesz czytać w jego myślach, przewidywać, domyślać się zanim on coś powie. Z jednej strony wiesz, że to nie możliwe aby czytać komuś w myślach ale swoje stanowisko poddajesz w wątpliwość.


Odnośnie Twojego chłopaka. Jak dla mnie on doskonale umnie zadbać sam o siebie. Gra na Twoim poczuciu winny aby uzyskać to co chce. Wie, że wystarczy, że przedstawi siebie jako biednego i poszkodowanego abyś już pobiegła z pomocą. Wystarczy, że zasugeruje Ci, że o niego nie dbasz i on już całą Ciebie ma.

Jak dla mnie on jest bardzo wygodny i egoistyczny.

Praca sezonowa też jest pracą i pomysłem na życie. To akurat nie musi być problemem. Jednak nie chęć do pracy, do aktywności, podejście aby się tylko nie musieć wysilać jest niepokojace.

5

Odp: Borderline - nie umiem podjąć decyzji co do związku.
enya napisał/a:

Ja najwyraźniej totalnie nie rozumiem tych bełkotów psychologicznych ale nie za bardzo wiem na jakiej podstawie Twój psychiatra, czy tam psycholog uznał, że masz borderline?

Jak dla mnie jesteś mało pewną siebie osobą, która przyjmuje wobec innych postawę uległą i w dodatku łatwo wpędzić Cię w poczucie winny. Wystarczy, że Twój facet uzna, że się mało starasz, a Ty od razu tracisz pewność siebie, pewność co do tego czy faktycznie się strasz, czy to co już zrobiłaś to wystarczająco dużo abyś mogła uznać, że się strasz, czy może on jednak ma rację, czyli się nie starasz. I mam wrażenie, że ostatecznie prędzej jesteś skłonna uznać, że to on ma rację, wziąć winnę na siebie, uznać sama przed sobą, że się nie starasz i usprawiedliwiać zachowanie chłopaka. A w rzeczywistości pewnie sama zaś starsz się jeszcze bardziej i jeszcze, byle by go zadowolić i pozbyć się poczucia winny, poczucia, że to Ty w tym związku przecież coś psujesz.

Najbardziej sie zgadzam z Twoja opinia. Borderline stwierdzil u mnie wstępnie po godzinnym wywiadzie. Mowilam mu, ze u mnie jest albo super albo od razu do kitu. Ze nie wiem co mysle itd ze jestem jakby oderwana od siebie i wiele innych. W srode znowu ide do niego. O poczuciu winy to strzal w dziesiatke. Czesto mi sie wydaje ze ja cos powinnam a nie robie tego, wiec jak moj facet mi nagada to ja mam metlik w glowie czy faktycznie powinnam czy nie. Czy za malo jednak gotuje czy nie. I sprzatam itd. Bo glownie on sie tego czepia.

enya napisał/a:

Pytasz się nas, czy powinnaś robić mu kanapki. A co Ty uważasz w tej kwestii? Myślisz, że istnieje jakiś gotowy szablon odnośnie tego, czy kobieta powinna robić kanapki, czy też nie? Takiego szablonu nie ma...

A ja wlasnie chyba takiego szablonu bym chciala. Co kto kiedy powinien robic, jak itd. Bo sama tego nie wiem, bo na wszystko mam rozne opinie. Tą samą rzecz/pomysł/mysl moge skrytykowac jak i docenic. Zero okreslonych pogladow. Nie wiem juz jak zyc naprawde. Mnie az glowa boli od ciaglego myslenia i analizowania. I najgorsze ze do zadnych wnioskow nie dochodze. Codziennie juz sie boje o siebie ze zwariowalam albo dopiero zwariuje. Albo ze jestem juz tak glupia ze szok..

enya napisał/a:

Po drugie jesteś nie zdecydowana i jak widać nie pewna tego co sama myślisz, wiesz, czujesz... Nawet w sparwie swojego chłopaka i Twojej przyszłości ciągle radzisz się innych. Co mówi mama, co przyjaciele, a co mój chłopak...
A co Ty myślisz?

Dokladnie... Ja nie czuje co mysle. Czuje jedynie jakas pustke i rozsadzanie glowy jakimis informacjami. Dzis cala noc nie spalam, bo sie balam ze kiedys wyladuje w psychiatryku. Ze jestem z facetem, ktorego niby kocham niby nie kocham. Jednoczesnie jest dla mnie aniolem a potem tyranem ktory sie zlosci o byle co. Tyranem to przegielam troche, ale bywa naprawde chamski. Nie wiem kiedy to sie skonczy wszystko. Juz nieraz sobie mysle, ze bede z nim i bede szczesliwa. A potem mysle by zerwac i sie miotam i nie wiem juz nic. Dlatego pisze tu i pytam kolezanek i opowiadam. One mi mowia, a ja i tak w sumie robie po swojemu i wciaz ten stan trwa. Bo co jak zerwanie mi nie pomoze z samopoczuciem?

enya napisał/a:

Najwyraźniej masz wątpliwości odnośnie chłopaka skoro szukasz rady innych, skoro potrzebujesz naszej rady?

Pytanie tylko, czy faktycznie chcesz rady? Czy może tak naprawdę chcesz potwierdzenia odnośnie tego co sama myślisz, jednak nie masz odwagi tego przyznać przed samą sobą? Kolejna kwestia piszesz, że nie czujesz siebie? Zastanawiam się, czy faktycznie nie wiesz jaka jesteś, nie czujesz siebie, masz problem z własną tożsamością, czy po prostu nauczyłaś się ignorować własne uczucia i to co chcesz Ty sama.

No wlasnie.. Czasem sie zastanawiam ze moze ja jestem jakas masochistka. Bo mysle, ze chyba w sumie jestem pewna ze nie powinnam z nim byc, bo jest nerwusem itd. Ale tkwie nadal bo przeciez ma tez zalety. A innym razem mysle, ze moze ja wyolbrzymiam i on moze wcale nie jest taki zly. Kolejny raz pozniej mysle, ze w zwiazku wszystko mozna wypracowac. A potem mysle ze jednak po co mam sie meczyc w imie czego? Skoro zmiana moze nie przyjsc. I wlasciwie placze sie w tych myslach i do niczego nie moge dojsc. I mysle sobie, czy moze ja jednk wiem co zrobic , ze moja intuicja mowi mi a ja jej nie slucham - siebie nie slucham. I moze przez to az z lekka oszalałam..


enya napisał/a:

W sumie to jak masz czuć siebie skoro ciągle żyjesz tym co czuje Twój chłopak? Wygląda to tak jakby wszystko kręciło się wokół niego, a Ty już z wyprzedzeniem chcesz się przygotować na każdy jego gest. Jakby nie było Twój chłopak w końcu oczekuje od Ciebie, że będziesz czytać w jego myślach, przewidywać, domyślać się zanim on coś powie. Z jednej strony wiesz, że to nie możliwe aby czytać komuś w myślach ale swoje stanowisko poddajesz w wątpliwość.

Tak sie dzieje bo wiele razy mi zarzucal, ze ja sie nie domyslilam wlasnie np by mu kanapki przywiezc, czy by mu w czyms pomoc bo sobie nie radzi. Ale on sobie nie radzi w takich sytuacjach ze rece opadaja. Krzyknal kiedys na mnie, ze mu nie pomoglam drzwi otworzyc a on nie mial jak bo gadal przez telefon. I ja nie wiem czy ja juz jestem tak malo zyciowa ze sie nie domysle by mu pomoc, czy on robi ze mnie wariata. Czy co..


enya napisał/a:

Odnośnie Twojego chłopaka. Jak dla mnie on doskonale umnie zadbać sam o siebie. Gra na Twoim poczuciu winny aby uzyskać to co chce. Wie, że wystarczy, że przedstawi siebie jako biednego i poszkodowanego abyś już pobiegła z pomocą. Wystarczy, że zasugeruje Ci, że o niego nie dbasz i on już całą Ciebie ma.

Jak dla mnie on jest bardzo wygodny i egoistyczny.

Moja mama tez tak mowi, ze on wykorzystuje mnie do swojej wygody. Wydaje mi sie ze to facet powinien kobiecie bardziej zapewniac wygody, przyjemnosci. A ja nawet musze sie dostosowywac na kanapie do tego jak on siedzi. I tez wtedy nie wiem czy ja jestem egoistka bo chce sie wygodnie ulozyc, czy moze on jest egoista ze ja sie musze klasc tak by jemu bylo wygodnie. Absurd! Ale ja naprawde nie wiem.. Moze tak sie stalo przez to, ze on mi tak narzuca co powinnam a czego nie? I ja zbytnio sie go sluchalam az w koncu cos przestalo grac. Bo moje JA juz nie wie czy ma robic po swojemu czy po jego mysli.. O ta mysl mnie troche uspokoila, jakbym doszla o co tu chodzi. Ale to ja postepowac by dwie osoby byly zadowolone? Mi sie wydaje, ze on dba tylko o siebie. A ja dbalam tylko o niego.. Jak sie zaczelam stawiac o sie zaczely wieksze klotnie... Ze ja o niego nie dbam itd. Zarzuty wobec mnie. Wypominal mi, ze daje mu najgorszy talerz, czy polamanego nalesnika a sobie biore lepszego. On sprawil, ze ja zaczelam mysle co by tu zrobic by on sie nie obrazil.. I tkwie z nim chyba tylko po to by sobie na 100 % uswiadomic ze on jest do kitu. Ale w miedzy czasie on mi naopowiada jak mnie kocha, zaprosi do kina, kupi kolczyki i ja swiecie jestem przekonana ze on mnie tak kocha.. Bo kocha mnie.. Ale czy ja jego?

enya napisał/a:

Praca sezonowa też jest pracą i pomysłem na życie. To akurat nie musi być problemem. Jednak nie chęć do pracy, do aktywności, podejście aby się tylko nie musieć wysilać jest niepokojace.

Tak praca sezonowa spoko.. Ale zeby poza sezonem nic nie robic? I wcale nie jest tak, ze ma kokosy caly rok. Sporo musi odkladac na nastepny sezon. Narzeka, ze kryzys, ze nie stac nas na to czy tamto. To moglby pojsc do pracy w miedzy czasie, prawda? Ale on mowi, ze za 1000 zl nie bedzie u kogos niewolnikiem. WIec niech nie narzeka, ze nie ma kasy.. On wie, ze ja zawsze kupie jak trzeba, zawioze, pozycze. To troche chyba dziwne, ze do tej pory rodzice mu oplacaja czynsz? Za media sam placi, oczywiscie ze mna na pol. Na zycie tez. Nawet jak gdzies wychodzimy to bierzemy te wspolne pieniadze, nie ma ze mnie zaprasza sam. Bardzo rzadko. Przeciez poza sezonem moze cos ugotowac itd. A nie jeszcze ode mnie wymagac gotowania, sprzatania. Sam by w godzinke zrobil wszystko. A on czeka az ja wroce z pracy. Spoko.. Moge gotowac, ale nie jak on cale dnie lezy a ja pracuje. I jeszcze mam gotowac, wychodzic z psem. Itd.

6

Odp: Borderline - nie umiem podjąć decyzji co do związku.

To co piszesz jest straszne! Twój facet Tobą manipuluje jak chce. Powiedziałabym nawet, że on sam ma ze sobą jakiś problem...

A Ty sama sobie nie ufasz i jak on podważa Twoje działanie, starania to od razu zaczynasz wątpić, czujesz się winna i zastanawisz się, czy przypadkiem on nie ma racji. Czujesz i wiesz, że on Cię źle traktuje ale zachowujesz się tak jakbyś sama sobie nie wierzyła, nie ufała swoim odczuciom, swoim racją, osądom.  Radząc się, opowiadając swoją historię zachowujesz się tak jakbyś chciała znaleźć dowód na to, że to co myśłisz jest prawdą, że masz prawo być zła i niezadowolona, że masz realne ku temu powody, i chcesz aby ktoś potwierdził to co sama wiesz i czujesz.

Nie chcesz być egoistką, starasz się dla niego, wiesz to dobrze, jednak jak tylko on Ci zarzuci egoizm to od razu czujesz się winna i zastanawiasz się, czy przypadkiem on nie ma racji. I to Twoje podejście, że wystarczy się bardziej starać, że Ty będziesz się bardziej starać, a w końcu będziemy szczęśliwi, w końcu się dogadacie... Ja myśle, że powinnaś być szczera sama wobec siebie, a co za tym idzie wobec niego i zwyczajnie stawiać granice. Otwarcie komunikując co chcesz, a na co zdecydowanie się nie zgadzasz i być w tym konsekwentna. To on tu jest egoistą, który sprytnie Tobą manipuluje...

Co powstrzymuje Cię przed odejściem od niego?

Co powoduje, że tak mu się podporządkowujesz? Czego się obawiasz? Co by się stało gdybyś nie zrobiła tego co on chce, tylko postąpiła zgodnie z tym co naprawdę czujesz, myślisz?

Pytasz co zrobić aby obie osoby były zadowolone? Czasem nie da się tak postąpić aby wszystkich zadowolić. Czasem trzeba postąpić w zgodzie ze sobą nawet jak inna osoba będzie niezadowolona, szczególnie kiedy wybierając siebie nie robisz tej drugiej osobie żadnej tak naprawdę relanej krzywdy. Nie jesteś w stanie zapanować nad tym co czuje Twój chłopak. Nie jesteś w stanie w 100% być zawsze dla tej drugiej osoby. Jeśłi on będzie niezadowolony, trudno... Pewnie będzie nie raz niezadowolony, nie umrze od tego...

Co masz na myśli pisząc, że odczuwasz pustkę?


W zasadzie to ciekawa jestem, co w tym temacie napisałby pan Wojciech Imielski.

Czy problemy autorki postu faktycznie mogą wskazywać na borderline?

7

Odp: Borderline - nie umiem podjąć decyzji co do związku.

Chyba wlasnie tak jest, ze ja nie ufam sobie, swoim myslom, odczuciom. DLatego pisze na forum, pytam znajomych. Mam wrazenie ze od dluzszego czasu moje zycie kreci sie wokol tematu - byc z nim czy nie? I chyba czuje ze nie powinnam z nim byc. Moja mama go nie cierpi, znajomi tez nie mowia o nim najlepiej. Ale potem sobie mysle, ze moze jednak wlasnie to wszystko moja wina i ze przesadzam. Ze przeciez ma tez zalety itd. Ale juz w sumie sama nie umiem okreslic czy on mi pasuje nawet tak na codzien bez klotni. Ech..

Co do manipulacji.. To moze juz od tego sie tak pogubilam, bo on mna manipuluje. Jak sie stawiam to i tak wychodze, ze jstem leniwa, czy niedobra. Taki glupi przyklad z wczoraj. Jedziemy autem do osrodka jego kolegi, gdzie trzeba wysiasc z samochodu i otworzyc guzikiem brame. On kierowal i mowi "otworzysz brame?". Ja sie tak zdziwilam i mowie, ze nie jestem na posyłki, ze czemu sie mna wyrecza. To uslyszalam " o jezu ciebie o cos poprosic.. Dziewczyna Marcina otwiera ta brame i w dodatku kupila mu "zabawke" za 300 zl". Wkurzyl mnie. Od razu wtedy mysle o nim jak o jakims wiesniaku, jak mozna prosic narzeczona o otwieranie bramy, jakby sam nie mogl. I jeszcze mnie porownuje do dziewczyny kolegi.. I takie wlasnie codzienne sprawy nie daja mi spokoju bo pozniej siedze i mysle, czy moze nie przesadzilam. Ze moze wymagamby mnie traktowac jak ksiezniczke . Ze w koncu moglam pojsc otworzyc ta brame by sobie mogl wjechac spokojnie. Inny tekst . Wychodzilam rano do pracy i chcialam by sie ze mna pozegnal. Ryknal na mnie "nie poganiaj mnie bo przez ciebie zapomne kluczy!". Zawsze ja jestem czemus winna.. Nawet jak jesli nic sie nie stalo czyli nie zapomnial tych kluczy. I mam metlik w glowie non stop. Non stop.

Juz probowalam odchodzic od niego, ale mnie tak zawsze przekabacil. Albo ja nastepnego dnia wpadalam w histerie. Boje sie tego strasznie. Podporzadkowuje sie, bo inaczej bylyby same klotnie podejrzewam..

A moja pustka.. Jestem dziwna, czuje sie jak robot bez emocji, nie cierpie siebie za to ze nie wiem o co mi chodzi. Nie umiem sie cieszyc. Smieje sie ale jakby stucznie. Nie pamietam kiedy smialam sie tak naprawde z serca samego. Ciagle o czyms mysle, nie ma mnie na ziemi w przyziemnych sprawach nic mi sie nie chce, nawet wykapac mi sie nie chce. Bo tylko mysle, jestem zdolowana. Nie wiem co ze mna sie dzieje co ze mna bedzie. Do tego ciagle mam stres. Wstaje rano i juz sie boje nie wiadomo czego.. Ja sie boje wszystkiego - pracy tez. Chcialabym tylko spac i sie nie budzic w ogole. Nie wiem jaka jestem tak naprawde, jestem taka skrajna, wydaje mi sie ze wszystko gram - zastanowie sie jak zareagowac i tak mechanicznie reaguje. Nie wiem jak to wyjasnic.. Jestem czlowiekiem bez konkrtnych cech. I brak pamieci.. Brak koncentracji. Zyc sie odechciewa. I jak ja mam sie nie stresowac jak mam problemy z facetem, ze soba. Boje sie o siebie. Czasem tak mysle i tak sie boje, ze mam wrazenie ze kiedys wyladuje w psychiatryku.

8

Odp: Borderline - nie umiem podjąć decyzji co do związku.

No w tym wypadku ten Twój border jakoś mały ma związek z tą sytuacją, zastanów się czy kochasz, czy tęsknisz jak się nie widzicie, a nie co mówi mama.

9

Odp: Borderline - nie umiem podjąć decyzji co do związku.

plaster na brak kochania nas, spowodował takie pogmatwanie, że nie wiadomo co źródłem co skutkiem
ale nie ma co się dziwić, związek, który ma nieustannie potwierdzać 'jesteś ważna/ny dla mnie' wymaga szarpania i udowadniania, sprawdzania ile się zniesie
spirala poniżań nakręca się sama

nie wierzysz, że  finansowo jesteś samodzielna?  - przestań kupować miłość- drastyczne?  ale jeśli czasem czujesz się jedynie jako fundatorka uczuć?  boisz się sprawdzić? no to masz odpowiedź

wszystko co źle się u Was dzieje da się wyprostować ale tylko jeśli jakieś uczucie Was łączy;

nie należy robić kanapki nikomu jeśli to nam nie sprawia przyjemności, bo za chwilę zbudujemy z tego sami sobie mur

nie należy posuwać się na kanapie jeśli to jest dla świętego spokoju

strach przed opuszczeniem jest gwarancją zmarnowani każdego związku - stad przy zaburzeniach osobowości jakby gwarancja niepowodzenia na starcie gotowa;

z fachową pomocą czy bez praca nad sobą/autoterapia jest tu niezbędna

na początek zrób bilans korzyści i porażek  trwania w mocno pokrzywionym układzie

Twoja ta kanapa?  wiesz, że to Ty decydujesz kto obok Ciebie może usiąść? napraw się zanim na kanapie posadzisz kolejnego partnera i podążysz w tym samym złym kierunku

to nie Ty jesteś zła - na razie chyba nie umiesz tylko korzystać z siebie

zaburzenie nie jest usprawiedliwieniem jest informacją bardzo cenną jak zabrać się za siebie by przetrwać mimo bardzo poważnych deficytów

bpd nie jest błahostką  o nie nie i wymaga niebywałego uporu w poradzeniu sobie ze sobą

10

Odp: Borderline - nie umiem podjąć decyzji co do związku.

Kochani, ale Wy wiecie, że autorka ten temat założyła rok temu? ;-)

11

Odp: Borderline - nie umiem podjąć decyzji co do związku.

ależ oczywiście, że wiemy

12

Odp: Borderline - nie umiem podjąć decyzji co do związku.

To dobrze, nie byłam pewna po odpowiedzi bezpośrednio autorce, która nie zagląda tu od roku. ;-)

Posty [ 13 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Borderline - nie umiem podjąć decyzji co do związku.

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024