Witaj na niezależnym Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone przez kobiety dla aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...
Nie jesteś zalogowany.
Czy wierzycie w tzw. życie po życiu?Dla mnie to jakies niewyobrażalne,że nagle nas może nie być, więc mocno wierzę w to, że coś istnieje po naszej śmierci...Tylko co???
Ha, no widzisz Skarbie... Ja nie wierzę w "życie po życiu". Ja wierzę w życie. Bo widzisz, umiera tylko ciało, a dusza - czyli świadomość siebie (Ja) - żyje.
A co potem? Nie wiem. Pewnie trzeba będzie wybrać. Ale że zawsze do wyboru jest + i -, to myślę, że wtedy też będzie.
Offline
Ale kiedy ma nastąpić ten wybór Emilko ? Co rozumiesz przez + i - ?![]()
Wybór - chyba najpierw przez całe życie - w każdej sytuacji, co chwilę...
A jeżeli ktoś nie zdąży, albo z jakichś powodów nie będzie potrafił - moment śmierci.
+ i - nazwałam dobro i zło, aby uniknąć banalności.
Offline
krótki test na wiarę w życie po śmierci
1. odczekać do czwartku 12-go
2. na krótko przed północą (czyli z 12 na 13-go) wyjść na cmentarz
3. po przejściu całego cmentarza sprawdzić puls
4. jeżeli puls powyżej 100 znaczy, że delikwent wierzy ![]()
Offline
Dobre sobie:) ja tam wierzę, choc to dziwne ale jak patrzę na zmarłego w trumnie to wydaje się to dziwne,że nie oddycha, tego się boję trochę!Ale właśnie często jak ktoś umiera to jakoś o tym informuje, to okno trzaśnie, zegar zabije, coś spadnie z mebli...Coś musi w tym być! W tej całej normalności, myślę że jest coś takiego niesamowitego
Musimy w coś wierzyć, jakbyśmy nie wierzyli to nie mielibyśmy celu życia tu na ziemi, a przecież jesteśmy tu na chwilę...
Tak a propos tego, co napisała U. Kiedyś kolega przyszedł się ze mną pożegnać. Siedziałam wtedy na uczelni (dawno to było), na korytarzu, odwróciłam głowę i zobaczyłam go: stał, uśmiechał się i powiedział "cześć", ja się też uśmiechnęłam i w tym momencie koleżanka zapytała mnie, czy coś się stało, odwróciłam się, a jego już tam nie było. Zorientowałam się, co się stało. Dwa dni później dowiedziałam się, że zginął tragicznie w naszych pięknych Tatrach...
Offline
To jest to coś niesamowitego co z jednej strony zachwyca, przeraża, powoduje że dreszcz emocji i wzruszenia przechodzi po plecach!I jak w takich sytuacjach nie wierzyć w życie po śmierci? Babcia mojej znajomej wyśniła sobie śmiertć,śniło jej się że na cudnej łące spotkała znajomą, która zmarła dawno temu, jakby się witały! Kilka dni później ta babcia zmarła!
U. napisał:
To jest to coś niesamowitego co z jednej strony zachwyca, przeraża, powoduje że dreszcz emocji i wzruszenia przechodzi po plecach!I jak w takich sytuacjach nie wierzyć w życie po śmierci? Babcia mojej znajomej wyśniła sobie śmiertć,śniło jej się że na cudnej łące spotkała znajomą, która zmarła dawno temu, jakby się witały! Kilka dni później ta babcia zmarła!
Mogę tylko powiedzieć, że tak rzeczywiście jest, że czasem w snach widzimy różne rzeczy - albo różnych ludzi, którzy odeszli i takie spotkania chyba są prawdziwe. Mojej babci śnił się np. mój dziadek przez 30 lat po jego śmierci, dzień w dzień, siadał na jej łóżku i patrzył. A babcia nie modliła się za niego wcale (bo bardzo ją skrzywdził i miała do niego wielki żal). Jak się już pomodliła po tych 30 latach, to przestał się śnić. Tak, tak, ktoś pewnie powie, że to podświadomość się w ten sposób dobija ![]()
Ale może inny przykład będzie lepszy: wyżej wymieniony kolega przyśnił mi się kiedyś - na kilka miesięcy przed tym wypadkiem. Szliśmy razem na Rysy. Była piękna, ciepła, zielona wiosna. Doszliśmy tak mniej więcej na Bulę, on szedł za mną, nagle zawołał mnie - i zobaczyłam, jak spada, cały czas się przy tym uśmiechając. Później wpadł w Czarny Staw, a na jego tafli pojawiła się twarz kolegi. Parę miesięcy później rzeczywiście spadł z Rysów w lawinie, wpadł do Czarnego Stawu, to było w styczniu - pochowaliśmy go dopiero w czerwcu. Smutne, wiem.
Jeszcze mam kilka takich doświadczeń - spotkań z nim i innymi osobami, które nie są już "fizyczne", a które bardzo kochałam / lubiłam - na podorędziu, ale zbyt intymne są, żeby je tu wpisywać.
Offline
Życie po życiu...
Coś jest napewno ale co...Każdy z nas się przekona gdy przyjdzie jego czas.
Offline
Na ten temat są miliony książkek nawet tytułowe "życie po życiu"
Jeśli chodzi o moją osobistą opinie coż... bardzo chciałabym w to wieżyć. Poprostu nie wyobrażam sobie przestać tak poprostu istnieć. I mam nadzije że moja wiara się spełni, przecież przez tysiące lat bywały sygnały o istnieniu duchów i oby to nie była tylko ludzka wyobraźnia i strach przed jakąś nie znaną próżnią i nicością
Offline
Jeżeli ktoś chce poczytać o tym, co jest po śmierci to może. Bo jest taka książka, nie wiem jak sie nazywa, w której są zawarte opisy przeżyć ludzi, których dotknęła śmierć kliniczna. Ja tam czekam na tą śmierć, przecież kiedyś przyjdzie, mam nadzieję, że wszyscy pójdą do tzw NIEBA i utoną w miłości. Bo tym jest niebo w końcu.
Ale jak będzie... Tak naprawdę to strach się zastanawiać. Oby znaleźli się ludzie, którzy się za nas pomodlą po naszej śmierci...
Offline
Wydaje mi się, że to nie jest kwestią wiary tylko wiedzy. Istnieje tylko ŻYCIE, w różnych formach fizycznych, tak jak napisała Emilia.
Boją się śmierci najmocniej ludzie, którzy utożsamiają się całkowicie z własnym ciałem fizycznym, mentalnym i emocjonalnym. Jednak te ciała, to jakby powiedzieć pojazd, samochód, którym jeździ kierowca - i to kierowca jest nieśmiertelny. Poznać własną Duszę, czyli kierowcę z przykładu, to droga do własnego wnętrza - nie znajdziemy jej na zewnątrz. Drogę taką najczęściej nazywa się rozwojem duchowym lub, jak ja wolę, poszerzaniem świadomości.
Warto poznać siebie jako istotę wielowymiarową, wszystko wtedy jest ciekawsze, wyższej jakości i daje spokój oraz zadowolenie z doświadczanego życia - strach znika i pech oraz zły los również.
Pozdrawiam cieplutko
Offline
Ja kiedyś przez wnikanie w głąb mojej duszy uzmysłowiłam sobie, że życie w sumie nie ma sensu, bo i tak kończy się śmiercią. Tkwimy więc w błednym kole. I od tego wszystkiego wpadłam w depresję. Cudem z tego wyszłam, więc nie wiem czy to takie dobre zastanawiać się w ogóle nad tym wszystkim. Jedno jest pewne. Teraz żyjemy tu i teraz, trzeba z tego życia brać ile tylko się da, przeżyć wszystko, co tylko jest możliwe. A po śmierci czeka nas nie znane, ale na pewno coś czeka.
Offline
xibalbaa, nie wiem co rozumiesz pod słowami " ... życie w sumie nie ma sensu, bo i tak kończy się śmiercią ..." Jeśli byłby to kontakt z duszą, to wytłumaczyłaby ci kontinuum Życia i Jej przechodzenie w różne formy. Ciało fizyczne, to tylko nośnik biologiczny i doskonały a jednocześnie tylko instrument. Jeszcze nie widziałam rozpaczającego kierowcy, gdy zmienia swój dotychczasowy pojazd. Podobnie jest z ciałem i Duszą.
Co do tego, że żyjemy w teraźniejszości, czyli tu i teraz, masz całkowitą rację. Przecież wczoraj nie istnieje, nic nie da się zmienić w minionej chwili. Jutro jeszcze nie istnieje, dopiero nadejdzie i będzie takie jak zdecydujesz w tej cudownej chwili TERAZ.
Tak sobie myślę, że jako istota wielowymiarowa w swej wędrówce w głąb siebie, spotkałaś się z jakimś nierozpoznanym aspektem siebie samej i uznałaś tą osobowość za Duszę.
Ja tak szybko się nie poddałam i dlatego teraz widzę i czuję różnice w różnorodności wielowymiarowej mojej istoty, co tylko ułatwia moje życie w tu i teraz.
Pozdrawiam cieplutko
Offline
Haniu, chodziło mi właśnie o to, że ta nieskończoność mnie przerosła i właśnie, jak to napisałaś, kontinuum Życia. Napiszę obrazowo, jak Ty to robisz... Jadę jednym samochodem i nagle koniec jazdy, bo trzeba przesiąść się w drugi. A potem w następny i następny. Wszystko się kończy. A Ty w kółko zmagasz się z życiem, a gdy się "przesiadasz", to nie pamiętasz nawet co było w Twoim poprzednim istnieniu. Nic też praktycznie po Tobie nie zostaje w poprzednim samochodzie, a jeśli już, to nie jest dla Ciebie ważne. I tak bez końca... Nie wiem, dostałam depresji od takiego myślenia, nie widziałam sensu życia, skoro i tak się wszystko kończy. Może i zaczyna nowe, ale ja nie pamiętam przecież, co było, kiedy mnie nie było. Na pewno byłam, ale co z tego. Nie wiem nic o tym...
Ale teraz cieszę się z życia, kocham to życie, nie wiem jakim cudem odkryłam jago sens, nie wiem co nim jest dokładnie, ale wiem, że chcę żyć. Kiedyś nie chciałam. I to najgorsze uczucie, jakie w życiu przeżyłam. Jeśli kiedykolwiek wróci, to drugi raz nie będę się z tym mierzyć, tylko się chyba po prostu... +
Ale póki co fajno jest:)
Pozdrowionka:*
Offline
Tak, takie postrzeganie przygody, jaką jest Życie, może być męczące. Przez wiele lat też wszystko usiłowałam barć na rozum, logikę i ... to było trudne. Jednak przytrafiło mi się poznać inne postrzeganie, po latach ćwiczeń i prób poznałam drogę serca. Wiele by pisać o tej przygodzie, więc tylko wspomnę, że udało mi się połączyć mój logiczny rozum z sercem. Efekt jest taki, że nadal ważne jest dla mnie rozumienie i jednocześnie mam szybszy wgląd w każdą sprawę.
Pomogło mi zrozumienie, że rozum - to taki instrument, komputer pokładowy. Ma jakieś programy i tylko ich używa. Jeśli chcę zrozumieć coś nowego, to się "zawiesza". Jest to czas, gdy trzeba go zrestartować, przyjrzeć się programom i zainstalować nowy, który to nowe doświadczenie będzie potrafił obsługiwać.
Ja też z każdym oddechem wybieram życie i cieszę się jego obfitością. Myślę, że w niektóre doświadczenia nie koniecznie trzeba wchodzić głęboko, dopóki nie jest się gotowym - na wszystko przychodzi czas i nie warto pewnych spraw przyspieszać. Jako ludzie zachowujemy się czasem nierozsądnie i będąc jeszcze oseskami staramy się zjeść miast mleka, bigos - to kończy się zawsze kłopotami.
No to się rozpisałam, ale coś bardzo przykuło moją uwagę w twoim poście xibalbaa, może to wspomnienie mnie samej z przed lat?
Pozdrawiam cieplutko
Offline
Ja próbowałam wnikać w to wszystko głębiej, strasznie mnie to wszystko interesuje, ale już raz próbowałam, nie wyszło, dlatego nie myślę już o tym wszystkim, boję się. Cieszę się z tego, co mam.
Offline
A ja wierzę w życie po śmierci a przynajmniej chcę wierzyć.
Mam nadzieje, że po tamtej stronie spotkam wszystkich których kocham a którzy już odeszli.
To będzie nowe, nieskończone, szczęśliwe życie(jeśli można tak powiedzieć).
Offline
Sama się czasem zastanawiam umrę i co dalej........... ale wierzę, że to będzie piękne życie w pięknym miejscu bez wojen, sprzeczek po prostu sama słodycz.........
Wydaje ni się, że to chyba w ludzkiej naturze jest strach przed nieznanym, przed czymś czego nie można zobaczyc, dotknąc, Teraz wszystko możemy przeanalizowac zanim podejmiemy decyzję możemy sobie wyobrażic co będzie jutro na podstawie wiedzy jaką już mamy o życiu np. jutro pojadę z dziecmi na wesołe miasteczko, a życia po śmierci nie można sobie zaplanowac.
Offline
ja i bez przejscia przez cmentarz puls bym miala nie wiem jaki..... wierze w duchy i sie ich boje.. byle szmer i mam serce w gardle. a zyie po smierci?? wierze.
Offline