Nie lubię go za kilka rzeczy. Za to, że co rano robi sobie kawę i nie pomyśli, żeby zrobić ją i dla mnie. Za to, że obiecał ścielić łóżko w pokoju synka (lat 4), i ciągle o tym zapomina. Za to, że nigdy go nie interesuje, jaką książkę czytam i czy jest ciekawa. Za to, że nie pyta, co u mnie słychać. Za to, że kiedy chce mu opowiedzieć, co mi w duszy gra - ucieka, w telewizor, komputer, w siebie. Za to, że od długiego czasu, rozmawiamy tylko o bieżących pierdołach. Za to, że kiedy ostanio chciałam mu powiedzieć, coś bardzo ważnego, powiedział, że zrzędzę (bolało). Za to, że w jakiejkolwiek dyskusji zawsze na moje argumenty, ma pięć razy więcej swoich, a na koniec twierdzi, że i tak nie rozumiem, o co mu chodzi. Za to, że mi w domu nie pomaga. Dlaczego on może wyjść z pracy a ja mam dyżur domowy 24/24? Za to, że nie pomaga mi przy córce (niemowlaku), a zapytany zawsze ma jeden argument:"bo Ty nie iwesz, jak ja mam ciężko w pracy"(?!). I wreszcie za to, że nie jesteśmy dla siebie przyjaciółmi, a jedynie egzystujemy ze sobą. Czy u Was też tak bywa?
Czy rozmawiałaś o tym ze swoim mężem?
Czy rozmawiałaś o tym ze swoim mężem?
No jasne. Próbowałam nie raz. Owszem, ostatnio się udało jak był mocno wstawiony po imprezie u znajomych. Czy w takim razie musze go upijać za każdym razem, kiedy chcę z nim pogadać i byc zauważona? ![]()
Wiem, ze to trudne, ale po prostu postaw na swoim, ze ma z Toba porozmawiac i tyle. Jak jest upity to tego nie wezmie do siebie. Powiedz, ze was zwiazek sie przez to psuje i lepiej wczesniej porozmawiac niz bedzie za pozno to moze cos do niego dojdzie.
Powiem Ci tak. Zeby nie skończyła się to tak jak u mnie to jak najszybciej z nim pogadaj. Tylko nie na zasadzie jak nie posprzątasz to cię rzucę bo to nic nie da (no może tylko to że stwierdzi że się czepiasz). Weź go na poważną rozmowę najlepiej poza domem bez dzieci i powiedz że dłużej nie chcesz tak żyć, że musicie się podzielić obowiązkami i wyłóż mu kawa na ławę swoje oczekiwania wobec niego (chociażby ta kawa itp.). Niestety faceci są tak skonstruowani że jak nie pokażesz palcem to nie zauważy (czy każda kobieta myśli że facet to jasnowidz?). Jak nie postawisz sprawy poważnie to nie weźmie do siebie i wszystko zostanie po staremu. On myśli że Cię kocha i tak na pewno jest i to mu wystarcza (i tu jest miejsce na poważny problem). Efekt będzie jak w moim przypadku. Będziesz to dusić w sobie i po jakimś czasie (rok, dwa) gniew przerośnie albo zabije miłość. A z tego nic dobrego nie wyniknie... Mam madzieję że unikniesz sytuacji w jakiej ja się znalazłem. Powodzenia.
Tak bywa niestety w wielu malzenstwach
Musicie dojsc do porozumienia zeby za jakis czas nie zaczac zyc 'obok siebie' a pozniej przestac sypiac. Musi sie poprawic. Jaka ma prace? Pokaz mu ze to o co prosisz jest dla ciebie wazne w ten sposob, ze jezeli juz zrobi Ci ta kawe ,jaka Ci sprawi tym radosc!
Przykre to co piszesz.
Przykry jest też mój wniosek, że jeżeli coś się nie zmieni, to jesteście na najlepszej drodze do rozejścia się w przyszłości albo do życia obok siebie, ale nie razem.
Piszesz, że próbowałaś rozmawiać. Dobry kierunek pod warunkiem, że obie strony chcą. Jeżeli Twój mąż nie chce Cię słuchać, to spróbuj inaczej zaczynać rozmowę (nie wiem jak to robisz), inaczej przedstawiać swój punkt widzenia. U mnie w konfliktowych sytuacjach, jedno z nas (to, które w danym momencie bardziej czuje potrzebę rozmowy) kupuje wino, zamykamy się w bibliotece (osobny pokój) a by nas dzieci nie słyszały i spokojnie rozmawiamy. Rozmawiamy spokojnie, szczerze do bólu, ale bez ranienia drugiej osoby. Ale muszą rzeczywiście chcieć obie strony.
Nie potrafię Ci natomiast doradzić co zrobić w sytuacji gdy mąż nie chce rozmawiac, bo ja takiej sytuacji nigdy nie miałam.
Może ktoś się tu pojawi kto radził sobie w takich sytuacjach.
Czytam i czytam ile to złego robi twój mąż. A ja zadam tobie pytanie jaką ty jesteś żoną?
Czy gdy on wraca po pracy ,zaraz opowiadasz mu jak to tragicznie minął ci dzień? Czy dajesz mu chwile spokoju, zapytasz czy zmęczony, spytasz jak było w pracy?
Jak prosisz go by coś zrobił używasz jakiego tonu, jak do dziecka bo on musi, bo tez ma obowiązki?
Czy w kłótniach mówisz mu a bo ty zawsze jesteś taki, albo z tobą to nic nie można zrobić?
Czy znasz myśli swojego męża, marzenia jakie ma, czy wiesz czego by chciał od życia?Czy robisz cos specjalnie dla niego, jakieś drobne niespodzianki typu coś co lubi zjeść ale tylko jemu?
Czy gdy coś zrobi w domu doceniasz go, chwalisz czy mówisz że ty zrobiła byś szybciej, lepiej, no i w ogóle co on taki zmęczony ty masz więcej na głowie...
Swoim postępowaniem nie uratujesz waszych relacji. Mąż jest cichym trudnym człowiekiem ok, jego na siłę nie zmienisz ale możesz Ty się zmienić.
Wszystko zależy od tego jak bardzo tego chcesz.
Gdy mąż będzie widział zmianę w tobie też spróbuje się otworzyć.
Tak bez złośliwości spójrz na siebie i powiedz czy nie stałaś sie żoną jędzą? Taką która tylko nakazuje, brzęczy nad uchem i sama nic z sobą nie robi i tylko mu rozkazuje?
Wiem że życie z cichym osobnikiem może wnerwiać, sama miałam takiego męża. Były awantury co tydzień z mojej strony bo on milczał, bo nie pytał jak wrażenia po filmie, bo łez nie ocierał.
Potem okazało się że ciągle czuł się winny bo nie mógł sprostać moim wymaganiom, nie umiał mnie pocieszyć.
Włożyłam ogromną energię by się zmienić, i zaczęłam tez więcej jemu poświęcać uwagi. chwaliłam motywowałam pokochałam discovery dla niego. A mąż rozwinął się dzięki temu, już nie marudzę mu za to mówię jasno bez nerwów.
Jest cudowny i fantastyczny, włożyłam wysiłek w związek on to widział i dołożył swoja cześć. Teraz od kilku lat jest fantastycznie.
[Klaudyna81] Możesz się starać ile chcesz i jak chcesz on i tak tego nie zauważy jeżeli uważa że twoja rola to siedzenie w domu i wychowywanie dzieci -czyli w większości mniemaniu mężów - nic nie robienie
Jednak takie rzeczy jak poranna kawa lub pomoc przy dzieciach choć by raz na jakiś czas .....
Wróżę wam krótkie małżeństwo jak tak dalej pójdzie ale wina będzie "twoja" choć spowodowana przez męża
samotna i zła - jakbyś z planety była innej .............. takie małe skojarzenie muzyczne ale ....
Takie panie jak samotna i zła nie wybaczają. Nie próbują nic zmieniać. One z góry znają zakończenie. "Możesz się starać ile chcesz i jak chcesz on i tak tego nie zauważy jeżeli uważa że twoja rola to siedzenie w domu i wychowywanie dzieci -czyli w większości mniemaniu mężów - nic nie robienie" czy też " Wróżę wam krótkie małżeństwo jak tak dalej pójdzie ale wina będzie "twoja" choć spowodowana przez męża" Z takim nastawieniem to faktycznie nic dobrego z tego nie wyniknie. Nie słuchaj - działaj dopuki nie jest za póżno. Ja wiele bym dał żeby moja żona wcześniej zareagowała i trochę mną wstrząsnęła. Może byli byśmy dalej razem...?
Dzięki za reakcję z Waszej strony. Na pewno będę się starać rozmawiać, bo mi na naszym małżeństwie i mężu jako facecie zwyczajnie zależy. Może On się kiedyś otrząśnie. Mówi, że przecież mnie zauważa i o co w ogóle chodzi. A ja chciałabym, żeby się ze mną PRZYJAŹNIŁ. Wiecie, rozmowy do rana, wspólne oglądanie filmów, małe drobiazgi, z których składa się codzienność. My żyjemy ze sobą, lecz w osobnych światach. Czy ja jestem żoną-jędzą? Nie wiem, ale tak mnie wychowano, że jeżeli coś idzie źle, to najpierw winy szukam w sobie, bo może coś przeoczyłam, źle zinterpretowałam, za wąsko patrzyłam. Ale mielę w sobie ten temat już dość długo i wiem, że nie mogę dać głowy pod topór, bo to by była niesprawiedliwość. Lubię w weekendy podawać mu kawę do łóżka, piec ulubione ryby, kupować prezenty bez okazji. Zauważyłam u siebie od jakiegoś czasu wielką chęć zmiany własnego wizerunku na bardziej wyrazisty. Przefarbowałam włosy, kupiłam fajne ciuchy, maluję paznokcie - wszystko, żeby nie czuć się niewidzialna. Chcę czuć, że oprócz dzieci i pracy, mąż ma jeszcze mnie, że jestem dla niego fajną, atrakcyjną babką, że na mnie, mówiąc kolokwialnie - leci. I, że obchodzi go, co mi w duszy gra. To tak dużo?
Za to, że co rano robi sobie kawę i nie pomyśli, żeby zrobić ją i dla mnie.
Na to mozna cos poradzic. Mozesz powiedziec "zrob dla mnie tez" I tak kilkanascie razy z rzedu
W koncu idea wykielkuje i zacznie ci sam robic ta kawe nawet jak jej nie bedziesz chciala ![]()
Za to, że obiecał ścielić łóżko w pokoju synka (lat 4), i ciągle o tym zapomina.
Ojeja zycie jest wazniejsze niz akurat nieposcielone lozko. Nie czyn z tego obowiazku, bo te zawsze wykonuje sie od niechcenia i na za przeproszeniem "odwal sie". W sumie poza toba to nikomu to lozko nie przeszkadza ![]()
Za to, że nigdy go nie interesuje, jaką książkę czytam i czy jest ciekawa. Za to, że nie pyta, co u mnie słychać. Za to, że kiedy chce mu opowiedzieć, co mi w duszy gra - ucieka, w telewizor, komputer, w siebie.
A czy czytalabys nieciekawa ksiazke?
To facet, mysli podobnie
Skoro czytasz to musi byc ciekawa i juz
Poza tym jesli ktos nie jest zbytnio zainteresowany ksiazkami to nie bedzie sie o to pytal bo on srednio sie na temacie zna. Coz to za rozmowa kiedy jedna ze stron absolutnie nie ma pojecia o danej lekturze? Mnie maz o ksiazki nigdy nie pyta. To nie jego dzialka. Bo zapyta sie mnie "co czytasz?" ja mu na to "swit zmierzchu" on mi na to "aha". I po rozmowie...
Co u ciebie slychac? Przeciez wie co robisz
(zajmujesz sie dziecmi/robisz zakupy..nie wiem co)
Co ci w duszy gra... A od kiedy to mezczyzni sa mistrzami w rozmowach o uczuciach i porywach duszy? Czuja, i maja dusze ale wiekszosc nie umie o tym mowic. Wiec nie dziwie sie ze od takich rozmow to on ucieka. Dla niego to jak rozmowa ze slepym o odcieniach bezu
Za to, że od długiego czasu, rozmawiamy tylko o bieżących pierdołach. Za to, że kiedy ostanio chciałam mu powiedzieć, coś bardzo ważnego, powiedział, że zrzędzę (bolało). Za to, że w jakiejkolwiek dyskusji zawsze na moje argumenty, ma pięć razy więcej swoich, a na koniec twierdzi, że i tak nie rozumiem, o co mu chodzi.
A tobie jezyk wtedy oczywiscie ucielo..
Bo nie da sie wprost i po polsku powiedziec "uraziles mnie bo to dla mnie wazne i chce ci o tym powiedziec wiec nie traktuj tego prosze jak zrzedzenie bo probuje z toba rozmawiac"
A to ze ma w dyskusji wiecej argumentow niz ty to nie jego wina. Ot po prostu nie latwo go przegadac i tyle. Chcesz go do czegos przekonac, wysil sie bardziej i uzywal racjonalnych argumentow. A jak twierdzi ze go nie rozumiesz to sie mowi "rozumiem cie swietnie ale nie jestem przekonana"
wolno ci nie byc przekonana co absolutnie nie umniejsza faktu ze mozesz go rozumiec. Facetom sie wprost zaznacza jak i kiedy sie czujesz. Urazil cie? Mowisz o tym there and here "uraziles mnie". Ignoruje cie? Mowisz "ignorujesz mnie" Od razu a nie 5 godzin pozniej. ![]()
Za to, że mi w domu nie pomaga. Dlaczego on może wyjść z pracy a ja mam dyżur domowy 24/24? Za to, że nie pomaga mi przy córce (niemowlaku), a zapytany zawsze ma jeden argument:"bo Ty nie iwesz, jak ja mam ciężko w pracy"(?!). I wreszcie za to, że nie jesteśmy dla siebie przyjaciółmi, a jedynie egzystujemy ze sobą. Czy u Was też tak bywa?
Nie pomaga przy dzieciach? Terapia drastyczna on wchodzi do domu po pracy ty szybciutko wychodzisz rzucajac w biegu instrukcje. I juz cie nie ma. Nie odbierasz tel, nie odp na smsy Rzucasz krotkie "wychodze do kolezanki" i zmykasz. Powiedzmy sobie szczerze zostawiony sam sobie chlop z dziecmi nie powinien zrobic dzieciom zadnej krzywdy. Nie bedzie wiedzial co i jak to niech odrobinke sie wysili i albo zadzwoni do swojej matki albo do tesciowej. Cokolwiek... Kazdy normalny facet ma kark a an tym karku glowe. W glowie zas znajduje sie mozg ktory od czasu do czasu dla zdrowotnosci trzeba wysilic.
Terapia mniej wstrzasowa...zaczac meza wlaczac we wszelkie czynnosci zwiazane z dziecmi. ZAbawy, kapanie malej, przewijanie czy inne. Nie chce? To moze warto przypomniec "z tego co pamietam przy poczeciu naszych dzieci bylismy razem wiec teraz tez jest to wskazane" Pada argument o pracy to sie proponuje zeby w nastepna sobote on zajal sie wszystkim tym co ty normalnie robisz a ty sie przejdziesz do kina i na zakupy.
Skoro uwaza ze to taka lekka praca to neich sam sie przekona.
Co do przyjazni to o tym sie mysli raczej przed slubem a nie po
Zreszta ja nie rozumiem gadki o przyjazni w zwiazku bo ja np nigdy nie sypialam z przyjaciolmi wiec nie rozumiem analogii ![]()
Czy u nas tez tak bywa? Nie. Nie bywa ![]()