Zupełnie się dzisiaj rozpadłam...
Jestem w związku od dwóch lat - w sumie, to już chyba nie jestem. Różnie nam się układało - ja uprzedzona, po 6letnim nieudanym narzeczeństwie, On 28 latek, dla którego byłam pierwszą kobietą... Niby mu na mnie zależało, ale lubił być sam. Byłam taką weekendową panienką - mimo, że mamy do siebie może z 10 min drogi, przyjeżdżałam do niego tylko na weekendy, co w sumie mi też odpowiadało... Nie chciałam niczego na siłę. Ostatnio zaczęło się mocno psuć - mówił, że chyba nic do mnie nie czuje, że nie wie, czy nasz związek ma sens, ale daliśmy sobie 'szansę' i mieliśmy zobaczyć, jak się wszystko potoczy... Trzy tygodnie temu, przez całkowity przypadek dowiedziałam się, że jestem z nim w ciąży - teraz to już 20 tydzień. Świat mi się zawalił. Czułam się bezpieczna, bo od 10 lat biorę leki antykoncepcyjne i się 'udało'. Jak mu powiedziałam, wpadł w szał... Później przepraszał. Zapewniał, że będzie przy mnie, że mogę na niego liczyć... Chciałam dać mu czas, żeby się z tym oswoił... Wierzyłam, że może to nie jest tak najgorzej, że może taka sytuacja jakos na nas wpłynie, zmieni na lepsze... Dzisiaj rano, jak zwykle planowałam wspólny weekend, mieliśmy się spotkać po pracy, pojechać razem do lekarza... Poinformował mnie, że jak chcę, to możemy zjeść jutro razem jakis obiad, iść do kina czy na spacer - nie rozumiałam, bo przecież mieliśmy te kilka dni być razem. Zadzwoniłam, poprosiłam, zeby mi wytłumaczył, co jest grane... Usłyszałam, że on nie może być ze mną na takich warunkach. Chce mnie wspierać, jest przy mnie, chce chodzić do lekarza, zawsze mogę przyjechać, albo możemy gdzieś wyjsc, ale nie jako 'para'. Chce dbać o pozytywny stosunek ze względu na dziecko, ale będąc ze mną, okazując czułość czuje sie, jakby mi dawał nadzieję na wspólną przyszłość. Zawalił mi się grunt pod nogami. Wiem, że powinnam się 'cieszyć', że chce być w porządku, bo mógłby się wypiąć, ale... Strasznie mnie to boli, bo ja bardzo wierzyłam w nas, w ten związek... Kocham go. Bywało raz lepiej, raz gorzej... Miałam nadzieję, że nam się uda, że może dziecko pomoże nam dojrzeć i jakoś nas połączy...
Dziś jest mi bardzo ciężko. Ciągle słyszę - powinnaś pomyśleć o sobie, o dziecku, a nie o nim. Tylko... Najchętniej bym się odwróciła, kazała mu odejść... A nie potrafię podejść do tego jakoś racjonalnie - kocham go i serce mi zupełnie pękło... Wpadłam w taką histerię, że z domu nie byłam w stanie do pracy wyjść... Nie wiem, co mam robić... Jak dzisiaj pojedziemy do tego lekarza... Przecież ja nie będę w stanie przestać wyć...
Współczuję Ci ,ale partner w stosunku do Ciebie jest szczery ,a to bardzo dobrze.Chce wziąć odpowiedzialność za dziecko i to bardzo dobrze .Do miłości nie da się nikogo zmusić .Choć bardzo cierpisz ,to tak jest uczciwiej .Wiesz na czym stoisz .Jeżeli partner będzie z tobą tylko ze względu na dziecko to prędzej czy później cię znienawidzi ,że nie może być szczęśliwy. Znam takie związki i po jakimś czasie albo któreś z nich zaczyna zdradzać ,albo pije i wyżywa się na drugiej osobie.Dbaj o siebie i dziecko a czas pokaże co będzie dalej .Może gdy nie będzie czuł się zmuszany do miłości z czasem pokocha cię naprawdę .Życzę Ci dużo siły.
Ja doskonale wiem, że nie można nikogo zmusić do miłości... Po prostu jest mi bardzo ciężko i chciałam się jakoś wygadać. Dzisiaj dla mnie to koniec świata i nic na to nie poradzę. Normalnie bym go olała i układała życie dalej, ale teraz... Strasznie go potrzebuję - jako mężczyznę... Myślę, że to trochę zrozumiałe...
Zupełnie się dzisiaj rozpadłam...
Dziś jest mi bardzo ciężko. Ciągle słyszę - powinnaś pomyśleć o sobie, o dziecku, a nie o nim. Tylko... Najchętniej bym się odwróciła, kazała mu odejść... A nie potrafię podejść do tego jakoś racjonalnie - kocham go i serce mi zupełnie pękło... Wpadłam w taką histerię, że z domu nie byłam w stanie do pracy wyjść... Nie wiem, co mam robić... Jak dzisiaj pojedziemy do tego lekarza... Przecież ja nie będę w stanie przestać wyć...
To co opisujesz, co czujesz - to wydaje się bardzo naturalne, a jemu musisz dać sie oswoić z sytuacją, do miłości nie zmusisz, ale zawsze możesz liczyć na coś takiego jak poczucie ojcostwa, może to go zwiąże. Dziecka jeszcze nie ma, i masz prawo myśleć o Twoich relacjach z nim i mieć nadzieję że się wszystko ułoży.
trudno ci teraz wto uwierzyc ale jeszcze wszystko moze sie zmienic...
Wszyscy mi powtarzają, żebym się skupiła na sobie, że on jest fair i trzeba się z tego cieszyć, a ja myślę tylko o tym, że go tracę. Wiem, że potrzebny jest czas, tylko dla mnie teraz niemożliwym jest przeżycie kolejnej godziny. Ech, muszę się jakoś pozbierać...
Nie mogę przeżyć tego, co mi powiedział... Jak ja mam się z nim teraz 'widywać'? Siedzę i wyję... Mam takie momenty, kiedy powtarzam sobie, że mam go gdzieś, że sobie poradzę i będę szczęśliwa, a później znowu przychodzi dół... Byliśmy wczoraj u lekarza, na kawie - zachowywał się 'pozytywnie', tylko mnie łapał ten straszny dołek i nie byłam się w stanie uśmiechać... Dziś mam do niego przyjechać, mamy zjeść razem obiad, gdzieś wyjść... Nie potrafię się w tym odnaleźć... Nie wiem, jak mam się zachowywać. Dzwonił do mnie przed chwilą, żeby się umówić i znowu się rozkleiłam. Nie potrafię nie tęsknić, być taka jak on... Może nie powinnam się dziś z nim widzieć? Sama już nie wiem, co mam robić i jak mam się zachować... Poradźcie mi coś. Wariuję zupełnie...
Daj sobie troszkę czasu. Nic na siłę. Musisz wypłakać tę złość i żal.
Odpocznij "chwilkę" od Niego...
Nie rozumiem dlaczego jesteś taka rozgoryczona i załamana? jakbyś nie "wpadła" to nadal spotykalibyście się raz na tydzien w weekend i byloby dobrze, jak zawsze. Przeciez taki układ Wam odpowiadał a ciąża nie spowodowała nagłego Twojego zakochania w partnerze. Tworzyliście lużny związek , bez zobowiązan, on dalej tego się trzyma i nie chce zmian w swoim życiu, więc nie rycz bo od tego w Tobie nagle się nie zakocha. Ślub jest zbyt poważnym krokiem w życiu żeby decydoawać się na niego bo przyczyną jest wpadka. Twój partner to rozumie a Ty chcesz wyjśc za niego za mąż i po co Ci takie małzeństwo na przymus, chcesz stworzyc sobie jeszcze większe problemy? Związek jaki tworzyliście jest fajny i wygodny - bez zobowiązań, nie przewidujący wpadek i dzieci, trudno, tak się stało, masz pracę, jestes dorosla, dasz sobie rade i ciesz się ze będziesz mamą. A płacze i spazmy pozostaw za soba.
10 2012-07-07 20:27:00 Ostatnio edytowany przez dyltharra (2012-07-07 21:13:32)
A w ktorym momencie napisalam, ze chce slubu i jakichkolwiek przyrzeczen? Kocham tego faceta i jest mi ciezko, ale nie dlatego, ze bedziemy mieli dziecko, tylko dlatego, ze on zupelnie sie ode mnie odsuwa.
Zaryzykowalam i poszlam. Zachowywal sie... Jak zawsze... Czuly i opiekunczy... Wlasnie odwiozl mnie do domu, a ja juz cholernie za nim tesknie - jak ostatnia idiotka... Chcialabym potrafic podejsc do tego bardziej 'na luzie'... Cieszyc sie i zobaczyc, jak sie to wszystko potoczy, tylko ten moj mozg czasem nie daje mi takiej mozliwosci.
Witam drogie Panie.
Pisze do was jako przyszły tata...lecz nie do końca jest tak jak powinno to być...i chciałbym jakiejś radu uzyskać od was.
Mianowicie zacznę od początku.
Mamy po 23 lata.Znam się z dziewczyną praktycznie od przedszkola:) razem chodziliśmy do podstawówki, pozniej do gimnazjum lecz do innych klas.
Zaczęliśmy się spotykac na wakacjach po gimnazjum jak mieliśmy po 16 lat, i tak mijały lata. Oczywiście były to lata wzlotów i upadków, kłótni, krzyków itp...
ale zawsze udawalo sie wszytsko ułożyć i bylo na dłuższy czas ok.
Ale w lutym tego roku miarka się przebrała.. zaczeło sie od głupich zartów ostatniego dnia weekendu spedzanego razem...i powrotem w ciszy i kilku niepotrzebnych zupelnie słow... w każda strone....Nastepnego dnia przeprosilem za swoje zachowani,za slowa i czyny...ona równiez.
Ale jednak nie do konca zostalo wszytsko ok..ja wrocilem do domu, bo musialem isc do pracy...po powrocie z pracy, wrocilem do domu i zastalo mnie nie male zaskoczenie.
Czekalo na u mnie w domu na mnie jedno z jej rodziców...rozmawiali z nia i wszytsko powiedziala jak i co bylo...i uswiadomili mi ze to koniec zwiazku....itp...lecz tego nei uslyszalem od niej samej...przez pewien czas sie nie spotykalismy i nie odzywalismy...lecz w dzien kobiet pojechalem z kwiatami, przeprosinami i powiedzialem wszystko szczerze co mailem do powiedzenia(chyba jak nigdy w życiu)...i znowu 2-3 tyg ciszy....po czym zaczelismy rozmawiac, pisac smsy itp....i wkoncu sie spotkalismy aby porozmawiac.. (z jej inicjatywy) i tak spedzilismy cudowne popoludnie, wieczór noc...jak i równiez sex...i tak zaczelismy sie spotykac jak dalej ttylko ze w tajemnicy przed jej rodzicami jak i moi tez nic nie wiedzieli... i tak minol miesiac, dwa ale cos jednak sie spiklo i powiedziala ze nie mozemy sei spotykac bo zle sie czuje oszukujac ich..nie moglem tego polapac...nagle zmiana sytuacji o 180 stopni...ale po jakims czasie (1 lub 2 tyg) mi ze jestt w ciazy i bedziemy mieli dziecko... ja oczywiscie sie ucieszylem... ona rowniez. ale syuacja jest nie co dziwna...zadko kiedy ma dla mnei czas...a to juz 4 miesiac ciazy jakos tak...ostatnio sie z nia nie widzialem 2 tyg... bo to sie zle czula, ja pracowalem od rana do nocy, az w koncu napisalem czy sie zobaczymy...napisala mi ze dzis nie..ale ze jutro napisze...
napisala mi wieczorem ale ja musialem zostac dluzej w pracy... i nie dalem od razu rady wiec napisalem czy by nie moglo byc to za godzine...napisala ze nei bardzo bo u niej ciezko z czase ze ma duzo spraw w domu bo rodzinka ma sie zjechac....mysle ok no to kiedy indziej...Ale wracalem po pracy kolo jej domu mieszkamy ok 1km od siebie...i co zauwazylem ona stala z kolezanka ktora ja tez znam...zauwazyly mnie i widac ze zrobilo sie im glupio...ja zniesmaczony powiedzialem tylko czesc. i od tamtej pory ja sie nic nie odezwalem rowniez jak i ona tak samo....
co ma w tej sytuacji robic? jak do niej dotrzec? z jej rodzicami odkad wiedza ze jest w ciazy mam swietny kontakt zreszta jak zawsze...nawet oni mi mowili ze w domu ma wieczne humory i ze musze byc cierpliwy...wiec drogie Panie powiedzci co mam robic? kocham ja najmocniej na swiecie jak i tak samo to dziecko które jest juz w drodze....
pozdrawiam
przyszły tata ![]()
Ja do przyszłej mamy:)
Wiem,że Ci ciężko...ale Twoje życie właśnie się zmienia... o 360 stopni:) BĘDZIESZ MAMĄ:)) Teraz odpowiadasz już nie tylko za siebie:) Urodzisz małego człowieka , wychowasz go i pokażesz jakie cudowne jest życie:) Coś się kończy , a coś zaczyna:) Tracisz jedną bliską osobę na rzecz drugiej
Z tą różnicą ,że ta druga będzie Cię bezgranicznie kochać ... zawsze...
Facetów będzie w Twoim życiu jeszcze paru, fajnych lub też nie
Proponuję zrobić sobie przerwę od 'teraźniejszego'
na tydzień, może dwa.... Powiedz mu ,że musisz odpocząć, ochłonąć...
Mocno trzymam kciuki za Ciebie i Twoje maleństwo:)
Ananaasowa
lecz to właśnie ja czekam cały czas na nią.... wiem że bylo wiele zgrzytów miedzy nami ale nie chce aby ktoś inny wychowywał moje dziecko...czy tez zeby bylo kata przetargową i jeden dzien u jednych dziadkow a drugi u drugich...bo na to tez nie pozwole aby było tak poniewieerrane..
byc moze ta sytuacja byla dla niego szokiem....moze odsunal sie bo po prostu sie przerazil perspektywa zostania ojcem?nie zmuszaj go na sile, a noz widelec zblizycie sie do siebie dzieki malenstwu?
moze i racja ze gdy dopiero sie urodzi maleństwo...to wszytsko sie zmieni... tylo to teraz tez tak boli.. bo chcialbym byc przy niej a nie moge...