Nieleczona depresja wraca silniejsza... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Nieleczona depresja wraca silniejsza...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 3 ]

Temat: Nieleczona depresja wraca silniejsza...

Chcę zacząć od początku więc trochę miejsca tu zajmę...
Moje życie od początku nie było za ciekawe, choć wiem że są ludzie, którzy proszą Boga by znaleźć się choć w mojej sytuacji. Ojciec alkoholik jeszcze na długo przed moim urodzeniem pił i pomiatał rodziną, często groził nam śmiercią jednak Mama starała się byśmy mieli jak najlepiej, sama przecież nie mogła utrzymać i zająć się szóstką dzieci. Rozstali się dopiero jakiś czas po moim urodzeniu, kiedy to rodzeństwo w znacznej części zdążyło już dorosnąć, wyjechać za pracą, zostawić swoje dzieci pod opieką Rodzicielki, racząc ją łaskawie pieniędzmi na drobne wydatki dla swoich dzieci co jakiś czas. Tak więc wynajęte mieszkanie, kobieta z trójką swoich dzieci i dwójką wnucząt pracowała na życie, ledwo co miała pieniądze na opiekunkę, gdyż trafiało się że musiała pracować też w nocy, czy nawet w święta. Choć jakiś czas później, dokładniej kilkanaście lat wszystko zdawało się normować, nowe, własne mieszkanie, coś tam, gdzieś tam po ojcu wykupione, do tej pory nie wiem na jakich zasadach to się odbyło. Jednak po pewnym czasie tęskniąc za rodziną, a może i z braku pracy wróciła jedna z sióstr, więc znów mamy mieszkanie trzypokojowe i osiem osób na cały ten bajzel, gdzie znieczulica była na tyle wielka że mi wraz z Mamą i bratem przypadł najmniejszy pokój. I tak jakiś czas ludzie w naszym mieszkaniu się wymieniali (oczywiście rodzina). Wciąż kłótnie między sobą, wciąż brak środków do życia, zakręcamy tak koło wokół własnej, tragicznej egzystencji. Tu dochodzimy do czasów gimnazjum, poznaję ludzi, nowe życie, pełna werwy i ciekawości próbuję alkoholu raz, drugi, trzeci, później przychodzi czas na miłostki, poznaję człowieka, który jest w mniej więcej podobnej sytuacji, co sprawia mi powiem z przykrością nieco radości, wreszcie ktoś, kto zrozumie. Wspólne plany na życie, a właściwie jego brak, przecież krótki lot z dużej wysokości byłby finiszem tego całego bajzlu... Przyjaciel jednak zakochuje się w koleżance, co dosyć rani serce, gdyż jestem w trakcie depresji, ja nie zostawiłam przyjaciela gdy miał zamiar popełnić samobójstwo. Nastaje ta chwila, gdy choroba przybiera na sile, wystarczyła żyletka, choć to chore powiem szczerze, że gdy nie spuszczałam krwi, to czułam się tak jakby gromadziło mi się w żyłach ciśnienie, może i głupie, ale męczące. Po jakimś czasie rodzicielka niestety zauważyła co robię, żeby nie robić Jej przykrości, nie dokładać zmartwień zgodziłam się na odwiedzanie psychologa, chociaż prawdę mówiąc nie przepadam za takimi ludźmi, chodziłam, udawałam że kobieta daje sobie zemną radę. Kilka odwiedzin i uznała że pomagać mi już nie trzeba. Koniec szkoły, nowe wyzwania, przyjaciel nie odzywa się już jakieś trzy- cztery lata, żyję jak robot, dosłownie, zaczynają się tabletki, cudowny sposób na oderwanie się od świata, nowi znajomi, nowe wyzwania, jeszcze lepsze życie przy bolku, czy białym szaleństwie. Po pewnym czasie dziewczyna przyjaciela zostawia go, po prostu zdradza i nagle znalazł się kontakt do mnie. Nastaje zerwanie z tym całym gównem, które pozwalało mi zapomnieć choć na chwilę, przecież mam teraz kogoś, kto mnie kocha. Liceum skończone, życie stoi otworem, w międzyczasie spotkało mnie jeszcze mnóstwo nieprzyjemnych rzeczy, jednak za wiele tego, to przecież kilkanaście lat... Wracając do właściwej sytuacji, przyjaźń przerodziła się w miłość. Jednak zostaje jeszcze wiele pytań, ciągłe obawy że mogę pozostać kolejną, nie tą na zawsze, na dobre i na złe. Depresja została jedynie uśpiona, wciąż czuję parcie na chwilę zejścia, patrzę za okno i nie widzę dnia, czuję się jakby nastało wielkie odliczanie do niechybnego końca. Można to uznać za wypociny małolaty, typowe użalanie się nad życiem, jednak powiem Wam szczerze że nie raz błagałam Boga w modlitwie o wiarę i siłę, nie raz prosiłam o pomoc. Najgorsze jest to że gdy choruje ciało można je wyleczyć, przynajmniej w większości przypadków, a głowa zostaje na całe życie, psychika moim zdaniem jest organem, którego choroba jest najcięższą.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Nieleczona depresja wraca silniejsza...

i psychike trzeba leczyc baaaardzo dlugo...malymi krokami...i ja Ci polecam.zebys sie podjela leczenia i poczula radosc zycia...powiesz mi tylko jedno...dlaczego nie piszesz'' mama'', ''matka'' tylko rodzicielka'', kobieta'' ona''??

Posty [ 3 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Nieleczona depresja wraca silniejsza...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024