Witam!
Mam na imię Joanna, mam 22 lata i dużo już przeszłam. Mój ostatni związek zakończył się tragicznie, śmiercią samobójczą mojego chłopaka, na moich oczach. Był on niedojrzały, niestabilny a ja pozwalałam na kompletny brak szacunku(np. bicie). Bardzo mocno to przeżyłam.
6 miesięcy po tym, jeszcze w 'żałobie', bo tak na prawdę zaczęłam doceniać siebie i poznałam wspaniałego chłopaka, 5 lat starszego. Bardzo bałam się znowu spróbować związku, zwłaszcza że był on rozwodnikiem z dzieckiem(dzieckiem opiekuje się była żona), ale przekonała mnie jego czułość, to że kończył psychologię i na prawdę mi pomógł przejść trudne chwile. Wiadomo, że oboje spasowaliśmy sobie charakterami, poczuciem humoru - to nie były tylko zimne rachowanie "za czy przeciw"
Jesteśmy razem, bardzo duzo sobie po tym związku obiecuje. Niestety zdarzały się też okresy, gdzie pokazywałam najczarniejszą stronę i byłam bardzo upierdliwa, czepliwa, staram się nad tym pracować. Mój mężczyzna ma bardzo trudny okres, ostatni egzamin na studiach, bardzo poważnie chore dziecko i byłą żonę, która wykańcza go psychicznie. Oboje mamy zszargane nerwy. Zaczął wspominać, że nie ma teraz siły na związek, że poznaliśmy się w złym okresie dla niego i dla mnie, że powinien skupić się na swojej rodzinie, szukaniu pracy, pomocy swojemu autystycznemu dziecku. Próbował zakończyć nasz związek, lecz po spokojnej rozmowie przekonałam go, że jesteśmy po to razem żeby sobie pomagać nawzajem a nie dodawać zmartwień i obciążać. Parę dni temu stwierdził, że jest mu dobrze ze mną jak z przyjaciółką, ale nie ma tej iskry. Znowu namówiłam go na to, żeby dał sobie trochę czasu.
Pytanie do Was, co powinnam zrobić? Wiem, że coś do mnie czuje (napisał mi wczoraj, że chce się zaangażować, ale ma z tym problem). Moim błędem było tkwienie w lekkiej rutynie, nie angażowaliśmy się w nic razem. Przyjeżdżałam do niego do domu, telewizorek, tarasik, piwko, spać. Ja mieszkam w Krakowie, chce z nim iść do teatru, u niego zaczniemy jeździć na rowerze i zacznę gotować(bop wiem ze bardzo mu na tym zalezało, a ja się przed tym broniłam), brak mi było trochę humoru i pomysłu.
Co mi polecacie, żeby uratować coś na czym mi bardzo zależy? Nie kłócimy się. On jest dla mnie wyrozumiały. Chce być nie tylko dla niego wsparciem, ale pełnowartościową partnerką. Jak popracować nad tym?