Witajcie Drodzy Forumowicze. Nie pisałam na tym portalu od 2 lat, czyli od kiedy poznałam Mojego Misiaczka. Niestety mój chłopak zmarł nagle 2 tygodnie temu z powodu wylewu w wieku 27 lat.Stało się to dokładnie 26 godzin przed umówionymi badaniami. Nie mogę otrząsnąć się po Jego śmierci, ciągle mam żal do siebie o każdą naszą kłótnię (chociaż "dotarliśmy się" i od 3 miesięcy nie pokłóciliśmy się), o to że prosiłam , aby poszedł wcześniej do lekarza a nie zmusiłam go do wizyty, ciągle obwiniam siebie o Jego śmierć. Nie potrafię sama zostać w mieszkaniu ani spać w pokoju ponieważ wydaje mi się, że zobaczę Jego ducha. Popadam w paranoje i nie wiem jak mam sobie z tym poradzić. Proszę o rady.
Witaj, bardzo mi przykro z powodu śmierci chłopaka.
Nie możesz się za to obwiniać, nikogo nie da się zmusić do czegoś czego ktoś nie chce.
Niestety tak już jest...
Boisz się i nie potrafisz pozbierać, nie dziwie się wogóle, to co można Ci doradzić to zapisz się do psychologa, rozmowa Ci się przyda i pomoc ze strony fachowca.
Jeszcze raz bardzo mi przykro , trzymaj się.
Bardzo mi przykro i składam wyrazy współczucia.
Śmierć chłopaka to wielka strata ale nie możesz obwiniać się o jego odejście. Gdybanie nic już tu nie pomoże. To niczyja wina, tak po prostu miało być...
Najlepszym lekarstwem na pogodzenie się ze stratą jest czas. Rozmowa z psychologiem też jest dobrym rozwiązaniem bo uzyskasz od niego fachową pomoc, jak pogodzić się z tym, co się stało.
Pozwól sobie na żal i żałobę i powolutku odkrywaj małe rzeczy, które dadzą Ci radość...
Przykro, że tak się dzieje
Tak już jest ten nasz świat zbudowany i myślę, że nie powinnaś się tutaj obwiniać. Wiem, że łatwo powiedzieć/napisać, znacznie trudniej zrobić. Pamiętaj jednak, że bardzo Ci na jego zdrowiu zależało, prosiłaś, aby poszedł do lekarza. Pomyśl, że gdybyś nie rozmawiała z nim o tym, być może nawet nie podjąłby próby. Bardzo przykro, że kiedy podjął decyzję, nie dane było już mu ją zrealizować
Myślę, że w takiej sytuacji rozwiązanie, które proponuje Marzena1, czyli wizyta u specjalisty, mogłaby być bardzo pomocna. Ktoś z kim będziesz mogła porozmawiać i kto fachowo oceni Twój "stan".
Bardzo Ci współczuję...
nawet nie mogę sobie wyobrazic co przeżywasz
Nie możesz sie winić za to, że czasem się się kłóciliście to nie w porządku nie obwiniaj sie nic złego nie zrobiłaś a kłótnie w związku to normalna rzecz. Teraz potrzebujesz przede wszystkim spokoju i wsparcia. Nie powinnaś teraz przebywać sama potrzebujesz mieć przy sobie bliskich Ci ludzi którzy bedą wiedzieć jak Cie wesprzeć. Moze powinnas udać sie do psychologa który pomoze Ci wyzbyć sie tego za co sie obwiniasz.
Trzymaj sie cieplutko ja bedę trzymać za Ciebie kciuki ![]()
przez ta krótka chwile kiedy to czytalam serce mi sie chyba zatrzymalo.
Jest mi niezmiernie przykro, nawet nie wiem co Ci napisac. Bo wszystko to nie wiekszego sensu. Czas jaki musi przeminąć to jest lekarstwo. Nie myśl o tym co byłe złe tylko o tym jak było wam ze soba wspaniale.
Powiem Ci jedno twój post dał mi siłę do walki, mój mężczyzna dwa dni temu stracił przytomność i pod wpływem upadku rozwalil sobie nos głowe itd i też go namawiał do badań ale on nie che. Teraz bede walczyła o to żeby go namówić. Pozdrawiam Cie bardzo gorąco, i bardzo Ci dziekuje o tak zwanego kopniaka
7 2012-06-20 21:38:51 Ostatnio edytowany przez kotka7 (2012-06-20 21:39:12)
Dziękuję za słowa pocieszenia. Wybrałam się do psychologa ale niestety niewiele mi pomógł ![]()
Bardzo mi przykro. Nie dziwię się, że jest Ci ciężko. Śmierć bliskiej osoby jest zawsze wstrząsem. Ja teraz też przeżywam, ale wujka
. 2 razy starszy od Twojego, ale jakby nie patrzeć- młody. Wydawało się okaz zdrowia, a tu zawał
. Reanimowali go godzinę no i niestety... Jestem otępiała, nie znałam go bardzo dobrze, nie miałam wielu okazji, by go widywać, mieszkał dosyć daleko.. lecz mimo wszystko nadal mam w pamięci tego żywego, roześmianego człowieka, u którego nic nie wskazywało, że tak szybko odejdzie od nas
. Prawdopodobnie to było nieuniknione, on był toczka w toczkę jak jego ojciec, jego ojciec w podobnym wieku zmarł na zawał.. Sprawa raczej dziedziczna, przeszła akurat na niego... A tak jak mówię, nic tego wcześniej nie wskazywało, jeszcze niedawno był na wyjeździe zagranicznym ze swoją kobietą. To przeżycie to wielki ból, moi bliscy załatwiają teraz formalności pogrzebowe, ja sama w domu i naszło mnie na różne refleksje dotyczące życia. Mama załamana, nie wie od czego zacząć, inny wujek (jego brat) załamany, wczoraj kopał, krzyczał, niedowierzał, z ust sączyła mu się niemal piana ze wściekłości i bezsilności na los. I też się obwiniał: "bo mogłem tego nie robić czy tamtego".. ale mówimy do niego: "Nie mogłeś temu zapobiec, nie wiń się". No bo taka jest prawda, każde życie kiedyś się kończy i nie mamy na to żadnego wpływu. Tym bardziej jest tak, gdy umiera tak młoda osoba. Czy byłabyś milutka czy podstawiała same rarytasy pod nos, to jeżeli miało to się stać, to się po prostu by stało. Tak samo wcześniejsza wizyta u lekarza też mogłaby nie pomóc..To smutne, ale ja uważam, że po prostu tak miało byc. Jest to bardzo bolesne, ale cóż poradzić. On na pewno wiedział, że go kochasz.. Ja wiem, że w chwili śmierci kogoś bliskiego, to zawsze uważamy, że byliśmy niewystarczająco dobrzy, że mogliśmy być lepsi.. ale takie obwinianie się do niczego nie prowadzi. Ja tylko żałuję, że nie poznałam tego wujka lepiej, mimo wszystko.. Po prostu nie było możliwości, przez długą część życia po prostu nie mogliśmy się widzieć, ale nie o tym.. Jak potrzebujesz, to płacz, taka żałoba jest normalna i nie można tego dusić w sobie. Wiem, że mieliście wiele planów, ale pamiętaj, że Twoje życie toczy się dalej, jakkolwiek ciężko by nie było. I tulę Cię w ten trudny czas..
9 2012-06-22 13:21:59 Ostatnio edytowany przez xxx21 (2012-06-22 13:22:55)
Współczuje Ci i wiem co czujesz. Dosłownie. Kiedyś bardzo kochałam jednego chłopaka, zresztą on mnie też. Byliśmy już spory czas para kiedy pewnego dnia roztrzaskał się na ścigaczu. Jechał do mnie przeprosić mnie po kłótni, którą zresztą ja wywołałam.
Obwinianie się to nie jest dobra droga którą idziesz. To Ci ani nie pomoże ale tylko zaszkodzi. Psycholog? Z doświadczenia wiem, że nie pomoże. W takich chwilach potrzebna jest rodzina i przyjaciele. Oni powinni teraz pomóc Ci żyć dalej. Musisz nauczyć się żyć bez niego.
Za każdym razem jak będziesz płakać, obwiniać się, podejmować jakąś decyzję, mimo, że wiesz, że ona jest zła pomyśl sobie " Czy on by tego chciał? Czy chciałby żebym tak myślała, to robiła i to czuła?" nie wiem czy to Ci pomoże, mi pomogło.
Od jego śmierci minęło już trochę czasu. Jestem szczęśliwa z innym facetem ale wiem, że mój zmarły chłopak jest ciągle przy mnie.
Czeka Cię dużo pracy ale nie ma rzeczy niemożliwych.
Pozdrawiam
Widzisz ja mogę tylko liczyć na Mamę ,która już ma dosyć rozmów o śmierci Piotrka ponieważ uważa, że w ten sposób nie dam mu odejść a i zresztą mieszka 140 km dalej (wróciła do domu 2 tyg. po pogrzebie). Przyjaciele? z ich strony są tylko propozycje rozmowy a jak się umówimy to odwołują dzień przed, że im coś nagle wypadło. Zostałam z tym wszystkim sama w pustym mieszkaniu
, codzień jeżdżę na cmentarz, ale po powrocie do mieszkania znów jest pustka, wszystko kojarzy mi się z Moim Miśkiem, każda rzecz, miejsce, piosenki do których tańczyliśmy. Jest mi coraz ciężej i nie mam w nikim oparcia ![]()
Widzisz ja mogę tylko liczyć na Mamę ,która już ma dosyć rozmów o śmierci Piotrka ponieważ uważa, że w ten sposób nie dam mu odejść a i zresztą mieszka 140 km dalej (wróciła do domu 2 tyg. po pogrzebie). Przyjaciele? z ich strony są tylko propozycje rozmowy a jak się umówimy to odwołują dzień przed, że im coś nagle wypadło. Zostałam z tym wszystkim sama w pustym mieszkaniu
, codzień jeżdżę na cmentarz, ale po powrocie do mieszkania znów jest pustka, wszystko kojarzy mi się z Moim Miśkiem, każda rzecz, miejsce, piosenki do których tańczyliśmy. Jest mi coraz ciężej i nie mam w nikim oparcia
Jeżeli ludzie których nazywasz przyjaciółmi, odwołują spotkania z Tobą to wybacz... Nie wiem czy powinnaś nazywać ich przyjaciółmi. Bo ja właśnie po śmierci mojego chłopaka zobaczyłam kto tak naprawdę jest moim przyjacielem a kto tylko dobrym znajomym. Moi przyjaciele przez pół roku ( to nie żart tylko dosłownie to było pół roku) robili wszystko, żebym nie była sama nawet na pięć minut. Rzucali wszystko, pracę, naukę, zabawy aby tylko ktoś ze mną był.
Jeżeli wszystko kojarzy Ci się z Twoim chłopakiem to może przeprowadź się, zmień klimat, wyjedź może na trochę aby oderwać się od tego mieszkania, które jest kopalnią waszych wspólnych wspomnień. Zamykanie się w nim tylko pogorszy sprawę.