jestem 47 letnią mamą. mam 4 "swoich" dzieci w tym 3 dorosłe córki i od 5 lat 2 córki partnera z którym tworzymy rodzinę. Staram się być jak najlepszą mamą i traktować wszystkie dzieci tak samo, czyli z wielką miłością. Niestety moje przybrane córki 18 i 13lat wciąż są z boku, nie akceptują "mojej" rodziny,nie dzielą się ani ze mną ani ojcem swoimi przeżyciami i jak to w tym wieku mamy "tradycyjne" problemy : bunt,fochy,dyskusje itp. Mama dziewczynek zmarła kilka lat temu i mam wrażenie,że starsza ją znienawidziła bo odeszła i dlatego się zamknęła w sobie a młodsza wyidealizowała i traktuje mnie jak "złą macochę". Zaczynam opadać z sił próbując tworzyć "normalny" i ciepły dom. Sama wychowywałam się w łączonej rodzinie i byłam pewna, że to naturalne i dam sobie radę ale coraz wyższe schody...
Dzieci po takiej stracie mogą reagować w różny sposób. W tym wypadku zbiega się to dodatkowo z takim raczej buntowniczym okresem w ich życiu, co z pewnością dodatkowo negatywnie potęguje całą sytuację. Czy nie zastanawiałaś się, aby skorzystać z pomocy specjalisty? Czy córki np. chodzą do psychologa szkolnego? Być może pomogłaby im rozmowa z kimś "z zewnątrz". Wiadomo, że dzieciom, nastolatkom, najtrudniej najczęściej jest powiedzieć i porozmawiać o problemach z rodzicami. Znacznie łatwiej taka rozmowa przychodzi z kimś "trzecim", gdzie mogą się "wygadać" bez obaw o jakiekolwiek konsekwencje czy samo w sobie zdenerwowanie rodziców.
Lesiecka - osierocone dzieci bywają nieufne do drugiej żony ojca,a jeszcze jak wprowadzają się ze swoimi dziećmi.Mają żal do matki,że je opuściła - umierając,dlatego nie mogą sobie dać z tym rady,dlatego to Ty musisz robić wszystko,a nawet więcej,aby Ci zaczęły ufać,musisz im jakoś zaimponować,może właśnie czują,że są zbędne,nikt ich nie przytuli,nie porozmawia o ich problemach,a z pewnością mają ich nie mało.Oczywiście nie możesz na nie krzyczeć, ani niczego im zabraniać,czy rozkazywać,bo skutek może być odwrotny do zamierzonego.Cierpliwością zdziałasz więcej niżTobie się wydaje.Zresztą Twoje dzieci także muszą się starać być z nimi w przyjaźni.Dobrze byłoby siąść kiedyś wspólnie i tak szczerze od serducha sobie porozmawiać,wypytać je,czy coś ich nie trapi,czego np.oczekują od Ciebie,że je bardzo kochasz i rozumiesz je doskonale,że w tej chwili to Wy tworzycie jedną rodzinę i chcesz,aby wszyscy byli szczęśliwi i zadowoleni,że jest Ci przykro jak widzisz brak akceptacji ze strony osieroconych dziewczynek.
powiem ci że ja straciłam mamę w wieku 18 lat,moja siostra miała wtedy lat 12,choroba i śmierć mamy strasznie się na niej odbiła,ma teraz 25 lat i jako tako idzie do przodu z życiem,2 lata temu miała problem z alkoholem ale wyszła z tego,jest bardzo zamknięta w sobie,nawet mi jest ciężko cokolwiek z niej wyciągnąć,na szczęście mieszka z chłopakiem więc nie jest sama
ja jakoś sobie poradziłam,ale chyba tylko dlatego że się nie załamałam po śmierci mamy
przechodząc do tematu,mój tata znalazł sobie po jakiś 4 latach od śmierci nową babeczkę,Boże co działo się jak się o tym dowiedziałam miałam już wtedy 22 lata,doszło do wojny normalnie,pokłóciłam się z ojcem,poszłam nagadałam tej babce,
nie odzywałam się z ojcem jakieś 3 tygodnie,z nią ze 3 lata
emocje opadły,doszłam do wniosku że awantury nie były potrzebne,że ojciec ma prawo sobie ułożyć życie na nowo tym bardziej że ja i siostra wyprowadziłyśmy się z domu
w któreś święta wielkanocne które spędzamy zawsze u babci w domu tato przyprowadził swoją babkę,nie chciała przyjść na początku ale przyszła,od słowa do słowa przeprosiłyśmy się,wyjaśniłyśmy sobie wszystko i do dzisiaj jest ok.
jestem z nią na ty,spotykamy się na różnych imprezach,dogadujemy się,spotykam się też z jej córkami od czasu do czasu:)dzisiaj sie cieszę ze tato jest z nią i że nie jest sam
Dzieci reagują bardzo różnie. Czasem źle interpretują uczucia, są nieufne i mogą myśleć, że kochasz je "na pokaz", bo tak po prostu trzeba. Myślę, że potrzeba tutaj czasu.